PBF - Boskie potyczki
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dla ogromnej postury Barthura rzucenie się w wir wyuzdanego tańca jawilo sie, niczym sen niespelniony, ale nie ruszyl sie do przodu, ograniczajac sie jedynie do obserwacji dobrze podchmielonego Mordiego wijacego sie posrod goblinek.
Olbrzym juz die nauczyl, ze nie ma czego szukac w tego typu zabawach. Po pierwsze ze wzgledu na to, ze zadna z goblinek nie przejawiala zainteresowania Barthurem, a po drugie przy jego wzroscie tanczac w chacie mogl sie nabawic co najwyzej kilku guzow od uderzen w powale goblinskiego domku.
Westchnal tylko zazdroszczac wspolplemiencom swietnej zabawy i dolal sobie miodu do kubka.
Olbrzym juz die nauczyl, ze nie ma czego szukac w tego typu zabawach. Po pierwsze ze wzgledu na to, ze zadna z goblinek nie przejawiala zainteresowania Barthurem, a po drugie przy jego wzroscie tanczac w chacie mogl sie nabawic co najwyzej kilku guzow od uderzen w powale goblinskiego domku.
Westchnal tylko zazdroszczac wspolplemiencom swietnej zabawy i dolal sobie miodu do kubka.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mordil skacząc i pląsając wśród goblinek zauważył strapioną minę Barthura i przez jego główkę przeszła pewna myśl, podszedł do Dużego mówiąc:
Południowy Gobliński dla innych:
-Co bec ze te? Co ni tuncy? Preces rozegra na dwore bec? Tuncymy jak wiela sa dowac! Dowaj wioldzi tuncymy!!!! Tuncymy i piciemy wiela sa dowac!!!
Południowy Gobliński dla innych:
Spoiler!
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Gobliński obóz pośród bagien, późna noc
Zwyczajowo Huskun nie odmawiał sobie niczego podczas nocnych biesiad, były one bowiem okazją do zaznania mnóstwa przyjemności, a wychowanek szamana miewał spore pierwszeństwo przed innymi goblinami w kolejce do chędożenia co ładniejszych mieszkanek wioski.
Lecz tym razem pił z umiarem i nawet się nadmiernie nie obżerał, bo nie dawały mu spokoju natrętne myśli o nieuchronnej wyprawie. Łupy miały to w swej naturze, że otaczali je strażnicy, strażnicy zaś nie zwykli oddawać zdobyczy po dobroci.
Jakieś złe przeczucia ustawicznie trapiły młodego goblina, a wiązały się one w niejasny sposób z wielką ochotą Uhara do wysłania wiarołomnego wychowanka na pierwszą linię frontu.
Korzystając z pierwszej lepszej okazji Huskun wymknął się z biesiady, pozostawiając ledwie trzymającego się na nogach Gusłka i zmierzając żwawym krokiem ku zajmowanej przez pianickiego kapłana chatce.
Zamierzał mieć oko na gotowane przez Gusłka eliksiry, pozostawione przez pianitę bez nadzoru nad dogasającym paleniskiem.
Zwyczajowo Huskun nie odmawiał sobie niczego podczas nocnych biesiad, były one bowiem okazją do zaznania mnóstwa przyjemności, a wychowanek szamana miewał spore pierwszeństwo przed innymi goblinami w kolejce do chędożenia co ładniejszych mieszkanek wioski.
Lecz tym razem pił z umiarem i nawet się nadmiernie nie obżerał, bo nie dawały mu spokoju natrętne myśli o nieuchronnej wyprawie. Łupy miały to w swej naturze, że otaczali je strażnicy, strażnicy zaś nie zwykli oddawać zdobyczy po dobroci.
Jakieś złe przeczucia ustawicznie trapiły młodego goblina, a wiązały się one w niejasny sposób z wielką ochotą Uhara do wysłania wiarołomnego wychowanka na pierwszą linię frontu.
Korzystając z pierwszej lepszej okazji Huskun wymknął się z biesiady, pozostawiając ledwie trzymającego się na nogach Gusłka i zmierzając żwawym krokiem ku zajmowanej przez pianickiego kapłana chatce.
Zamierzał mieć oko na gotowane przez Gusłka eliksiry, pozostawione przez pianitę bez nadzoru nad dogasającym paleniskiem.
Huskun powstrzymuje się przed udziałem w biesiadzie, mając w głowie realizację innego planu! Kurka, jeśli Deshong nie wróci w realnym przedziale czasu, będzie kicha 
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Główne koryto rzeki Senil, trzeci dzień podróży
"Kaczor" sunął po cicho po szemrzącej tafli szerokiej rzeki. Monotonna podróż trwał już trzecie dzień. Jedyne urozmaicenia pojawiały się w postaci innych barek brnących w dół rzeki i postoi na "wołowniech" gdzie zmieniano zaprzęg zwierząt pociągowych. Trzeciego dnia koryto rzeki znacznie się poszerzyło gdy łódź wpłynęła z mniejszej odnogi do szerokiego na ponad dwieście metrów głównego koryta rzeki.
W parne i słoneczne popołudnie wdarła się jednak inna nuta. Powietrze stało się mniej lepkie, a szybkie powiewy powietrza powodowały zimne dreszcze na skórze. Kilka minut później niebo zasłały czarne chmury z których sypnął grad.
Grad ten jednak wielkością przypominał kurze jaja.
Załoga rzuciła się pod dach modląc się do bogów o jego wytrzymałość. Łomot uderzających kul zagłuszył wszelkie inne dźwięki. Świsty stukoty i uderzenia dosłownie ogłuszały.
Grad zniknął tak samo tajemniczo jak się pojawił.Całe zajście nie trwało dłużej niż kilka minut, jedna to co pojawiło się po zniknięciu białej kurtyny spadającego z nieba lodu, powodowało ścisk serca.
Kaczor był całkowicie zasypany kulami gradu. W wielu miejscach widać było dziury, połamane skrzynie i drzazgi połamanych barierek.
Ciągnący się wzdłuż rzeki las także doznał straszliwych uszkodzeń. Drzewa miały połamane gałęzie, zostały ogołocone z liści. Sitowia dosłownie leżały na wodzie.
Nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. Jeden z ciągnących barkę wołów został dosłownie ukamienowany. Leżał martwy brocząc krwią z rozbitej czaszki. Przepadł gdzieś zaprzęgowy.
Na niedomiar złego wichura nie skończyła jeszcze swojego niszczycielskiego dzieła, brała jedynie oddech przed następnym atakiem.
Początkowo słychać był narastający szum i skrzypienie przyciskanych do ziemi wiekowych drzew. Po chwili w burtę statku uderzył potężny podmuch wiatru, niebo przecięła błyskawica i rozległ się potężny grom.
Po pokładzie biegał Gurbin przekrzykując nawałnice nawoływał załogę do łapania za bosaki.
"Kaczor" sunął po cicho po szemrzącej tafli szerokiej rzeki. Monotonna podróż trwał już trzecie dzień. Jedyne urozmaicenia pojawiały się w postaci innych barek brnących w dół rzeki i postoi na "wołowniech" gdzie zmieniano zaprzęg zwierząt pociągowych. Trzeciego dnia koryto rzeki znacznie się poszerzyło gdy łódź wpłynęła z mniejszej odnogi do szerokiego na ponad dwieście metrów głównego koryta rzeki.
W parne i słoneczne popołudnie wdarła się jednak inna nuta. Powietrze stało się mniej lepkie, a szybkie powiewy powietrza powodowały zimne dreszcze na skórze. Kilka minut później niebo zasłały czarne chmury z których sypnął grad.
Grad ten jednak wielkością przypominał kurze jaja.
Załoga rzuciła się pod dach modląc się do bogów o jego wytrzymałość. Łomot uderzających kul zagłuszył wszelkie inne dźwięki. Świsty stukoty i uderzenia dosłownie ogłuszały.
Grad zniknął tak samo tajemniczo jak się pojawił.Całe zajście nie trwało dłużej niż kilka minut, jedna to co pojawiło się po zniknięciu białej kurtyny spadającego z nieba lodu, powodowało ścisk serca.
Kaczor był całkowicie zasypany kulami gradu. W wielu miejscach widać było dziury, połamane skrzynie i drzazgi połamanych barierek.
Ciągnący się wzdłuż rzeki las także doznał straszliwych uszkodzeń. Drzewa miały połamane gałęzie, zostały ogołocone z liści. Sitowia dosłownie leżały na wodzie.
Nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. Jeden z ciągnących barkę wołów został dosłownie ukamienowany. Leżał martwy brocząc krwią z rozbitej czaszki. Przepadł gdzieś zaprzęgowy.
Na niedomiar złego wichura nie skończyła jeszcze swojego niszczycielskiego dzieła, brała jedynie oddech przed następnym atakiem.
Początkowo słychać był narastający szum i skrzypienie przyciskanych do ziemi wiekowych drzew. Po chwili w burtę statku uderzył potężny podmuch wiatru, niebo przecięła błyskawica i rozległ się potężny grom.
Po pokładzie biegał Gurbin przekrzykując nawałnice nawoływał załogę do łapania za bosaki.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gobliński obóz pośród bagien, przedświtowa szarówka
Po orgiastycznych rytuałach ku czci Cytatego Morka, często odprawianego swawolnie bezpośrednio wokół ogniska, przyszedł czas na jadło i napitki.
Zrabowanie beczki piwa, garnce wina i butelki trunków jeszcze mocniejszych, znikały w bezdennych goblińskich gardzielach.
Wraz z nimi podążyły połacie bawolego mięsa.
Dopiero gdy noc się miała ku końcowi strudzone gobliny zaczynały snąć. Zazwyczaj w miejscach całkowicie przypadkowych. Gdyby w tej chwili ktoś dotarł na bagniska i znalazł obóz, prawdopodobnie pomyślał, że jej mieszkańcy zostali bestialsko zmasakrowani.
Jeden tylko goblin trwał na straży. Młody Huskun siedział przy niewielkim ognisku, zerkając do zawieszonego nad płomieniami kociołka. Gdy tylko wywar przestawał buzować, zaraz podrzucał szczapę zgromadzonego drewna.
Po orgiastycznych rytuałach ku czci Cytatego Morka, często odprawianego swawolnie bezpośrednio wokół ogniska, przyszedł czas na jadło i napitki.
Zrabowanie beczki piwa, garnce wina i butelki trunków jeszcze mocniejszych, znikały w bezdennych goblińskich gardzielach.
Wraz z nimi podążyły połacie bawolego mięsa.
Dopiero gdy noc się miała ku końcowi strudzone gobliny zaczynały snąć. Zazwyczaj w miejscach całkowicie przypadkowych. Gdyby w tej chwili ktoś dotarł na bagniska i znalazł obóz, prawdopodobnie pomyślał, że jej mieszkańcy zostali bestialsko zmasakrowani.
Jeden tylko goblin trwał na straży. Młody Huskun siedział przy niewielkim ognisku, zerkając do zawieszonego nad płomieniami kociołka. Gdy tylko wywar przestawał buzować, zaraz podrzucał szczapę zgromadzonego drewna.
-Skoro naszym zadaniem jest ochrona statku przed piratami,pozwólcie panowie że oddalę się na stronę.W razie czego głośno krzyczcie albo coś-stwierdził Bazookh. Nastepnie udał się do wydzielonego przez kapitana miejsca w którym miał własny kąt na tej krypie i zatopił swój umysł w notatkach które poczynił do tej pory. Zastanawiał się nad tym co poszło nie tak że jego ukochana...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chatka Gusłka, późna noc
Burczący coś pod nosem Huskun przypilnował bulgoczących na wolnym ogniu wywarów, dopóki nie uznał swym pozbawionym większego doświadczenia węchem, że nabrały już one odpowiedniej zapachowej nuty. Zaklinacz pierwszy chyba raz w życiu okazał niezadowolenie z czyjegoś opilstwa, ponieważ desperacko potrzebował pomocy zwalonego z nóg silnym alkoholem Gusłka, a ten najpewniej nie miał się wybudzić z pijackiego snu przed nadejściem świtu.
Za nic mając sobie przesądy takie jak prawo własności goblin zaczął myszkować wśród dobytku pianickiego kapłana, szybko odnajdując w jego sakwach odlane z grubego szkła flakony, będące obiektem pożądania wielu niewiast w plemieniu Huskuna. Zaklinacz odkorkował je, wytrząsnął ze środka nieliczne paprochy, a potem zaczął napełniać pojemniki przelewaną z kociołków cieczą, z niezwykłą jak na goblina pieczołowitością układając napełnione flakony w dwóch różnych miejscach na klepisku chatki.
Napary nasenne po lewej, eliksiry miłości zaś po swej prawej.
- Gurrus ahkarr budruglur - wymamrotał Huskun przygryzając sobie w wyrazie zaaferowania wystawiony z ust język.
Gobliński dla początkujących
Burczący coś pod nosem Huskun przypilnował bulgoczących na wolnym ogniu wywarów, dopóki nie uznał swym pozbawionym większego doświadczenia węchem, że nabrały już one odpowiedniej zapachowej nuty. Zaklinacz pierwszy chyba raz w życiu okazał niezadowolenie z czyjegoś opilstwa, ponieważ desperacko potrzebował pomocy zwalonego z nóg silnym alkoholem Gusłka, a ten najpewniej nie miał się wybudzić z pijackiego snu przed nadejściem świtu.
Za nic mając sobie przesądy takie jak prawo własności goblin zaczął myszkować wśród dobytku pianickiego kapłana, szybko odnajdując w jego sakwach odlane z grubego szkła flakony, będące obiektem pożądania wielu niewiast w plemieniu Huskuna. Zaklinacz odkorkował je, wytrząsnął ze środka nieliczne paprochy, a potem zaczął napełniać pojemniki przelewaną z kociołków cieczą, z niezwykłą jak na goblina pieczołowitością układając napełnione flakony w dwóch różnych miejscach na klepisku chatki.
Napary nasenne po lewej, eliksiry miłości zaś po swej prawej.
- Gurrus ahkarr budruglur - wymamrotał Huskun przygryzając sobie w wyrazie zaaferowania wystawiony z ust język.
Gobliński dla początkujących
Spoiler!
Zarekwirowałem flakony z dobytku Gusłka, by rozlać do nich mikstury.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Główne koryto rzeki Senil, trzeci dzień podróży
Załoga ucapiwszy za tyczki i boski zaczęła przyciągać Kaczora do brzegu.
Oszołomiony niespodziewanym zjawiskiem atmosferycznym bawół szarpał się tak długo, aż w końcu uwolnił z jarzma i ruszył wprost w falujące pod wpływem uderzeń wiatru lasy.
W burtę uderzały szaleńcze podmuchy ryczącego wichru. Łódź zaczęła kolebać się złowieszczo.
Jedna ze skrzyń uwolniła się z mocowań i sunęła od barierki do barierki zmiatając wszystko na swojej drodze.
Jakby tego było mało do porywistego wiatru dołączyło istne oberwanie chmury. Z nieba lunęła tak potężna struga wody, że swym ciężarem aż przycisnęła do pokładu.
Bazookh widząc co się dzieje, krzyknął do kapitana kilka słów, które i tak zagłuszył grzmot piorunów i wcisnął się między skrzynie i pakunki nadbudówki.
Tylko nadludzkie starania załogi pozwoliły na przyciągnięcie barki do brzegu. Nie bacząc na nic bosman wyskoczył z kaczora i przywiązał cumy do drzew po drugiej stronie traktu.Sytuacja zadawał się być opanowana.
Niespodziewana i gwałtowna burza trwała jeszcze przeszło godzinę, aż wkrótce przerodziła się rzecz niesłychaną. W bezwietrznym powietrzu pojawiły się początkowo małe, a później większe białe drobiny.
Drago wysoki i postawny członek załogi wystawił przed siebie dłoń i obserwował jak drobiny te znikają z jej powierzchni.
- Śnieg - zawyrokował przepełnionym zdziwieniem głosem.
Załoga ucapiwszy za tyczki i boski zaczęła przyciągać Kaczora do brzegu.
Oszołomiony niespodziewanym zjawiskiem atmosferycznym bawół szarpał się tak długo, aż w końcu uwolnił z jarzma i ruszył wprost w falujące pod wpływem uderzeń wiatru lasy.
W burtę uderzały szaleńcze podmuchy ryczącego wichru. Łódź zaczęła kolebać się złowieszczo.
Jedna ze skrzyń uwolniła się z mocowań i sunęła od barierki do barierki zmiatając wszystko na swojej drodze.
Jakby tego było mało do porywistego wiatru dołączyło istne oberwanie chmury. Z nieba lunęła tak potężna struga wody, że swym ciężarem aż przycisnęła do pokładu.
Bazookh widząc co się dzieje, krzyknął do kapitana kilka słów, które i tak zagłuszył grzmot piorunów i wcisnął się między skrzynie i pakunki nadbudówki.
Tylko nadludzkie starania załogi pozwoliły na przyciągnięcie barki do brzegu. Nie bacząc na nic bosman wyskoczył z kaczora i przywiązał cumy do drzew po drugiej stronie traktu.Sytuacja zadawał się być opanowana.
Niespodziewana i gwałtowna burza trwała jeszcze przeszło godzinę, aż wkrótce przerodziła się rzecz niesłychaną. W bezwietrznym powietrzu pojawiły się początkowo małe, a później większe białe drobiny.
Drago wysoki i postawny członek załogi wystawił przed siebie dłoń i obserwował jak drobiny te znikają z jej powierzchni.
- Śnieg - zawyrokował przepełnionym zdziwieniem głosem.
Sytuacja opanowana. Gwałtowna burza przeszła pozostawiając po sobie połamane pnie drzew i niespotykane latem zjawisko w postaci śniegu.
Jednak aby kontynuować podróż potrzebny jest zaprzęg, a z dwójki bawołów jeden leży martwy, drugi natomiast uciekła w lasy. Kapitan jest skłonny zapłacić krzepkim ochotnikom do tego zajęcia.
Jednak aby kontynuować podróż potrzebny jest zaprzęg, a z dwójki bawołów jeden leży martwy, drugi natomiast uciekła w lasy. Kapitan jest skłonny zapłacić krzepkim ochotnikom do tego zajęcia.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Goblińskie obóz, przedpołudnie
Gdy słońce rozpoczęło swoją podróż ku zenitowi, wylewając z siebie coraz większe strugi żaru, w goblińskiej wiosce odnotowano ruch.
Jego sprawcą był nikt inny jak Gusłek. Leżąc przewieszony przez opróżnioną obecnie beczkę piwa, którą bronił przed goblinim rabunkiem aż po kres sił, był narażony na sporą dawkę promieni słonecznych. To właśnie one rozgrzały mu kapotę na plecach co przerodziło się w senny koszmar o gotowaniu żywcem w goblińskim kotle.
Gdy opanował atak bólu głowy wywołany oślepiającym światłem, jego oczom ukazał się widok jak po bitwie. Przy dogasających ogniskach leżały w różnych pozycjach ciała goblinów obu płci w różnym stopniu odzienia, albo i bez niego.
Jeden z szałasów leżał w rozsypce a z jego ruin wystawały nogi półolbrzyma. Na niedźwiedziej skórze leżał Mordil do którego tuliły się dwie nagie goblinki. Przy przewróconym kotle leżał ze spuszczonymi spodniami gnom tuż za nim natomiast jego wybranka.
Przez obóz szedł chwiejnym krokiem wódz. Przedarł się do kotła i podniósł walającą się w kurzy chochlę. Wcisnął coś w uszy i wielkimi rozmachami zaczął grzmocić w kocioł.
Po obozie rozniósł się ogłuszający hałas, stawiający z wolna na nogi jego mieszkańców.
- Karta uni goga - wywrzeszczał do półprzytomnych wojowników ich przywódca i oddalił się w stronę swojego szałasu.
Nowigobliński
Gdy słońce rozpoczęło swoją podróż ku zenitowi, wylewając z siebie coraz większe strugi żaru, w goblińskiej wiosce odnotowano ruch.
Jego sprawcą był nikt inny jak Gusłek. Leżąc przewieszony przez opróżnioną obecnie beczkę piwa, którą bronił przed goblinim rabunkiem aż po kres sił, był narażony na sporą dawkę promieni słonecznych. To właśnie one rozgrzały mu kapotę na plecach co przerodziło się w senny koszmar o gotowaniu żywcem w goblińskim kotle.
Gdy opanował atak bólu głowy wywołany oślepiającym światłem, jego oczom ukazał się widok jak po bitwie. Przy dogasających ogniskach leżały w różnych pozycjach ciała goblinów obu płci w różnym stopniu odzienia, albo i bez niego.
Jeden z szałasów leżał w rozsypce a z jego ruin wystawały nogi półolbrzyma. Na niedźwiedziej skórze leżał Mordil do którego tuliły się dwie nagie goblinki. Przy przewróconym kotle leżał ze spuszczonymi spodniami gnom tuż za nim natomiast jego wybranka.
Przez obóz szedł chwiejnym krokiem wódz. Przedarł się do kotła i podniósł walającą się w kurzy chochlę. Wcisnął coś w uszy i wielkimi rozmachami zaczął grzmocić w kocioł.
Po obozie rozniósł się ogłuszający hałas, stawiający z wolna na nogi jego mieszkańców.
- Karta uni goga - wywrzeszczał do półprzytomnych wojowników ich przywódca i oddalił się w stronę swojego szałasu.
Nowigobliński
Spoiler!
Huskan zdołał uzyskać 1 porcję bas-dar-sor i 3 porcje co-cars-sor
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Gobliński obóz, przedpołudnie
Huskun stanął z dwoma szklanymi flakonami w dłoniach nad leżącą przy kotle parą namiętnych kochanków, spoglądając ze zmrużonymi oczami to na chrapiącą donośnie Grubellę, to na skurczonego przy niej i wyraźnie wycieńczonego gnoma. Chytry plan krystalizujący się od dłuższej chwili w głowie zaklinacza zdał mu się znienacka pozbawiony większego sensu, bo po całonocnej pijatyce połączonej z orgiami gnoma wcale nie trzeba było usypiać, córy wodza zaś nie sposób byłoby obudzić, a tym samym miłosny napój nie nic by się Huskunowi zdał.
Mamrocząc coś pod nosem i plując pod stopy goblin powlókł się z powrotem ku swej chatce, wielce niepocieszony z niekorzystnego rozwoju wydarzeń. Zamierzał wykorzystać minioną noc ku własnym celom - uśpić gnoma, a następnie rozpalić dzikie żądze Grubelli miłosnym eliksirem i wychędożyć ją na oczach wszystkich przed ceremonialnym kotłem, a tym samym zyskać niebywale na reputacji i zazdrosnym uznaniu.
Kto chędożył najstarszą córę wodza, ten zyskiwał wymiernie na statusie w prostackiej na co dzień plemiennej społeczności!
Lecz teraz wszyscy mogący wytrzeszczać z podziwem oczy gapie chrapali w najlepsze, a sama Grubella sprawiała wrażenie kłody drewna.
Huskun stanął z dwoma szklanymi flakonami w dłoniach nad leżącą przy kotle parą namiętnych kochanków, spoglądając ze zmrużonymi oczami to na chrapiącą donośnie Grubellę, to na skurczonego przy niej i wyraźnie wycieńczonego gnoma. Chytry plan krystalizujący się od dłuższej chwili w głowie zaklinacza zdał mu się znienacka pozbawiony większego sensu, bo po całonocnej pijatyce połączonej z orgiami gnoma wcale nie trzeba było usypiać, córy wodza zaś nie sposób byłoby obudzić, a tym samym miłosny napój nie nic by się Huskunowi zdał.
Mamrocząc coś pod nosem i plując pod stopy goblin powlókł się z powrotem ku swej chatce, wielce niepocieszony z niekorzystnego rozwoju wydarzeń. Zamierzał wykorzystać minioną noc ku własnym celom - uśpić gnoma, a następnie rozpalić dzikie żądze Grubelli miłosnym eliksirem i wychędożyć ją na oczach wszystkich przed ceremonialnym kotłem, a tym samym zyskać niebywale na reputacji i zazdrosnym uznaniu.
Kto chędożył najstarszą córę wodza, ten zyskiwał wymiernie na statusie w prostackiej na co dzień plemiennej społeczności!
Lecz teraz wszyscy mogący wytrzeszczać z podziwem oczy gapie chrapali w najlepsze, a sama Grubella sprawiała wrażenie kłody drewna.
Plan nie wypalił, ale jeszcze coś tam wykombinuję w przyszłości! Mistrzu, prosimy o nowe updaty, ruszajmy na tę wyprawę, by nam już tyłki drętwieją od siedzenia (przed kompami)! 
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gobliński obóz, przedpołudnie
Tak jak nakazał Burgul ledwo co słońce zaczęło zniżać swój pułap, zarządzono zbiórkę. Na środku wioski zebrało się około czterdziestu goblinów.
Burgul przechadzał się między nimi nie żałując szturchańców i uszczypliwości. W końcu wybrał trzydziestu goblinów w miarę trzymających się na nogach oraz Gusłka, Barthura i Goblina. Wybrańcy mięli wyruszyć na rabunek, pozostali natomiast przenieść obozowisko w inne znane Burgulowi miejsce.
Nie szczędząc czasu wybrani goblini wyruszyli na bagniska. Marsz był szalenie nieprzyjemnym zjawiskiem po upojnej nocy. Przedzieranie się przez muł i sitowia trwał niemal dwie godziny. Jednak nieprzyjemna zimna kąpiel błota zaczęła przywracać zmysły i witalne siły. Pod koniec nawet pojawiły się złośliwe chichoty gdy któryś z goblinów wpadał w głębszą wodę.
Huskana niepokoił fakt, że na wyprawę łupieską wyruszył także szaman, choć zwykle tego nie robił.
Dalszy marsz, wzdłuż granicy bagien przebiegał w mniej nieprzyjaznych warunkach. Gdy po kolejnych trzech godzinach przedzierania przez matecznik gobliny zatrzymały się na odpoczynek, niemal wszyscy byli już trzeźwi i zdolni do zadań zaczepnych.
Goblińska grupa skryła się pod kotarą zwisających gałęzi wiekowej rzeźby. Poszły w ruch bukłaki i wędzone zapasy mięsa.
Gdy się trochę nasycona Burgul zarządził.
- U struga muna kuta. Mordil, Huskan, Barthur, Gusłek i gnomo kami kudzu. Finda szipa e tup tuo gadu gingu. Raba moka trapo. Bisy?
Nagle rozległ się krzyk i pod wierzbę wpadł jeden z wysłanych przodem zwiadowców. Jego źrenice były rozszerzone z przerażenia.
- Zgnilu ruku! - zakrzyknął
Nowogobliński:
Tak jak nakazał Burgul ledwo co słońce zaczęło zniżać swój pułap, zarządzono zbiórkę. Na środku wioski zebrało się około czterdziestu goblinów.
Burgul przechadzał się między nimi nie żałując szturchańców i uszczypliwości. W końcu wybrał trzydziestu goblinów w miarę trzymających się na nogach oraz Gusłka, Barthura i Goblina. Wybrańcy mięli wyruszyć na rabunek, pozostali natomiast przenieść obozowisko w inne znane Burgulowi miejsce.
Nie szczędząc czasu wybrani goblini wyruszyli na bagniska. Marsz był szalenie nieprzyjemnym zjawiskiem po upojnej nocy. Przedzieranie się przez muł i sitowia trwał niemal dwie godziny. Jednak nieprzyjemna zimna kąpiel błota zaczęła przywracać zmysły i witalne siły. Pod koniec nawet pojawiły się złośliwe chichoty gdy któryś z goblinów wpadał w głębszą wodę.
Huskana niepokoił fakt, że na wyprawę łupieską wyruszył także szaman, choć zwykle tego nie robił.
Dalszy marsz, wzdłuż granicy bagien przebiegał w mniej nieprzyjaznych warunkach. Gdy po kolejnych trzech godzinach przedzierania przez matecznik gobliny zatrzymały się na odpoczynek, niemal wszyscy byli już trzeźwi i zdolni do zadań zaczepnych.
Goblińska grupa skryła się pod kotarą zwisających gałęzi wiekowej rzeźby. Poszły w ruch bukłaki i wędzone zapasy mięsa.
Gdy się trochę nasycona Burgul zarządził.
- U struga muna kuta. Mordil, Huskan, Barthur, Gusłek i gnomo kami kudzu. Finda szipa e tup tuo gadu gingu. Raba moka trapo. Bisy?
Nagle rozległ się krzyk i pod wierzbę wpadł jeden z wysłanych przodem zwiadowców. Jego źrenice były rozszerzone z przerażenia.
- Zgnilu ruku! - zakrzyknął
Nowogobliński:
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 02 kwietnia 2013, 12:33 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Główne koryto rzeki Senil, trzeci dzień podróży
- Otóż to krasnoludzie, otóż to - potwierdził słowa Bazookha kapitan Gurbin - bydlątka stracone, a zaprzęgowy gdzieś zwiał. Barkę nam trzeba zaholować do następnej wołowni. Będzie tam też rozlewisko i zajazd. Kaczora trzeba podreperować. Woda wezbrała i nurt się wzmocnił od tej nagłej ulewy. Musiała się Sharami strasznie rozgniewać - Gurbin przetarł czuprynę strącając płatki śniegu.
- Jednak żeby do "Dwóch rzek " się dostać przed zmrokiem trza nam własnych sił nie szczędzić. Będziem liny ciągać trójkami na zmianę. Ty będziesz w pierwszej trójce.
- Mości Skelo ja wiem, że wasz koń wierzchowy, ale mocno by nam się zdał do holowania. Jak przed zmrokiem do wołowni nie dojedziemy, przyjdzie nam w lesie noc spędzić....
- Otóż to krasnoludzie, otóż to - potwierdził słowa Bazookha kapitan Gurbin - bydlątka stracone, a zaprzęgowy gdzieś zwiał. Barkę nam trzeba zaholować do następnej wołowni. Będzie tam też rozlewisko i zajazd. Kaczora trzeba podreperować. Woda wezbrała i nurt się wzmocnił od tej nagłej ulewy. Musiała się Sharami strasznie rozgniewać - Gurbin przetarł czuprynę strącając płatki śniegu.
- Jednak żeby do "Dwóch rzek " się dostać przed zmrokiem trza nam własnych sił nie szczędzić. Będziem liny ciągać trójkami na zmianę. Ty będziesz w pierwszej trójce.
- Mości Skelo ja wiem, że wasz koń wierzchowy, ale mocno by nam się zdał do holowania. Jak przed zmrokiem do wołowni nie dojedziemy, przyjdzie nam w lesie noc spędzić....