PBF - Boskie potyczki

Deshong
Reactions:
Posty: 33
Rejestracja: 04 lutego 2013, 01:49

Post autor: Deshong » 06 marca 2013, 20:22

Podniesiony troszkę na duchu Goblin powlókł się za wodzem świadom obserwujących go goblinów. Szedł z podniesioną głową, choć jego ruchy raczej wskazywały na ogromne zmęczenie i wyczerpanie. Po raz pierwszy od paru dni jego umysł wykazywał jakąkolwiek chęć do działania.
- Ale głupie te gobliny- pojawiła się pierwsza myśl - Tak latwo je zaskoczyć i oczarować byle czym.
- To dlaczego zwą ciebie Goblinem? - skontrowała druga myśl
- Bo jestem sprytny i mam dowcip jak goblin - odpowiedziała pierwsza
- Jak długo jeszcze potrwa zanim się zorientują?
- Czas się kończy. Trza mi znaleźć jak najszybciej sposób ucieczki
- Myśl, myśl....

W tym momencie weszli do chaty i Darayaharus pochwycił spojrzenie Grubelli. odruchowo przykleił na chwilę zalotny uśmiech do swego oblicza.
- Kusząca opcja, umrzeć w ramionach kochanki - pierwsza myśl się znów odezwała
- Ale jeszcze nie teraz - od razu skontrowała druga.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 07 marca 2013, 06:36

Mokradła opodal wioski plemienia Turhunów

Gusłek z nabożnym skupieniem odprawiała modlitwę za powodzenie wyprawy zielarskiej.
Niezbyt obeznanemu z tą religią Barthurowi modlitwa nie wiele by powiedziała, gdyby nie pojawiające się co jakiś czas uniwersalne dla wszystkich ras i gatunków humanoidów gesty, bezbłędnie kojarzące się z seksem, tak w parach jaki i w samotności oraz gest związane ze spożywaniem wysokoprocentowych trunków.

Całokształtowi towarzyszyło skupienie i wprawa, świadcząca o dość częstym powtarzaniu, tego typu rytuałów.

Gdy kapłan zakończył modlitwę, uśmiechnął się ukontentowany, co świadczyło o zadowoleniu z własnego profesjonalizmu.

Czas było ruszyć w las. Choć las to jednak nie najlepsze określenie na teren który przyszło im przemierzać.
Miejsce na tymczasowy obóz gobliny wybrały z wrodzoną im złośliwością, w taki sposób, żeby jak najbardziej utrudnić innym jego odnalezienie i oczywiście obleganie.

Po nie więcej niż pięćdziesięciu krokach skończył się twardy grunt i poszukiwaczom ziół przyszło pożegnać się z przyjaznym środowiskiem samotnej wysepki wśród mórz i oceanów bagnisk.

Brodząc po kolana w mokrej wodzie kapłan płoszył rzesze żab i małych węży oraz, na domiar złego, wabił całe kohorty komarów i pijawek.

Przedzieranie w błotach było jednak niczym w porównaniu z pokonaniem "lasu" wysokich na dwa metry trzcin, z których z wściekłością rzucały się na przechodniów różnorodne pająki, żuki, chrabąszcze i bliżej niezidentyfikowane śluzowate stworzenia.

Jakże wielka była radość Gusłka gdy na spróchniałym i omszonym pniu ułamanego drzewa dostrzegł długie lancetowate liści bas-dar-sor. Pian musiał sprzyjać wyprawie, bo nie dość, że zioło to unikało zazwyczaj aż tak wilgotnego środowisko, to na dodatek było obsypane wieloma różowymi kwiatkami, a ten właśnie okres wegetacji zwiastował największą moc ziela.

Dalsza przeprawa była równie ciężka, bo wiązała się z brodzeniem po pierś gobliniej piersi w wodzie i rozgarnianiu wszędobylskich grążeli. Jednak opłacał się bo na skrawku suchego lądu, tuż przy brzegu przycupnęły mięsiste rozłożyste jak łopian liście co-kars-sor.

Wyprawę można było z pewnością uważać za udaną, bo często w tydzień nie udawał się znaleźć takiej ilości ziół jak w to popołudnie.

Napełniwszy kosze ziołami, a całkiem przy okazji grzybami, poziomkami i cudownie słodką trzciną można był wracać do obozu.
Wynik wyprawy jest następujący. Udało się odnaleźć 10 dkg bas-dar-sor (jedna porcja) oraz 30 dkg co-cars-sor oraz znanej jedynie goblinom trzciny cukrowej. Gusłek nieświadomie stanął przed przełomowym odkryciem produkcji rumu :)

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 07 marca 2013, 06:53

Okolice szałasu Grubelli

Grubela ucapiła zachłannie dłoń Goblina i podskakując radośnie pociągnęła w stronę szałasu. Gobliny odprowadziły parę symulując gwałtowne ruchy biodrami i rubasznymi śmiechami.

Gdy spocony i niemal nieprzytomny gnom łapał spazmatycznie powietrze, równie zmęczona goblinka wspięła się opierając obfite piersi na jego torsie.
Kręcąc zalotnie kępkę włosów gnoma rzekła.

- A, czemu ty mi nie dawać błyskotków? Skoro mnie lubić - zapytała łamanym wspólnym.

- Ty sie na mnie gniewać? - zrobiła zlęknioną minę.
- Ja chce coś tu - wskazała między nadobne piersi - i tu - tym razem na uszy.

- Jutro bum, bum na barka
- poinformowała gnoma - ty pójść i pobić duża ludzie i mi przynieść tu i tu. Bo ja ciebie nie lubić więcej. Ty iść do szaman na narda i mówić, że ty chcieć bum bum i to i to dla Grubell.

Gnoma pobudziła ta wiadomość. Po pierwsze, nielubiane gnomy trafiały do kotła, a po drugie, jeżeli dobrze zrozumiał, miał iść na jakąś wyprawę łupieską. To znowuż oznaczało wyjście poza obóz i możliwość ucieczki!

- Dobrze Grubciu, ja pójdę do szamana i na bum bum i przyniosę ci tu i tu - powiedział podnosząc się szybko, aby zwiać z szałasu.

- Nie tera, nie tera - zatrzymała go ucieszona Grubella - po ciemku, dopiero. Tera ty musi tu - mówiąc to zepchnęła głowę Goblina, pod skórę warga, między swoje umięśnione uda...
Ostatnio zmieniony 07 marca 2013, 07:33 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 07 marca 2013, 07:24

Borowir, pora letnia, wczesne przedpołudnie.

Skela po chwili wahania naciągnął ponownie cięciwę i wypuścił strzałę. Ta, pomknąwszy z sykiem z mlaśnięciem weszła aż po brzechwę w pierś umarlaka.
Nie zrobiła jednak na nim żadnego widocznego wrażania.

Gdy człowiek wypuszczał drugą równie celna strzałę przemknął koło niego szarżujący krasnolud.

Druga strzała trafiła prosto w pępek utopca. Rozległ się głośny syk, a obrzmiały brzuch sflaczał jak przebity balon.

Balin klnąc na konie całego świata pędził na przeciwnika ze wzniesionym toporem. Gdy był kilka metrów od niego wpadł w zielonkawą chmurkę wyziewów jego trzewi. W jego nozdrza uderzył niewyobrażalny śmierdzący odór. Zbuntowany tak bestialskim traktowaniem żołądek zaczął wyrzucać na zewnątrz całą swoja treść, a spojówki zaszły łzami.

Do rzygającego i zgiętego w pół Balina podszedł martwiak i zniósł szponiaste ramię.

Ramię jednak nie spadło, lecz zawisło w powietrzu. Na molo wolno wszedł drugi krasnolud wskazując martwiaka ręką i wykrzykując słowa mocy.

Tym czasem wydarzyła się rzecz niespodziewana. Nad utopcem pojawił się cień, aby po chwili z trzaskiem spaść w postaci ciężkiej skrzyni, miażdżącej nieuarłego jak karalucha.
To jeden z marynarzy obsługujących żurawia portowego ocknął się z otępienia i zrzuciła przenoszony ładunek.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 07 marca 2013, 07:45

Mokradła opodal wioski plemienia Turhunów

Słońce chyliło się już ku dołowi gdy grupa goblińsich myśliwych dotarła do obozu. Już z daleka gwizdali, ryczeli i nawoływali, aby oznajmić swoje przybycie.
Mięli powody do radości! Pod dowództwem Mordila lub jak go teraz zwali Mordil-sana ( Mordila żółtego) udało im się upolować bawoła opasa!
Bydle padło ok kilku tuzinów strzał w wyników licznych krwotoków zewnętrznych i wewnętrznych. Na szczęście niemal podczas półgodzinnego ostrzału zwierze nie mogło uciec, bo ktoś ogrodził łączkę wysokim na dwa metry płotem.

Teraz w chwale zwycięzcy Mordil sam jechał na czele grupy, na swym rączym gulmaku. Za nim podążał poćwiartowany bawół w częściach ponabijany na drągi niesione przez pary łowców.

Rozwrzeszczana hałastra goblinów powitała myśliwych. Za nią ruszył statecznym krokiem wódz.

- Gut rzez baaw Mordil-san- rzekł wódz.
Spoiler!
- Dobre polowanie Mordil-san

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 07 marca 2013, 07:57

Wioska plemienia Turhunów.

Po opilstwie zeszłej nocy Mordil obudził się z wielkim bólem głowy, w pierwszej chwili ręką szukał jakiegoś naczynia z napitkiem ale natrafił tylko na roztrzaskane skorupy po dzbankach, goblin podrapał się w parujący łeb po czym wyszedł przed jurtę szukając wzrokiem sprawców wczorajszego pijaństwa. Nie zauważywszy ich nigdzie zaczął więc wypytywać gdzie polezli. Nie zdążył się tego dowiedzieć, gdy ogarnęły go inne gobosy wrzeszcząc coś o polowaniu i innych tam takich.
Nieświadomy niczego Mordil wskoczył na gulmaka i ruszył za innymi na polowanie. Dopiero wiatr orzeźwił goblina na tyle aby wziął jako taki udział w polowaniu. Strzelając z łuku dwoiło i troiło mu się w oczach, obudził się nagle w wiosce a jego imię było na ustach wszystkich ale czemu, podrapał się po głowie i zaczął zastanawiać o co im wszystkim chodzi pomału coś tam mu świtało, jakiś opas, strzały z łuku.....
Skacowany i niewyspany Mordil siedząc na Gulmaku czuł, że jego głowa zaraz eksploduje, nie wytrzymując już tego hałasu odezwał się głośno:
-Kuthwa muthra nie piskata taka!
Ostatnio zmieniony 07 marca 2013, 08:07 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 07 marca 2013, 11:23

Borowirskie molo, wczesne przedpołudnie.

Po chwili zamieszania wywołanej pojawieniem się martwiaka i upadku skrzyni z żurawia zapanowała cisza.

Z kryjówek niepewnie zaczęli wychodzić przerażeni ludzie.

Z barki na molo wyskoczyło siedmiu lekko opancerzonych elfów i półelfów, wyglądających na ochronę tego statku.
Oglądając zabitego utopca energicznie wymieniali się spostrzeżeniami swym śpiewnym językiem.

Tymczasem z pomiędzy portowych magazynów wybiegł oddział straży portowej. Jeden ze strażników prowadził szarpiącego się srokacza.

Wysoki elf podszedł do wychodzącego z kryjówki grubego kapitana.

- Ja i moje elfy znamy tego utopca
- powiedział gniewnie - to akolita świątyni Morglitha z Rotgan-kiru! Robiłeś interesy ze sługami Czarnego Pana! Musiał płynąć za nami przez dwa dni. Statek jest przeklęty! Odchodzimy!

Grubas zsiniał aż ze wściekłości słysząc te słowa i nie mógł wykrztusić z siebie słowa.

- A żeby was - krzyknął w końcu za odchodzącym elfem - zabobonni głupcy! Wynoście się z mojej łajby i zapomnijcie o zapłacie. Zobaczyli utopca i nasrali w gacie. Po co mi tacy lękliwi najmici, co się pod pokładem się chowają zamiast bronić towaru - krzyczał zdenerwowany grubas.

- Znajdę na lepszych od was, w każdej karczmie
- dodał ciszej do siebie rozglądając się za upuszczonym pergaminem.

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 07 marca 2013, 12:13

Borowirskie molo, wczesne przedpołudnie

Skela ledwie dostrzegalnie drgnął na słowa elfa, po czym wolnym krokiem ruszył w kierunku utopca. Klęknął przy nim wyciągając tkwiące w nim strzały a z jego ust popłynęła cicha modlitwa do Pana Śmierci. Po chwili wstał i szybkim krokiem ruszył w kierunku strażników.

- Dziękuję za złapanie i odprowadzenie konia, mam nadzieję że nie narobił żadnych szkód podczas ucieczki?
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 07 marca 2013, 12:18

Co ja słyszę kapitanie, ja i mój kompan krasnolud możem się zaciągnąć na waszą krypę jako ochrona, my nie strachliwi, ani nie zabobonni jako niektórzy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 marca 2013, 19:25

Mokradła opodal wioski plemienia Turhunów

W zwyczajnych okolicznościach Huskun nuciłby chrapliwie i pląsał w brudnej wodzie uradowany efektami zielarskiej wyprawy, tym razem jednak brnął przez trzęsawisko z zasępioną miną.

- Gusłaku zacniasty - goblin przełamał w końcu obawę i zaczął potrząsać rękawem lnianej koszuli człowieka, opędzającego się ze stoickim milczeniem przed nieznośnymi komarami - Ichniasty gnom... któż ten? Czarownisty czy niebiankowy? Jam ten pomyślował, iż on pianowy posyłaniec, acz jest on? Co Gusłak pomyśluje?

Obuta w skórzany sandał stopa Huskuna utknęła w wypełnionym wodą wykrocie, toteż uczeń szamana puścił raptownie rękaw kleryka i pomachał rękami w zamiarze odzyskania równowagi, posykując niczym rozdrażniony żbik.

Nad mokradłami przemknęło z głośnym gęganiem stado dzikich gęsi. Huskun podejrzewał, że coś musiało ptaki spłoszyć, a goblin nie za bardzo palił się do sprawdzenia, co też mogło poderwać gęsie do lotu.

Widok przezierającej między zagajnikami wierzb osady przywrócił goblinowi animusz, toteż Huskun obejrzał się ponownie w stronę Gusłka, wracając do zadanego wcześniej pytania.
Chciałbym się dowiedzieć, co pianicki kapłan myśli o tej tajemniczej aferze z rana, z magicznym napisem na pale Barthura i pozorami niebiańskiego objawienia. Sam Huskun zaczyna sądzić, że to jakiś chytry fortel, ale lęk przed Pianem nie pozwala mu wyrazić tego na głos...

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 07 marca 2013, 19:46

- Widzisz, moja oślizgła owieczko, takoż mię to trapi. Może być, że to jeno napitek mój obrzędowy dziwy z nami takie powywijał. Być też może, że to sam Pian w osobie swojej własnej od ucztowania swego niebiańskiego raczył się oderwać, bo misyję jakowąś uplanował. A może to ani jedno ani drugie, może to jeno jakowyś Piana wysłannik. Bo że Pan Uciech na nas patrza ciąglusieńko, to za pewnik uznać musisz. Jak by nie było, dobrze musim sprawę przebadać, onego ugościć a za języka pociagnąć. Powiedz no mi, mój ty brzydalku, jak tu wodza do uczty przykłonić, jeno wielgachnej takiej, co żeś takiej nigdy na oczęta swe kaprawe jeszcze nie oglądał. Bo taki to dla delegata wybadania krok poczynić powinniśmy. Zmiarkowałżeś o czym żem gadał? Rzeknij no tera, co Ci po tej guzowatej główce się szwęda.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 marca 2013, 21:35

Mokradła opodal wioski plemienia Turhunów

Słysząc długą i wielce uczoną wypowiedź człowieka Huskun poczuł jeszcze większe strapienie, bo rozumiał ledwie co drugie człowiecze słowo. Coś mu tam kiełkowało w łepetynie, że czcigodny humhum zamierza urządzić wielką ucztę na cześć gnoma-chytrusa i zabiega w tej kwestii o pomoc goblina.

Szkopuł tkwił w tym, że wódz Burgul nie traktował Huskuna zbyt poważnie, a szaman Uhar spozierał na swego ucznia krzywym okiem od czasu, gdy ten zaczął zaniedbywać obrzędy ku czci Cycatego Morka przesiadując całymi dniami przed domkiem przebrzydłego w oczach Uhara pianickiego kapłana. Zamiary Gusłka zdały się Huskunowi nader słuszne, bo goblin nigdy nie stronił od porządnej pijatyki, teraz jednak jego myśli zaprzątał kłopot innego rodzaju, wiążący się niezwykle blisko z osobą nadobnej Grubelli.

Najstarsza córa wodza Burgula cieszyła oczy współplemieńców niebywałymi wdziękami. Spozierający na nią często Huskun nie wiedział, czy powinien gapić się na rozsadzające fikuśny kaftanik krągłe piersi czy raczej przesłonięte jedynie kusą spódniczką grube muskularne uda, pomiędzy którymi nieliczni szczęściarze miewali czasami okazję dostrzec czarną gęstwę łonowych włosów.

Wśród Turgulów panowała zwyczajowa dla goblinów rozwiązłość obyczajów, toteż Burgul nie przejmował się upodobaniem Grubelli do lubieżnych orgii, ważne wszelako było dla niego, kto najstarszą córę chędożył. Mówiąc innymi słowy, uwiedzenie Grubelli mogło otworzyć przed adoratorem wielkie perspektywy na przyszłość.

Huskun planował to od dłuższego czasu, ale przedłużający się romans Grubelli z tajemniczym gnomim więźniem bardzo pokrzyżował mu szyki.
Słońce jeszcze wysoko, więc rozpalmy szybciutko chrust i gotujmy wywary - MG dał mi cynk, że uda się sporządzić eliksiry na poranek następnego dnia. Trochę to Huskunowi nie w smak, ale co tam, najwyżej przełoży swój chytry plan z wieczora na poranek.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 08 marca 2013, 07:15

Borowirskie molo, wczesne przedpołudnie.

Gdy Skela podszedł do wystającego jedynie częściowo spod skrzyni utopca, zauważył tatuaż na jego skroni. Czarna czaszka o pustych oczodołach nie pozostawiała wątpliwości co do wyznawanej wiary.
Człowiek wykonał kilka ledwie zauważalnych gestów, gdy koło niego pojawił się cień.

- Na wszystkich bogów, ależ śmierdzi to paskudztwo! - rozległ się twardy głos w mowie wspólnej.

Właścicielem głosu okazał się korpulentny mężczyzna o spoconej twarzy. Lekko przerośnięta żuchwa i skośne oczy sugerowały domieszkę orczej krwi. Mężczyzna ów zapakowany był w grubą skórzaną zbroję z naszytymi metalowymi blaszkami. Zbroja taka wdawała się we znaki przy lejącym się z nieba żarze.
Symbole na zbroi nieznajomego świadczyły, że dosłużył się w portowej straży stopnia sierżanta.

- To akolita Morglitha z Rotgan-kir
- szepnął do sierżanta jeden z marynarzy mocujących liny do leżącej na utopcu skrzyni.

Sierżant pokręcił z niezadowoleniem głową.
- Rotgan-kir i ich Noc Gniewu i proszę jakie efekty. Oby Katan ich pokarał - powiedział przykładając pięść do czoła.

- Na taczkę z tym i za miasto - krzyknął do podkomendnych.

- Kogo ten koń? Piękna bestyja, równie rącza jak zajadła. Musi być wart z wioskę, albo dwie. Liczę na spore znaleźne!

Skela podniósł się i rzekł.
- Dziękuję za złapanie i odprowadzenie konia, mam nadzieję że nie narobił żadnych szkód podczas ucieczki?

- Twój, ta? Hmm. Nie narobił bo nie zdążył. Wleciał w ślepy zaułek między magazynami. Jakby nie to pewnikiem już by był w Get-war-garze. Nie lubią konie chodzących umrzyków, oj nie lubią. Dziwnie wyglądasz i mówisz, skąd jesteś?
Skrzynia połamała strzały. Rzuciła Ci się w uszy nazwa Ostro-gar, wymówiona przez kapitana barki. To tam ostatnio widziano Mordila.
Ostatnio zmieniony 08 marca 2013, 07:27 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 08 marca 2013, 07:25

Borowirskie molo, wczesne przedpołudnie.

Spocony kapitan barki przyjrzał się dokładnie krasnoludowi po czym rzekł.

- Jestem Astar Gurbin, kupiec i kapitan "Kaczora". Widzę, żeś nie lękliwy i toporzysko masz niezgorsze. Jeżeli umiesz nim obracać mogę cię nająć. A gdzie ten Twój towarzysz?
- rozglądnął się po molo.

- Płynę z towarem, aż do Bagar-morkir. Płacę 50 srebrnych za dzień. Przy ewentualnym ataku, uchowaj Gotam-gorze, premia, w zależności od poświęcenia dla sprawy. Jak się sprawdzisz to załatwię Ci posadę, także w karawanie, która z Bagar-morkir pójdzie aż do Ostrogaru!
- powiedział wycierając spoconą twarz, dość mokrą chustą.

- Wypływamy jak tylko zakończy się załadunek, czyli popołudniu - powiedziawszy to wrócił do spisu ładunku.

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 08 marca 2013, 07:42

Borowirskie molo, wczesne przedpołudnie.


Skela sięgnął do sakiewki i wyciągnął złotą monetę podając ją sierżantowi.
- To za odprowadzenie konia, dorzucę drugą jak mi powiesz jak się stąd najszybciej i najbezpieczniej dostać się do miasta zwanego Ostro-gar.

Skela nie był człowiekiem zbyt rozmownym a już pytanie o jego pochodzenie niespecjalnie poprawiło jego nastrój zważywszy na utratę dwóch strzał.

- Pochodzę ze wschodu i nie słyszałem tam o Nocy Gniewu, co to takiego?
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

ODPOWIEDZ