PBF - Mrok nad Delamirą
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ja i czterej wojownicy jacy ze mną rusza, jesteśmy gotowi dzekł druid Cadmon, weźmiemy Daulosa, by wskazał dokładne miejsce znalezienia czaszki. Kiedy wyruszamy, zależy od was, im szybciej tym lepiej. Zoriana gromadzi siły, jak Piktowie uderzą to możemy nie miec okazji by to uczynić, co postanowiliśmy w sprawie owej czaszki. To jak ruszamy?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Wyprawa na bagna, w celu odniesienia czaszki szamana, zabranej nieoptarznie przez myśliwego Daulosa, jakiś czas temu...
Druid Cadmon, jego czterej Liguryjczycy i Daulos, oraz wasza grupa i Tecumseh, ruszyliście na bagna, około 2 w nocy wyszliście by dotrzeć tam za dnia.Ledwie 20 km od Delamiry płynęła niewielka rzeka Karihton. W jej dolinie około 20-30 lat temu rozegrały się najkrwawsze walki podczas inwazji Aquilonii na pogranicze. Wiele plemion wyrżnęły tu królewskie legiony, wiele aquilońskiej, bossońskiej i gunderskiej krwi wsiąkło w tę niegościnną ziemię. Dla Piktów była to ziemia święta, ziemia kurhanów. Dla osadników miejsce przeklęte i niebezpieczne. Pobojowiska przyciągały ścierwojady (nie tylko zwierzęta!), kopce i grobowce demony. Z jakiegoś powodu Piktowie ze szczepu Węża, a wcześniej Mangusty przeszukiwali w ciągu ostatnich miesięcy ten obszar, ale wtedy was tu nie było, słyszeliście plotki na ten temat.
Dzielni awanturnicy w towarzystwie Liguryjczyków, opuścili osadę i zanurzyli się w dziki matecznik porastający wzgórza o łagodnych zboczach. Przedzierając się przez zarośla, czujecie, że powietrze robi się coraz wilgotniejsze, ziemia podmokła i czuć woń rozkładających się rośli. Upał był straszliwy, doskwierał nawet zamorańczykowi Vanko przyzwyczajonemu do wyższych temperatur.
Wreszcie cała drużyna dotarła do brzegu Karihton. Rzeka nie była zbyt szeroka, ledwie 7-8 metrów. Ponoć wpływała gdzieś dalej do złowrogiego Jeziora Diabła, jej wody stawały się tam jałowe i martwe. Tu jednak woda była zmętniona, dno muliste, a zwierząt pod dostatkiem, zarówno ryb jak i niezbyt przyjaznych gadów. Usiedliście na zwalonym drzewie i zaczęliście się zastanawiać, co dalej. Przy okazji mogliście nieco odpocząć po ciężkim i długim marszu. Słońce z wolna chyliło się ku zachodowi, toteż temperatura nieco spadła.
Możecie ruszyć na drugą stronę rzeki, gdzie rozpoczynały się karihtońskie mokradła (dało się wyczuć woń rozkładających się ciał, pobojowisko?) Możecie podróżować wzdłuż rzeki. Zastanawiając się nad wyborem dalsze trasy, usłyszeliście krzyk przerażonej kobiety, a potem pochrząkiwanie odyńca.
Co czynicie?
Pogrążony w sennych myślach Zorian człapał w środku kolumny, ziewając co chwilę i rozmyślając o niebieskich migdałach. Pilnowanie przed zasadzką pozostawił młodszym, on już wystarczająco długo pilnował innych.
Krzyk jeszcze nie ucichł, odbijany echem od drzew, gdy wystraszony Zorian zrobił przewrót w przód, przykucnął, ładując bełt na kuszę. Następnie szybko spróbował wychwycić kierunek, skąd przybył, rozglądając się bacznie i nasłuchując. Widząc podchodzącego do źródła dźwięku Tranicosa, aquilończyk postanowił go osłaniać, stojąc z tyłu i lekko z prawej strony towarzysza, jednocześnie upewniając się, że reszta ekipy przynajmniej przystanęła, by sprawdzić co się dzieje.
Nie zamierzał mącić powstałej ciszy, jedynie w myślach zmawiał modlitwę do Mitry.
Krzyk jeszcze nie ucichł, odbijany echem od drzew, gdy wystraszony Zorian zrobił przewrót w przód, przykucnął, ładując bełt na kuszę. Następnie szybko spróbował wychwycić kierunek, skąd przybył, rozglądając się bacznie i nasłuchując. Widząc podchodzącego do źródła dźwięku Tranicosa, aquilończyk postanowił go osłaniać, stojąc z tyłu i lekko z prawej strony towarzysza, jednocześnie upewniając się, że reszta ekipy przynajmniej przystanęła, by sprawdzić co się dzieje.
Nie zamierzał mącić powstałej ciszy, jedynie w myślach zmawiał modlitwę do Mitry.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Na polanę wypadł poraniony dzik i mało brakowało, a Tranicos zginął by marnie marnie, ale zdołał uskoczyć posłąć strzałę, w odyńca, strzały i bełty awanturników i Liguryjczyków powaliły ogromnego dzika. Awanturnicy obejrzeli ciało odyńca, jego grzbiet był rozcięty, wręcz poszatkowany przez dziwne, długie na ramię szpony o kształcie i ostrości szabli.
Co dalej?