No ale jeśli nic z tego, to szybko musimy rozważyć inne opcje. Nie utrzymamy wrót długo, w końcu draugrowie nas pokonają, a zużyte na pchanie wrót siły przydałyby się bardziej w walce, jeśli w ostateczności do takowej dojdzie. Proponuję porzucić wrota i biec wgłąb jaskiń znaną nam już drogą, wrócić do kraty i opuścić ją draugrom przed nosem. To na początek uratuje nam życie. Potem możemy spróbować na krótko wycofać się z podziemi, żeby draugrowie przestali wyczuwać naszą obecność i wrócili na swoje stanowiska. Po dłuższej chwili wrócimy i poczekamy na naszych pod zamkniętą kratą. Co Wy na to? Macie inne pomysły?
PBF - Narodziny legendy
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Na szybko: Mistrzu, a co z deklarowanymi próbami podpalenia przeciwników? Nawet nie spróbowaliśmy? Deklaracji padło kilka.
No ale jeśli nic z tego, to szybko musimy rozważyć inne opcje. Nie utrzymamy wrót długo, w końcu draugrowie nas pokonają, a zużyte na pchanie wrót siły przydałyby się bardziej w walce, jeśli w ostateczności do takowej dojdzie. Proponuję porzucić wrota i biec wgłąb jaskiń znaną nam już drogą, wrócić do kraty i opuścić ją draugrom przed nosem. To na początek uratuje nam życie. Potem możemy spróbować na krótko wycofać się z podziemi, żeby draugrowie przestali wyczuwać naszą obecność i wrócili na swoje stanowiska. Po dłuższej chwili wrócimy i poczekamy na naszych pod zamkniętą kratą. Co Wy na to? Macie inne pomysły?
No ale jeśli nic z tego, to szybko musimy rozważyć inne opcje. Nie utrzymamy wrót długo, w końcu draugrowie nas pokonają, a zużyte na pchanie wrót siły przydałyby się bardziej w walce, jeśli w ostateczności do takowej dojdzie. Proponuję porzucić wrota i biec wgłąb jaskiń znaną nam już drogą, wrócić do kraty i opuścić ją draugrom przed nosem. To na początek uratuje nam życie. Potem możemy spróbować na krótko wycofać się z podziemi, żeby draugrowie przestali wyczuwać naszą obecność i wrócili na swoje stanowiska. Po dłuższej chwili wrócimy i poczekamy na naszych pod zamkniętą kratą. Co Wy na to? Macie inne pomysły?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Ok, przyznaję rację. Na próby podpalania mogło nie być czasu. Zwracam honor.
W takim razie, gdy już będziemy bezpieczni za kratą (o ile nam się uda, ale możemy przez chwilę tak sobie pogdybać), wtedy możemy spróbować walki ogniem z unieszkodliwionym po drugiej stronie kraty przeciwnikiem.
Ale oczywiście czekam na inne propozycje.
W takim razie, gdy już będziemy bezpieczni za kratą (o ile nam się uda, ale możemy przez chwilę tak sobie pogdybać), wtedy możemy spróbować walki ogniem z unieszkodliwionym po drugiej stronie kraty przeciwnikiem.
Ale oczywiście czekam na inne propozycje.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Trihikilius
- Reactions:
- Posty: 267
- Rejestracja: 15 października 2009, 23:34
Mistrzu, Trond zwraca pilną uwagę na stopnie po których wspinają się trzej badacze do góry. Nawet się zastanawiam czy z umiejętnością wykrywania pułapek nie powinien iść jako pierwszy.
Dla kolegów przy wrotach: myślę, że namak ma rację biegnijcie do wrót i stoczcie walkę przez kraty. Przy okazji może udać się napuścić te nieumarłe istoty na pajęczycę. To byłaby dopiero epicka bitwa :) Mordimer ja bym zostawił MOC na podpalenie pajęczyn podczas ucieczki, będzie bardziej efektownie.
Dla kolegów przy wrotach: myślę, że namak ma rację biegnijcie do wrót i stoczcie walkę przez kraty. Przy okazji może udać się napuścić te nieumarłe istoty na pajęczycę. To byłaby dopiero epicka bitwa :) Mordimer ja bym zostawił MOC na podpalenie pajęczyn podczas ucieczki, będzie bardziej efektownie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Na poczerwieniałych obliczach podpierających drzwi awanturników zalśniły pierwsze krople poty, żył wystąpiły jeszcze wyraźniej na skronie. Niestrudzony napór draugrów nie słabł nawet na chwilę, uderzający ciałami o wrota nieumarli nie przejawiali najmniejszego zamiaru odstąpienia od pościgu. Raz i drugi ku zgrozie śmiertelników skrzydła wrót odsunęły się na szerokość ludzkiego palca, natychmiast dociśnięte pośród głuchych stęknięć i posapywania.
- Co czynimy?! - zakrzyknął z leciutką nutą desperacji Llorvas - Dajemy nogę?! Żwawo, przesądzajcie, bo zaraz tu padniecie bez dechu!
Kamienne wrota zatrzęsły się w posadach, szczelina między skrzydłami znów zajaśniała sączącą się z przeciwnej strony poświatą rzucaną przez płonące z trzaskiem łuczywa. Dunmer poderwał dłoń w zamiarze utkania płomienistego zaklęcia, nim jednak zdążył cokolwiek uczynić, pchane szaleńczo wrota znów zatrzasnęły się z donośnym hukiem.
- Hastur, Ahraveen! Co czynimy?! - wrzasnął czerwonooki elf, z jeszcze wyraźniejszą nutą desperacji w głosie.
Na poczerwieniałych obliczach podpierających drzwi awanturników zalśniły pierwsze krople poty, żył wystąpiły jeszcze wyraźniej na skronie. Niestrudzony napór draugrów nie słabł nawet na chwilę, uderzający ciałami o wrota nieumarli nie przejawiali najmniejszego zamiaru odstąpienia od pościgu. Raz i drugi ku zgrozie śmiertelników skrzydła wrót odsunęły się na szerokość ludzkiego palca, natychmiast dociśnięte pośród głuchych stęknięć i posapywania.
- Co czynimy?! - zakrzyknął z leciutką nutą desperacji Llorvas - Dajemy nogę?! Żwawo, przesądzajcie, bo zaraz tu padniecie bez dechu!
Kamienne wrota zatrzęsły się w posadach, szczelina między skrzydłami znów zajaśniała sączącą się z przeciwnej strony poświatą rzucaną przez płonące z trzaskiem łuczywa. Dunmer poderwał dłoń w zamiarze utkania płomienistego zaklęcia, nim jednak zdążył cokolwiek uczynić, pchane szaleńczo wrota znów zatrzasnęły się z donośnym hukiem.
- Hastur, Ahraveen! Co czynimy?! - wrzasnął czerwonooki elf, z jeszcze wyraźniejszą nutą desperacji w głosie.
Mordimer i Namakemono są za błyskawicznym odwrotem pod kratę, ale Araven i 8ART jeszcze się nie określili - a Wasi bohaterowie zaczynają słabnąć! Czas ucieka, decydujecie!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Podpierający wrota awanturnicy wbili w siebie zdesperowane spojrzenia, a potem kiwnęli sobie nawzajem głowami podjąwszy w duchu ostateczną decyzję.
- Jak rzeknę już, skaczemy! - wydyszał Hastur okręcając się na stopach i gotowiąc ciało do wzmożonego wysiłku - Już!
Czterej najemnicy poderwali się w jednej chwili do biegu, odskakując od wrót, które w następnym momencie stanęły otworem zalewając kamienny korytarz jasnym blaskiem pochodni. Słysząc za sobą donośny szczęk żelaznych pancerzy wysłannicy czarodzieja z Białej Grani jeszcze bardziej wydłużyli kroku, gnając na złamanie karku w kierunku przeciwnego wyjścia z mrocznego tunelu. Żaden z nich nie zdążył podnieść porzuconych u wejścia do głównej komory łuczyw, ale wszyscy sięgnęli po drzemiącą w ciałach czarodziejską moc, zawiązując początek ognistej inkantacji i przywołując na dłonie nieziemską żółtawą poświatę, która od biedy mogła oświetlić im drogę.
Upadek w usianym skalnymi okruchami tunelu, wprost pod poruszające się miarowo nogi biegnących w niewiele gorszym tempie ożywieńców groził niechybną śmiercią!
- Żwawo! - miauknął sadzący wielkimi susami khajiit - Barr'teh chce na dwór! Bardzo szybko na dwór!
Pościg nieumarłych zaczął nieznacznie odstawać od zmykających w zrozumiałym pośpiechu awanturników, ale draugrowie bynajmniej nie ustępowali i najemnicy zrozumieli w mig, że obszar strzeżony przez martwiaki nie ograniczał się tylko do głównej komory.
Podpierający wrota awanturnicy wbili w siebie zdesperowane spojrzenia, a potem kiwnęli sobie nawzajem głowami podjąwszy w duchu ostateczną decyzję.
- Jak rzeknę już, skaczemy! - wydyszał Hastur okręcając się na stopach i gotowiąc ciało do wzmożonego wysiłku - Już!
Czterej najemnicy poderwali się w jednej chwili do biegu, odskakując od wrót, które w następnym momencie stanęły otworem zalewając kamienny korytarz jasnym blaskiem pochodni. Słysząc za sobą donośny szczęk żelaznych pancerzy wysłannicy czarodzieja z Białej Grani jeszcze bardziej wydłużyli kroku, gnając na złamanie karku w kierunku przeciwnego wyjścia z mrocznego tunelu. Żaden z nich nie zdążył podnieść porzuconych u wejścia do głównej komory łuczyw, ale wszyscy sięgnęli po drzemiącą w ciałach czarodziejską moc, zawiązując początek ognistej inkantacji i przywołując na dłonie nieziemską żółtawą poświatę, która od biedy mogła oświetlić im drogę.
Upadek w usianym skalnymi okruchami tunelu, wprost pod poruszające się miarowo nogi biegnących w niewiele gorszym tempie ożywieńców groził niechybną śmiercią!
- Żwawo! - miauknął sadzący wielkimi susami khajiit - Barr'teh chce na dwór! Bardzo szybko na dwór!
Pościg nieumarłych zaczął nieznacznie odstawać od zmykających w zrozumiałym pośpiechu awanturników, ale draugrowie bynajmniej nie ustępowali i najemnicy zrozumieli w mig, że obszar strzeżony przez martwiaki nie ograniczał się tylko do głównej komory.
Zaraz wykonam dla podkręcenia atmosfery kilka utajnionych testów Zręczności, żeby sprawdzić, czy przypadkiem któremuś z Was nie obsunie się na kamyczku podeszwa buta...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Dysząc niczym kowalskie miechy zbiegowie wpadli w wylot korytarza wiodącego ku pieczarze będącej leżem gigantycznego pająka, przyśpieszyli kroku dostrzegając w mętnej poświacie dziennego światła coraz więcej szczegółów otoczenia, a przez to unikając wpadnięcia w jakąś dziurą bądź potknięcia o kamienie.
Draugrowie nie ustawali w pościgu, łoskocząc żelaznymi częściami swoich zbyt luźnych pancerzy, zderzając się w pośpiechu nawzajem, ale nie okazując najmniejszego znudzenia makabryczną zabawą w khajiita i szczuraka.
- Jesst grota! - zasyczał Ahraveen, rozdymając rozpaczliwie skrzela - Jesst!
Zwinny khajiit pierwszy wyskoczył z tunelu, jednym susem znalazł się na niedalekim kamiennym cokole okręcając się w biodrach i spoglądając szeroko otwartymi ślepiami na biegnących w tyle kompanów. Wiedziony odziedziczonym po dalekich przodkach instynktem, kocur pokonał plątaninę korytarzy mknąc na wszystkich czterech łapach i niezbyt przypominając w tej pozycji rozumną istotę, ale w zamian utrzymując przez całą drogę miejsce na czele obu grup.
- Czekaj, sierściuchu! - wrzasnął Llorvas, któremu pod wpływem przemożnego wysiłku znów zaczęła krwawić nie do końca zaleczona rana na piersiach - Gdzie wiejesz?!
Argonianin i Redgard rzucili się w stronę środka jaskini, przesadzając przez opleciony pajęczyną zezwłok jakiegoś górala z bandy Arnulfa.
Widok uśmierconych w okrutny sposób Nordów z miejsca przypomniał najemnikom o innym niebezpieczeństwie, nim jednak którykolwiek z nich zdążył cokolwiek przedsięwziąć, w wejściu do pieczary pojawili się wymachujący konwulsyjnie toporami nieumarli strażnicy grobowca.
Dysząc niczym kowalskie miechy zbiegowie wpadli w wylot korytarza wiodącego ku pieczarze będącej leżem gigantycznego pająka, przyśpieszyli kroku dostrzegając w mętnej poświacie dziennego światła coraz więcej szczegółów otoczenia, a przez to unikając wpadnięcia w jakąś dziurą bądź potknięcia o kamienie.
Draugrowie nie ustawali w pościgu, łoskocząc żelaznymi częściami swoich zbyt luźnych pancerzy, zderzając się w pośpiechu nawzajem, ale nie okazując najmniejszego znudzenia makabryczną zabawą w khajiita i szczuraka.
- Jesst grota! - zasyczał Ahraveen, rozdymając rozpaczliwie skrzela - Jesst!
Zwinny khajiit pierwszy wyskoczył z tunelu, jednym susem znalazł się na niedalekim kamiennym cokole okręcając się w biodrach i spoglądając szeroko otwartymi ślepiami na biegnących w tyle kompanów. Wiedziony odziedziczonym po dalekich przodkach instynktem, kocur pokonał plątaninę korytarzy mknąc na wszystkich czterech łapach i niezbyt przypominając w tej pozycji rozumną istotę, ale w zamian utrzymując przez całą drogę miejsce na czele obu grup.
- Czekaj, sierściuchu! - wrzasnął Llorvas, któremu pod wpływem przemożnego wysiłku znów zaczęła krwawić nie do końca zaleczona rana na piersiach - Gdzie wiejesz?!
Argonianin i Redgard rzucili się w stronę środka jaskini, przesadzając przez opleciony pajęczyną zezwłok jakiegoś górala z bandy Arnulfa.
Widok uśmierconych w okrutny sposób Nordów z miejsca przypomniał najemnikom o innym niebezpieczeństwie, nim jednak którykolwiek z nich zdążył cokolwiek przedsięwziąć, w wejściu do pieczary pojawili się wymachujący konwulsyjnie toporami nieumarli strażnicy grobowca.
Wpadliście do groty pająka, draugrowie są tuż za Wami!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Hastur gnał na złamanie karku doskonale zdając sobie sprawę, że najmniejsze zmniejszenie tempa lub co gorsza potknięcie mogło oznaczać śmierć. Dlatego pędził przed siebie zważając tylko na kompanów. Jedyną szansą uciekinierów było dopadnięcie jak najszybciej komnaty z kratą, opuszczenie której oznaczało bezpieczeństwo. Redgard wiedział, że istnieje możliwość spotkania pajęczycy, ale to nie miało w tej chwili większego znaczenia. Tak czy inaczej wiać musieli, a jedyna droga prowadziła przez leże tego gigantycznego insekta. Istniała w przekonaniu najemnika nikła szansa, że Pajęczyca zainteresuje się draugrami, ci zaś uznają ją za intruza w takim samym stopniu, jak ludzi, natomiast dzięki swej wielkości tym chętniej uznają ją za zagrożenie wymagające interwencji, zapominając, choćby i na krótką chwilę o zbiegach.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Wiedzeni w górę schodów przez czujnego i spoglądającego ustawicznie pod stopy Tronda, Sivariael i Neviers dotarli na kamienne podwyższenie zamknięte z jednej strony rzeźbionym granitowym stołem i sąsiadującym z nim sarkofagiem, z drugiej zaś budzącym nabożny lęk starożytnym ołtarzem, na którym królował obsydianowy symbol o niepokojącym kształcie.
Do uszu awanturników nie docierał już żaden odgłos z komory cmentarnej, w pieczarze słychać było jedynie zwielokrotniony echem dźwięk spadającej z otworów w ścianach wody, pluskającej w kamiennym korycie potoku. Spłoszone obecnością intruzów, od sklepienia groty oderwało się znienacka stado nietoperzy, przyprawiając przybyszów niemalże o zasłabnięcie. Skrzydlate stworzenia pomknęły w górę, zniknęły w szczelinach przecinających sklepienie pieczary wydostając się na zewnątrz.
- Ten ołtarz jest piękny - oznajmił szeptem Breton, spoglądając przed siebie szeroko otwartymi oczami - Patrzcie na runy. Tego alfabetu nikt już nie używa.
- A ten nibyłeb? - zapytał ledwie słyszalnie Trond - Czy to jakoweś zwierzę, to czarne coś? Jakby miało ślepia...
- To jest stylizowany smok - odparł z niezbitą pewnością w głosie Sivariael, zerkając na młodego górala w nieco protekcjonalny sposób - Najpewniej symbolizuje Alduina, Smoczego Ojca, Boga w Smoczej Skórze. Kto jak kto, ale wy Nordowie powinniście o tym najlepiej wiedzieć. W epoce...
- Nie miejsce to, by kształcić młody chłonny umysł - prychnął z dezaprobatą Neviers - Bitki już nie słychać, tedy istnieje możność, że draugrowie już waszych towarzyszy ubili. Trza nam działać.
- Może to być prawda, co żeś wcześniej powiadał, Bretonie? - spytał Trond wskazując dłonią na wyrzeźbione w kamieniu pod obliczem Alduina runy - Że to jest ów smoczy kamień, co to go mag pragnie? Bo jeśli tak, to co my teraz uczynimy? Jak go zabierzemy?

Wiedzeni w górę schodów przez czujnego i spoglądającego ustawicznie pod stopy Tronda, Sivariael i Neviers dotarli na kamienne podwyższenie zamknięte z jednej strony rzeźbionym granitowym stołem i sąsiadującym z nim sarkofagiem, z drugiej zaś budzącym nabożny lęk starożytnym ołtarzem, na którym królował obsydianowy symbol o niepokojącym kształcie.
Do uszu awanturników nie docierał już żaden odgłos z komory cmentarnej, w pieczarze słychać było jedynie zwielokrotniony echem dźwięk spadającej z otworów w ścianach wody, pluskającej w kamiennym korycie potoku. Spłoszone obecnością intruzów, od sklepienia groty oderwało się znienacka stado nietoperzy, przyprawiając przybyszów niemalże o zasłabnięcie. Skrzydlate stworzenia pomknęły w górę, zniknęły w szczelinach przecinających sklepienie pieczary wydostając się na zewnątrz.
- Ten ołtarz jest piękny - oznajmił szeptem Breton, spoglądając przed siebie szeroko otwartymi oczami - Patrzcie na runy. Tego alfabetu nikt już nie używa.
- A ten nibyłeb? - zapytał ledwie słyszalnie Trond - Czy to jakoweś zwierzę, to czarne coś? Jakby miało ślepia...
- To jest stylizowany smok - odparł z niezbitą pewnością w głosie Sivariael, zerkając na młodego górala w nieco protekcjonalny sposób - Najpewniej symbolizuje Alduina, Smoczego Ojca, Boga w Smoczej Skórze. Kto jak kto, ale wy Nordowie powinniście o tym najlepiej wiedzieć. W epoce...
- Nie miejsce to, by kształcić młody chłonny umysł - prychnął z dezaprobatą Neviers - Bitki już nie słychać, tedy istnieje możność, że draugrowie już waszych towarzyszy ubili. Trza nam działać.
- Może to być prawda, co żeś wcześniej powiadał, Bretonie? - spytał Trond wskazując dłonią na wyrzeźbione w kamieniu pod obliczem Alduina runy - Że to jest ów smoczy kamień, co to go mag pragnie? Bo jeśli tak, to co my teraz uczynimy? Jak go zabierzemy?

Rzut okiem na główny ołtarz w Czarnygłazie, będący ewidentnie miejscem kultu Smoczego Boga. Trójka zwiadowców nie wie, co się stało z resztą drużyny,m ale musi zakładać najgorsze. Czy runy wyryte pod obliczem smoka to rzeczywiście "runiczna tablica", o której wspominał czarodziej? Co robicie?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Upór nieumarłych zaczynał budzić szczerze przerażenie zbiegów, bo żywym coraz bardziej zaczynało brakować tchu, martwi zaś nie przejawiali najmniejszego śladu strudzenia pościgiem. Hastur podejrzewał nawet, że gdyby przed wiekami nie odziano ich w ciężkie żelazne pancerze, już zdążyliby dopaść intruzów. Bretoński obieżyświat najwyraźniej miał rację przeczuwając, że strażników głównej komory przywrócono do upiornego niby życia za pomocą znacznie silniejszych zaklęć niż ożywieńców spotkanych wcześniej w katakumbach.
Sadząc przed siebie wielkimi susami uciekinierzy przestali już zupełnie myśleć o pozostawionych w głębi kurhanu druhach, troszcząc się jedynie o własną skórę. Lawirując pomiędzy kamiennymi przeszkodami bądź w przypadku khajiita przeskakując je zwinnie, najemnicy gnali ku drugiemu wyjściu z pieczary; wiodącemu w stronę labiryntu pomniejszych katakumb.
Jakiś wielki cień padł na nich w chwili, kiedy znajdowali się w połowie groty, wyprzedzając o kilkanaście stóp odzianych w żelazo draugrów. Hastur poderwał w biegu głowę i chociaż natychmiast tego pożałował uderzając stopą w jakiś kamień, w mig zapomniał o promieniującym w nodze bólu.
Od sklepienia jaskini oderwał się monstrualny owadzi kształt, pokryty rudawą szczeciną i poruszający licznymi odnóżami, z których każde zakończone było sporych rozmiarów pazurem. Lecz to nie pazury przejęły Redgarda animalistyczną trwogą, tylko trzy pary smoliście czarnych i całkowicie pozbawionych emocji oczu oraz wielkie żuwaczki.
Ogromny pajęczak zsuwał się z zastraszającą szybkością w dół po grubej lepkiej nici, opadając na spotkanie uciekającym poprzez jaskinię zbiegom.
Upór nieumarłych zaczynał budzić szczerze przerażenie zbiegów, bo żywym coraz bardziej zaczynało brakować tchu, martwi zaś nie przejawiali najmniejszego śladu strudzenia pościgiem. Hastur podejrzewał nawet, że gdyby przed wiekami nie odziano ich w ciężkie żelazne pancerze, już zdążyliby dopaść intruzów. Bretoński obieżyświat najwyraźniej miał rację przeczuwając, że strażników głównej komory przywrócono do upiornego niby życia za pomocą znacznie silniejszych zaklęć niż ożywieńców spotkanych wcześniej w katakumbach.
Sadząc przed siebie wielkimi susami uciekinierzy przestali już zupełnie myśleć o pozostawionych w głębi kurhanu druhach, troszcząc się jedynie o własną skórę. Lawirując pomiędzy kamiennymi przeszkodami bądź w przypadku khajiita przeskakując je zwinnie, najemnicy gnali ku drugiemu wyjściu z pieczary; wiodącemu w stronę labiryntu pomniejszych katakumb.
Jakiś wielki cień padł na nich w chwili, kiedy znajdowali się w połowie groty, wyprzedzając o kilkanaście stóp odzianych w żelazo draugrów. Hastur poderwał w biegu głowę i chociaż natychmiast tego pożałował uderzając stopą w jakiś kamień, w mig zapomniał o promieniującym w nodze bólu.
Od sklepienia jaskini oderwał się monstrualny owadzi kształt, pokryty rudawą szczeciną i poruszający licznymi odnóżami, z których każde zakończone było sporych rozmiarów pazurem. Lecz to nie pazury przejęły Redgarda animalistyczną trwogą, tylko trzy pary smoliście czarnych i całkowicie pozbawionych emocji oczu oraz wielkie żuwaczki.
Ogromny pajęczak zsuwał się z zastraszającą szybkością w dół po grubej lepkiej nici, opadając na spotkanie uciekającym poprzez jaskinię zbiegom.
Jest kilka opcji! Co najmniej dwa sukcesy w problematycznym teście Zręczności pozwolą z rozpędu przemknąć się pod pająkiem, ale nieudane będą oznaczały lądowanie w żuwaczkach. Alternatywą jest zaatakowanie stwora magią bądź bronią mając świadomość tego, że pościg dzieli od Waszych pleców zaledwie runda walki! Jeśli się rozproszycie na boki, pająk będzie mógł zaatakować tylko jedną ofiarę. Inne pomysły?