Karczma "Spokojna Przystań", wcześnie rano
Zajadający jajecznicę Gusłek, musiał przyznać, że karczmarz zna się na swojej robocie. Idealne ścięte jajka, obficie przesączone tłuszczykiem z kawałkami przysmażonej wołowiny był wyśmienite. Nadawały przyjemny poślizg dla placków z agawy i uczucie sytości. Do tak tłustego dania pasowałby mocniejszy trunek, ale kapłan Piana skupił się na wytrawnym, białym winem z Olgrionu.
Zanim jeszcze Nieulękli zakończyli śniadać do karczmy wkroczyła niemal wepchnięta rodzina gnomów. Ich ubrania, dobrej jakości, przybrudzone były źdźbłami wyschniętej trawy. Gnomów był sześciu. Najstarszy z nich rozmawiał z karczmarzem ustalając cenę za nocleg. Oprócz niego była jeszcze para wyglądająca na małżeństwo z trójką dzieci. Do uszu Nieulękłych dobiegły słowa karczmarza.
- Jakem Hurgon Matar mówię wam, że karczma jest równie spokojna jak świątynia Bella po przejściu straży miejskiej. Tak, tak - uciszył rozmówcę -
wiem co ludziska opowiadają. Ale, z tym już koniec. Ci tam śmiałkowie sprawę łacno załatwili i już tu nic nie straszy. Pozostaną tu jeszcze, na mojej gościnie i pewnikem z chęcią opowiedzą jak to zjawę wypędzili. Pokażę wam pokoje.
Karczmarz ruszył na górę gdzie po chwili rozległy się piski i krzyki. Nim ktokolwiek zdołał pójść i sprawdzić co się dzieje po schodach zszedł Hurgon niosący z trudem pumę.
- Ot niespodziankę w pokoju znalazłem - zastękał z wysiłku -
zaniosę ją z powrotem do piwnicy, bo goście się boją.
Po chwieli wrócił i zapytał co podać, bo ruszana dalsze poszukiwania gości.
Karczmarz wygląda na mocno zajętego, napędzaniem gości do karczmy. Ranek jeszcze wczesny, ale miasto budzi się do życia. Na plac docierają pierwsi straganiarze. Z nieba siąpi deszczy, a niebo zasnute jest ciemnymi chmurami.