PBF - Narodziny legendy
- Uciekający szybko zostanie pochodnią, macie moje słowo - ostrzegł Altmer, którego magię jeden z bandziorów poznał już na własnej skórze.
Używam Zastraszania, obserwuję ich z wysokości półki skalnej. Staram się wyglądać majestatycznie i do bólu "thalmorsko".
Ostatnio zmieniony 21 marca 2013, 18:47 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Pójdę z nimi by mieć ich na oku stoję z mieczem, raczej przykucam obok łuk i strzały, trzymam się kilka metrów od nich.
Ostatnio zmieniony 21 marca 2013, 18:56 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Można spętać im nogi krótkim sznurem, na tyle długim, żeby mogli iść, na tyle krótkim, by nie mogli biec.
- A teraz mnie posłuchajcie, bo o wasze życie idzie. Jeśli który się schyli - wrazimy mu strzałę w wątpia. Jeśli który zniknie nam z oka na dłużej niż uderzenie serca - takoż mu strzałę wrazimy. Jeśli który spróbuje uciec - kotołak w mig doścignie, a jaszczur zje mu wątrobę. Jeśli sprawicie się dobrze - wstawimy się za wami to może życia zachowacie.-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Bezwzględnie zastraszeni i drżący o swe życie więźniowie nie podjęli najmniejszej próby ucieczki, słusznie lękając się szybkości drzemiącej w łapach khajiita i śmierci drzemiącej na czubkach jego pazurów. Ukryci za filarami otaczającymi wejście do przedsionka, najmici obserwowali bacznie otoczenie tarasu, prześlizgując oczami po zboczach gór i kępach pokrytych śniegiem świerków.
Robiło się coraz zimniej, a słońce schodziło coraz niżej. Ponaglający brańców w myślach Ahraveen oszacował, że słonecznego światła wystarczy ledwie na tyle, by dotrzeć do starej strażnicy, w której zginęli pilnujący dostępu do kurhanu bandyci - dalsza droga w dół wiązała się nieuchronnie z marszem w bladym świetle księżyca.
Pojmani w grobowcu rozbójnicy uwijali się tak szybko jak tylko mogli, zważywszy na zranioną rękę jednego z nich oraz pętający kostki nóg obu rzemień. Sapiąc i dysząc przewlekli w wyznaczone miejsce zwłoki wszystkich swoich druhów, mamrocząc pod nosami słowa błagalnych modlitw i odwracając wzrok od zeszklonych oczu swych nieżywych druhów.
- Sskończyli - zasyczał Ahraveen trącając Hastura łokciem w bok.
Bezwzględnie zastraszeni i drżący o swe życie więźniowie nie podjęli najmniejszej próby ucieczki, słusznie lękając się szybkości drzemiącej w łapach khajiita i śmierci drzemiącej na czubkach jego pazurów. Ukryci za filarami otaczającymi wejście do przedsionka, najmici obserwowali bacznie otoczenie tarasu, prześlizgując oczami po zboczach gór i kępach pokrytych śniegiem świerków.
Robiło się coraz zimniej, a słońce schodziło coraz niżej. Ponaglający brańców w myślach Ahraveen oszacował, że słonecznego światła wystarczy ledwie na tyle, by dotrzeć do starej strażnicy, w której zginęli pilnujący dostępu do kurhanu bandyci - dalsza droga w dół wiązała się nieuchronnie z marszem w bladym świetle księżyca.
Pojmani w grobowcu rozbójnicy uwijali się tak szybko jak tylko mogli, zważywszy na zranioną rękę jednego z nich oraz pętający kostki nóg obu rzemień. Sapiąc i dysząc przewlekli w wyznaczone miejsce zwłoki wszystkich swoich druhów, mamrocząc pod nosami słowa błagalnych modlitw i odwracając wzrok od zeszklonych oczu swych nieżywych druhów.
- Sskończyli - zasyczał Ahraveen trącając Hastura łokciem w bok.
Zwłoki zostały przeniesione w odpowiednie miejsce, a wokół wciąż tylko dzikie zawodzenie lodowatego wiatru...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Barr'teh złapie jak ślepe myszy. - Zawtórował Hasturowi kotołak przybierając groźną pozę i prychając głośno w sposób, który każdy khajit odebrałby jako agresywną zaczepkę. Choć nie zdawał sobie sprawy czy ludzie zrozumieją gesty, to podświadomie czuł, że pulsujące pod futrem mięśnie budzą zrozumiały respekt jeńców.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Zapada noc, wolałbym nie podróżować po ciemku, poza tym nie wydaje mi się, żebyśmy byli wypoczęci po przygodach ze zbójami i draugrami, o pająku nie wspomnę. Wolałbym noc spędzić w Rzecznej Puszczy i wypocząć, tam też poczekać na decyzję o losie jeńców. Jeśli zapadnie decyzja o odstawieniu ich do Jarla, to użyjemy ich jako tragarzy. A jeśli ich los zostanie przypieczętowany i kara spotka ich w wiosce, to trudno, kto lubi grabić, będzie musiał na grzbiecie nieść swoje fanty.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Okolice Czarnygłazu, 11 dzień Ostatnich Siewów
Otoczeni przez swych prześladowców i ponownie objuczeni wyciskającymi ostatnią kroplę potu łupami, więźniowie ruszyli szlakiem wiodącym z powrotem do doliny skrywającej Rzeczną Puszczą. Na wysokości górskiego grzbietu było jeszcze w miarę jasno, ale im niżej mężczyźni schodzili, tym głębszy ogarniał ich półmrok. Nie niosący żadnych ciężkich ładunków Barr'teh i Hastur wysunęli się na czoło pochodu, nie wyciągając co prawda broni, ale trzymając ręce w ich pobliżu.
Nadciągający wraz ze zmierzchem chłód był coraz bardziej dokuczliwy, wdzierając się natrętnie pod odzienie i okradając ciała z życiodajnego ciepła. Najbardziej cierpiący z powodu wychłodzenia argonianin stawiał sztywne kroki, z trudem balansując ogonem w poszukiwaniu najwygodniejszego punktu ciężkości swego odrętwiałego ciała.
Pierwszej godziny marszu nie zakłóciły żaden intruz i żadna nieprzyjemna niespodzianka, ale niebo zaciągnęły gęste chmury i rzadki blask księżyca nie potrafił przeniknąć do końca ciemności zalegających w lesistym pogórzu. Kotołak ustawicznie kręcił na wszystkie strony łbem, ale jeden kotołak nie mógł posłużyć za niezawodną straż całej grupy, toteż Hastur odetchnął z nieukrywaną ulgą dostrzegając wyłaniającą się zza skalnego załomu starą strażnicę.
- Wolałbym tu nie nocować - powiedział ściszonym głosem w stronę Barr'teha - Trupy mi nie przeszkadzają, ale ciągle blisko tu do kurhanu. Nocą może być nieprzyjemnie.
Otoczeni przez swych prześladowców i ponownie objuczeni wyciskającymi ostatnią kroplę potu łupami, więźniowie ruszyli szlakiem wiodącym z powrotem do doliny skrywającej Rzeczną Puszczą. Na wysokości górskiego grzbietu było jeszcze w miarę jasno, ale im niżej mężczyźni schodzili, tym głębszy ogarniał ich półmrok. Nie niosący żadnych ciężkich ładunków Barr'teh i Hastur wysunęli się na czoło pochodu, nie wyciągając co prawda broni, ale trzymając ręce w ich pobliżu.
Nadciągający wraz ze zmierzchem chłód był coraz bardziej dokuczliwy, wdzierając się natrętnie pod odzienie i okradając ciała z życiodajnego ciepła. Najbardziej cierpiący z powodu wychłodzenia argonianin stawiał sztywne kroki, z trudem balansując ogonem w poszukiwaniu najwygodniejszego punktu ciężkości swego odrętwiałego ciała.
Pierwszej godziny marszu nie zakłóciły żaden intruz i żadna nieprzyjemna niespodzianka, ale niebo zaciągnęły gęste chmury i rzadki blask księżyca nie potrafił przeniknąć do końca ciemności zalegających w lesistym pogórzu. Kotołak ustawicznie kręcił na wszystkie strony łbem, ale jeden kotołak nie mógł posłużyć za niezawodną straż całej grupy, toteż Hastur odetchnął z nieukrywaną ulgą dostrzegając wyłaniającą się zza skalnego załomu starą strażnicę.
- Wolałbym tu nie nocować - powiedział ściszonym głosem w stronę Barr'teha - Trupy mi nie przeszkadzają, ale ciągle blisko tu do kurhanu. Nocą może być nieprzyjemnie.
Dotarliście do starej strażnicy, od wioski dzieli Was jeszcze godzina drogi. Zapadła już ciemna noc, chmury co rusz przesłaniają księżyc, ale za to nie jest już tak zimno jak wysoko w górze na gołych skałach. Dodatkowo przypominam o następnych łupach ukrytych opodal wieży - jak te wsadzicie na więźniów, ani chybi padną po kilkunastu krokach!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górska strażnica, 11 dzień Ostatnich Siewów
Korzystając z chwili odpoczynku obaj więźniowie usiedli wprost na kamieniach, dysząc ciężko i spoglądając tęsknym wzrokiem na wiszące u pasów strażników bukłaki. Drżący z zimna Ahraveen zerknął pobieżnie na ukryte w sobie znanym miejscu łupy zdarte ze strażników w wieży, upewniając się ku swemu zadowoleniu, że nikt ich nie zauważył i nie tknął. Wróciwszy do zbitych w gromadkę kompanów jaszczur wcisnął się pomiędzy khajiita i Neviersa, gotów w porywie desperacji przytulić się z całych sił do pierwszego ciepłokrwistego osobnika na swej drodze.
- Widać stąd światła wioski - oznajmił stojący przy krawędzi stoku Neviers, opatulony szczelnie płaszczem i spoglądający w dół doliny. Do uszu wszystkich docierał już wyraźnie cichy szum rzeki.
- Moglibyśmy rozpalić ognisko przy wejściu do wieży i przeczekać tu do rana - zaproponował bez większego przekonania Breton, nie odrywając wzroku od pulsujących zachęcającą poświatą pochodni zatkniętych na bramy Rzecznej Puszczy - Albo od razu pójść dalej i wyspać się porządnie w prawdziwym łóżku.
- Wssysstkich łupów nie weśśmiemy - żachnął się jaszczur, spoglądając wymownie w stronę swej skrytki - Tsseba będzie z wiosski wrócić, z mułami.
- Byle nie po ciemku - wzruszył ramionami Neviers.
Korzystając z chwili odpoczynku obaj więźniowie usiedli wprost na kamieniach, dysząc ciężko i spoglądając tęsknym wzrokiem na wiszące u pasów strażników bukłaki. Drżący z zimna Ahraveen zerknął pobieżnie na ukryte w sobie znanym miejscu łupy zdarte ze strażników w wieży, upewniając się ku swemu zadowoleniu, że nikt ich nie zauważył i nie tknął. Wróciwszy do zbitych w gromadkę kompanów jaszczur wcisnął się pomiędzy khajiita i Neviersa, gotów w porywie desperacji przytulić się z całych sił do pierwszego ciepłokrwistego osobnika na swej drodze.
- Widać stąd światła wioski - oznajmił stojący przy krawędzi stoku Neviers, opatulony szczelnie płaszczem i spoglądający w dół doliny. Do uszu wszystkich docierał już wyraźnie cichy szum rzeki.
- Moglibyśmy rozpalić ognisko przy wejściu do wieży i przeczekać tu do rana - zaproponował bez większego przekonania Breton, nie odrywając wzroku od pulsujących zachęcającą poświatą pochodni zatkniętych na bramy Rzecznej Puszczy - Albo od razu pójść dalej i wyspać się porządnie w prawdziwym łóżku.
- Wssysstkich łupów nie weśśmiemy - żachnął się jaszczur, spoglądając wymownie w stronę swej skrytki - Tsseba będzie z wiosski wrócić, z mułami.
- Byle nie po ciemku - wzruszył ramionami Neviers.
Macie dwie opcje: pozbierać szybko opał i urządzić obozowisko w starej strażnicy albo ruszyć w dół szlaku z zamiarem dotarcia jak najszybciej do wioski. Co robicie?