PBF - Narodziny legendy
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Ja bardzo mam ochotę pomyszkować po lochach, podziemiach, szybach zapomnianych kopalń. Niczym Indiana Jones. Ale nie wiem czy to rozsądne.
Przede wszystkim zróbmy wywiad, przepytajmy mieszkańców. Może ktoś wie coś, co mogłoby być istotne dla ewentualnych eksploratorów. I warto byłoby dowiedzieć się co wie breton.
Co do Camilii - grzecznie acz stanowczo chciałbym ją spławić. Nie wygląda na najcnotliwszą, na razie nie mam czasu na flirciki z puszczalskimi wieśniaczkami. Ale warto zostawić sobie furtkę, gdybym chciał się zrelaksować w noc przed definitywnym opuszczeniem przez nas wioski - if you know what I mean :/dymek
Przede wszystkim zróbmy wywiad, przepytajmy mieszkańców. Może ktoś wie coś, co mogłoby być istotne dla ewentualnych eksploratorów. I warto byłoby dowiedzieć się co wie breton.
Co do Camilii - grzecznie acz stanowczo chciałbym ją spławić. Nie wygląda na najcnotliwszą, na razie nie mam czasu na flirciki z puszczalskimi wieśniaczkami. Ale warto zostawić sobie furtkę, gdybym chciał się zrelaksować w noc przed definitywnym opuszczeniem przez nas wioski - if you know what I mean :/dymek
Staram sie wypytac o Czarnyglaz kogosie tylko da, ale przede wszystkim rozmowic sie z tym Bretonem.
Cytat z postu #643 - Dumas Neviers? - Gerdur kiwnęła potakująco głową, obejrzała się mimowolnie ponad ramieniem na widoczne w oddali czarne ruiny górskiego kurhanu - Był tutaj dwie godziny temu, ale długo nie zabawił. Odebrał swoje złoto, pogawędził z dowódcą hersirów i poszedł w góry, do Czarnygłazu. Bogowie jedni wiedzą, czego tam szuka, ale niechby mu sprzyjali, bo to niedobre miejsce.
Ostatnio zmieniony 10 grudnia 2012, 19:51 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Chyba ssie mussimy wybrać tam za nim, może potrzebować nassej pomocy jak jesst tam niebezpiecnie. Ja dobry dla innych jesstem.
Ostatnio zmieniony 10 grudnia 2012, 20:22 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów
Przybysze zasiedli do posiłku przy znajomym już stole w schludnej i zadbanej chacie naczelniczki. Otwarcie ignorowany przez Gerdur Sivariael pozostał co prawda na ulicy, ale jego miejsce zajął rosły Nord w kolczej koszulce opinającej z trudem wielkie bary mężczyzny.
- To Hroth, dowódca zastępu - przedstawiła żołdaka Gerdur - Dowodzi hersirami z Białej Grani.
- Jeszcze nie wszystkimi, rzecz jasna - uśmiechnął się dobrodusznie drużynnik - Na razie tylko garnizonem w Puszczy, ale zawsze to jakiś początek. Powiedzcie lepiej, co na szlaku? Czy smok gdzieś się objawił w międzyczasie?
- Nie widzieliśmy go od czasu rzezi w Helgen - potrząsnął przecząco głową Hastur - Wy mieliście spokojną podróż?
- Dotarliśmy tutaj trzy godziny przed zmierzchem - odparł Hroth - Na drodze żywej duszy, prócz świstaków i zajęcy.
- Smok musi być gdzieś w pobliżu - wtrącił niespokojnie Hod, który wraz z Gerdur rozkładał na stole miski z kawałkami gorącej baraniny i pieczonych w popiele ziemniaków - Może zjawić się w każdej chwili, o każdej porze. Ludzie się boją.
Atmosfera przy stole, dalece rozluźniona na widok pachnącego smakowicie jadła, natychmiast stężała, przyoblekła twarze biesiadników w pełne zatroskania cienie.
- Od strony Helgen nikt więcej nie nadszedł - przyznał Hroth nabijając na żelazny szpikulec kawałek baraniny - Widzi mi się, że albo ocaleli uszli w inną stronę albo to wy byliście ostatnimi, którzy stamtąd unieśli głowy.
Przybysze zasiedli do posiłku przy znajomym już stole w schludnej i zadbanej chacie naczelniczki. Otwarcie ignorowany przez Gerdur Sivariael pozostał co prawda na ulicy, ale jego miejsce zajął rosły Nord w kolczej koszulce opinającej z trudem wielkie bary mężczyzny.
- To Hroth, dowódca zastępu - przedstawiła żołdaka Gerdur - Dowodzi hersirami z Białej Grani.
- Jeszcze nie wszystkimi, rzecz jasna - uśmiechnął się dobrodusznie drużynnik - Na razie tylko garnizonem w Puszczy, ale zawsze to jakiś początek. Powiedzcie lepiej, co na szlaku? Czy smok gdzieś się objawił w międzyczasie?
- Nie widzieliśmy go od czasu rzezi w Helgen - potrząsnął przecząco głową Hastur - Wy mieliście spokojną podróż?
- Dotarliśmy tutaj trzy godziny przed zmierzchem - odparł Hroth - Na drodze żywej duszy, prócz świstaków i zajęcy.
- Smok musi być gdzieś w pobliżu - wtrącił niespokojnie Hod, który wraz z Gerdur rozkładał na stole miski z kawałkami gorącej baraniny i pieczonych w popiele ziemniaków - Może zjawić się w każdej chwili, o każdej porze. Ludzie się boją.
Atmosfera przy stole, dalece rozluźniona na widok pachnącego smakowicie jadła, natychmiast stężała, przyoblekła twarze biesiadników w pełne zatroskania cienie.
- Od strony Helgen nikt więcej nie nadszedł - przyznał Hroth nabijając na żelazny szpikulec kawałek baraniny - Widzi mi się, że albo ocaleli uszli w inną stronę albo to wy byliście ostatnimi, którzy stamtąd unieśli głowy.
Jest okazja, by zarobić plusiki w kontaktach interpersonalnych, więc zapraszam do konwersacji (czemu tylko ja mam się męczyć nad rozbudowanymi postami?
).
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Sssetniku Hroth, a zamierzacie ssukać tego ssmoka, czy nie? Mam nadzieję, że odleciał, my tu długo nie zabawimy. Mamy cossik do załątwienai w okolicy. A ten mag jarla to porządny cłek? Zagadał ze mną, wydawał ssię porządny, ale wy ssrtniku dłuzej go znacie, słowa on dotrzymuje? jarlowi długo służy? Wasze zdrowie ssetniku.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów
Hroth przechylił się na ławie wyraźnie ukontentowany słowami jaszczura, chociaż Ahraveen od razu pojął, że drużynnik bynajmniej nie był łasym na wszelakie pochlebstwa głupcem.
- Setnikiem byłbym w cesarskiej armii, zacny... wędrowcze - spoglądający na gadzie oblicze rozmówcy Nord tylko na ułamek chwili dał się zbić z pantałyku - W służbie jarla zwykłym jestem hersirem, ale zgrzeszyłbym chcąc się na cokolwiek skarżyć.
Żołdak przesunął w stronę Hoda swój drewniany kubek, gospodarz zaś z miejsca napełnił go gęstym pitnym miodem.
- Co się zaś smoka tyczy, musiałbym być szaleńcem, by się porywać w dwa tuziny drużynników na potwora z legend - wzruszył ramionami Nord - Przecież on obrócił w perzynę Helgen! Każdą modlitwę do Akatosha kończę prośbą, by ten uchronił nas przed gniewem bestii.
- Niechaj uchroni nas od gniewu bestii! - powtórzyła Gerdur kreśląc na piersi znak Akatosha.
- Czarodziej Farendal Tajemny Płomień to człek uczciwy i bardzo uczony - dodał hersir wypiwszy wpierw połowę wypełniającego kubek trunku - Od dobrych kilku lat mieszka na dworze, księgi czytuje, warzy eliksiry i naucza synów jarla. Jego samego zresztą też, ale to akuratnie kiepsko mu idzie, bo jarl bardziej ku wojaczce skłonny niż zgłębianiu uczonych ksiąg.
Siedzący naprzeciwko Norda Llorvas uśmiechnął się półgębkiem, skrywając w obecności drużynnika swą mało pochlebną opinię na temat wykształcenia mieszkańców dalekiej północy.
Hroth przechylił się na ławie wyraźnie ukontentowany słowami jaszczura, chociaż Ahraveen od razu pojął, że drużynnik bynajmniej nie był łasym na wszelakie pochlebstwa głupcem.
- Setnikiem byłbym w cesarskiej armii, zacny... wędrowcze - spoglądający na gadzie oblicze rozmówcy Nord tylko na ułamek chwili dał się zbić z pantałyku - W służbie jarla zwykłym jestem hersirem, ale zgrzeszyłbym chcąc się na cokolwiek skarżyć.
Żołdak przesunął w stronę Hoda swój drewniany kubek, gospodarz zaś z miejsca napełnił go gęstym pitnym miodem.
- Co się zaś smoka tyczy, musiałbym być szaleńcem, by się porywać w dwa tuziny drużynników na potwora z legend - wzruszył ramionami Nord - Przecież on obrócił w perzynę Helgen! Każdą modlitwę do Akatosha kończę prośbą, by ten uchronił nas przed gniewem bestii.
- Niechaj uchroni nas od gniewu bestii! - powtórzyła Gerdur kreśląc na piersi znak Akatosha.
- Czarodziej Farendal Tajemny Płomień to człek uczciwy i bardzo uczony - dodał hersir wypiwszy wpierw połowę wypełniającego kubek trunku - Od dobrych kilku lat mieszka na dworze, księgi czytuje, warzy eliksiry i naucza synów jarla. Jego samego zresztą też, ale to akuratnie kiepsko mu idzie, bo jarl bardziej ku wojaczce skłonny niż zgłębianiu uczonych ksiąg.
Siedzący naprzeciwko Norda Llorvas uśmiechnął się półgębkiem, skrywając w obecności drużynnika swą mało pochlebną opinię na temat wykształcenia mieszkańców dalekiej północy.
Parametry Llorvasa na 11 dzień OS
Niebawem dodam...
Niebawem dodam...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów
Kiedy posiłek dobiegł już końca, a na stole pozostały jedynie wylizane do czysta półmiski, Gerdur szturchnęła swego męża znacząco łokciem przypominając mu o czymś w mało wyszukany sposób. Mężczyzna nawet się nie skrzywił, nawykły widać do takiego traktowania przez twardą i bezceremonialną małżonkę, poszedł czym prędzej do sąsiedniej izby.
Kiedy wrócił, widok niesionych w dłoniach niewielkich skórzanych woreczków postawił Barr'tehowi uszy na sztorc. Kocur zamruczał mimowolnie, z wielkim zadowoleniem spoglądając okrągłymi ślepiami na kładzione na stole sakiewki. Złote krążki nie były dla khajiita równie wielką pokusą jak dla ludzi i wielu elfów, ale nawet beztrosko podchodzący do wielu codziennych kwestii kotołak zdawał sobie sprawę z potęgi złota.
Spoczywające w sakiewce złoto nie zmuszało na przykład do polowania na miejscowe kury, tak zazdrośnie strzeżone przez zachłannych do przesady i nieżyczliwych wieśniaków. Złoto pozwalało kupować strawę i chociaż Barr'teh czerpał prawdziwą przyjemność z polowań, doceniał zalety spożywania jadła sporządzonego rękami innych - ileż bowiem czasu oszczędzało się wówczas na leniuchowanie!
- Po trzydzieści septimów dla każdego z was, podług umowy - powiedziała Gerdur rozdając najmitom woreczki - Nie mam nic jedynie dla ciebie, Hrothu, ale ciebie wszak opłaca sowicie sam jarl, więc głodem nie przymrzesz.
Kiedy posiłek dobiegł już końca, a na stole pozostały jedynie wylizane do czysta półmiski, Gerdur szturchnęła swego męża znacząco łokciem przypominając mu o czymś w mało wyszukany sposób. Mężczyzna nawet się nie skrzywił, nawykły widać do takiego traktowania przez twardą i bezceremonialną małżonkę, poszedł czym prędzej do sąsiedniej izby.
Kiedy wrócił, widok niesionych w dłoniach niewielkich skórzanych woreczków postawił Barr'tehowi uszy na sztorc. Kocur zamruczał mimowolnie, z wielkim zadowoleniem spoglądając okrągłymi ślepiami na kładzione na stole sakiewki. Złote krążki nie były dla khajiita równie wielką pokusą jak dla ludzi i wielu elfów, ale nawet beztrosko podchodzący do wielu codziennych kwestii kotołak zdawał sobie sprawę z potęgi złota.
Spoczywające w sakiewce złoto nie zmuszało na przykład do polowania na miejscowe kury, tak zazdrośnie strzeżone przez zachłannych do przesady i nieżyczliwych wieśniaków. Złoto pozwalało kupować strawę i chociaż Barr'teh czerpał prawdziwą przyjemność z polowań, doceniał zalety spożywania jadła sporządzonego rękami innych - ileż bowiem czasu oszczędzało się wówczas na leniuchowanie!
- Po trzydzieści septimów dla każdego z was, podług umowy - powiedziała Gerdur rozdając najmitom woreczki - Nie mam nic jedynie dla ciebie, Hrothu, ale ciebie wszak opłaca sowicie sam jarl, więc głodem nie przymrzesz.
Parametry Barr'teha na 11 dzień OS
Niebawem dodam...
Niebawem dodam...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów
Hod i Gerdur uprzątnęli naczynia ze stołu, więc najmici wstali niechętnie z ław, godząc się w duchu z końcem posiłku, luzując pasy i ocierając rękawami usta.
- Co teraz uczynicie? - zapytała Gerdur spoglądając na Ahraveena z uniesionymi nieznacznie brwiami - Naprawdę chcecie iść do Czarnygłazu?
- Breton ssam possedł, trzeba iśść go possukać - odparł zdecydowanym tonem jaszczur, poprawiając wsunięty za szeroki skórzany pas topór - A co wam wiadomo o tych ruinach?
- Bardzo stary kurhan, po części rozsypany w proch - wzruszyła ramionami góralka - Był na tej górze od zawsze, na długo od pobudowania tu osady. Od wielu pokoleń nie chowaliśmy tam żadnych zmarłych, my mamy cmentarzyk pod wezwaniem Arkaya zaraz za wioską.
- A chadza tam ktokolwiek? - zaciekawił się Llorvas - Zaglądacie na kurhan?
- A po co? - odpowiedział pytaniem Hod, wyraźnie niechętnie - To stare cmentarzysko, a takie miejsca bywają niebezpieczne. Zeszłego roku było tam kilku chłopaków, co zagubionych kóz szukali, pooglądali to i owo. Podobno wrota do kurhanu ciągle się na zawiasach obracają, a przecie całe wieki mają! Przedsionek ponoć gruzem zawalony, dalej bali się zapuszczać.
- Ale Breton tam poszedł? - upewnił się Llorvas - I nie chciał pomocy?
- On mi wygląda na takiego, co to lubi wszystko własnymi rękami robić - stwierdziła z nutą powątpiewania w głosie Gerdur - Wypytał tylko o najkrótszą drogę, a potem uszedł w las.
Hod i Gerdur uprzątnęli naczynia ze stołu, więc najmici wstali niechętnie z ław, godząc się w duchu z końcem posiłku, luzując pasy i ocierając rękawami usta.
- Co teraz uczynicie? - zapytała Gerdur spoglądając na Ahraveena z uniesionymi nieznacznie brwiami - Naprawdę chcecie iść do Czarnygłazu?
- Breton ssam possedł, trzeba iśść go possukać - odparł zdecydowanym tonem jaszczur, poprawiając wsunięty za szeroki skórzany pas topór - A co wam wiadomo o tych ruinach?
- Bardzo stary kurhan, po części rozsypany w proch - wzruszyła ramionami góralka - Był na tej górze od zawsze, na długo od pobudowania tu osady. Od wielu pokoleń nie chowaliśmy tam żadnych zmarłych, my mamy cmentarzyk pod wezwaniem Arkaya zaraz za wioską.
- A chadza tam ktokolwiek? - zaciekawił się Llorvas - Zaglądacie na kurhan?
- A po co? - odpowiedział pytaniem Hod, wyraźnie niechętnie - To stare cmentarzysko, a takie miejsca bywają niebezpieczne. Zeszłego roku było tam kilku chłopaków, co zagubionych kóz szukali, pooglądali to i owo. Podobno wrota do kurhanu ciągle się na zawiasach obracają, a przecie całe wieki mają! Przedsionek ponoć gruzem zawalony, dalej bali się zapuszczać.
- Ale Breton tam poszedł? - upewnił się Llorvas - I nie chciał pomocy?
- On mi wygląda na takiego, co to lubi wszystko własnymi rękami robić - stwierdziła z nutą powątpiewania w głosie Gerdur - Wypytał tylko o najkrótszą drogę, a potem uszedł w las.
Jakieś dodatkowe pytania, czy wychodzimy wesołą gromadką na zewnątrz chaty?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kotołak złożył jeszcze raz ręce na piersi dziękując tym gestem pani domu za posiłek. Pyszny posiłek, ale dla khajita każdy posiłek był pyszny. Kotolak dziwił się często, że gdy człowieki zaczynają jeść miarą Barr'teha to zaraz robią im się wielkie brzuszyska jak samicom przy nadzieji. Khajit cały czas był jednak szczupły. Może człowieki powinny też biegać na polowanich więciej a nie tylko siedzieć i nic nie robic. Barr'teh zostawił przemyślenia i oznajmił towaryszom:
- Barr'teh poszedłby teraz za człowiekiem. Bez czekania.
- Barr'teh poszedłby teraz za człowiekiem. Bez czekania.