Little China; 24/07/2020; 1450hrs
Dziewczyna schwyciła zmięty banknot niemal wydzierając go z ręki fixerowi, tak jakby latynos miał się zaraz rozmysleć i schować kasę z powrotem do kieszeni w spodniach. W pierwszym odruchu Hec niemal się cofnął mysląc, że dziwka chce go zaatakować, ale dał sobie odebrać dychę. Dopiero gdy ćpunka opadła ciężko z powrotem na kolana, dotarło w jakiej desperacji musiała być Chinka. Pewno oprócz kasy na strzał musiała jeszcze nastukać kasy dla swoich alfonsów, a w takim stanie klienci raczej nie będą do niej walić drzwiami i oknami. Życie... Fixer cofnął się powoli:
- Spokojnie siostro... Trzym ten hajs i sajonara.
- Ja pierdolę, jakie dno. - Skomentował tylko Czarny.
Wilson najmniej skupił uwagę na zaćpanej dziwce wciąż czujnie obserwując otoczenie. Ostatnio dał mu wiele do myślenia Kurani i solo postanowił być profesjonalistą i zamiast oglądać się za dupami, notabenne wątpliwej jakości, wolał lukać na lewo i prawo. W takim fachu przezywali tylko ci, którzy byli czujni, a nie zawracali sobie głowę duperelami. Paul syknął nagle do kumpli, wciąż jeszcze dziwnie zaintrygowanych odpychającym wrakiem człowieka:
- Zawijamy się ziomy. Ktoś tu idzie.
Na drugim końcu zaułku pojawiło się czterech azjatów w dresach i białych podkoszulkach. trzymając w rękach gazrurki. Wyglądało, że nie mieli zbyt pokojowych zamiarów a sądząc po ich dość szybkim tempie nie marnowali czasu dążąc do jak najszybszego zmniejszenia dzielącej ich od punków odległości:
- Ej białasy, co zrobiliście naszej dziwce? Wyskakiwać z kasy, ale już!
Czterech ziomków chce was obrać z kasy. Nie widać pancerzy, mają broń ręczną, a jesli posiadają spluwy to muszą je mieć skitrane za sobą. Wyglądają na lokalnych Tongów, a skoro jest ich tu czterech to zaraz może się ich zrobić więcej.