PBF - Mrok nad Delamirą
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Pancerze są zreperowane. Za darmo wam je naprawili. Obrażenia były takie jak po walce z wilkami, ale Cadmon wam je wyleczył, więc macie pełnię sił. Co z waszym wstrętem do magii? Rangersów chciał brać Druss i jeszcze Liguryjczyków, niedługo to na każdą akcję kompanię wojska będziecie brać...
W ilu w końcu płyniecie w 14 stu czy w mniejszej grupie?
Ostatnio zmieniony 13 grudnia 2012, 18:42 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
E tam kompanie...(spogląda tęsknie na drogę do Dalmiery wypatrując posiłków:P).
A jak tam sprawa trucizny na broń(przede wszystkim chodzi mi o strzały i bełty), jak da rade to ideałem byłoby coś co by paraliżowało/zabijało w momencie kontaktu(wiem wiem marzenia ściętej głowy) ale wszelkimi środkami trującymi nie pogardzę.
Rozumiem że będzie trzeba się przeprawić przez rzekę, więc pewnie jakieś łodzie by trzeba skombinować tak? Po za tym trzeba by jeszcze przemyśleć samo podejście na miejsce akcji, bo raczej lądowaniu "ala Normandia" nie wieszcze sukcesu.
Po pierwsze jak duża jest ta wysepka?
Czy da się do niej dotrzeć bez łodzi maszerując jakąś płycizną( oczywiście takie miejsce raczej z mety odpada bo powinno być obstawione)?
Jest gęsto porośnięta lasem?
Czy ma jakieś dobre punkty obserwacyjne(zakładam że wspomniana budowla może takim być)?
Wstępnie myślę o tym żeby zaatakować od piktyjskiej strony i z kierunku przeciwnego do Dalmiery.
A jak tam sprawa trucizny na broń(przede wszystkim chodzi mi o strzały i bełty), jak da rade to ideałem byłoby coś co by paraliżowało/zabijało w momencie kontaktu(wiem wiem marzenia ściętej głowy) ale wszelkimi środkami trującymi nie pogardzę.
Rozumiem że będzie trzeba się przeprawić przez rzekę, więc pewnie jakieś łodzie by trzeba skombinować tak? Po za tym trzeba by jeszcze przemyśleć samo podejście na miejsce akcji, bo raczej lądowaniu "ala Normandia" nie wieszcze sukcesu.
Po pierwsze jak duża jest ta wysepka?
Czy da się do niej dotrzeć bez łodzi maszerując jakąś płycizną( oczywiście takie miejsce raczej z mety odpada bo powinno być obstawione)?
Jest gęsto porośnięta lasem?
Czy ma jakieś dobre punkty obserwacyjne(zakładam że wspomniana budowla może takim być)?
Wstępnie myślę o tym żeby zaatakować od piktyjskiej strony i z kierunku przeciwnego do Dalmiery.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Druid Cadmon, zagadnięty w sprawie trucizn silniejszych niż mikstura na przeczyszczenie, rzekł, nie mam tu żadnych trucizn i nie zrobie takowych, służę życiu i przyrodzie, nie zabijam bez konieczności. Wyleczyłem was, to musi wam wystarczyć.
Łodzie dostaniecie z Delamiry w końcu pracujecie dla Gubernatora. Około dwa dni w łodziach będziecie płynąć. Łodzie ukryjecie, dostaniecie dwie do 10 osób wkażdej może być na maksa. Po wylądowaniu, ruszycie lądem dwie godziny by dotrzec na wysepkę, to nieduża wysepka na zamulonej odnodze Rzeki Czarnej, wyspa ma kilkanaście kilometrów kwadratowych powierzchni, czyli jest bardzi mała. Nie macie dokładnych danych topograficznych, cieszcie się, że Tecumseh wie gdzie ona jest. Gorm tylko wyczytał z umysłu Tajiego gdzie jest Ayodia, nie był tam... To teren wroga. Decydujcie czy wypłyniecie tak by rano po 2 dniach ruszyc na wyspę, czy chcecie na wyspę dotrzeć wieczorem albo w nocy?
Trochę zadziwia mnie fakt, że Ayodia jest tak daleko, tak jakby ciągle się przemieszczali. W związku z tym, oby się nie okazało, że po 2 dniach drogi w 1 stronę popłyneliśmy tam na marne...
Imo lepiej przypłynąć wczesnym rankiem, zanim stanie słońce, wtedy będzie pewność, że oprócz strażników wszyscy będą spać.
Imo lepiej przypłynąć wczesnym rankiem, zanim stanie słońce, wtedy będzie pewność, że oprócz strażników wszyscy będą spać.
Ja bym proponował żeby wylądować kilka kilometrów od wyspy i zrobić mały zwiad, w razie czego damy radę nieść te łodzie po lądzie?
Właśnie pomyślałem czy dało by radę zdobyć łodzie w faktorii i z stamtąd wyruszyć rzekom? Oczywiście trzeba by konno podróżować, tylko czy dostaniemy tyle koni? Ewentualni rozważyłbym nawet zmniejszenie ekspedycji na rzecz możliwości podróży lądem do faktorii bo wydaje mi się że mielibyśmy w ten sposób większe szanse dotrzeć na miejsce niezauważenie i zmniejszyć prawdopodobieństwo potyczek po drodze. Co o tym sądzicie?
Właśnie pomyślałem czy dało by radę zdobyć łodzie w faktorii i z stamtąd wyruszyć rzekom? Oczywiście trzeba by konno podróżować, tylko czy dostaniemy tyle koni? Ewentualni rozważyłbym nawet zmniejszenie ekspedycji na rzecz możliwości podróży lądem do faktorii bo wydaje mi się że mielibyśmy w ten sposób większe szanse dotrzeć na miejsce niezauważenie i zmniejszyć prawdopodobieństwo potyczek po drodze. Co o tym sądzicie?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Konno możecie dojechac do Faktorii, pojedzie kilku myśliwych więcej i oni zabiorą konie z powrotem do Delamiry. W faktorii dostaniecie łodzie. Niesienie łodzi jest możliwe, ale uniemożliwia skradanie się, ukrywanie itd. Poza tym będziecie zostawiać wyraźniejsze ślady, będąc obciążonymi. To co tam ostatecznie czynicie?
Ostatnio zmieniony 14 grudnia 2012, 20:33 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
- A więc dalej, w drogę. Pozbądźmy się tej wiedźmy raz na zawsze.
Zorian kończył wiązać juki, na wolnych koniach. Cała drużyna wyglądała imponująco: uzbrojeni po zęby ludzie powoli wyjeżdżali przez świeżo postawione palisady Delamiry. Kolumna konnych wyjeżdżała odprowadzana wzrokiem pozostałej ludności pograniczników.
Zorian kończył wiązać juki, na wolnych koniach. Cała drużyna wyglądała imponująco: uzbrojeni po zęby ludzie powoli wyjeżdżali przez świeżo postawione palisady Delamiry. Kolumna konnych wyjeżdżała odprowadzana wzrokiem pozostałej ludności pograniczników.
Płyńmy prosto na tą wyspę, zaatakujemy w nocy, z marszu, bez podchodów w noszenie łodzi. Po pierwszym ostrzale już połowa piktów powinna łykać strzały...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Dotarliście konno do Faktorii. Łodzie czekały poza faktorią, wasze 14 osobowe komando, wskoczyło do dwóch łodzi i ruszyło w dół Rzeki ku wyspie. Dopłynęliście wieczorem, ukryliście łodzie i ruszyli ku wyspie. Doszliście do niej nie niepokojeni przez nikogo, poza dokuczliwymi komarami.
Wyspa ma, według waszych informacji , kilka mil długości i tyleż szerokości. Brzeg jest nieco skalisty, trudno dostępny, choć znaleźliście dość szybko wąską plażę, wygodną do wkroczenia na wyspę. Od plaży droga prowadzi na górę, gdzie widać litą, nieprzerwaną ścianę lasu. Tecumseh powiedział wam, że ruiny są około pół mili dalej, w głębi lądu.
Na wyspie panuje dziwna, trudna do opisania cisza. Nie słychać śpiewu ptaków, nawet szum fal rzecznych na plaży jest jakiś przytłumiony. Nad wszystkimi odgłosami wydaje się wisi jakaś głusząca czapa. Powietrze jest nieruchome. Atmosfera budzi instynktowny niepokój.
Wyspa ma, według waszych informacji , kilka mil długości i tyleż szerokości. Brzeg jest nieco skalisty, trudno dostępny, choć znaleźliście dość szybko wąską plażę, wygodną do wkroczenia na wyspę. Od plaży droga prowadzi na górę, gdzie widać litą, nieprzerwaną ścianę lasu. Tecumseh powiedział wam, że ruiny są około pół mili dalej, w głębi lądu.
Na wyspie panuje dziwna, trudna do opisania cisza. Nie słychać śpiewu ptaków, nawet szum fal rzecznych na plaży jest jakiś przytłumiony. Nad wszystkimi odgłosami wydaje się wisi jakaś głusząca czapa. Powietrze jest nieruchome. Atmosfera budzi instynktowny niepokój.
Co czynicie?
Ciarki przeszły po skórze Zoriana, który próbował za wszelką cenę maskować strach i niepokój, który się w nim rodził. Dobrze zdawał sobie sprawę, że nienaturalna cisza na wyspie jest efektem działania sił nieczystych - magii i podstępnych bóstw. W myślach zaczął odprawiać modły do Mitry, o odpędzenie złych czarów, guseł, uroków i klątw.
Po zaciągnięciu i szybkim ukryciu łodzi w gęstwinie krzaków, Zorian zgromadził wokół siebie całą ekipię.
- Psst. Niepodoba mi się tu jak cholera. Za niedługo będzie świtać. Idźmy w kolumnie, trzymając się prawej strony lasu, w odstępach 2 metry od siebie. Przed ruinami się przegrupujemy i otoczymy piktów, atakując ze wszystkich możliwych stron. Co wy na to?
Po zaciągnięciu i szybkim ukryciu łodzi w gęstwinie krzaków, Zorian zgromadził wokół siebie całą ekipię.
- Psst. Niepodoba mi się tu jak cholera. Za niedługo będzie świtać. Idźmy w kolumnie, trzymając się prawej strony lasu, w odstępach 2 metry od siebie. Przed ruinami się przegrupujemy i otoczymy piktów, atakując ze wszystkich możliwych stron. Co wy na to?
Druss zaciskał nerwowo lewą dłoń na stylisku topora, musiał przyznać sam przed sobą że się boi. Cisza na wyspie nadała siły podszeptą jego podświadomości że walczenie z wiedźmą to coś za co nie powinni się zabierać...
- Tylko jak nie My to kto? TY wielki chędożony TCHÓRZU? - zganił się w myślach za własna słabość i wziął się w garść.
Dobro ze zdecydowaniem czy ich okrążymy czy nie poczekałbym do czasu dotarcia do ruin trzeba zrobić najpierw zwiad.
A co do odstępów to nie jest to zły pomysł ale zależy jak wygląda sprawa z widocznością, bo może być tak że przy takich odstępach ktoś może się zgubić a to ostatnia rzecz jakiej potrzebujemy, więc nie zdziwię się jak będzie trzeba iść tuż za sobą trzymając się za pasy.
Po za tym MG napisał że dopływamy wieczorem, więc nie jestem pewien czy minęło już tyle czasu żeby miało zaraz świtać, zakładałbym że jest raczej środek nocy, pod warunkiem że może jeszcze w ogóle nie zapadła zupełna noc
.
- Tylko jak nie My to kto? TY wielki chędożony TCHÓRZU? - zganił się w myślach za własna słabość i wziął się w garść.
Dobro ze zdecydowaniem czy ich okrążymy czy nie poczekałbym do czasu dotarcia do ruin trzeba zrobić najpierw zwiad.
A co do odstępów to nie jest to zły pomysł ale zależy jak wygląda sprawa z widocznością, bo może być tak że przy takich odstępach ktoś może się zgubić a to ostatnia rzecz jakiej potrzebujemy, więc nie zdziwię się jak będzie trzeba iść tuż za sobą trzymając się za pasy.
Po za tym MG napisał że dopływamy wieczorem, więc nie jestem pewien czy minęło już tyle czasu żeby miało zaraz świtać, zakładałbym że jest raczej środek nocy, pod warunkiem że może jeszcze w ogóle nie zapadła zupełna noc
Wszechogarniająca cisza wywołała w Vanku chęć wypełnienia jej w jakikolwiek sposób, lecz nawet bicie własnego serca, któe wydawało się dudnić na milę wydawało się zbyt głośne. W każdej chwili zamorianin spodziewał się zatrutej strzałki, tudzież noża rzuconego z ciemności. Towarzysze nocnych łowów nerwowo spoglądali po sobie, lecz panowało wyczuwalne przekonanie, że być może to nie oni są dzisiejszej nocy łowcami.
Nienaturalna cisza uświadomiła nagle Vankowi straszą prawdę. zwierzęta zawsze szybko wyczuwają obecność ludzi, co mogło oznaczać, że są obserwowani..
Nagłym ruchem przykucnął wskazując innym gestem, by uczynili to samo. Powolnym ruchem ręki wskazał dwóch spośród myśliwych i pokierował ich ku ciemnej kurtynie lasu jako szpicę. Widząc niepewność w ich ruchach niezbyt chętnie ruszył wraz z nimi na zwiad.
Nienaturalna cisza uświadomiła nagle Vankowi straszą prawdę. zwierzęta zawsze szybko wyczuwają obecność ludzi, co mogło oznaczać, że są obserwowani..
Nagłym ruchem przykucnął wskazując innym gestem, by uczynili to samo. Powolnym ruchem ręki wskazał dwóch spośród myśliwych i pokierował ich ku ciemnej kurtynie lasu jako szpicę. Widząc niepewność w ich ruchach niezbyt chętnie ruszył wraz z nimi na zwiad.