PBF - Narodziny legendy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 grudnia 2012, 16:03

Przedsionek Czarnygłazu, 11 dzień Ostatnich Siewów

Wślizgnąwszy się jeden za drugim do wnętrza kurhanu, przybysze z Rzecznej Puszczy zaczęli skradać się ku tylnej części przedsionka, dając baczenie na to, by masywny centralny filar zasłaniał ich przez cały czas przed wzrokiem pokrzykującego wciąż gniewnie człowieka. Baczne oczy i ślepia taksowały podejrzliwie każdy kąt i każdy zakamarek, prześlizgując się po bryłach oderwanych od sklepienia skał, potrzaskanych zmurszałych belek drewna i spękanych płyt posadzki.

Przedsionek musiał sprawiać w zamierzchłych czasach wielkie wrażenie, dzięki wykutym w ścianach płaskorzeźbach, wielkich całopalnych misach wypełnionych skalnym olejem i wysoko sklepionemu sufitowi. Tutaj zapewne przybywali wysoko urodzeni władcy królestwa odprowadzając ciała ukochanych zmarłych, poddawanych następnie zabiegom konserwacyjnym w pomieszczeniach ukrytych za następnymi wrotami grobowca.

Wiatr i deszcz zdążyły nanieść do środka poprzez dziury w sklepieniu liczne nasiona i ziemię, toteż tu i ówdzie wnętrze przedsionka porastały kępy trawy i wciskającego się w każdą szczelinę mchu.

- Sam mam oprawiać całe mięso? - zapytał podniesionym głosem człowiek, który zmagał się z czymś po przeciwnej stronie filaru - W zadek ci rożen wsadzę, Hrukka, pomnisz me słowa!

Skradający się w stronę filaru Barr'teh zerknął na mijane zwłoki ludzi w futrzanych zbrojach, dostrzegł w półmroku liczne kąsane rany znaczące ich ręce i nogi. Kotołak nie potrafił przypisać do tych obrażeń żadnego znanego sobie drapieżnika, ale uznał rany za dość głębokie, by trzej mężczyźni - bez wątpienia rabusie należący do bandy Arnulfa - wykrwawili się na śmierć, być może porzuceni na pastwę losu przez swych bezwzględnych kompanów.

Kocur przycisnął grzbiet do lodowatego filaru i spojrzał uważnie na skradających się jego śladem druhów. Wszyscy prócz Hastura trzymali w rękach napięte łuki, z nasadzonymi na cięciwy strzałami.

Khajiit poruszył na znak aprobaty wąsami, a potem przesunął się wzdłuż kolumny zmierzając bezgłośnie ku wyraźnie rozzłoszczonemu rozbójnikowi.
Jak na razie realizacja planu bez niespodzianek, zaraz zobaczymy, co będzie dalej!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 grudnia 2012, 16:12

Przedsionek Czarnygłazu, 11 dzień Ostatnich Siewów

Khajiit poruszał się na tyle cicho, by próbujący nawlec na rożen cielsko wielkiego gryzonia człowiek nie spostrzegł go od razu. Brodaty góral trzymał obdarte ze skóry stworzenie w prawicy, ściskając je za kikut bezgłowej, odrąbanej wcześniej szyi. Drugą ręką próbował wrazić w odbyt zwierzęcia okopcony żelazny pręt, zaostrzony na czubku i pełniący najwyraźniej rolę rożna.

Bardziej wyczuwając czyjąś obecność niż dostrzegając intruza, mężczyzna obejrzał się ponad ramieniem i zesztywniał raptownie, otwierając szeroko oczy. Skulony muskularny kształt, pokryty puszystą sierścią i połyskujący czubkami ostrych pazurów, musiał się brodatemu Nordowi zdać niezwykłą istotą, żywcem wyjętą z ludowych podań i baśni.

Towarzyszący Barr'tehowi łucznicy wyślizgnęli się spoza kolumny z przyciągniętymi do policzków cięciwami, mierząc grotami strzał w postać zdumionego rozbójnika.
To doskonały moment na jakiś piękny, wiekopomny tekst!

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 28 grudnia 2012, 16:43

Ręce do góry, majty w dół, piniendze na stół!
Hastur wycelował w brodatego norda czubek swego miecza.
- Jeśli choć piśniesz - zginiesz. Rzuć jadło, lewą ręką odrzuć nam pod nogi swój oręż. Jeśli życie ci miłe - odwróć się [do nas plecami] i klęknij ze skrzyżowanymi nogami a rękami na głowie. Moi towarzysze cięciwy od dobrej chwili napięte mają, długo ich nie utrzymają.
Redgard z wyciągniętym w stronę zbója ostrzem czekał na wykonanie polecenia. Miał nadzieję, że nord nie wyczyta z jego oczu, że tak czy owak czeka go śmierć.
Jeśli nord posłusznie wykona polecenia, Hastur rzuci się na niego i skrępuje mu ręce na plecach jego własnym pasem (jeśli takowy posiada i okaże się użyteczny) lub innym znalezionym pasem, rzemieniem lub postronkiem, byle wyglądał solidnie. W stosie ciał powinno znaleźć się coś użytecznego. W międzyczasie reszcie polecam zabezpieczenie (obstawienie łucznikami) pozostałych wejść/przejść/tuneli/wrót itd.
I czekamy na rozwój wydarzeń.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 grudnia 2012, 16:53

Przedsionek Czarnygłazu, 11 dzień Ostatnich Siewów

Brodaty góral wytrzeszczył oczy na wynurzających się z półmroku przedsionka intruzów, upuszczając mimowolnie pod nogi niedoszłą pieczeń. Jego wzrok skakał pomiędzy uzbrojonymi w łuki postaciami, po krótkiej chwili wracając do grożącego mu ostrzem miecza Hastura.

- Coście za jedni? - wyrzucił z siebie ochrypłym tonem - Bo przecie nie cesarscy... czekaj, ciebie znam!

Rozbójnik wymierzył ściskany w lewej dłoni rożen w Tronda, pochylając do przodu głowę.

- Widziałem cię w wiosce nad rzeką - oznajmił z niezbitą pewnością w głosie - Pomocnik kowala! Czego tu szukacie? Arnulf wam obejścia z dymem puści jak się dowie, że nam wygrażacie! Guza szukacie? Rozum wam odjęło?
Miejscowi bandyci muszą się generalnie czuć bardzo pewni siebie, jeśli reagują na widok wymierzonej w siebie broni w taki sposób! Tylko patrzeć jak wam zacznie wygrażać rożnem!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 grudnia 2012, 17:03

Przedsionek Czarnygłazu, 11 dzień Ostatnich Siewów

Trond poczuł lodowaty dreszcz na plecach, kiedy dotarło do niego w pełni znaczenie słów wygłoszonych przez brodatego rozbójnika. Od czasu do czasu przez Rzeczną Puszczę przechodzili różni podróżni, wśród nich również podejrzani włóczędzy o aparycji górskich rabusiów trzymani na dystans jedynie orężem noszonym ustawicznie przez wielu mieszkańców osady. Mieszkańcy wioski zdawali sobie sprawę z tego, że wielu spośród nich należało do grasujących w górach band, bo nawet najbardziej zatwardziali rozbójnicy musieli czasami zejść między zwykłych ludzi, napić się piwa i pooglądać kobiety, o ich uwodzeniu już nie wspominając.

Przymierzający się wcześniej do pieczenia gryzonia brodacz musiał należeć do takich właśnie wędrowców, a na dodatek cechowała go niepospolita pamięć do oglądanych wcześniej twarzy - co w tym akuratnie przypadku wieściło bardzo, bardzo źle.

Gdyby Arnulf przedsięwziął podejrzenie, że przybysze z południa zadarli z jego bandą w Czarnygłazie z podszeptu bądź na polecenie Gerdur, mógł uczynić straszne rzeczy w akcie zemsty, być może nie licząc się nawet z obecnością w wiosce hersirów jarla Białej Grani.

- Hej! - mężczyzna przy trzaskającym płomieniami ognisku przeniósł spojrzenie na kotołaka, najwyraźniej coś sobie uświadamiając i krzywiąc paskudnie brodate oblicze - A gdzie moje druhy z tarasu? Uczyniliście im cosik?

Słysząc podniesiony głos górala khajiit zerknął niespokojnie w kierunku niedalekich już wewnętrznych wrót przedsionka, wyłamanych z zawiasów i roztrzaskanych na wielkie kawały za pomocą ciężkich żelaznych młotów.

Z głębi przejścia, opadającego stromo w dół, biła poświata rozstawionych przy ścianach łuczyw.
Odgłosy tej pyskówki mogą przy odrobinie pecha zwrócić uwagę kogoś pracującego teraz w głębi grobowca, bo strzegąca przystępu do podziemi brama została już sforsowana i banda Arnulfa najpewniej robi coś głęboko w trzewiach góry!