Ból ustępował z każdym następnym uderzeniem serca, łagodzony wlewaną w krwiobieg Redgarda magiczną mocą. Krawędzie wyciętej gładko w udzie rany zaczęły łączyć się ze sobą na oczach Hastura, skóra i tkanka mięśni zrastały się w nadnaturalny sposób, żyły scalały się ze sobą powtórnie dzięki czarodziejskiej inkantacji, którego dokładnych zasad działania żaden z cudzoziemskich wędrowców nie rozumiał, ale który ponownie ocalił jednemu z nich życie.
Hastur posiedział jeszcze chwilę w cieniu kamiennego filaru, spoglądając się szkliste oczy leżącego obok orsimera i wspominając zaciekłą walkę z rosłym orkiem. Orsimerowie cieszyli się zasłużoną sławą nieustraszonych wojowników i zabity na tarasie wojownik tylko utwierdził Hastura w przekonaniu, z jak niebezpiecznym przeciwnikiem przyszło mu się dopiero co zmierzyć.
Nie bacząc po uszkodzenia pokiereszowanej zbroi ani klejące się od własnej krwi nogawice Redgard wstał w końcu chwiejnie na nogi, podtrzymując się jedną ręką kolumny, drugą zaś sięgając po swój tkwiący w trupie orsimera miecz.
Byłbym zapomniał: zbroja na torsie ma teraz OCH 19 zamiast 23, a prawa nogawica OCH 2 ze względu na uszkodzenia!