Umiejętności
Walka
Ogólne
Złodziejskie
Duchowne
Magiczne
Zawodowe
Mechanika
Historia
Rasy
Temat ogólny
Tworzenie postaci
Poglądowy scenariusz
Na początek proszę o wybaczenie, nie pisałem już od wieków, scenariuszy jako takich wogóle.
Bestia
Prolog - Tartak
Czop, czop, czop rozchodziło się z każdym kolejnym uderzeniem siekiery o drzewo.
- Jeszcze tylko ty mi na dzisiaj zostałaś.
Powiedział czule drwal do stojącej przed nim sosny. Jakiś czas temu zaczęło się ściemniać, on zaś bynajmniej nie miał tyle odwagi aby być tutaj po zmroku. Życie na pograniczu dwóch państw wcale nie było łatwe, chwila nieuwagi i człowiek żegnał się z życiem. Pozostali drwale już zakończyli swoje prace i zbierali się do powrotu do swoich baraków gdzie mogli zaznać spokoju po ciężkim dniu pracy. Nie zauważył nawet kiedy koło niego zjawiła się jakaś postać, wystraszony wziął błyskawiczny zamach siekierą i ciął przez bark odskakując jednocześnie i wpadając plecami na sosnę. Postać zwinnie odskoczyła i stała teraz z uśmiechem wpatrując się w drwala.
- Niech Cię diabli Warton! - Warknął drwal.
- Kiedyś nie odskoczysz i będę miał Cię na sumieniu.
- Twoje niedoczekanie Filgu pogromco sosen i niewinnych brzózek. - Odpowiedział ze śmiechem człowiek w stroju łowcy. Warton Derben wyglądał jak prawdziwy tropiciel, skórzana zbroja, wysokie buty, nieprzemakalny płaszcz koloru szarozielonego, długie tłuste włosy i kilkudniowy zarost.
- Zbieraj się Filgu bo robi się ciemno. - powiedział z powagą, która zastąpiła wcześniejszy uśmiech.
- Nie martw się, jeszcze skończę rozmowę z ta sosenką i zaraz do Ciebie dołączę.
- Tylko się nie zagadaj na śmierć - Odpowiedział mu śmiech drwala, łowca odszedł w stronę tartaku przez długą polanę usłaną pniami ściętych drzew.
- Tak maleńka, pogadamy sobie... - Chwilę po rozmowie w lesie zrobiło się nagle cicho, jakby wszelkie stworzenie bało się odezwać i tym samym zdradzić swoją pozycje. Długo nie czekając drwal rzucił się biegiem w stronę polany w myślach szepcząc słowa modlitwy... Helaro matko, uchroń mnie od złego, wypełniam Twe prawo, w nim znajduję ukojenie... coś chwyciło go za nogę i mocno szarpnęło do tyłu... panika zalała całą jego osobę, jedyne o czym teraz myślał było wołanie na pomoc i ucieczka też darł się w niebo głosy... coś chrupnęło... był wolny, sam nie mógł uwierzyć, że to coś go puściło. Próbował wstać i biec ale upadł na ziemię. Odwrócił się i spojrzał z przerażeniem na kikuta lewej nogi z którego tryskała krew. Ośmielił się spojrzeć wyżej i krzyknął z przerażenia...
Po lesie rozległ się krzyk przerażenia płosząc okoliczne zwierzęta, krzyk który urwał się nagle. Nie było w okolicy istoty która obojętnie tego słuchała. Charczące triumfalne wycie które chwilę potem się rozległo sprawiło, że na nowo zapanowała grobowa cisza w lesie.
Tartak numer 6, zlokalizowany przy Czarnym Lesie,w okolicy południowo wschodniej granicy Imperium Echelonu stykającej się bezpośrednio z Królestwem Meliany, był największym tego typu tartakiem przy granicy. Czarny Las zaś obejmował swym zasięgiem oba państwa. Granica między nimi przebiegała gdzieś po środku i dopóki nikt nie starał się tego dokładnie sprecyzować, dopóty istniała niewypowiedziana umowa o szerokiej tolerancji wobec obywateli obu państw. Pół roku temu to się zmieniło. Oziębienie stosunków między państwami miało być wywołane jakoby ujawnieniem spisku przeciwko głowom rodów Echelonu, w którym to procederze miał uczestniczyć jeden z arystokratów zza południowo-zachodniej granicy. Królowa Meliana VI rzecz jasna wszystkiemu zaprzeczyła, aby jednak nie doszło do zbrojnego konfliktu z bądź co bądź silniejszym przeciwnikiem, zgodziła się jako zadośćuczynienie pozbawić ród szlachcica-spiskowca wszelkich praw oraz odebrać mu majątek. Ten zaś majątek spieniężony miał trafić właśnie do skarbca Imperatora Exlibrisa. Imperium zaś, co by uszczelnić granice zorganizowało wielką wycinkę, mającą stworzyć pas wyrębiska, szeroki na 500 metrów, biegnący wzdłuż całej granicy. W odpowiednich odstępach miały tam powstać wieże strażnicze, mające dać sygnał do Twierdzy Kundarr o ewentualnym przekroczeniu granicy przez siły wroga. Najęto w tym celu setki drwali, przygotowano im tymczasowe przenośne budynki na wozach, wyposażono w najlepsze narzędzia i wysłano w gęstwinę pod ochroną żołnierzy z Południowego Legionu.
Tartak numer 6 zamieszkuje w sumie około trzech setek ludzi, z czego dwie trzecie to drwale. Żywności codziennie dostarczają łowcy z legionu, jest to głównie dziczyzna, wypiekają też chleb i raczą się piwem. Każdy tartak ma kilka osób duchownych, jako opiekunów wiernych wielu religii (Imperium pozwala wierzyć w każdego boga, poza rzecz jasna znienawidzonym Bezimiennym), codziennie odprawiają swoje nabożeństwa wypraszając bogów o łaski dla drwali oraz żołnierzy zdobywających żywność. Znajduje się tam również mag odpowiedzialny na eliminacje przeszkód natury magicznej, tyle wiadomo oficjalnie.
Wieść o zabójstwie jednego z drwali Imperium dotarła również do uszu samej królowej Meliany VI. Temat był ostatnimi czasy delikatnie mówiąc gorący i zarządziła aby informować ją o postępie prac, ale również o incydentach jakie mają tam miejsce. Miała zbagatelizować incydent, wszak codziennie jacyś ludzie giną w lesie, lecz intuicja podpowiedziała jej, że takie podejście tylko zaogni sytuację jeśli incydent się powtórzy. Jawne ingerowanie swoimi siłami w tą sprawę było poza dyskusją. Następnego dnia rozkazy pognały wraz królewskim gońcem do małego miasteczka Balkaras znajdującego się właśnie przy Czarnym Lesie.
BG znajdują się właśnie w jednej z karczm miasteczka Balkaras w Królestwie Meliany o szyldzie &#Pod starą siekierą. Nazwa wzięła się rzecz jasna z siekiery, która zawisła nad kominkiem rodzinnego interesu, którego głową i samym karczmarzem był Harbas Gull. W odróżnieniu od większości karczmarzy ten nie był ani wysoki, ani tęgi, zwykły człowiek a przynajmniej tak by było gdyby nie kikut lewej ręki bez dłoni. Historię utraty tej ręki sprzedawał każdemu kto chciał go słuchać, gaduła był zaś z niego nieprzeciętny. Chcąc nie chcąc poznają niestworzoną historię o czarnej bestii, która odgryzła mu dłoń na wyrąbisku, oraz o tym jak wspiął się na drzewo nie wiedząc jak i przeczekał aż przybędą strażnicy. Jeśli będą dopytywali to jego żona Brustilla Gull powie, że rękę uciął sobie w tartaku, dlatego porzucił robotę i zajął się prowadzeniem karczmy. Opowieści zaś o bestii opowiada gdyż zginął trzy dni temu jeden z imperialnych drwali i to właśnie rzekomo z ręki czy paszczy bestii.
Mniej więcej w tym samym czasie do miasteczka dociera królewski goniec i natychmiast staje przed burmistrzem imieniem Fal Fallson, ten zaś rozsyła wici do strażników miejskich aby szukali najemników, obcych, którzy mają przy sobie broń.
Mapa Lokalna:

Mapa Ogólna:
