Podążając za rozsądnym w gruncie rzeczy wezwaniem Rzeźnika, uczestnicy wyprawy na Dno wydostali się jak najszybciej z osadnika, truchtem docierając do zarwanej klatki schodowej i wspinając się w górę pozostawionych tam lin. Pnąc się jeden po drugim, mieszkańcy Enklawy znaleźli się w przeciągu kilkunastu minut dwa piętra wyżej, wciągając połączonymi siłami przywiązanego do lin Pałę.
Wielki mutant nie próbował skrywać swego przestrachu, przytłoczony nadmiarem mocnych wrażeń, których nie łagodziły nawet tłoczone za pomocą podskórnych aplikatorów narkotyki. Przyciskając do piersi martwego rybostwora Pała pozwolił się wciągnąć do góry niczym pokorny baranek, ociekając szlamem i posapując chrapliwie w próbie zapanowania nad przyśpieszonym oddechem.
Kiedy mutant znalazł się w bezpiecznym miejscu, Blizna odsunęła się od niego z grymasem wstrętu na twarzy, nie mogąc już dłużej znieść fetoru otaczającego Pałę namacalnym wręcz pancerzem.
- Poczekajcie chwilę - wysapała - Co się właściwie stało?
- Lucyfer otworzył bramy piekieł wpuszczając do Enklawy swe diaboliczne zastępy - oznajmiła ze śmiertelną powagą Trzyłapka, znacząc masywną pierś znakiem krzyża.
- Grunt nieznacznie zadrżał - powiedział ostrożnie Zadzior - Jakby coś się działo gdzieś w głębi odpływu. Trzymałem kratę, poczułem na chwilkę mrowienie. Nie wiem, co to było.
- Płetwiaste potwory, drgająca ziemia - wymamrotała Blizna odgarniając z twarzy spadające na oczy włosy - Mam złe przeczucia, bardzo złe...
- To co robimy? - zapytał Zadzior oglądając się mimowolnie w stronę odległej o kilkanaście metrów klatki schodowej.