Porąbane okrutnie i nadpalone czarodziejskim ogniem truchło monstrualnego pająka wciąż leżało pośrodku groty, otoczone zawiniętymi w kokony truchłami górskich rozbójników. Najmici ścisnęli mocniej broń zauważając, że jeden z kokonów wciąż się rytmicznie poruszał, zdradzając zawziętą nieustępliwość pochwyconego w lepką i niebywale wytrzymałą wydzielinę draugra. Leżący na boku ożywieniec co rusz podrygiwał nieporadnie, bez większego rezultatu próbując wyzwolić się z pułapki.
- Czekajcie - wydyszał ociekający potem altmer, zrzucając niesiony na grzbiecie żelazny pancerz pod nogi. Sterta ciężkiego metalu uderzyła w skały z ogłuszającym hukiem, którego echo odbiło się kilkakrotnie od ścian rozległej pieczary - Mam coś jeszcze do załatwienia.
Ocierając rękawem spocone czoło, elf podszedł do pajęczego truchła wyciągając zza pasa jeden ze swoich sztyletów i przyglądając się uważnie śliskiemu od organicznej posoki korpusowi arachnoida.
Przyglądający się poczynaniom altmera khajiit zjeżył z odrazą sierść, kiedy Sivariael wstrzymał oddech, a potem wraził ostrze sztyletu w cielsko stwora poszerzając wycięty w nim mieczem Hastura otwór. Cuchnąca breja bryznęła z odwłoku brudząc nogawice elfa i klejąc się do jego szytych na miarę butów.
- Barr'teh woli zdrowe jedzenie - prychnął kotołak strosząc swe długie wąsy - Strawy z tego pająka nie tknie, choćby z głodu miał się przekręcić.