Opowiadanie
Witam,
Od jakiegoś czasu w sród administracji krąży pomysł na uatrakcyjnienie naszego portalu poprzez umieszczanie autorskich opowiadań w świecie KC. Jest to na pewno dobry pomysł jest kwestią tylko tego ko miałby to robić oraz jacy bohaterowie mieliby w nich występować. Oczywiście pomysł powstał na bazie moich "sprawozdań" na forum z sesji jakie prowadzę. Początkowo pomysłem było kontynuowanie przygód tych bohaterów którzy są wyszczególnieni w tych przygodach np. po 10 latach od ostatnich wydarzeń. Ale na pewno ciekawszym pomysłem byłoby stworzenie nowych bohaterów.
Moją propozycją jest oczywiście dyskusja tutaj co o tym myślicie. Ale widzę to w ten sposób, że każdy zainteresowany użytkownik stworzyłby swojego bohatera, opisał jego historię, dążenia, plany,ew. wrogów czy przyjaciół. Zrobiłby to w formie artykułu powiedzmy do końca kwietnia. Następnie umieścilibyśmy tych bohaterów w dziale z przygodami i zaczęli wirtualną przygodę/opowiadanie z ich udziałem. Powiedzmy że pierwszą przygodę napisałbym ja, potem ktoś inny itd. Mielibyście swojego bohatera a także możliwość kreowania przyszłych jego przygód. Oczywiście wszystkie postacie byłyby umieszczone jednego dnia, ponieważ wolałbym aby każdy stworzył takiego bohatera jakiego by widział najlepiej dla siebie. Nawet jeśli oznaczałoby to dwóch magów w "drużynie".
Zapraszam do dyskusji a także kreowania takiego bohatera. Proponuję wraz ze współczynnikami, biegłościami itd. Kto wie może ktoś zechce ich wykorzystać jako NPC-a w swoich przygodach.
Od jakiegoś czasu w sród administracji krąży pomysł na uatrakcyjnienie naszego portalu poprzez umieszczanie autorskich opowiadań w świecie KC. Jest to na pewno dobry pomysł jest kwestią tylko tego ko miałby to robić oraz jacy bohaterowie mieliby w nich występować. Oczywiście pomysł powstał na bazie moich "sprawozdań" na forum z sesji jakie prowadzę. Początkowo pomysłem było kontynuowanie przygód tych bohaterów którzy są wyszczególnieni w tych przygodach np. po 10 latach od ostatnich wydarzeń. Ale na pewno ciekawszym pomysłem byłoby stworzenie nowych bohaterów.
Moją propozycją jest oczywiście dyskusja tutaj co o tym myślicie. Ale widzę to w ten sposób, że każdy zainteresowany użytkownik stworzyłby swojego bohatera, opisał jego historię, dążenia, plany,ew. wrogów czy przyjaciół. Zrobiłby to w formie artykułu powiedzmy do końca kwietnia. Następnie umieścilibyśmy tych bohaterów w dziale z przygodami i zaczęli wirtualną przygodę/opowiadanie z ich udziałem. Powiedzmy że pierwszą przygodę napisałbym ja, potem ktoś inny itd. Mielibyście swojego bohatera a także możliwość kreowania przyszłych jego przygód. Oczywiście wszystkie postacie byłyby umieszczone jednego dnia, ponieważ wolałbym aby każdy stworzył takiego bohatera jakiego by widział najlepiej dla siebie. Nawet jeśli oznaczałoby to dwóch magów w "drużynie".
Zapraszam do dyskusji a także kreowania takiego bohatera. Proponuję wraz ze współczynnikami, biegłościami itd. Kto wie może ktoś zechce ich wykorzystać jako NPC-a w swoich przygodach.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
Mrufon
- Reactions:
- Posty: 2627
- Rejestracja: 18 stycznia 2009, 19:17
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 6 times
- Kontakt:
"Nachylił się do lekko dymiącego koksownika w mrocznym rogu podziemnej komnaty. Swąd ziół ulatniał się, pozostawiając nikły zapachowy ślad tylko w jego bliskim sąsiedztwie. Sypnął garścią obficie, zaciągnął się mocno hirhą, leandrem i niosącym śmierć w mękach szargarrem. Odwróci się na pięcie i podszedł do mosiężnego stojaka. Przewrócił kolejną stronę prastarego inkunabułu. Runy i tajemne symbole zapłonęły rubinowym światłem. Czytał dalej kreśląc w gęstniejącym powietrzu kikutem lewej dłoni niepojęte znaki. Martwe, owinięte w pożółkłe bandaże ciało nekromanty drgnęło nieznacznie w odpowiedzi na ten zew..."
Nawiązując do powyższego - wskrzeszamy temat?
Nawiązując do powyższego - wskrzeszamy temat?
Ostatnio zmieniony 07 grudnia 2009, 20:35 przez Mrufon, łącznie zmieniany 1 raz.
Co o takim wstępie myślicie?
"Jest rok 9415 Orcus Święty do sali audiencyjnej tan Idiuru han'a zostaje przyjęty jeden z młodszych kapłanów Morghlitha trzymając w ręku coś zawiniętego w koc.
Panie! - zwrócił się kapłan do tan Idiuru han'a donośnym ale i drżącym głosem.
Wczoraj w nocy podczas obchodu świątynnych ogrodów znaleźliśmy to zawiniątko...
Kapłanie ! - przerywając mu wrzasnął tan Idiuru han
Czy to co trzymasz w rękach jest aż tak ważne , że zawracasz mi tym głowę... dla Twojego dobra... mów co takiego ważnego mi przynosisz i bacz na słowa , bo nie jestem dziś w nastroju na gości.
Ależ oczywiście Panie - kłaniając się ponownie kapłan zaczął mówić.
W tym zawiniątku znaleźliśmy dziecię , dziecię wygląda na rasę półolbrzymów ale nie to mnie sprowadza do Ciebie .
Na ręku... kapłan zrobił dwa kroki w stronę tan Idiuru han'a odwijając jednocześnie zawiniątko.
...na ręku to niemowlę ma złotą branzolete z której bije dość potężna magia... czarna magia mój Panie. kapłan kończąc zdanie znów uczynił ukłon w stronę Idiuru han'a.
Tan Idiuru han aż wstał ze swojego tronu i z ogromną ciekawością zbliżył się do niemowlaka. Wyciągnął ręce dając do zrozumienia kapłanowi że ma przekazać mu dziecko.
Możesz już iść - powiedział gandar do kapłana po czym kapłan ukłonił się ostatni raz i nie odwracając się opóścił sale audiencyjną.
Skoro Marghlith skierował Cię do mnie (powiedział do siebie Idiuru) to wychowam Cie jak swoje a na imię dam Ci... Lady Olenna han... tak będziesz "Tan Lady Olenna han"..."
"Jest rok 9415 Orcus Święty do sali audiencyjnej tan Idiuru han'a zostaje przyjęty jeden z młodszych kapłanów Morghlitha trzymając w ręku coś zawiniętego w koc.
Panie! - zwrócił się kapłan do tan Idiuru han'a donośnym ale i drżącym głosem.
Wczoraj w nocy podczas obchodu świątynnych ogrodów znaleźliśmy to zawiniątko...
Kapłanie ! - przerywając mu wrzasnął tan Idiuru han
Czy to co trzymasz w rękach jest aż tak ważne , że zawracasz mi tym głowę... dla Twojego dobra... mów co takiego ważnego mi przynosisz i bacz na słowa , bo nie jestem dziś w nastroju na gości.
Ależ oczywiście Panie - kłaniając się ponownie kapłan zaczął mówić.
W tym zawiniątku znaleźliśmy dziecię , dziecię wygląda na rasę półolbrzymów ale nie to mnie sprowadza do Ciebie .
Na ręku... kapłan zrobił dwa kroki w stronę tan Idiuru han'a odwijając jednocześnie zawiniątko.
...na ręku to niemowlę ma złotą branzolete z której bije dość potężna magia... czarna magia mój Panie. kapłan kończąc zdanie znów uczynił ukłon w stronę Idiuru han'a.
Tan Idiuru han aż wstał ze swojego tronu i z ogromną ciekawością zbliżył się do niemowlaka. Wyciągnął ręce dając do zrozumienia kapłanowi że ma przekazać mu dziecko.
Możesz już iść - powiedział gandar do kapłana po czym kapłan ukłonił się ostatni raz i nie odwracając się opóścił sale audiencyjną.
Skoro Marghlith skierował Cię do mnie (powiedział do siebie Idiuru) to wychowam Cie jak swoje a na imię dam Ci... Lady Olenna han... tak będziesz "Tan Lady Olenna han"..."
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]-
Mrufon
- Reactions:
- Posty: 2627
- Rejestracja: 18 stycznia 2009, 19:17
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 6 times
- Kontakt:
Czyli wstęp narracyjny? Czemu nie?
Leobardis zaczął historię postaci. Czas na mnie.
1. Historia
Urodził się w domu zamożnego zielarza w stolicy imperium. Stary prowadził spory sklep z bogatym asortymentem ziół, nierzadko unikatowych. W kraju tak obfitującym we florę o przeróżnym działaniu nietrudno zapełnić lady i magazyn surowcami i preparatami.
Młody Corlis nasiąkł jak gąbka umiłowaniem ziół, choć - nie da się ukryć - zawsze najbardziej interesowały go te o silnym i trującym działaniu.
Już jako dzieciak zaczął zarabiać poza majątkiem rodziciela. Na małej działce, na skraju ogrodu ojca, hodował kulczybę. Zmielonymi nasionami truł szczury w posiadłościach majętnych winiarzy i miejskich patrycjuszy. Tak gromadził grosiwo na własne potrzeby. Kiedyś trafił do domu kupca Haji'ego. Haji wykorzystywał handel jako parawan dla swej prawdziwej działalności - był zabójcą. Uznał, że Corlis jest dobry materiałem na zabójcę - zatrudnił go więc, najpierw jako pomocnika, nie obnażając drugiego dna. Stopniowo jednak zdradzał kulisy swej działalności. Corlisowi spodobały się nowe zajęcia - na razie w formie zabawy podawane - podchody, nauka cichego poruszania się na skrzypiących deskach podstrysza, otwieranie drzwi wytrychem, wspinaczka. Po pewnym czasie zaczął poznawać kolejne tajniki skrytobójczego fachu - walkę nożem, miotanie rzutkami, walkę krótkim mieczem, strzelanie z łuku, preparowanie trucizn (choć tu mentor nie był już takim autorytetem), szybkiego reagowania w sytuacji zagrożenia.
Corlisa rozpierała duma, że znalazł się w takim terminie. Skrytobójcy-fachowcy cieszą się niemałym szacunkiem.
Corlis dzięki rozsądnym naukom mistrza nie podzielał typowej dla ludzi niechęci do innych ras i przyrodzonej ludziom buty. Przyczyna jest prosta - każdy z nich mógł zostać zleceniodawcą. Nauczył się też samodzielnego myślenia - bez gotowych szablonów i formułek podsuwanych przez durnych kapłanów. Niemniej wierzy na swój sposób w bogów i czci chichoczącego boga złodziejaszków - Bella.
Po ukończeniu terminu kilka lat spędził w stolicy. Podczas jednego ze zleceń zadarł z członkami rodu patrycjuszy, którego bogactwo wyrosło przed wielu laty na... skrytobójstwie. Musiał wiać. I to szybko. Opuścił Ostrogar tak prędko jak to było możliwe. udał się na południowy-zachów, do Get-warr-garu, gdzie postanowił na pewien czas osiąść.
Corlis jest świetnie wyszkolony w walce bronią ręczną, choć tę traktuje jako ekstremalną i ostateczną ewentualność. Zdecydowanie preferuje bezkolizyjne zabijanie - trucizny, rzutki, strzały nasmarowane morderczymi linimentami.
Dążenia - wygodne, dostatnie życie na starość, wożenie się jak najlepszymi rydwanami, wszeteczne dziewki. Lubi dobre wino, elegancką broń, miękki siennik pod głową i ciepłą strawę. To jednak kosztuje. Corlis gromadzi pieniądze na te cele, choć nie jest przesadnie oszczędny - wszak kiedyś odziedziczy majątek ojca...
Tymczasem chwila ta jest bardzo odległa, chce zobaczyć jak najwięcej i zaznać dreszczyka emocji związanego z profesją.
Wykona niemal każde zlecenie, oprócz oczywiście wymierzonego w najbliższych - rodzinę i przyjaciół ew., czy osób, którym z wzajemnością ufa. Poza tym nie ma tabu ani zmiłuj się - wszyscy inni mogą znaleźć się na drugim końcu noża...
Oprócz imienia Corlis posługuje się jeszcze zawołaniem "Pająk", którym ochrzcili go znajomi z dzielnicy, jeszcze w Ostrogarze.
Tyla na razie.
Leobardis zaczął historię postaci. Czas na mnie.
1. Historia
Urodził się w domu zamożnego zielarza w stolicy imperium. Stary prowadził spory sklep z bogatym asortymentem ziół, nierzadko unikatowych. W kraju tak obfitującym we florę o przeróżnym działaniu nietrudno zapełnić lady i magazyn surowcami i preparatami.
Młody Corlis nasiąkł jak gąbka umiłowaniem ziół, choć - nie da się ukryć - zawsze najbardziej interesowały go te o silnym i trującym działaniu.
Już jako dzieciak zaczął zarabiać poza majątkiem rodziciela. Na małej działce, na skraju ogrodu ojca, hodował kulczybę. Zmielonymi nasionami truł szczury w posiadłościach majętnych winiarzy i miejskich patrycjuszy. Tak gromadził grosiwo na własne potrzeby. Kiedyś trafił do domu kupca Haji'ego. Haji wykorzystywał handel jako parawan dla swej prawdziwej działalności - był zabójcą. Uznał, że Corlis jest dobry materiałem na zabójcę - zatrudnił go więc, najpierw jako pomocnika, nie obnażając drugiego dna. Stopniowo jednak zdradzał kulisy swej działalności. Corlisowi spodobały się nowe zajęcia - na razie w formie zabawy podawane - podchody, nauka cichego poruszania się na skrzypiących deskach podstrysza, otwieranie drzwi wytrychem, wspinaczka. Po pewnym czasie zaczął poznawać kolejne tajniki skrytobójczego fachu - walkę nożem, miotanie rzutkami, walkę krótkim mieczem, strzelanie z łuku, preparowanie trucizn (choć tu mentor nie był już takim autorytetem), szybkiego reagowania w sytuacji zagrożenia.
Corlisa rozpierała duma, że znalazł się w takim terminie. Skrytobójcy-fachowcy cieszą się niemałym szacunkiem.
Corlis dzięki rozsądnym naukom mistrza nie podzielał typowej dla ludzi niechęci do innych ras i przyrodzonej ludziom buty. Przyczyna jest prosta - każdy z nich mógł zostać zleceniodawcą. Nauczył się też samodzielnego myślenia - bez gotowych szablonów i formułek podsuwanych przez durnych kapłanów. Niemniej wierzy na swój sposób w bogów i czci chichoczącego boga złodziejaszków - Bella.
Po ukończeniu terminu kilka lat spędził w stolicy. Podczas jednego ze zleceń zadarł z członkami rodu patrycjuszy, którego bogactwo wyrosło przed wielu laty na... skrytobójstwie. Musiał wiać. I to szybko. Opuścił Ostrogar tak prędko jak to było możliwe. udał się na południowy-zachów, do Get-warr-garu, gdzie postanowił na pewien czas osiąść.
Corlis jest świetnie wyszkolony w walce bronią ręczną, choć tę traktuje jako ekstremalną i ostateczną ewentualność. Zdecydowanie preferuje bezkolizyjne zabijanie - trucizny, rzutki, strzały nasmarowane morderczymi linimentami.
Dążenia - wygodne, dostatnie życie na starość, wożenie się jak najlepszymi rydwanami, wszeteczne dziewki. Lubi dobre wino, elegancką broń, miękki siennik pod głową i ciepłą strawę. To jednak kosztuje. Corlis gromadzi pieniądze na te cele, choć nie jest przesadnie oszczędny - wszak kiedyś odziedziczy majątek ojca...
Tymczasem chwila ta jest bardzo odległa, chce zobaczyć jak najwięcej i zaznać dreszczyka emocji związanego z profesją.
Wykona niemal każde zlecenie, oprócz oczywiście wymierzonego w najbliższych - rodzinę i przyjaciół ew., czy osób, którym z wzajemnością ufa. Poza tym nie ma tabu ani zmiłuj się - wszyscy inni mogą znaleźć się na drugim końcu noża...
Oprócz imienia Corlis posługuje się jeszcze zawołaniem "Pająk", którym ochrzcili go znajomi z dzielnicy, jeszcze w Ostrogarze.
Tyla na razie.