Strażnica nad Białą Rzeką, 14 dzień Ostatnich Siewów
Kiedy widnokrąg zaczął w końcu szarzeć, gromadka poruszających się niczym duchy mężczyzn znalazła się o skalistej podstawy Puchacza. Dzierżący czujnie broń hersirowie kucnęli bądź przykucnęli na skraju gościńca, za plecami mając szumiący nurt Białej Rzeki, przed sobą zaś zbocze góry, w której dawni budowniczy wykuli nadrzeczną strażnicę.
Poszarpane wapienne bryły wyrastały spod wilgotnej gleby przesłaniając skulone sylwetki zbrojnych przed zaspanym wzrokiem wartowników, którzy być może strzegli wejścia do budowli. Gdzieś w górze w nieruchomym powietrzu utrzymywały się pasma białawej mgły, czepiając się skalnych turni wiotkimi oparami, które już niedługo miały zniknąć bez śladu przepędzone dotykiem słonecznych promieni.
- Widzicie to martwe drzewo tam wysoko na skalnej półce? - wyszeptał Ullaf, który przywarł do wielkiego głazu tuż obok pary elfów - To właśnie platforma widokowa. Wejście do strażnicy jest niżej, u szczytu ścieżki.
- Na górze nikogo nie widać - wyszeptał Llorvas mrużąc swe szkarłatne oczy.
- Nie łudźcie się, że pójdzie nam bez trudu - pokręcił głową drużynnik - Wejścia na pewno ktoś strzeże, aż takimi głupcami to oni nie są.
- Jak chcesz to rozegrać, Ullafie? - spytał Sivariael odwracając twarz w stronę Norda. Hersir zesztywniał nieco słysząc swe imię wypowiadanie ustami nielubianego altmera.
- Będziemy się skradać tak długo jak tylko się da - odparł po krótkiej chwili milczenia - Kiedy tylko ktoś nas zoczy, rzucimy się na wejście. Najważniejsze, by jak najszybciej wedrzeć się do środka, inakszy zabarykadują się i zaczną nas ostrzeliwać z łuków albo i ciskać głazami na głowy.
- To może ich głodem wziąć? - zaproponował jakiś hersir, który przysłuchiwał się rozmowie dowódcy i elfów, rosły mąż w zbyt ciasnej brygantynie, dosłownie trzeszczącej w szwach przy każdym ruchu właściciela.
- Irileth się wścieknie - potrząsnął przecząco głową Ullaf - Nie ma ku temu czasu, a przy tym nie wiesz przecie, czy jakowyś ich druhowie nie są aby na nocnej wycieczce. Jeszcze nas od tylca zajdą i wezmą w kleszcze.
Od gościńca odchodzi w górę wijąca się zakosami ścieżka (widać ją na obrazku). Teren zapewnia sporą paletę osłon podczas skradania się do wejścia. Jakieś specjalne deklaracje?