PBF - Boskie potyczki
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
"Spokojna Przystań", po zmroku
Wśród zaległej na schodach ciszy, rozległ się szelest wyciąganej przez Mordila broni. Wszyscy z zapartym tchem wpatrywali się w miejsce, gdzie zza zakrętu korytarza miała pojawić się mara dręcząca karczmę.
Po kilku kolejnych stuknięciach, zielonkawe światło rozgorzało na tyle, że powstał półmrok. Pierw zza węgła wysunęła się krótka drewniana laseczka, którą trzymała świecąca seledynowo, półprzeźroczysta starcza dłoń. Laska uniosła się drżąco i uderzyła kawałeczek dalej, a z jęknięciem i skrzypnięciem w pole widzenia wkroczyła zjawa.
Zjawa była niższa o głowę od Balina. Jej niski wzrost pogłębiało starcze wygięcie kręgosłupa w pałąk. Cała postać świeciła jak płomień świecy, jednolitym seledynowym blaskiem. Każdemu krokowi towarzyszył dychawiczne stęknięcie. Długa broda postaci zamiatała podłogę tuż pod jej nogami. Włosy na głowie pozostały jedynie w postaci wiechci nad uszami. Skórę na łysinie i dłoniach zdobiły liczne plamy wątrobowe.
Pochylona zjawa przystanęła i podniosła twarz, a twarz ta była straszna. Zastygł na niej grymas śmierci. Usta były rozciągnięte w łukowato w dół odsłaniając pieńki połamanych zębów. Oczy niczym okna do królestwa Morghlitha ziały mroczną pustką.
Zjawa zdawała się wodzić wzrokiem po gościach "Spokojnej Przystani", a po chwil z jej ust wydobył się skowyczący jęk, mrożący duszę jak wiatr o mroźnym poranku przenikający do szpiku kości.
- Akas marakkk...... marakkk krunnnd...... marakkk renginn... - jęknięcie przyniosło tajemnicze słowa, pewnikiem będące zaproszeniem do królestwa Morghlitha.
Mara ruszyła dalej prosto na stojących na schodach Nieulękłych.
Dla Balina
Wśród zaległej na schodach ciszy, rozległ się szelest wyciąganej przez Mordila broni. Wszyscy z zapartym tchem wpatrywali się w miejsce, gdzie zza zakrętu korytarza miała pojawić się mara dręcząca karczmę.
Po kilku kolejnych stuknięciach, zielonkawe światło rozgorzało na tyle, że powstał półmrok. Pierw zza węgła wysunęła się krótka drewniana laseczka, którą trzymała świecąca seledynowo, półprzeźroczysta starcza dłoń. Laska uniosła się drżąco i uderzyła kawałeczek dalej, a z jęknięciem i skrzypnięciem w pole widzenia wkroczyła zjawa.
Zjawa była niższa o głowę od Balina. Jej niski wzrost pogłębiało starcze wygięcie kręgosłupa w pałąk. Cała postać świeciła jak płomień świecy, jednolitym seledynowym blaskiem. Każdemu krokowi towarzyszył dychawiczne stęknięcie. Długa broda postaci zamiatała podłogę tuż pod jej nogami. Włosy na głowie pozostały jedynie w postaci wiechci nad uszami. Skórę na łysinie i dłoniach zdobiły liczne plamy wątrobowe.
Pochylona zjawa przystanęła i podniosła twarz, a twarz ta była straszna. Zastygł na niej grymas śmierci. Usta były rozciągnięte w łukowato w dół odsłaniając pieńki połamanych zębów. Oczy niczym okna do królestwa Morghlitha ziały mroczną pustką.
Zjawa zdawała się wodzić wzrokiem po gościach "Spokojnej Przystani", a po chwil z jej ust wydobył się skowyczący jęk, mrożący duszę jak wiatr o mroźnym poranku przenikający do szpiku kości.
- Akas marakkk...... marakkk krunnnd...... marakkk renginn... - jęknięcie przyniosło tajemnicze słowa, pewnikiem będące zaproszeniem do królestwa Morghlitha.
Mara ruszyła dalej prosto na stojących na schodach Nieulękłych.
Dla Balina
Spoiler!
Dla Drayaharusa
Spoiler!
Trzeba przetestować waszą nieulękłość. Test na strach (odporność nr 2) (modyfikator okolicznościowy -10)
Balin rzut 71 - zdany na samej granicy.
Huskun 26 - zdany.
Gusłek 79 - nie udało się. Kapłan ratuje się ucieczką.
Barthur 15 - zdany bez problemu.
Drayaharus - 18 - nie takie rzeczy się widziało, zdany.
Mordil - 18 - zdany bez większych problemów.
Balin rzut 71 - zdany na samej granicy.
Huskun 26 - zdany.
Gusłek 79 - nie udało się. Kapłan ratuje się ucieczką.
Barthur 15 - zdany bez problemu.
Drayaharus - 18 - nie takie rzeczy się widziało, zdany.
Mordil - 18 - zdany bez większych problemów.
Ostatnio zmieniony 21 sierpnia 2013, 10:35 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
- Co? Aklasz maklasz? Nie rozumiemy języka popaprańców! - wrzasnął Drayaharus, na sekundę wychylają się za pleców Huskina, by nie krzyczeć mu do uszu. - Mordil! Bierz go! - krzyknął gnom, szykując kuszę do strzału.
Zamierzam kryć się za plecami towarzyszy i strzelać (gdy będzie czysty strzał) w starucha. W razie, gdy podejdzie za blisko, salwuje się ucieczką!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- W nooogiiiii, w noogiiiiiiiiii - piszczał przerażony Gusłek, a jego przerażone nogi obute w przerażone łapcie mało nie zaplątały się w przerażoną szatę. Kapłan ledwo uniknął bolesnego, a co gorsza żenującego spotkania z mężną, niewzruszenie trwającą na swym posterunku (mimo śmiertelnego niebezpieczeństwa) podłogą. - Piaaaanieeeee, dodaj mi skrzyyyyydeł, raaaaaatuj swego sługę...
A może by spróbować z dziadkiem zagadać (jak już Gusłek ochłonie)? Nasi poprzednicy próbowali walki i nic to nie dało. Zna ktoś jego lengłidż?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
"Spokojna Przystań", po zmroku
Huskun ustawicznie oblizywał spierzchnięte z wrażenia usta - tak szybko, że jego szorstki jęzor śmigał tam i z powrotem w zawrotnym tempie. Zdumiony i zalękniony goblin omal nie wpadł w panikę widząc uciekającego na złamanie karku Gusłka, z największym trudem powstrzymując się przed rzuceniem w ślad za swym duchowym przewodnikiem.
Przed rejteradą ratowała go jedynie świadomość, że stercząc w kącie na ławie odgradzał się od przerażającej zjawy gromadą swych druhów, a uciekając z tego względnie bezpiecznego miejsca mógł na siebie niepotrzebnie zwrócić uwagę bezcielesnego stwora.
- Brodaku, gadaj z nim! Znasz ty jego mowę, prawda? Każ mi precz iść! - wyrzucił z siebie zaklinacz, kurczowo ściskając w dłoni żelazny amulet.
Huskun ustawicznie oblizywał spierzchnięte z wrażenia usta - tak szybko, że jego szorstki jęzor śmigał tam i z powrotem w zawrotnym tempie. Zdumiony i zalękniony goblin omal nie wpadł w panikę widząc uciekającego na złamanie karku Gusłka, z największym trudem powstrzymując się przed rzuceniem w ślad za swym duchowym przewodnikiem.
Przed rejteradą ratowała go jedynie świadomość, że stercząc w kącie na ławie odgradzał się od przerażającej zjawy gromadą swych druhów, a uciekając z tego względnie bezpiecznego miejsca mógł na siebie niepotrzebnie zwrócić uwagę bezcielesnego stwora.
- Brodaku, gadaj z nim! Znasz ty jego mowę, prawda? Każ mi precz iść! - wyrzucił z siebie zaklinacz, kurczowo ściskając w dłoni żelazny amulet.
Faktycznie może warto spróbować negocjacji? Huskun będzie się trzymał z tyłu i obserwował rozwój sytuacji...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
"Spokojna Przystań", po zmroku
Gdy Drayaharus drżącymi rękoma starał się nasadzić bełt na naciągniętą uprzednio cięciwę kuszy, a Mordil nerwowo podrzucał w prawicy toporek, zastanawiając się w co celować taką półprzeźroczystą marę, Balin zrobił coś dziwnego. Opuścił topór i tarczę i dławiącym głosem rzekł.
- Dziadunio !?!
Zjawa kroczyła jednak dalej mamrocząc jak mantrę te same słowa.
Balin doskoczył do niej zasypując dziadunia rzeką słów w starym dialekcie ich ojczystej krainy, dziadek zawsze nalegał, żeby zwracać się do niego właśnie w ten sposób, a nie nowomodną fircykowatą i ugłaskaną mową młodych krasnoludów.
Trudno było ustalić czy zjawa słyszy wymawiane przez Balina słowa, bo nawet za życia, dziaduniu zwykł udawać, że nie słyszy rzeczy, których słyszeć nie chciał.
W ten sposób krasnoludy przeszły obok schodzącego na bok Imaginerusa, Mordila, Barthura i Huskuna, a późnij minęli kryjącego się pod schodami Gusłka.
Dziadunio wgramolił się na jedną z ław i zasiadł za stołem.
- Marakkk renginn. Balin rakan mug tarak rengin... - zajęczał.
Dla Balina i Drayaharusa.
Gdy Drayaharus drżącymi rękoma starał się nasadzić bełt na naciągniętą uprzednio cięciwę kuszy, a Mordil nerwowo podrzucał w prawicy toporek, zastanawiając się w co celować taką półprzeźroczystą marę, Balin zrobił coś dziwnego. Opuścił topór i tarczę i dławiącym głosem rzekł.
- Dziadunio !?!
Zjawa kroczyła jednak dalej mamrocząc jak mantrę te same słowa.
Balin doskoczył do niej zasypując dziadunia rzeką słów w starym dialekcie ich ojczystej krainy, dziadek zawsze nalegał, żeby zwracać się do niego właśnie w ten sposób, a nie nowomodną fircykowatą i ugłaskaną mową młodych krasnoludów.
Trudno było ustalić czy zjawa słyszy wymawiane przez Balina słowa, bo nawet za życia, dziaduniu zwykł udawać, że nie słyszy rzeczy, których słyszeć nie chciał.
W ten sposób krasnoludy przeszły obok schodzącego na bok Imaginerusa, Mordila, Barthura i Huskuna, a późnij minęli kryjącego się pod schodami Gusłka.
Dziadunio wgramolił się na jedną z ław i zasiadł za stołem.
- Marakkk renginn. Balin rakan mug tarak rengin... - zajęczał.
Dla Balina i Drayaharusa.
Spoiler!
Dla Balina:
Spoiler!
Zjawa dziadunia zasiadła za stołem i cały czas powtarza te same słowa. Nie wydaje się być agresywna, raczej nie reaguje na otoczenie i nie słyszy wypowiadanych do niej słów.
Drugi rzut Gusłka na strach 55, czyli udany. Trwoga powoli opuszcza kapłana Pianna.
Drugi rzut Gusłka na strach 55, czyli udany. Trwoga powoli opuszcza kapłana Pianna.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Gobliny i reszta słuchajcie mnie, dziadunio szuka rengina, to taki wielki robal podobny do stonogi, szukajcie go w karczmie tylko go macie nie rozdeptać ani nie zeżreć, to mówiąc krasnolud popatrzył na Mordila. Znajdziecie robala to dziadunio może uśnie i da nam spokój. Nie drażnijcie go, na razie siedzi sobie, ja go będę dalej zagadywał.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Może robal się tu uchował, nie mam innych pomysłów, masz lepszy? Szukajcie nim się dziadunio wkurzy, to sprytny robal był, a tu rzadko sprzątają dodał Balin próbując przekonać sam siebie co do sensowności poszukiwań.
Ostatnio zmieniony 22 sierpnia 2013, 14:02 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
-Mordil zaraz robal znajdzie nieważne kaj się schowoł, nie? - Niepewnie stwierdził Barthur zastanawiając się po jaką cholerę dziwnej zjawie jakiś robal. On sam nie bardzo widział się w roli poszukiwacza, bo ledwo widział swój kufel w półmroku, a co dopiero małego ruchliwego stawonoga.
Ale Barthur miał łeb nie od parady i swoją inteligencją dalece przekraczał mozliwości przeciętnego goblina. Pian powiadał w swej mądrości, że skoro "Pian nie przyjdzie karczmy, to karczma przyjdzie Piana". Ta myśl podsunęła olbrzymowi pewien pomysł:
- Balin, co regliny żrą? Trza go zanęcić jakim kąskiem, to sam do nas pierun przyjdzie.
Ale Barthur miał łeb nie od parady i swoją inteligencją dalece przekraczał mozliwości przeciętnego goblina. Pian powiadał w swej mądrości, że skoro "Pian nie przyjdzie karczmy, to karczma przyjdzie Piana". Ta myśl podsunęła olbrzymowi pewien pomysł:
- Balin, co regliny żrą? Trza go zanęcić jakim kąskiem, to sam do nas pierun przyjdzie.
Ostatnio zmieniony 22 sierpnia 2013, 14:07 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.