Starając się ignorować ból Wilson wygiął się na ziemi i wystrzelił ponownie. Nie wiedział, czy zabił, ale był pewien, typ którego wziął na celownik Sternmeyera padł. Na wiecej nie miał czasu. Strzelano do niego, ale o tym zdał sobie sprawę, gdy poczuł uderzenia kul. Krzyknął tylko w myślach, bo ciało odmówiło wydania z siebie jakiegokolwiek odgłosu. Jedna z kul kompletnie pozbawiła go tchu w piersi, a lewa ręka zamarła. Ale chyba wciąż żył. Nie widział swojego ciała z perspektywy smigającej aerodyny, ani żadnego białego tunelu. Był tylko ból wypełniający elektrycznymi impulsami każdą komórkę ciała.
Bolo zerwał się z ziemi niczym byk nawracajacy do kolejnej szarży na matadora. Człowiek nie miał ani mulety, ani szpady. Zamiast tego drżącymi z nerwów rękoma spróbował użądlić trzymaną spluwą. Spróbował było bardzo dobrym słowem. Pistolet przy wtórze wybuchającej mieszanki strzeleckiej wypluł dwie kule, które ze świstem przeleciały koło głowy boostera.
- Nie zdąży juz nic zrobić... - Cień złowrogiego uśmiechu przebiegł przez twarz Bola. Byk dopadł ofiary. Szpony zagłebiły się w ramieniu młodziaka, z okrutnym chrzęstem trąc o kość. Satysfakcja była ostatnią rzeczą jaką booster poczuł. Jego zycie zgasło w ułamku sekundy, gdy fala wylotowa opaliła skroń Bola, a kilkanaście gram ołowiu zamieniło mózg w papkę, przypominającą konsystencją tani prepak.
Garcia prawie zwariował z bólu. Nawet nie zauważył, że koleś, który niemal obciał mu łapsko, pada na ziemię bryzgając krwią na lewo i prawo. Chciał tylko uciec stąd jak najdalej. Nie widział czy to ciepło, rozlewające się po ramieniu, czy ból, ale z przerażeniem zorientował się, że nogi, którym wydał rozkaz odwrotu nagle zrobiły sie ciężkie jak stal, a świat nagle zwalnia. Widział Czarnego stojącego tuż koło niego z dymiącym Coltem, krzyczącego coś. Nic jednak nie słyszał, poza wypełniającym głowę szumem.
- Audio się zjebało - pomyślał jeszcze po czym wszystko co widział zlało się i zamieniło w obraz przypominający bialo czarny ekran nieupodpiętego do satelity telewizora. Chyba upadł na beton, ale jakie to miało znaczenie...
Garcia strzela dwukrotnie do Bola, który właśnie zrywa się z ziemi. Na kostkach wypada 1 i 2. Pierwszy strał pechowy, ale na szczęście bez konsekwencji, ale drugi też nie lepszy. Kule poszły obok boostera... Nieciekawie, bo Bolo dopada fixera szponami. Cios trafia w rękę. A tu zero pancerza:/ Turlam ustawowe 3k6. Wypada 9. To teoretycznie strata ręki, ale odejmuje MBC i fixer z siedmioma obrażeniami cudem ratuje prawą rękę. Niestety ból okazuje się przemożny i Hec, dopóki się nie opanuje, będzie tylko wył z bólu. Crunch zmienia taktykę, wyciąga swojego Avengera i łupie zza węgła do Wilsona. Obie kule dosięgają celu, trafiając w korpus i lewą rękę solo. Na szczęście, kevlarowa kurtka Paula redukuje obrażenia, choć Gladzio przytula kolejne dwa obrażenia. Razem daje to 9 obrażeń i solo jest już na poziomie ran krytycznych. Refleks, Opanowanie i Inteligencja spadają o połowę, ale Gladzio zdjae test przytomności, choć jest już z nim kiepsko.
Czarny strzela z odległości bezpośredniej do Bola. Rzucam kostką i znów wypada DYCHA! Czarny wyrasta na czarnego konia tego sparingu! Obrażenia przy takim zasięgu są maksymalne, a ja zakładam, że technik przyłożył spluwę do skroni Bola... Reszty można się domyślić.
Na polu walki pozostał schowany za filarem Crunch. Półżywy solo i Czarny. Garcia i Miętus chwilowo omdlewają.
Wasza sytuacja nie jest jednak godna pozazdroszczenia, bo macie rannych i wciąż nietkniętego Rzeźnika naprzeciw.
Na poziomie jest kilka aut, które Schwarz powienien otworzyć, ale napewno nie będzie to łatwą sprawą, nie tyle ze względu na zaawansowany zamek, co trzesące się ręcę, stres i potencjalny ostrzał.
Inicjatywka na następną rundę: Czarny, Crunch, Wilson. Garcia "ocknie się" pod koniec rundy, a Miętus odczołguje się w bólu za jakieś auto.