PBF - Boskie potyczki
Główne koryto rzeki Senil, trzeci dzień podróży
Skela popatrzył na kapitana z mocnym zdziwieniem. Szybko ocenił sytuację, po czym westchnął zrezygnowany:
- Nie podoba mi się zbytnio ten pomysł, ale skoro to jedyne wyjście to niech będzie. Tyle że ostrożnie, mój koń nienawykły do zaprzęgu i nie chcę aby stała mu się krzywda.
Skela popatrzył na kapitana z mocnym zdziwieniem. Szybko ocenił sytuację, po czym westchnął zrezygnowany:
- Nie podoba mi się zbytnio ten pomysł, ale skoro to jedyne wyjście to niech będzie. Tyle że ostrożnie, mój koń nienawykły do zaprzęgu i nie chcę aby stała mu się krzywda.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Mokradła, przedpołudnie
Huskun wybałuszył oczy i przełknął nerwowo ślinę, nie do końca wierząc w ostrzeżenie przyniesione przez zawiadowcę. Na bagnistych ziemiach rozciągających się wokół wioski goblinów można było natrafić na różne niebezpieczne stworzenia, ale ożywieńców nie widywano tu zbyt często.
Zaklinacz zerwał się na równe nogi, nie wiedząc za bardzo, co czynić. Jedna jego dłoń zacisnęła się na amulecie, druga ucapiła łęczysko wsadzonego w sajdak na plecach łuku.
Strzelając na wszystkie strony oczami Huskun cofnął się ku Gusłkowi, omal nie zbijając zaskoczonego tym ruchem człowieka z nóg.
- Barthur! - wrzasnął goblin - Dawaj tu, trza modłacza strzec!
Huskun wybałuszył oczy i przełknął nerwowo ślinę, nie do końca wierząc w ostrzeżenie przyniesione przez zawiadowcę. Na bagnistych ziemiach rozciągających się wokół wioski goblinów można było natrafić na różne niebezpieczne stworzenia, ale ożywieńców nie widywano tu zbyt często.
Zaklinacz zerwał się na równe nogi, nie wiedząc za bardzo, co czynić. Jedna jego dłoń zacisnęła się na amulecie, druga ucapiła łęczysko wsadzonego w sajdak na plecach łuku.
Strzelając na wszystkie strony oczami Huskun cofnął się ku Gusłkowi, omal nie zbijając zaskoczonego tym ruchem człowieka z nóg.
- Barthur! - wrzasnął goblin - Dawaj tu, trza modłacza strzec!
Wiadomo, elitarna część ekspedycji (czyt. kapłan i czarnoksiężnik) będą prowadzić działania z pierwszej linii... licząc od drugiej strony, czyli na samiusieńskich tyłach formacji! Niech inni walczą, Huskun później ograbi zwłoki! 
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Główne koryto rzeki Senil, trzeci dzień podróży
Nurt dotychczas leniwej Senil przyspieszył znacznie, niosąc nadmiar wody z gwałtownych opadów deszczu. Wśród licznych wirów kotłowały się gałęzie, konary a nawet i pnie połamanych przez wichurę drzew.
Wysłana do ciągnięcia barki pierwsza trójka ledwo co radziła sobie z zadaniem i barka wolno poruszała się wbrew prądowi rzeki. Dopiero gdy zaprzęgnięto konia Skeli barka uzyskała normalną prędkość podróży.
Mimo poświęcenia ludzi jaki i zwierzęcia barka dotarła do "Dwóch rzek" kilka godzin po zmroku. Wołownia ta, a zarazem zajazd wyposażony był w niewielki molo gdzie zadokowano Kaczora.
Pogoda nadal był pochmurna a przez to noc ciemna, gdy kapitan ruszył do zajazdu.
Powrócił po krótkiej chwili proponując żeby zmęczone zwierze odpoczęło w stajni. Jednak reszta ochroniarz musi pozostać dla bezpieczeństwa na barce.
Noc minęła spokojnie, ale nowy dzień przyniósł kolejne kłopoty.
Gdy się rozjaśniło, stojący na ostatniej warcie Skela, ujrzał dość ciekawy widok. Zajazd Dwie Rzeki został ulokowany przy sporej wielkości rozlewisku otoczonym przez strome i wysokie wzgórza. Rzeka Senil po wpadnięciu do rozlewiska rozwidlała się na dwa koryta, z południowego wypłynął w nocy kaczor.
Dwie Rzeki był piętrowym budynkiem otoczonym niewysoką palisadą. Wraz ze świtem rozpoczął się ruch. Spora liczba podróżnych wyjeżdżała to na północ, południe lub zachód.
Na Kaczora powrócił z karczmy Astar i widząc Skelę powiedział.
- Nie jest dobrze. Będziemy mięli spore opóźnienie. Jakieś gobliny kilka dni temu porwały bawoły zaprzęgowe. Sprowadzenie ich z innych wołowni może potrwać jeszcze kilka dni. Z resztę musimy dokonać kilku napraw. Są też i dobre wieści, udało mi się nająć kilku znajomych orczych najemników. Na dziś macie wolne, wypłacę wam pieniądze i możecie trochę odpocząć w zajeździe.
Nurt dotychczas leniwej Senil przyspieszył znacznie, niosąc nadmiar wody z gwałtownych opadów deszczu. Wśród licznych wirów kotłowały się gałęzie, konary a nawet i pnie połamanych przez wichurę drzew.
Wysłana do ciągnięcia barki pierwsza trójka ledwo co radziła sobie z zadaniem i barka wolno poruszała się wbrew prądowi rzeki. Dopiero gdy zaprzęgnięto konia Skeli barka uzyskała normalną prędkość podróży.
Mimo poświęcenia ludzi jaki i zwierzęcia barka dotarła do "Dwóch rzek" kilka godzin po zmroku. Wołownia ta, a zarazem zajazd wyposażony był w niewielki molo gdzie zadokowano Kaczora.
Pogoda nadal był pochmurna a przez to noc ciemna, gdy kapitan ruszył do zajazdu.
Powrócił po krótkiej chwili proponując żeby zmęczone zwierze odpoczęło w stajni. Jednak reszta ochroniarz musi pozostać dla bezpieczeństwa na barce.
Noc minęła spokojnie, ale nowy dzień przyniósł kolejne kłopoty.
Gdy się rozjaśniło, stojący na ostatniej warcie Skela, ujrzał dość ciekawy widok. Zajazd Dwie Rzeki został ulokowany przy sporej wielkości rozlewisku otoczonym przez strome i wysokie wzgórza. Rzeka Senil po wpadnięciu do rozlewiska rozwidlała się na dwa koryta, z południowego wypłynął w nocy kaczor.
Dwie Rzeki był piętrowym budynkiem otoczonym niewysoką palisadą. Wraz ze świtem rozpoczął się ruch. Spora liczba podróżnych wyjeżdżała to na północ, południe lub zachód.
Na Kaczora powrócił z karczmy Astar i widząc Skelę powiedział.
- Nie jest dobrze. Będziemy mięli spore opóźnienie. Jakieś gobliny kilka dni temu porwały bawoły zaprzęgowe. Sprowadzenie ich z innych wołowni może potrwać jeszcze kilka dni. Z resztę musimy dokonać kilku napraw. Są też i dobre wieści, udało mi się nająć kilku znajomych orczych najemników. Na dziś macie wolne, wypłacę wam pieniądze i możecie trochę odpocząć w zajeździe.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Mokradła, późne popołudnie
Burgul jednym gwałtownym, nie znoszącym sprzeciwu ruchem dłoni, uciął wszelkie rodzące się pytania i rozmowy. Podszedł cicho do zasłony z wierzbowych gałązek i delikatnie je rozsunął, wsadzając w powstałą szparę twarz. Podobnie zrobił szaman dając znać aby jego uczeń zrobił to samo. Wiedza o nieumarłych była integralną częścią jego profesji.
Wysnuwszy twarz poza kurtynę wierzbowych witek Huskan nie zobaczył z początku nic nadzwyczajnego. Niewielki ruczaj toczył swe wody w stronę rzeki, a wzdłuż jego biegu rozsiadł się wierzby.
Wtem z przybrzeżnych sitowi wyprysnęło w powietrze stado kaczek. Skupiwszy na tym miejscu wzrok młody czarnoksiężnik ujrzał wysuwającą się z pośród drzew cichą procesję. Wśród przybywających rozpoznał odarte z ciała szkielety wysokich humanoidów oraz posiadające zgniłe i obrzękłe ciała zombi. Było ich koło tuzina. Powolnym i niestrudzonym marszem przemieszczały się na południe, a ich trasa przebiegał niebezpiecznie blisko wierzby pod którą kryło się komando goblinów.
Ciężkie buciory rozchlapywały wody ruczaju gdy Huskan poczuł pociągnięcie do tyłu. To ciskający gromy z oczu Burgul odciągnął w tył Huskana, który jako jedyny nadal obserwował marsz nieumarłych.
Strwożone gobliny cichutko wyciągając maczety, cofnęły się ku pniu drzewa czekając co się wydarzy...

Tak mniej więcej wygląda wierzba pod którą ukrywają się gobliny z tą różnicą, że gałęzie ich wierzby sięgają do samej ziemi.
Burgul jednym gwałtownym, nie znoszącym sprzeciwu ruchem dłoni, uciął wszelkie rodzące się pytania i rozmowy. Podszedł cicho do zasłony z wierzbowych gałązek i delikatnie je rozsunął, wsadzając w powstałą szparę twarz. Podobnie zrobił szaman dając znać aby jego uczeń zrobił to samo. Wiedza o nieumarłych była integralną częścią jego profesji.
Wysnuwszy twarz poza kurtynę wierzbowych witek Huskan nie zobaczył z początku nic nadzwyczajnego. Niewielki ruczaj toczył swe wody w stronę rzeki, a wzdłuż jego biegu rozsiadł się wierzby.
Wtem z przybrzeżnych sitowi wyprysnęło w powietrze stado kaczek. Skupiwszy na tym miejscu wzrok młody czarnoksiężnik ujrzał wysuwającą się z pośród drzew cichą procesję. Wśród przybywających rozpoznał odarte z ciała szkielety wysokich humanoidów oraz posiadające zgniłe i obrzękłe ciała zombi. Było ich koło tuzina. Powolnym i niestrudzonym marszem przemieszczały się na południe, a ich trasa przebiegał niebezpiecznie blisko wierzby pod którą kryło się komando goblinów.
Ciężkie buciory rozchlapywały wody ruczaju gdy Huskan poczuł pociągnięcie do tyłu. To ciskający gromy z oczu Burgul odciągnął w tył Huskana, który jako jedyny nadal obserwował marsz nieumarłych.
Strwożone gobliny cichutko wyciągając maczety, cofnęły się ku pniu drzewa czekając co się wydarzy...

Tak mniej więcej wygląda wierzba pod którą ukrywają się gobliny z tą różnicą, że gałęzie ich wierzby sięgają do samej ziemi.
Zakładam, że Huskan jako uczeń czarnoksiężnika miał już do czynienia z zombi i szkieletami, więc nie wykonuję testu na strach.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mordil czuł się dziwnie jego ręce drżały, a na czole pojawiły się pierwsze krople potu, zdziwiony goblin otarł zroszone czoło mamrocząc coś pod nosem o wczorajszej upojnej nocy, że to przez to tak drży i poci się ale nagle......
Cały świat obok ściemniał a przed oczami goblina ukazały się dziwne sceny:
Cały świat obok ściemniał a przed oczami goblina ukazały się dziwne sceny: