PBF - Narodziny legendy
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Możnaby też ludzi wyprowadzać etapami, a niech nawet i w mieszczańskich szmatach, o różnych porach dnia i nocy, małymi grupami albo i pojedynczo. Punkt zborny ustalić w miejscu ustronnym i dopiero siłą ruszyć. Jakoś zrobić to mus, a kapturów-niewidków nie mamy. Albo tak jeszcze: lektykę jakowąś a zamkniętą przysposobić i obwieścić, że osobistość znamienita w drogę wyrusza, z silną eskortą dla bezpieczeństwa zapewnienia. Ot, i jest powód by zbrojnych w drogę wyprawić.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Fergal i Skarsi pokiwali głowami słuchając rad Ahraveena i Hastura, ale Irileth nie wyglądała na przekonaną do ich propozycji.
- Rzecz w tym, że nam nie trza tuzina albo dwóch wyprowadzić za mury, jeno pół setki z okładem - oznajmiła, budząc w większości najmitów zauważalne zdziwienie - Tak, pójdziemy w pole z sześcioma dziesiątkami. Jarl nakazał działać, a nie bawić się w kotka i myszkę. Sześćdziesięciu zuchów biegłych w mieczu i łuku wystarczy, by każdą bandę do nogi wyrżnąć, a nie jeno przepłoszyć.
- Jeńców brać nie chcecie? - zapytał gwoli rozwiania wątpliwości Llorvas.
- Tylko, jeśli wydam taki rozkaz - odparła Irileth - Nie jesteśmy rzeźnikami, wszelako trza nam będzie działać szybko, przemieszczać się z miejsca w miejsce. Obarczeni więźniami stracimy przewagę.
- Irileth, daj wpierw im coś opowiedzieć - poprosił Skarsi, tonem nie tyle wobec dunmerki służalczym, co pełnym respektu - Niech najpierw rzekną jak to właściwie sprawili te dwa tuziny zbójów. To była banda Arnulfa, poznałem starego capa na jednym z wozów, jeno dziwne na nim były rany... iście nie od miecza, już prędzej coś go pogryzło... ty, jaszczurze?
Fergal i Skarsi pokiwali głowami słuchając rad Ahraveena i Hastura, ale Irileth nie wyglądała na przekonaną do ich propozycji.
- Rzecz w tym, że nam nie trza tuzina albo dwóch wyprowadzić za mury, jeno pół setki z okładem - oznajmiła, budząc w większości najmitów zauważalne zdziwienie - Tak, pójdziemy w pole z sześcioma dziesiątkami. Jarl nakazał działać, a nie bawić się w kotka i myszkę. Sześćdziesięciu zuchów biegłych w mieczu i łuku wystarczy, by każdą bandę do nogi wyrżnąć, a nie jeno przepłoszyć.
- Jeńców brać nie chcecie? - zapytał gwoli rozwiania wątpliwości Llorvas.
- Tylko, jeśli wydam taki rozkaz - odparła Irileth - Nie jesteśmy rzeźnikami, wszelako trza nam będzie działać szybko, przemieszczać się z miejsca w miejsce. Obarczeni więźniami stracimy przewagę.
- Irileth, daj wpierw im coś opowiedzieć - poprosił Skarsi, tonem nie tyle wobec dunmerki służalczym, co pełnym respektu - Niech najpierw rzekną jak to właściwie sprawili te dwa tuziny zbójów. To była banda Arnulfa, poznałem starego capa na jednym z wozów, jeno dziwne na nim były rany... iście nie od miecza, już prędzej coś go pogryzło... ty, jaszczurze?
Drużynnicy chcą wpierw na nowo usłyszeć historię wypadu do Czarnygłazu. Nie musicie sami tego opisywać, jeśli się Wam nie chce, wystarczy mi ewentualna deklaracja, że coś chcecie pominąć bądź wyolbrzymić!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Ja ze swojej strony nie widzę powodu, żeby ściemniać. Wiadomo, że mieli przewagę liczebną. Rzecz oczywista, że w otwartym polu nie mielibyśmy nawet cienia szansy ich pokonać. Ważne, że okazaliśmy się sprytniejsi i żyjemy a ich głowy gniją na miejskich murach. Co nie znaczy, że nie umiemy robić żelazem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Opowieść popłynęła z ust Hastura, ubrana w proste żołnierskie słowa i pozbawiona zbędnych ozdobników. Na dworach władyków południa być może bajarz zyskałby więcej ubarwiając swe dokonania, w Skyrimie jednak większe uznanie przynosiła historia taka jak ta wygłoszona przez rzeczowego Redgarda. Kiedy ciemnoskóry wojownik skończył opowiadać, w komnacie zapadła na chwilę cisza przerywana jedynie trzaskiem palących się knotów.
- Ot i ciekawa historia - przerwał w końcu milczenie Thargol, pocierając dłonią zarośnięty rudawą szczeciną podbródek - Trafiła kosa na kamień. Arnulf popuścił na czujności i leży teraz w katakumbach. Nikt nie odmówi wam sprytu, a tacy właśnie hersirowie teraz na wagę złota.
- Jeno nie wszystkich podejdziemy w podziemiach i ze spuszczonymi portkami - zaznaczył Skarsi - Fort Szarej Przystani to będzie trudny orzech do zgryzienia. Mury wciąż stoją, na murach blanki.
- Myśl mi przyszła do głowy, która może się nada - odezwał się znienacka milczący dotąd Dumas Neviers - Skoro tak na czasie wszystkim zależy, a przy tym na dyskrecji, możemy jeszcze tej nocy dać nogę z grodu.
- Ciekawym bardzo jak to chcesz uczynić - prychnęła Irileth, ale w jej oczach pojawił się żywy błysk zainteresowania - Mów zatem.
- Potrzeba będzie lin, dużo lin - odparł Breton rozsiadając się wygodniej na stołku - Nie będziemy schodzić do bramy przez niższe dzielnice, bo wścibskie oczy bez trudu nas spostrzegą. Zamiast tego po ciemku spuścimy się na linach ze Smoczej Przystani, prosto na podstawę wzgórza, na którym wzniesiono dwór.
Opowieść popłynęła z ust Hastura, ubrana w proste żołnierskie słowa i pozbawiona zbędnych ozdobników. Na dworach władyków południa być może bajarz zyskałby więcej ubarwiając swe dokonania, w Skyrimie jednak większe uznanie przynosiła historia taka jak ta wygłoszona przez rzeczowego Redgarda. Kiedy ciemnoskóry wojownik skończył opowiadać, w komnacie zapadła na chwilę cisza przerywana jedynie trzaskiem palących się knotów.
- Ot i ciekawa historia - przerwał w końcu milczenie Thargol, pocierając dłonią zarośnięty rudawą szczeciną podbródek - Trafiła kosa na kamień. Arnulf popuścił na czujności i leży teraz w katakumbach. Nikt nie odmówi wam sprytu, a tacy właśnie hersirowie teraz na wagę złota.
- Jeno nie wszystkich podejdziemy w podziemiach i ze spuszczonymi portkami - zaznaczył Skarsi - Fort Szarej Przystani to będzie trudny orzech do zgryzienia. Mury wciąż stoją, na murach blanki.
- Myśl mi przyszła do głowy, która może się nada - odezwał się znienacka milczący dotąd Dumas Neviers - Skoro tak na czasie wszystkim zależy, a przy tym na dyskrecji, możemy jeszcze tej nocy dać nogę z grodu.
- Ciekawym bardzo jak to chcesz uczynić - prychnęła Irileth, ale w jej oczach pojawił się żywy błysk zainteresowania - Mów zatem.
- Potrzeba będzie lin, dużo lin - odparł Breton rozsiadając się wygodniej na stołku - Nie będziemy schodzić do bramy przez niższe dzielnice, bo wścibskie oczy bez trudu nas spostrzegą. Zamiast tego po ciemku spuścimy się na linach ze Smoczej Przystani, prosto na podstawę wzgórza, na którym wzniesiono dwór.
I co Wy na taki pomysł?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Starsi drużynnicy otworzyli w pierwszej chwili usta zdumieni propozycją, która nigdy im wcześniej nie wpadła do głowy, nim jednak którykolwiek z nich zaoponował, Irileth klasnęła donośnie w uda.
- To jeno w pierwszej chwili ujść może za szaleństwo - oznajmiła dunmerka - Broń i zbroje powiąże się w tobołach i opuści na linach przodem, hersirowie zejdą na dół w przeszywanicach, żeby było lżej. Od strony miasta nikt nas nie zoczy, bo jest w Przystani kilka miejsc, gdzie da się liny zrzucić bez wzbudzania niczyich podejrzeń.
- Lecz jeśli się komuś nie uda, kark skręci niezawodnie - zastrzegł Skarsi, który mimo ewidentnego sceptycyzmu ostrożnie wyrażał w obecności Irileth swe zastrzeżenia.
- Tedy trza poprosić ojca Hegvarta, by pobłogosławił tych, którzy zechcą prosić o łaskę Arkaya - odparła dunmerka - Zejdziemy w dół całą grupą, choćby to miało trwać i pół nocy, a potem czmychniemy w bardziej ustronne miejsce. Kiedy świt nadejdzie, już dawno nie będzie nas w Grani, a brama pozostanie zamknięta na cztery spusty.
- Ale co ze strażami na murach? - spytał Thargol - Zniknięcia pół setki drużynników nie sposób ot tak ukryć. Miejscowi się od razu połapią, że tak wielu z nas nie ma.
Starsi drużynnicy otworzyli w pierwszej chwili usta zdumieni propozycją, która nigdy im wcześniej nie wpadła do głowy, nim jednak którykolwiek z nich zaoponował, Irileth klasnęła donośnie w uda.
- To jeno w pierwszej chwili ujść może za szaleństwo - oznajmiła dunmerka - Broń i zbroje powiąże się w tobołach i opuści na linach przodem, hersirowie zejdą na dół w przeszywanicach, żeby było lżej. Od strony miasta nikt nas nie zoczy, bo jest w Przystani kilka miejsc, gdzie da się liny zrzucić bez wzbudzania niczyich podejrzeń.
- Lecz jeśli się komuś nie uda, kark skręci niezawodnie - zastrzegł Skarsi, który mimo ewidentnego sceptycyzmu ostrożnie wyrażał w obecności Irileth swe zastrzeżenia.
- Tedy trza poprosić ojca Hegvarta, by pobłogosławił tych, którzy zechcą prosić o łaskę Arkaya - odparła dunmerka - Zejdziemy w dół całą grupą, choćby to miało trwać i pół nocy, a potem czmychniemy w bardziej ustronne miejsce. Kiedy świt nadejdzie, już dawno nie będzie nas w Grani, a brama pozostanie zamknięta na cztery spusty.
- Ale co ze strażami na murach? - spytał Thargol - Zniknięcia pół setki drużynników nie sposób ot tak ukryć. Miejscowi się od razu połapią, że tak wielu z nas nie ma.
W jaki sposób można zamaskować zniknięcie połowy miejscowego garnizonu? Ktoś ma jakieś pomysły?
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-Chyba w dzień nie trzymacie aż tylu zbrojnych na murach prawda? Można wytłumaczyć to jakimiś ćwiczeniami czy tym co tam robicie co jakiś czas, a w nocy jakieś kukły powystawiać albo strachy co jakiś czas między prawdziwymi wojami porozstawiać, a i czy za bardzo nie osłabimy obrony jak przez mury czmychniemy? Czy wtedy Grań nie będzie nadto na cios wystawiona?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Skarsi potrząsnął głową na dźwięk propozycji Llorvasa, rozłożył nieco bezradnym gestem ramiona.
- U nas hersirowie nie siedzą zamknięci za murem, jeno po grodzie krążą, po wałach. A ćwiczymy za miastem, na podgrodziu, gdzie każdy chętny ma na nas baczenie - objaśnił naprędce - Jeśli z blanków zniknie na kilka dni sześćdziesięciu drużynników, w mig ktoś to spostrzeże. A kukły w nocy wystawione też nikogo nie zwiodą, wszak starczy trochę dłużej przypatrzeć się strażnikowi, by pojąć, że coś jest z nim nie tak, skoro od godziny najmniejszego nie poczynił ruchu. A jak go kto okrzyknie?
- Na murach w niższym mieście prócz hersirów straż trzymają też cechowi, ochotnicy gotowi walczyć ze smokiem, gdyby ten się pojawił - dodał Thargol - Ich ciężko będzie oszukać, a trza mieć na baczeniu, że wśród nich i tacy są, co krewniaków w bandach mają.
- Trza nam fortelu tylko na jeden dzień, może dwa - potarła skronie palcami Irileth - Jeśli w nocy opuścimy Białą Grań, o brzasku znajdziemy się gdzieś na wrzosowiskach w dole Białej Rzeki, tak dla przykładu. Tyle powinno wystarczyć, by miejscowi się spóźnili z ostrzeżeniem dla rozbójnickich pobratymców.
Głośne pukanie do drzwi przerwało znienacka naradę. Usłyszawszy okrzyk Irileth do środka wszedł przez otwarte pośpiesznie drzwi jakiś okryty zbroją hersir w zakrywającym twarz hełmie.
- Pani Irileth, na podgrodziu dzieje się coś okropnego - oznajmił drużynnik, zaciskając dłoń na przypasanym do boku mieczu - Jakieś wrzaski przeraźliwe, iście upiorne. Ludzie pod murami mieszkający bardzo się uskarżają, niektórzy do świątyni uciekli. Gdyby nie to, że okropnie to głośny harmider, mógłby kto głupi pomyśleć, że to jakie koty spółkują, ale w tym hałasie prawdziwie demoniczna brzmi nuta. Co czynić?
Dunmerka wymieniła niespokojne spojrzenia ze swymi oficerami, przygryzła nerwowo wąskie bezkrwiste wargi.
- Fergal, idź to sprawdzić - poleciła po krótkiej chwili namysłu - Weźcie paru łuczników dla świętego spokoju. I kapłana ze świątyni Arkaya, na wypadek, gdyby to były jakieś prawdziwe upiory czy zjawy. Za mury wszelako nie wychodźcie, dajcie mi tylko znać, co się dzieje.
- Tal jest, pani - Fergal podniósł się ze stołka sięgając po oparty o nogę stołu miecz, wyszedł z komnaty w ślad za posłańcem.
- Módlmy się, by to jeno jakieś wędrowne zmory były - powiedziała Irileth kreśląc na piersi znak Stendarra i przenosząc spojrzenie z powrotem na mapę.
- Pani Irileth, inna myśl mnie właśnie naszła - odezwał się znowu Neviers, a elfka natychmiast spojrzała na niego przychylnie - Macie pewnikiem więcej zbroi w zapasie niźli hersirów? A ilu w dworze mieszka służby? Kuchcików, a pokojowców? Inszych nierobów?
Skarsi potrząsnął głową na dźwięk propozycji Llorvasa, rozłożył nieco bezradnym gestem ramiona.
- U nas hersirowie nie siedzą zamknięci za murem, jeno po grodzie krążą, po wałach. A ćwiczymy za miastem, na podgrodziu, gdzie każdy chętny ma na nas baczenie - objaśnił naprędce - Jeśli z blanków zniknie na kilka dni sześćdziesięciu drużynników, w mig ktoś to spostrzeże. A kukły w nocy wystawione też nikogo nie zwiodą, wszak starczy trochę dłużej przypatrzeć się strażnikowi, by pojąć, że coś jest z nim nie tak, skoro od godziny najmniejszego nie poczynił ruchu. A jak go kto okrzyknie?
- Na murach w niższym mieście prócz hersirów straż trzymają też cechowi, ochotnicy gotowi walczyć ze smokiem, gdyby ten się pojawił - dodał Thargol - Ich ciężko będzie oszukać, a trza mieć na baczeniu, że wśród nich i tacy są, co krewniaków w bandach mają.
- Trza nam fortelu tylko na jeden dzień, może dwa - potarła skronie palcami Irileth - Jeśli w nocy opuścimy Białą Grań, o brzasku znajdziemy się gdzieś na wrzosowiskach w dole Białej Rzeki, tak dla przykładu. Tyle powinno wystarczyć, by miejscowi się spóźnili z ostrzeżeniem dla rozbójnickich pobratymców.
Głośne pukanie do drzwi przerwało znienacka naradę. Usłyszawszy okrzyk Irileth do środka wszedł przez otwarte pośpiesznie drzwi jakiś okryty zbroją hersir w zakrywającym twarz hełmie.
- Pani Irileth, na podgrodziu dzieje się coś okropnego - oznajmił drużynnik, zaciskając dłoń na przypasanym do boku mieczu - Jakieś wrzaski przeraźliwe, iście upiorne. Ludzie pod murami mieszkający bardzo się uskarżają, niektórzy do świątyni uciekli. Gdyby nie to, że okropnie to głośny harmider, mógłby kto głupi pomyśleć, że to jakie koty spółkują, ale w tym hałasie prawdziwie demoniczna brzmi nuta. Co czynić?
Dunmerka wymieniła niespokojne spojrzenia ze swymi oficerami, przygryzła nerwowo wąskie bezkrwiste wargi.
- Fergal, idź to sprawdzić - poleciła po krótkiej chwili namysłu - Weźcie paru łuczników dla świętego spokoju. I kapłana ze świątyni Arkaya, na wypadek, gdyby to były jakieś prawdziwe upiory czy zjawy. Za mury wszelako nie wychodźcie, dajcie mi tylko znać, co się dzieje.
- Tal jest, pani - Fergal podniósł się ze stołka sięgając po oparty o nogę stołu miecz, wyszedł z komnaty w ślad za posłańcem.
- Módlmy się, by to jeno jakieś wędrowne zmory były - powiedziała Irileth kreśląc na piersi znak Stendarra i przenosząc spojrzenie z powrotem na mapę.
- Pani Irileth, inna myśl mnie właśnie naszła - odezwał się znowu Neviers, a elfka natychmiast spojrzała na niego przychylnie - Macie pewnikiem więcej zbroi w zapasie niźli hersirów? A ilu w dworze mieszka służby? Kuchcików, a pokojowców? Inszych nierobów?
Miejmy nadzieję, że wędrowne zmory szybko zostaną przepędzone z podgrodzia! 
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-Pani Irileth zdaje się, że te wrzaski to od Naszego kompana Barr'teha, który ze swoimi się tam brata, no tego kocurka co to z nami przyszedł tutaj. Jeśli można to poszedł bym też z nimi coby jakiś głupot nie narobiono?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Irileth spojrzała uważnie na swego ziomka, a potem kiwnęła przyzwalająco głową. Widząc ów gest Llorvas podniósł się czym prędzej ze stołka i zniknął za zatrzaśniętymi z hukiem drzwiami.
- Miejmy nadzieję, że to iście wasz futrzasty kompan - prychnęła dunmerka - I wspomnienie tego khajiita przywodzi mi cosik na myśl, mianowicie wasze osoby.
Świeżo pasowani na hersirów najmici poruszyli się niespokojnie widząc wbity w siebie wzrok niesamowitych oczu elfki.
- Podobno wszyscy bez wyjątku władacie magią - powiedziała powoli Irileth - Nawet ów kotołak, przynajmniej rzekomo. Prawda to?
- Tak, pani, aczkolwiek różnie pomiędzy nami z biegłością w tych arkanach - odpowiedział po chwili milczenia Hastur - Czy to rzecz niemile widziana w tych stronach?
- Nie tyle niemile, co rzadko - odrzekła Irileth wymieniając znaczące spojrzenia ze starszymi drużynnikami - Wielce to ciekawy zbieg okoliczności, że wszyscy się tak razem trafiliście w kompanii, czarownicy. Zechcecie coś o tym rzec, jak i o waszych talentach we wiadomym temacie?
Irileth spojrzała uważnie na swego ziomka, a potem kiwnęła przyzwalająco głową. Widząc ów gest Llorvas podniósł się czym prędzej ze stołka i zniknął za zatrzaśniętymi z hukiem drzwiami.
- Miejmy nadzieję, że to iście wasz futrzasty kompan - prychnęła dunmerka - I wspomnienie tego khajiita przywodzi mi cosik na myśl, mianowicie wasze osoby.
Świeżo pasowani na hersirów najmici poruszyli się niespokojnie widząc wbity w siebie wzrok niesamowitych oczu elfki.
- Podobno wszyscy bez wyjątku władacie magią - powiedziała powoli Irileth - Nawet ów kotołak, przynajmniej rzekomo. Prawda to?
- Tak, pani, aczkolwiek różnie pomiędzy nami z biegłością w tych arkanach - odpowiedział po chwili milczenia Hastur - Czy to rzecz niemile widziana w tych stronach?
- Nie tyle niemile, co rzadko - odrzekła Irileth wymieniając znaczące spojrzenia ze starszymi drużynnikami - Wielce to ciekawy zbieg okoliczności, że wszyscy się tak razem trafiliście w kompanii, czarownicy. Zechcecie coś o tym rzec, jak i o waszych talentach we wiadomym temacie?
Prędzej czy później ktoś musiał o to spytać...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Sssłużylim u jednego takiego pracodawcy, co najmował jeno magią władających, a że się mu zmarło, to inszego zajęcia szukamy, aż nass 13 zaniosssło aże na dwór jarla, któremu i wy Pani służycie.
Ostatnio zmieniony 23 kwietnia 2013, 21:43 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Llorvas wyszedł za hersirem Fergalem i gdy tylko minął próg odezwał się:
-Nie sądzę aby potrzebni byli łucznicy gdyż to najprawdopodobniej nasz koteczek się zabawia ze swoimi no ale... A długo Wy na służbie u jarla?
-Nie sądzę aby potrzebni byli łucznicy gdyż to najprawdopodobniej nasz koteczek się zabawia ze swoimi no ale... A długo Wy na służbie u jarla?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Ale się porobiło... Dobra, najwyżej będę się musiał tłumaczyć. Jak to mówią: "lepiej prosić o wybaczenie niż pozwolenie" 
- Ze mną i Bretonem trochę inaksza kwestia pod tym względem, mieliśmy wątpliwą przyjemność razem uczyć się arkanów magii od... (pss, Keth, od kogo?)Spostrzegłszy, że jego słowa mogą być dwojako odczytane, szybko dodał: - Znaczy się przyjemność, ale wątpliwą ze względu na "razem".
Ostatnio zmieniony 25 kwietnia 2013, 16:57 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.