Karczma "Spokojna Przystań", Rotgan-kir, wieczór
Huskun oblizał pośpiesznie wargi, a potem zerknął wyczekująco na objedzonego do granic możliwości Gusłka. Wyjawiona przez karczmarza tajemnica sprawiła, że krew zatętniła szybciej w skroniach goblińskiego zaklinacza, zdradzając rosnącą ekscytację.
Próba boska! To musiała być boska próba zsyłana na prawdziwie wiernych czcicieli Piana, inne wyjaśnienie nie znajdowało u Huskuna zrozumienia. Najpewniej to jakiś wrogi kultowi Kielicha byt - zapewne wywodzący się z ożywieńczej, a przez to zupełnie wyzbytej chuci sfery egzystencji - grasował po zmroku w tych ścianach. Okradał z mocy lędźwie nocujących w karczmie gości wysysając z nich energię zdolną nieść rozkosz niewiastom, mężom, a nawet przydomowej chudobie.
Huskun nie byłby sobą, gdyby się zląkł podobnego wyzwania. Nie na darmo wmawiał sobie od niepamiętnych czasów, że był największym dupczelnikiem w całej goblińskiej wiosce, a perspektywa zmierzenia się z jakąś poślednią zjawozmorą wcale go nie przeraziła.
- Kuśki wyschowają, powiadacie? - powtórzył słowa gospodarza, na przekór swej wcześniejszej nieśmiałości wstając z ławy i drapiąc się demonstracyjnie w kroczu - Chciem to ujrzać, bardzo chciem.
Huskun oczywiście zostaje, takiej przygody na pewno nie przepuści!