PBF - Boskie potyczki
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-Może mamy jakąś linę albo dwie? Jestem skłonny zanurkować,choć kompletnie się nie znam na pływaniu,ale jak szarpnę linę to natychmiast wyciągajacie-stwierdził z namysłem Bazookh.
-I tak musi tam ktoś zleść o inaczej się stąd nie wydostaniemy. W kupie siła ale na zewnątrz mogą być te trupy...Lepsze te drzwi niż los karmy dla ghuli-na wzmiankę i wspomnienie tych trupojadów krasnoludowi zakręciła się łezka w oku
-I tak musi tam ktoś zleść o inaczej się stąd nie wydostaniemy. W kupie siła ale na zewnątrz mogą być te trupy...Lepsze te drzwi niż los karmy dla ghuli-na wzmiankę i wspomnienie tych trupojadów krasnoludowi zakręciła się łezka w oku
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Aaaaa!!! - krzyknął za znikającym Huskinem, bezradnie rozkładając ręce. Był tak bliski uwolnienia się od nieumarłych i reszty dziwnego towarzystwa, a teraz znów musi się z nimi użerać i mieć oczy szeroko otwarte!
- Bazookh, tak, dobry pomysł! Może uda mi się zmylić truposzy dzięki mocy Pianna, pana mego! Wspólnie wytniemy taki dowcip truposzom, że ich demony nie poznają! Ha! To wskakuj nasz bohaterze, będziemy cię osłaniać!
- Bazookh, tak, dobry pomysł! Może uda mi się zmylić truposzy dzięki mocy Pianna, pana mego! Wspólnie wytniemy taki dowcip truposzom, że ich demony nie poznają! Ha! To wskakuj nasz bohaterze, będziemy cię osłaniać!
Mistrzu, czy mogę rzucać jeszcze jakieś zaklęcia, czy każde kolejne spowoduje u mnie nieprzytomność?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthurowi nurkowanie nie bylo w smak. Tym bardziej w ciezkiej zbroji, przez ktora o malo sie nie utopil, a na ewentualne rozdziewanie sie z zelastwa czasu nie bylo. Siegnal reka do sakwy, o zawartosc ktorej tak przed chwila rywalizowano i wyciagnal ciasno zwiniety klab liny. Podal koniec krasnoludowi:
- Trzymoj lina. Wyciagniem Cie kaj bedzie potrzeba.
- Trzymoj lina. Wyciagniem Cie kaj bedzie potrzeba.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Jaskinia za wodospadem, północ
Bazookh stał przed wodospadzie przemoczony do suchej nitki. W garści trzymał ociekającą wodą sakwę z środka której przebijały promienie złotego światła. Barthur właśnie wciągał zaplątany do końca liny pas Mordila.
W zasadzie sam "bohater" nie podejrzewał, że karkołomne zadanie się uda. Wszak nie potrafił pływać. Co prawda nie nosił ciężkiego pancerza, widział w ciemnościach, miał rzucone na siebie zaklęcie niewidzialności dla umarłych, a uwagę złowrogiego przeciwnika odwracała biegająca i zabawnie popiskująca iluzyjna goblinka. Jednak mimo to nie podejrzewał, że wyjdzie z tego cało.
Krasnolud bluznął kolejną porcją wody z ust i nosa, a woda spłynęła po brodzie w której tkwiły zaplątane wodorosty. Ciałem targnął kolejny spazm kaszlu.
Gdy tylko zsunął się z pułki wprost w strumień wody od razu wiedział, że nie był to najlepszy pomysł. Cóż, wyjście z jaskini inną drogą wydawał się zbyt niebezpieczne bo groziło zauważeniem przez krążącego po dolinie lub po jej krawędziach czarodzieja. Gdy woda zamieszała nim, poczuł się jak w maselnicy krzepkiej krasnoludki. Czar wymagał żeby nie wykonywać gwałtownych ani agresywnych czynności. Spróbujcie jednak zachować spokój będąc mieszanym przez wodę spadającą na was z dziesięciu metrów. Gdy w końcu wodospad wypluł go jak zżuty kęs stwardniałej agawy, Bazookh nie wiedział gdzie jest góra, gdzie dół, a nawet gdzie jest i co tu robi. Nieszczęście chciało, że zaplątał się w pas z bronią, który działał jak kotwica...
Wcale się nie zdziwił jak zobaczył światełko na końcu tunelu. Myślał, że to już koniec więc podążył w jego stronę. Trochę się zdziwił, gdy okazało się, że to Huskanowa sakwa z materiału o luźnym splocie. Wtedy to szarpnął za linę. W zasadzie nazwanie tego czegoś liną to spore wyolbrzymienie, był to nieporadny splot jakichś roślinnych włókien, pasków skór i wysuszonych ścięgien, używany prawdopodobnie do wędkowania na jakąś większą rybę. Jednak skoro wytrzymał holowanie Bazookha i wciąganie go pod prąd wodospadu, honorowo można nadać mu miano liny.
Bazookh odkaszlą po raz kolejny i tym razem zduszonym głosem wypowiedział kilka słów w obcej mowie, po których na twarzy Balina zagościł rubaszny uśmiech.
Bazookh stał przed wodospadzie przemoczony do suchej nitki. W garści trzymał ociekającą wodą sakwę z środka której przebijały promienie złotego światła. Barthur właśnie wciągał zaplątany do końca liny pas Mordila.
W zasadzie sam "bohater" nie podejrzewał, że karkołomne zadanie się uda. Wszak nie potrafił pływać. Co prawda nie nosił ciężkiego pancerza, widział w ciemnościach, miał rzucone na siebie zaklęcie niewidzialności dla umarłych, a uwagę złowrogiego przeciwnika odwracała biegająca i zabawnie popiskująca iluzyjna goblinka. Jednak mimo to nie podejrzewał, że wyjdzie z tego cało.
Krasnolud bluznął kolejną porcją wody z ust i nosa, a woda spłynęła po brodzie w której tkwiły zaplątane wodorosty. Ciałem targnął kolejny spazm kaszlu.
Gdy tylko zsunął się z pułki wprost w strumień wody od razu wiedział, że nie był to najlepszy pomysł. Cóż, wyjście z jaskini inną drogą wydawał się zbyt niebezpieczne bo groziło zauważeniem przez krążącego po dolinie lub po jej krawędziach czarodzieja. Gdy woda zamieszała nim, poczuł się jak w maselnicy krzepkiej krasnoludki. Czar wymagał żeby nie wykonywać gwałtownych ani agresywnych czynności. Spróbujcie jednak zachować spokój będąc mieszanym przez wodę spadającą na was z dziesięciu metrów. Gdy w końcu wodospad wypluł go jak zżuty kęs stwardniałej agawy, Bazookh nie wiedział gdzie jest góra, gdzie dół, a nawet gdzie jest i co tu robi. Nieszczęście chciało, że zaplątał się w pas z bronią, który działał jak kotwica...
Wcale się nie zdziwił jak zobaczył światełko na końcu tunelu. Myślał, że to już koniec więc podążył w jego stronę. Trochę się zdziwił, gdy okazało się, że to Huskanowa sakwa z materiału o luźnym splocie. Wtedy to szarpnął za linę. W zasadzie nazwanie tego czegoś liną to spore wyolbrzymienie, był to nieporadny splot jakichś roślinnych włókien, pasków skór i wysuszonych ścięgien, używany prawdopodobnie do wędkowania na jakąś większą rybę. Jednak skoro wytrzymał holowanie Bazookha i wciąganie go pod prąd wodospadu, honorowo można nadać mu miano liny.
Bazookh odkaszlą po raz kolejny i tym razem zduszonym głosem wypowiedział kilka słów w obcej mowie, po których na twarzy Balina zagościł rubaszny uśmiech.
Udało się, poturlałem trochę kośćmi i wychodzi na to, że udało się wyłowić nie tylko łupy Huskuna ale i broń (bez oszczepu) Mordila. W trakcie całej akcji, Gnom szatańsko chichocząc sterował Grubellą odwracając uwagę nieznajomego, przynajmniej tak wam się wydaje, bo go nie widać, ale raczej tak skoro nieumarli ruszyli za widziadłem. Bazook doznał jednak uszczerbku na zdrowiu w ilości 53 obrażeń. Pytam więc co robicie dalej?
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mordil pomagał wyciągnąć nurka z wody, gdy już krasnal znalazł się na półce skalnej Mordil zobaczył swoje skarby-jego pas z bronią uśmiechnął się szczerze do krasnoluda po czym uściskał go w swoich ramionach:
Południowo gobliński:
-Te bec predonka Mordila!!!
Po czym goblin zapiął swój pas wyciągnął dwa topory wzniósł je do góry i wydobył z siebie okrzyk szczerząc swoje kły.Południowo gobliński:
Spoiler!
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."