Spoiler!
Gdy do posiadłości Skeli dotarła wiadomość, że wskrzeszenie Mordila powiodło się wszyscy wpadli w euforię. Żyli od dłuższego czasu za pożyczone pieniądze, a Mordil był ich jedyną nadzieją.
Choć trudno w to uwierzyć dorobili się na handu z dżinami. Wiele perypetii jakie rozegrały się po śmierci Mordila, doprowadziły ich do królestwa w chmurach. Okazało się, że większość wody Orkusa Wschodniego mają żyjące tak dżiny. Gdy odkryli, że dżiny zamiast pić wódkę, piwo, czy wino zażywają sproszkowane ludzkie emocje interes poszedł w ruch.
Wystarczył znaleźć wariata lub zakochanego i specjalnym artefaktem wyciągnąć z niego jego uczucia. Powstały proszek szedł jak woda i to właśnie za wodę.
Skela stał się potentatem wodnym Orkusa Wschodniego.
Interes szedł dobrze i rozwijał się. Jak widać za dobrze.
Jednego razu do ich posiadłości zstąpił dżin-szycha. Oskarżył ich o uzależnianie dżinów od środków niedozwolonych i takie tam.
W każdym razie zabrał wszystkie złoto, wspomnienie oraz artefakt do wysączania emocji, tak Skeli jak i kapłana Gorlama, Deliarta i Trahenta. Z przewrotności dodał tylko, że ukryje ich skarby w miejscu w którym niegdyś wszyscy razem byli.
Wszyscy utracili pamięć od momentu wydarzeń w wiosce gdzie Esejanie udawali jeżłacza. Po długich, kosztownych i nieudanych poszukiwaniach, podjęli decyzję, że jedyny sposób na odnalezienie pieniędzy, a co ważniejsze wspomnień, to wskrzeszenie osoby, która była z nimi wszystkimi, a nie straciła pamięci.
Postanowiono sprzedać część posiadłości i wysłać ciało Mordila do wskrzeszenia. Teleportacja jak i samo wskrzeszenie był szalenie drogi. Więc wysłano tylko ciało. Mordil miał w ten sam sposób wrócić na Orkus Wschodni.
Jednak zniknął. Zbiegł ze świątyni wkrótce po wskrzeszeniu.
Wspólnie uzgodniono, że Skela pojedzie odnaleźć Mordila, a pozostali spieniężą resztę majątku. Skoro wodny interes przestał istnieć, trzeba rozprzedać karawany i tym podobne rzeczy.
Skela wyruszył nie zwlekając. Podróż minęła w miarę spokojnie. Teraz człowiek, który nigdy nie opuszczał Orkusa Wschodniego przybijał do brzegu tak obcego i odmiennego lądu, jak to się to tylko wydawało możliwe. Dodatkowym zmartwieniem był fakt, że nie było dowodów, że Mordil jeszcze żyje oraz to, że w sakiewce widać dno...
Choć trudno w to uwierzyć dorobili się na handu z dżinami. Wiele perypetii jakie rozegrały się po śmierci Mordila, doprowadziły ich do królestwa w chmurach. Okazało się, że większość wody Orkusa Wschodniego mają żyjące tak dżiny. Gdy odkryli, że dżiny zamiast pić wódkę, piwo, czy wino zażywają sproszkowane ludzkie emocje interes poszedł w ruch.
Wystarczył znaleźć wariata lub zakochanego i specjalnym artefaktem wyciągnąć z niego jego uczucia. Powstały proszek szedł jak woda i to właśnie za wodę.
Skela stał się potentatem wodnym Orkusa Wschodniego.
Interes szedł dobrze i rozwijał się. Jak widać za dobrze.
Jednego razu do ich posiadłości zstąpił dżin-szycha. Oskarżył ich o uzależnianie dżinów od środków niedozwolonych i takie tam.
W każdym razie zabrał wszystkie złoto, wspomnienie oraz artefakt do wysączania emocji, tak Skeli jak i kapłana Gorlama, Deliarta i Trahenta. Z przewrotności dodał tylko, że ukryje ich skarby w miejscu w którym niegdyś wszyscy razem byli.
Wszyscy utracili pamięć od momentu wydarzeń w wiosce gdzie Esejanie udawali jeżłacza. Po długich, kosztownych i nieudanych poszukiwaniach, podjęli decyzję, że jedyny sposób na odnalezienie pieniędzy, a co ważniejsze wspomnień, to wskrzeszenie osoby, która była z nimi wszystkimi, a nie straciła pamięci.
Postanowiono sprzedać część posiadłości i wysłać ciało Mordila do wskrzeszenia. Teleportacja jak i samo wskrzeszenie był szalenie drogi. Więc wysłano tylko ciało. Mordil miał w ten sam sposób wrócić na Orkus Wschodni.
Jednak zniknął. Zbiegł ze świątyni wkrótce po wskrzeszeniu.
Wspólnie uzgodniono, że Skela pojedzie odnaleźć Mordila, a pozostali spieniężą resztę majątku. Skoro wodny interes przestał istnieć, trzeba rozprzedać karawany i tym podobne rzeczy.
Skela wyruszył nie zwlekając. Podróż minęła w miarę spokojnie. Teraz człowiek, który nigdy nie opuszczał Orkusa Wschodniego przybijał do brzegu tak obcego i odmiennego lądu, jak to się to tylko wydawało możliwe. Dodatkowym zmartwieniem był fakt, że nie było dowodów, że Mordil jeszcze żyje oraz to, że w sakiewce widać dno...