Przysiegi i uklady nie byly jeszcze w zaden sposob udzialem kotolaka. Ten bawil w najlepsze w kupieckiej karawanie khajitow, nie myslac o tym co robia jego druhowie. W zasadzie Barr'tehowi bylo za jedno czy rusza dalej w glab Skyrimu, czy wstapia na sluzbe u jarla. Jakby nie patrzec, to poszukiwanie pracy sklonilo najemnikow do ruszenia w zapomniany rejon cesarstwa. A lepiej bylo chyba polegac na wiarygodnej blekitnej krwi nizli niepewnym losie wolnych strzelcow, ktorzy jakze czesto stawali sie z braku poplatnych zajec zwyklymi rzezimieszkami. Tak wydawalo sie kotolakowi, nim jeszcze nawet znalezli sie w warowniach Skyrimu.
Wielka i drogocenna skora przypadla Astabath do gustu. Kocica mruczala zadowolona i pozwolila sobie nawet podrapac Barr'teha za uszami. Wszystkie kotolaki siedzialy przy ognisku, czekajac az skwierczaca na ogniu sarnina, ktora Barr'teh przyniosl z lasu, upiecze sie do pozadanego stanu. Oczywiscie piekla sie tylko tusza, bo takie smakolyki jak wnetrznosci khajici spozyli na surowo, przy okazji walczac o co lepsze kaski, glosno miauczac i ponownie przyprawiajac co bardziej bojazliwych mieszkancow miasteczka o ciarki na plecach.
Barr'tehowi bardzo brakowalo towarzystwa swoich pobratymcow. Dopiero teraz zdawal sobie z tego sprawe, probujac odnalezc die w dziwnym spoleczenstwie czlowiekow. Na co dzien nie myslal o khajitach, byl wsrod przyjaciol najemnikow i otocozny czlowiekami.. Zreszta widywal swoich ziomkow dosc czesto w Cesarstwie. Ale wygladalo na to, ze tu w Skyrimie, kotolakow bylo duzo mniej niz na poludniu.
Z jednej strony dziwny rodzaj tesknoty za bliskimi przyciagal Barr'teha do karawany, ale z drugiej, gdzies za murami Bialej Grani druhowie pewnie pili i ucztowali w ktorejs z karczm. I to poczucie przynaleznosci do najemnikow rownie czesto powodowalo kocimi uczuciami Barr'teha. Bylo to tym bardziej dziwne dla czlowiekow, bo khajit zawsze trzymal sie nieco z boku, ale w gruncie rzeczy byl przywiazany do kolorowej grupy. Dla niego byli jak czesc wielkiej rodziny kotolaka.
Irracjonalna obawa o druhow jaka zaczela kolatac gdzies w glowie khajita, pchnela go z powrotem za miejskie mury:
- Barr'teh musi isc. - oznajmil gospodarzom: - Czlowieki ze stada khajita czekaja na Barr'teha. Barr'teh bardzo dziekuje za goscine i obiecuje odwiedzac Astabah i kocieta jak tylko bedzie w poblizu.
Khajici rozumieli Barr'teha. Odwzajemnili zwyczajowe pozdrowienia, po czym kotolak zniknal w ciemnosci nocy, w postanowieniu, ze bedzie materialnie wspieral Astabah. W koncu nosila jego mlode...
Dosc tej zabawy! Czas wrocic do gry! Here I come!