Niewypał?! Niewypał?! Niewypał, please? 
PBF - Chłopcy z East Marina
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
AV-7; Gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2225hrs
Czarnemu życie w najdrobniejszych szczegółach przeleciało przez myśli w ułamku sekundy. Zresztą to samo było udziałem Garcii i Weba. Tylko Wilson i Johny byli nieświadomi tego, że umrą w ciągu najbliższych sekund.
Fixer słyszał tylko okrutną ciszę, przerywaną uderzeniami pulsującego serca, pomimo tego, że silniki wciąż pracowały na najwyższych obrotach.
Śmierć jednak nie nadchodziła, choć minęła cała wieczność. Rytm bicia serca przerwał w końcu Web krzycząc:
- Kurwa!!!!! Wyjebcie tą EMPke!!!
Wilson nagle przebudził się, wciąż oszołomiony i ledwo jeszcze widzący na oczy. W głowie pobrzmiewały mu tylko słowa Weba, choć nie bardzo wiedział, co się dzieje.
Czarny odruchowo spojrzał do tyłu i w lot zrozumiał o co chodziło pilotowi. W kadłubie pojazdu, jakieś pięćdziesiąt centrymetrów za boczną krawędzią tylnych drzwi tkwił wbity w kadłub chromowany kształt pocisku EMP. Impuls elektromagnetyczny zainicjowany z tego typu urządzenia, mógł wysmażyć mózgi punków jak befsztyki, przy okazji bezpowrotnie niszcząc całą elektronikę maszyny. Nawet jeśli w jakiś sposób przeżyliby impuls, to nie miało to znaczenia, bo aerodyna rozbiłaby się i tak o taflę zatoki Coronado.
Nie pozostawało nic innego, jak wyrwać z karoserii McDonnella śmiercionośną broń i znaleźć się od niej jak najdalej zanim nastąpi emisja impulsu.
Czarnemu życie w najdrobniejszych szczegółach przeleciało przez myśli w ułamku sekundy. Zresztą to samo było udziałem Garcii i Weba. Tylko Wilson i Johny byli nieświadomi tego, że umrą w ciągu najbliższych sekund.
Fixer słyszał tylko okrutną ciszę, przerywaną uderzeniami pulsującego serca, pomimo tego, że silniki wciąż pracowały na najwyższych obrotach.
Śmierć jednak nie nadchodziła, choć minęła cała wieczność. Rytm bicia serca przerwał w końcu Web krzycząc:
- Kurwa!!!!! Wyjebcie tą EMPke!!!
Wilson nagle przebudził się, wciąż oszołomiony i ledwo jeszcze widzący na oczy. W głowie pobrzmiewały mu tylko słowa Weba, choć nie bardzo wiedział, co się dzieje.
Czarny odruchowo spojrzał do tyłu i w lot zrozumiał o co chodziło pilotowi. W kadłubie pojazdu, jakieś pięćdziesiąt centrymetrów za boczną krawędzią tylnych drzwi tkwił wbity w kadłub chromowany kształt pocisku EMP. Impuls elektromagnetyczny zainicjowany z tego typu urządzenia, mógł wysmażyć mózgi punków jak befsztyki, przy okazji bezpowrotnie niszcząc całą elektronikę maszyny. Nawet jeśli w jakiś sposób przeżyliby impuls, to nie miało to znaczenia, bo aerodyna rozbiłaby się i tak o taflę zatoki Coronado.
Nie pozostawało nic innego, jak wyrwać z karoserii McDonnella śmiercionośną broń i znaleźć się od niej jak najdalej zanim nastąpi emisja impulsu.
Byłbym chyba zbyt miłosiernym MG gdybym zrobił taki niewypał:P
Ale jest szansa... ale kto podejmie się cyrkowego zadania wychylenia się i próby wyrwania pocisku? Nie będę ukrywał, że jest to zadanie karkołomne, a pech może oznaczać spotkanie z taflą wody kilkaset metrów niżej. A czasu też jest jak na lekarstwo.
Z dalszą akcją poczekam chyba aż określą się jeszcze Jaz i Koszal.
BMW McDonnell Douglas AV7

Ale jest szansa... ale kto podejmie się cyrkowego zadania wychylenia się i próby wyrwania pocisku? Nie będę ukrywał, że jest to zadanie karkołomne, a pech może oznaczać spotkanie z taflą wody kilkaset metrów niżej. A czasu też jest jak na lekarstwo.
Z dalszą akcją poczekam chyba aż określą się jeszcze Jaz i Koszal.
BMW McDonnell Douglas AV7

Ostatnio zmieniony 18 maja 2013, 19:42 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
AV-7 gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2225hrs
Świadomość nieuchronnej śmierci sprawiła, że w żyłach Garcii zagotowała się kipiąca od adrenaliny krew. Detonacja elektromagnetycznego ładunku oznaczała wyrok dla wszystkich pasażerów AV-ki, nie tylko przez wzgląd na zniszczenie w ułamku chwili całej elektroniki aerodyny, ale i niszczycielski wpływ impulsu na wszczepioną w ciała ludzi cybernetykę. Mikroczipy układu cyberaudio umieszczone przez zrobotyzowanego chirurga w mózgu Hectora w jednej chwili uległyby przepaleniu doprowadzając do naruszenia integralności organu i rozległego wylewu. To dlatego w grę nie wchodziło nawet natychmiastowe wodowanie na tafli zatoki w nadziei na opuszczenie aerodyny przed wybuchem.
Każdy biedak z pozbawioną wojskowego ekranowania cybernetyką znajdujący się w zasięgu wybuchającej głowicy EMP natychmiast straciłby świadomość, a przeżycie zawału oznaczało nic innego jak utonięcie w wodach zatoki.
Widząc przelatujące przed oczami życie fikser uderzył dłonią w przycisk zwalniający pasy bezpieczeństwa swego fotela i doskoczył do odsuwanych bocznych drzwi aerodyny zdecydowany pozbyć się za wszelką cenę źródła śmiertelnego zagrożenia.
Perspektywa upadku z pędzącej szaleńczo maszyny nie miała już żadnego znaczenia, definiowała bowiem jedynie rodzaj śmierci desperata, tak czy owak skazanego na zgubę.
Świadomość nieuchronnej śmierci sprawiła, że w żyłach Garcii zagotowała się kipiąca od adrenaliny krew. Detonacja elektromagnetycznego ładunku oznaczała wyrok dla wszystkich pasażerów AV-ki, nie tylko przez wzgląd na zniszczenie w ułamku chwili całej elektroniki aerodyny, ale i niszczycielski wpływ impulsu na wszczepioną w ciała ludzi cybernetykę. Mikroczipy układu cyberaudio umieszczone przez zrobotyzowanego chirurga w mózgu Hectora w jednej chwili uległyby przepaleniu doprowadzając do naruszenia integralności organu i rozległego wylewu. To dlatego w grę nie wchodziło nawet natychmiastowe wodowanie na tafli zatoki w nadziei na opuszczenie aerodyny przed wybuchem.
Każdy biedak z pozbawioną wojskowego ekranowania cybernetyką znajdujący się w zasięgu wybuchającej głowicy EMP natychmiast straciłby świadomość, a przeżycie zawału oznaczało nic innego jak utonięcie w wodach zatoki.
Widząc przelatujące przed oczami życie fikser uderzył dłonią w przycisk zwalniający pasy bezpieczeństwa swego fotela i doskoczył do odsuwanych bocznych drzwi aerodyny zdecydowany pozbyć się za wszelką cenę źródła śmiertelnego zagrożenia.
Perspektywa upadku z pędzącej szaleńczo maszyny nie miała już żadnego znaczenia, definiowała bowiem jedynie rodzaj śmierci desperata, tak czy owak skazanego na zgubę.
Zaryzykuję, bo i cóż innego nam pozostało? Poproszę MG o stosowne testy - ciekaw jestem wielce, co z tego wyjdzie...
Niespodziewana turbulencja wstrząsnęła maszyną. Ręce Garcii poszybowały w pustkę bezradnie szukając oparcia w pustej przestrzeni uchylonych drzwi. Przez umysł Hectora przebiegło tysiąc wersji niechybnej śmierci, gdy niespodziewanie poczuł silny chwyt Czarnego. Przerażony chyba jeszcze bardziej od niego Eugen wydarł się usiłując przekrzyczeć wektorowy jazgot aerodyny:
Przytrzymaj mnie! Bo jeszcze odpalisz bombę!
Przytrzymaj mnie! Bo jeszcze odpalisz bombę!
Inaczej mówiąc Eugen woli sam to zrobić, choćby miał wylecieć z bombą. Nie kwapi się co prawda do umierania, ale widział oczyma wyobraźni, jak Hector tłucze butem w pocisk usiłując go oderwać.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
AV-7 gdzieś nad Zatoką Coronado; Fri 31/07/2020; 2225hrs
Szarpany przez Eugena Hector całkiem spanikował, zupełnie nie rozumiejąc tego, co kumpel od niego chciał. Ryk napędowych turbin i wizg wiatru zagłuszały całkowicie okrzyki Eugena.
Głowica pocisku wciąż tkwiła w karoserii aerodyny, jej częściowo nadłamane stateczniki wibrowały szaleńczo pod wpływem niezwykłej szybkości avki.
Hector cały czas coś wrzeszczał, z szeroko otwartymi i promieniującymi ślepą paniką oczami. Próbujący go opamiętać Eugen słyszał tylko niektóre słowa, nie składające się na dodatek w żadną logiczną sensowną całość.
- Emgie mój ziom! - darł się pośród ryku silników Garcia - To moje pedeki, moje!
Szaleństwo, pomyślał w przebłysku rozpaczy Czarny, on zupełnie zwariował ze strachu!
Szarpany przez Eugena Hector całkiem spanikował, zupełnie nie rozumiejąc tego, co kumpel od niego chciał. Ryk napędowych turbin i wizg wiatru zagłuszały całkowicie okrzyki Eugena.
Głowica pocisku wciąż tkwiła w karoserii aerodyny, jej częściowo nadłamane stateczniki wibrowały szaleńczo pod wpływem niezwykłej szybkości avki.
Hector cały czas coś wrzeszczał, z szeroko otwartymi i promieniującymi ślepą paniką oczami. Próbujący go opamiętać Eugen słyszał tylko niektóre słowa, nie składające się na dodatek w żadną logiczną sensowną całość.
- Emgie mój ziom! - darł się pośród ryku silników Garcia - To moje pedeki, moje!
Szaleństwo, pomyślał w przebłysku rozpaczy Czarny, on zupełnie zwariował ze strachu!
Było nie było, Czarny lepszym jest specjalistą, więc z bólem serca odstąpię mu pierwszoplanową rolę! 