PBF - Czarne Królestwa
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
Chen Shu czekał w komnacie,kiedy goście wreszcie przyszli.
-Wina, spytał? - obrzuciwszy ich spojrzeniem.
- W każdym razie co byście chcieć nie chcieli, to jest i stać tam na stoliku w kącie -dopowiedział swoim niezrównanym stygijskim.
-Jak już się pewnie zorientować wszystkim przyszło, to wkrótce czeka nas bunt i ogólna rozpierducha. Czarni patrzeć pewnie nie bedą, kto kim jest, ino rzezać jak leci bez wyjątków jak kto innego koloru bedzie. Tak wiec do głowy mojej przyszło, co by ten bunt w zalążku zdusić, a na to szanse tylko jedną widzę, kiedy my swoje niesnaski i intrygi na bok odstawim i do roboty się weźniem, jak najlepiej potrafić możemy.
Rozejrzał się po twarzach słuchających, dostrzegając na twarzy Vanko błysk przebiegłego uśmiechu. Pozostali byli mniej łatwi do odczyania, choć Zorian wydawał się nieźle bawić, a Druss był chyba lekko znudzony i chyba zmęczony paplaninom ChenShu.
-Dobra, do konkretów, czas przejść. Po pierwsze zlokalizowałem źródło czarnej magii z której to demon chyba przyszedł. Widawać się połączone być również z buntownikami jest, więc propozycja moja jest atak w nocy na nich przeprowadzić i towarzystwo za wczasu wysiec, albo najlepiej w dyby z poprzetrącanymi kończynami, królowej pod tron rzucić. Według tego co się mnie udało zebrać, to o te osoby chodzi - mówiąc to podał krótkie informacje na kartkach spisane, z danymi o lordzie Tuthmesie, jego stygijskim magu oraz Afarim sekretarzu z pałacu, który z lordem ma wiele wspólnego.
- Nie chcem o nich głośno mówić, bo tu uszy często ściany mają i pewnym być nie można, czy ktoś nas teraz nie słucha. Mogę wam, jeszcze przyznać, że te informacje, z różnych źródeł sprawdzone były i moim własnym śledztwem też poparte, więc ufać im możemy, jeśli tylko ufać mojemu zdaniu chcecie. Dobrze by było, żebyście też naświetlić chcieli, co Wy się dowiedzieliście, może to w naszej sprawie jakoś pomóc będzie mogło.
Skończywszy mówić, usiadł i czekał na reakcję towarzyszy.
-Wina, spytał? - obrzuciwszy ich spojrzeniem.
- W każdym razie co byście chcieć nie chcieli, to jest i stać tam na stoliku w kącie -dopowiedział swoim niezrównanym stygijskim.
-Jak już się pewnie zorientować wszystkim przyszło, to wkrótce czeka nas bunt i ogólna rozpierducha. Czarni patrzeć pewnie nie bedą, kto kim jest, ino rzezać jak leci bez wyjątków jak kto innego koloru bedzie. Tak wiec do głowy mojej przyszło, co by ten bunt w zalążku zdusić, a na to szanse tylko jedną widzę, kiedy my swoje niesnaski i intrygi na bok odstawim i do roboty się weźniem, jak najlepiej potrafić możemy.
Rozejrzał się po twarzach słuchających, dostrzegając na twarzy Vanko błysk przebiegłego uśmiechu. Pozostali byli mniej łatwi do odczyania, choć Zorian wydawał się nieźle bawić, a Druss był chyba lekko znudzony i chyba zmęczony paplaninom ChenShu.
-Dobra, do konkretów, czas przejść. Po pierwsze zlokalizowałem źródło czarnej magii z której to demon chyba przyszedł. Widawać się połączone być również z buntownikami jest, więc propozycja moja jest atak w nocy na nich przeprowadzić i towarzystwo za wczasu wysiec, albo najlepiej w dyby z poprzetrącanymi kończynami, królowej pod tron rzucić. Według tego co się mnie udało zebrać, to o te osoby chodzi - mówiąc to podał krótkie informacje na kartkach spisane, z danymi o lordzie Tuthmesie, jego stygijskim magu oraz Afarim sekretarzu z pałacu, który z lordem ma wiele wspólnego.
- Nie chcem o nich głośno mówić, bo tu uszy często ściany mają i pewnym być nie można, czy ktoś nas teraz nie słucha. Mogę wam, jeszcze przyznać, że te informacje, z różnych źródeł sprawdzone były i moim własnym śledztwem też poparte, więc ufać im możemy, jeśli tylko ufać mojemu zdaniu chcecie. Dobrze by było, żebyście też naświetlić chcieli, co Wy się dowiedzieliście, może to w naszej sprawie jakoś pomóc będzie mogło.
Skończywszy mówić, usiadł i czekał na reakcję towarzyszy.
Demon istotą zrodzoną jest z nocy, stąd za dnia atak uważam za najkorzystniejszy. Zarazem każę aresztować Afariego.
-oznajmił ze spokojem Vanko nalawszy sobie pełną czarkę wina, przez chwilę wpatrywał się w jej zawartość po czym ku zdumieniu Zoriana i Drussa, chlusnął jej zawartość na podłogę.
Krwi... -wyszeptał pod nosem.
Przez te Czarne Kurestwa jeszcze się abstynencji nabawię...
-odwróciwszy się ku towarzyszom zamorianin kontynuował:
Na torturach wszystko wyśpiewa, już ja o to zadbam. Mag najemnikiem jest jeno, a wróg nasz to ów Tuthmes, jeśliś skuteczne przeprowadził śledztwo
dowódca gwardii wskazał palcem na Chen Shu, nie oczekując jednak odpowiedzi mówił dalej:
Zatem maga nie trzeba ubijać, opłacić go nawet można sekretnie, by stosowne zeznania złożył, a kto wie może jego wiedza okaże się cenna. Ubić nam nalezy w świetle dowodów Lorda onego, właśnie...
jakież dowody udało ci się odkryć szlachetny Chen Shu?
-oznajmił ze spokojem Vanko nalawszy sobie pełną czarkę wina, przez chwilę wpatrywał się w jej zawartość po czym ku zdumieniu Zoriana i Drussa, chlusnął jej zawartość na podłogę.
Krwi... -wyszeptał pod nosem.
Przez te Czarne Kurestwa jeszcze się abstynencji nabawię...
-odwróciwszy się ku towarzyszom zamorianin kontynuował:
Na torturach wszystko wyśpiewa, już ja o to zadbam. Mag najemnikiem jest jeno, a wróg nasz to ów Tuthmes, jeśliś skuteczne przeprowadził śledztwo
dowódca gwardii wskazał palcem na Chen Shu, nie oczekując jednak odpowiedzi mówił dalej:
Zatem maga nie trzeba ubijać, opłacić go nawet można sekretnie, by stosowne zeznania złożył, a kto wie może jego wiedza okaże się cenna. Ubić nam nalezy w świetle dowodów Lorda onego, właśnie...
jakież dowody udało ci się odkryć szlachetny Chen Shu?
-Skoro masz dowody na winę tych ludzi to poprę was w pełni. Zanim zacznijmy działać ustalmy jednak jedną sprawę, czy królowa została poinformowana o całej sprawie? Jeśli nie to uważam że powinniśmy jak najszybciej ją wtajemniczyć we wszystko zanim podejmiemy działania przeciwko jej dworzaninowi i znacznemu arystokracie.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Zaiste, Vanko i Zorian sobie przypomnieli, że lord Tuthmes, był na ich zaprzysiężeniu, jako jeden z przedstawicieli lokalnej elity.
Ma więc wysoki status społeczny i jest rozpoznawalny w Meroe, jako arystokrata i osoba publiczna.
Wygląda, na to, że ów Afari, pomniejszy urzędnik królewski, często odwiedzał lorda prywatnie.
Ma więc wysoki status społeczny i jest rozpoznawalny w Meroe, jako arystokrata i osoba publiczna.
Wygląda, na to, że ów Afari, pomniejszy urzędnik królewski, często odwiedzał lorda prywatnie.
Ostatnio zmieniony 03 października 2013, 16:03 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
-Dowodów nie mam, więc sprawę przed królową nie ma co przedstawiać. Ja do działań oficjalnych, nieprzywykły jestem a i z gryzipiórka ze mnie mało. Nici powiązań połączyłem i czarną magię rzucaną we dworze czułem, na oficjalne śledztwo to może niedosyć być. Dlategoż, nie jako gwardia ale samowolnie uderzyć nam musić. A wtedy i dowody się znajdą. Jak chcieć błogosławieństwa królowej potrzeba nam, to powiedzieć jej można co planujem, żeby bronić się mogła gdy się nam nie uda i trupy nasze jako gwardzistów zidentyfikują. Nam to jednak wtedy obojetnym będzie, więc darowałbym sobie to. Martwi mnie tylko że ktoś jeszcze dalej stać za tym będzie, ale chyba czasu nie ma by śledztwo dalej prowadzić, bo bunt w każdej chwili zapłonąć może.
-Bać się też boję, że mag może być eminecją szarą całej tej rozróby. Kto wie kto za nim stoi. Nie lekceważyłbym go i jako najemnika na razie nie traktował, bo jeszcze sie jakim agentem stygijskim okaże.
-Ja ich trzech porwałbym i przesłuchanie w lochu zorganizował. Ból łatwo rozwiązuje języki.
-Bać się też boję, że mag może być eminecją szarą całej tej rozróby. Kto wie kto za nim stoi. Nie lekceważyłbym go i jako najemnika na razie nie traktował, bo jeszcze sie jakim agentem stygijskim okaże.
-Ja ich trzech porwałbym i przesłuchanie w lochu zorganizował. Ból łatwo rozwiązuje języki.
Ostatnio zmieniony 03 października 2013, 16:05 przez avnar, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Pałac Lorda Tuthmesa kilka dni wcześniej.
Afari z pałacu królowej przybył zdać lordowi relacje z poczyna władczyni.
Gdy Afari odszedł, intensywnie rozmyślając nad rozkazami zwierzchnika, Tuthmes przez chwilę stał na środku komnaty, obwieszonej wspaniałymi gobelinami. Ze stożkowatej, mosiężnej kadzielnicy w rogu pokoju sączył się niebieskawy dym. Tuthmes zawołał:
Muru!
Po podłodze zatupały bose stopy. Ciemnoczerwony arras wiszący na jednej ścianie odchylił się i do pomieszczenia wszedł niezwykle wysoki, chudy mężczyzna, schylając głowę we framudze ukrytych drzwi.
Jestem tu, panie powiedział.
Człowiek ten, odziany w luźno owinięty wokół ciała kawał czerwonej materii przerzuconej przez ramię jak toga, górował wzrostem nawet nad rosłym Tuthmesem. Choć jego skóra była czarna jak węgiel, rysy twarz miał wyraziste i ostre, jak u ludzi z rządzącej kasty Meroe. Kędzierzawe włosy miał ufryzowane w fantazyjny czub.
Czy to jest z powrotem w celi? zapytał Tuthmes.
Tak.
Dobrze zabezpieczone?
Tak jest, mój panie.
Tuthmes zmarszczył brwi.
Skąd wiesz, że zawsze usłucha twoich rozkazów i wróci do ciebie? Skąd wiesz, że pewnego dnia nie zabije cię i nie umknie w jakiś nieziemski wymiar, który zwie swoim domem?
Muru rozłożył ręce.
Zaklęcia, jakich nauczyłem się od mego mistrza, czarodzieja wygnanego ze Stygii, jeszcze nigdy mnie nie zawiodły.
Tuthmes przeszył czarnoksiężnika spojrzeniem.
Wydaje się, że wy, czarodzieje, większość życia spędzacie na wygnaniu. Skąd mam wiedzieć, że pewnego dnia jakiś wróg nie przekupi cię, żebyś wypuścił demona na mnie?
Och, panie, nawet o tym nie myśl. Cóż począłbym bez twojej protekcji? Kuszyci gardzą mną, bo nie jestem z ich rasy, a z wiadomych ci powodów nie mogę wrócić do Kordafy.
Hmm. No cóż, dbaj dobrze o swojego demona, bo niebawem możemy znów go potrzebować. Ten gadatliwy głupiec, Afari, niczego nie lubi bardziej, jak uchodzić za mądrego w oczach innych. Rozpowszechni opowieść o zamordowaniu Amboola, wzbogaconą moimi wzmiankami o udziale królowej w tym zabójstwie. Przepaść między Tanandą a jej notablami poszerzy się, a ja zbiorę profity.
Chichocząc w rzadkim przypływie dobrego humoru, Tuthmes rozlał wino do dwóch srebrnych pucharów i podał jeden chudemu czarownikowi, który przyjął je z milczącym ukłonem. Magnat mówił dalej:
Oczywiście, nikomu nie wspomni o tym, że sam rozpoczął tę intrygę, fałszywie oskarżając Amboola i Aahmesa i to bez mego rozkazu. Nie ma pojęcia, że dzięki twoim magicznym sztuczkom, przyjacielu wiem o tym doskonale. Udaje, że jest oddany mojej sprawie i frakcji, ale sprzedałby nas bez wahania, gdyby uznał, że w ten sposób coś zyska. Ma ambicję poślubić Tanandę i władać Kush jako jej małżonek. Kiedy zostanę królem, będę potrzebował pomocnika bardziej godnego zaufania niż Afari.
Sącząc wino, Tuthmes zastanawiał się głośno: - Od kiedy ostatni król, jej brat, poległ w walce ze Stygijczykami, Tananda z trudem utrzymuje się na tronie, wygrywając jedno stronnictwo przeciw drugiemu. Jednak ma zbyt mało charakteru, by utrzymać władzę w królestwie, którego tradycje nie akceptują kobiecych rządów. Ona jest nieokrzesaną, impulsywną dziewką, której jedyną metodą sprawowania władzy jest zabijanie tego wielmoży, którego w danym momencie najbardziej się obawia, niepokojąc i antagonizując w ten sposób pozostałych. Musisz bacznie obserwować Afariego, Muru. I trzymać swego demona w ryzach. Będziemy go jeszcze potrzebować.
Kiedy Kordafańczyk wyszedł, ponownie schylając głowę w przejściu, Tuthmes wszedł na górę schodami z polerowanego mahoniu. Wyszedł na płaski, oświetlony światłem księżyca dach swojego pałacu.
Przechyliwszy się przez parapet, zobaczył w dole ciche uliczki Wewnętrznego Miasta Meroe. Ujrzał pałace, ogrody i wielki, prostokątny plac, na który w mgnieniu oka z przylegających do niego koszar mogło wyjechać tysiąc czarnych gwardzistów.
Patrząc dalej, widział ogromne, spiżowe wrota Wewnętrznego Miasta, a za nimi Zewnętrzne Miasto. Meroe wznosiło się pośrodku rozległej, trawiastej równiny, która rozpościerała się sporadycznie przecinana pasmem pagórków aż po horyzont. Skraj Zewnętrznego Miasta omywała wąska rzeczka wijąca się wśród pastwisk.
Wysoki, masywny mur otaczający pałace rządzącej kasty oddzielał Miasto Zewnętrzne od Wewnętrznego. Szlachta była potomkami Stygijczyków, którzy przed wiekami przybyli na południe, by stworzyć tu imperium i zmieszać swą błękitną krew z krwią czarnych poddanych. Wewnętrzne Miasto było dobrze zaplanowane, o szerokich ulicach i placach, budynkach z kamienia i wspaniałych ogrodach.
Po drugiej stronie muru stało kłębowisko lepianek Zewnętrznego Miasta. Jego uliczki z reguły wychodziły na nieregularne, ciasne place targowe. Zamieszkiwali je głównie czarni Kuszyci , pierwotni mieszkańcy tej ziemi. W Wewnętrznym Mieście mieszkała tylko kasta rządzących, razem ze swoimi sługami i czarnymi jeźdźcami, będącymi ich gwardią przyboczną.
Tuthmes spojrzał na to morze chat. Na nieregularnych placach płonęły ogniska; na krętych uliczkach migotały pochodnie. Od czasu do czasu dolatywał go urywek pieśni , barbarzyńskie zawodzenie pobrzmiewające gniewem lub żądzą krwi. Tuthmes zadrżał i szczelnie owinął się togą.
Przechodząc przez dach, przystanął na widok człowieka śpiącego pod palmą w sztucznym ogrodzie. Trącony czubkiem buta, mężczyzna obudził się i skoczył na równe nogi.
Nic nie mów ostrzegł go Tuthmes. Stało się. Ambool nie żyje. I nim nadejdzie świt, całe miasto będzie wiedziało, że został zamordowany przez Tanandę.
A ten demon? szepnął tamten, dygocząc.
Jest dobrze zamknięty w swojej celi. Odrzekł lord Tuthmes.
Gdy Afari odszedł, intensywnie rozmyślając nad rozkazami zwierzchnika, Tuthmes przez chwilę stał na środku komnaty, obwieszonej wspaniałymi gobelinami. Ze stożkowatej, mosiężnej kadzielnicy w rogu pokoju sączył się niebieskawy dym. Tuthmes zawołał:
Muru!
Po podłodze zatupały bose stopy. Ciemnoczerwony arras wiszący na jednej ścianie odchylił się i do pomieszczenia wszedł niezwykle wysoki, chudy mężczyzna, schylając głowę we framudze ukrytych drzwi.
Jestem tu, panie powiedział.
Człowiek ten, odziany w luźno owinięty wokół ciała kawał czerwonej materii przerzuconej przez ramię jak toga, górował wzrostem nawet nad rosłym Tuthmesem. Choć jego skóra była czarna jak węgiel, rysy twarz miał wyraziste i ostre, jak u ludzi z rządzącej kasty Meroe. Kędzierzawe włosy miał ufryzowane w fantazyjny czub.
Czy to jest z powrotem w celi? zapytał Tuthmes.
Tak.
Dobrze zabezpieczone?
Tak jest, mój panie.
Tuthmes zmarszczył brwi.
Skąd wiesz, że zawsze usłucha twoich rozkazów i wróci do ciebie? Skąd wiesz, że pewnego dnia nie zabije cię i nie umknie w jakiś nieziemski wymiar, który zwie swoim domem?
Muru rozłożył ręce.
Zaklęcia, jakich nauczyłem się od mego mistrza, czarodzieja wygnanego ze Stygii, jeszcze nigdy mnie nie zawiodły.
Tuthmes przeszył czarnoksiężnika spojrzeniem.
Wydaje się, że wy, czarodzieje, większość życia spędzacie na wygnaniu. Skąd mam wiedzieć, że pewnego dnia jakiś wróg nie przekupi cię, żebyś wypuścił demona na mnie?
Och, panie, nawet o tym nie myśl. Cóż począłbym bez twojej protekcji? Kuszyci gardzą mną, bo nie jestem z ich rasy, a z wiadomych ci powodów nie mogę wrócić do Kordafy.
Hmm. No cóż, dbaj dobrze o swojego demona, bo niebawem możemy znów go potrzebować. Ten gadatliwy głupiec, Afari, niczego nie lubi bardziej, jak uchodzić za mądrego w oczach innych. Rozpowszechni opowieść o zamordowaniu Amboola, wzbogaconą moimi wzmiankami o udziale królowej w tym zabójstwie. Przepaść między Tanandą a jej notablami poszerzy się, a ja zbiorę profity.
Chichocząc w rzadkim przypływie dobrego humoru, Tuthmes rozlał wino do dwóch srebrnych pucharów i podał jeden chudemu czarownikowi, który przyjął je z milczącym ukłonem. Magnat mówił dalej:
Oczywiście, nikomu nie wspomni o tym, że sam rozpoczął tę intrygę, fałszywie oskarżając Amboola i Aahmesa i to bez mego rozkazu. Nie ma pojęcia, że dzięki twoim magicznym sztuczkom, przyjacielu wiem o tym doskonale. Udaje, że jest oddany mojej sprawie i frakcji, ale sprzedałby nas bez wahania, gdyby uznał, że w ten sposób coś zyska. Ma ambicję poślubić Tanandę i władać Kush jako jej małżonek. Kiedy zostanę królem, będę potrzebował pomocnika bardziej godnego zaufania niż Afari.
Sącząc wino, Tuthmes zastanawiał się głośno: - Od kiedy ostatni król, jej brat, poległ w walce ze Stygijczykami, Tananda z trudem utrzymuje się na tronie, wygrywając jedno stronnictwo przeciw drugiemu. Jednak ma zbyt mało charakteru, by utrzymać władzę w królestwie, którego tradycje nie akceptują kobiecych rządów. Ona jest nieokrzesaną, impulsywną dziewką, której jedyną metodą sprawowania władzy jest zabijanie tego wielmoży, którego w danym momencie najbardziej się obawia, niepokojąc i antagonizując w ten sposób pozostałych. Musisz bacznie obserwować Afariego, Muru. I trzymać swego demona w ryzach. Będziemy go jeszcze potrzebować.
Kiedy Kordafańczyk wyszedł, ponownie schylając głowę w przejściu, Tuthmes wszedł na górę schodami z polerowanego mahoniu. Wyszedł na płaski, oświetlony światłem księżyca dach swojego pałacu.
Przechyliwszy się przez parapet, zobaczył w dole ciche uliczki Wewnętrznego Miasta Meroe. Ujrzał pałace, ogrody i wielki, prostokątny plac, na który w mgnieniu oka z przylegających do niego koszar mogło wyjechać tysiąc czarnych gwardzistów.
Patrząc dalej, widział ogromne, spiżowe wrota Wewnętrznego Miasta, a za nimi Zewnętrzne Miasto. Meroe wznosiło się pośrodku rozległej, trawiastej równiny, która rozpościerała się sporadycznie przecinana pasmem pagórków aż po horyzont. Skraj Zewnętrznego Miasta omywała wąska rzeczka wijąca się wśród pastwisk.
Wysoki, masywny mur otaczający pałace rządzącej kasty oddzielał Miasto Zewnętrzne od Wewnętrznego. Szlachta była potomkami Stygijczyków, którzy przed wiekami przybyli na południe, by stworzyć tu imperium i zmieszać swą błękitną krew z krwią czarnych poddanych. Wewnętrzne Miasto było dobrze zaplanowane, o szerokich ulicach i placach, budynkach z kamienia i wspaniałych ogrodach.
Po drugiej stronie muru stało kłębowisko lepianek Zewnętrznego Miasta. Jego uliczki z reguły wychodziły na nieregularne, ciasne place targowe. Zamieszkiwali je głównie czarni Kuszyci , pierwotni mieszkańcy tej ziemi. W Wewnętrznym Mieście mieszkała tylko kasta rządzących, razem ze swoimi sługami i czarnymi jeźdźcami, będącymi ich gwardią przyboczną.
Tuthmes spojrzał na to morze chat. Na nieregularnych placach płonęły ogniska; na krętych uliczkach migotały pochodnie. Od czasu do czasu dolatywał go urywek pieśni , barbarzyńskie zawodzenie pobrzmiewające gniewem lub żądzą krwi. Tuthmes zadrżał i szczelnie owinął się togą.
Przechodząc przez dach, przystanął na widok człowieka śpiącego pod palmą w sztucznym ogrodzie. Trącony czubkiem buta, mężczyzna obudził się i skoczył na równe nogi.
Nic nie mów ostrzegł go Tuthmes. Stało się. Ambool nie żyje. I nim nadejdzie świt, całe miasto będzie wiedziało, że został zamordowany przez Tanandę.
A ten demon? szepnął tamten, dygocząc.
Jest dobrze zamknięty w swojej celi. Odrzekł lord Tuthmes.
Czekam na opis akcji.
Ilu was idzie, Tranicos polije, nie zdąży wrócić, bo uderzacie tej nocy tak?
Bierzecie jakichś najemników? Druss ma 3 co nie poszli z Tranicosem
I czy prosicie Ageerę, albo kapłanó Seta na usługach Tanandy o pomoc w neutralizacji obcego maga?
Ilu was idzie, Tranicos polije, nie zdąży wrócić, bo uderzacie tej nocy tak?
Bierzecie jakichś najemników? Druss ma 3 co nie poszli z Tranicosem
I czy prosicie Ageerę, albo kapłanó Seta na usługach Tanandy o pomoc w neutralizacji obcego maga?
Ostatnio zmieniony 03 października 2013, 17:24 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ja potrzebuję konkrety, ilu was idzie, kiedy, dzień czy noc. Bierzecie Ageerę, albo jakiegoś kapłana Seta, czy tylko amulety?
Zabieracie jakichś najemników itp. wsparcie?
W końcu kogo chcecie zabić, a kogo pojmać ? Idziecie w miarę zamaskowani? Raczej nie w oficerskich strojach gwardii tak?
Zabieracie jakichś najemników itp. wsparcie?
W końcu kogo chcecie zabić, a kogo pojmać ? Idziecie w miarę zamaskowani? Raczej nie w oficerskich strojach gwardii tak?
Ostatnio zmieniony 03 października 2013, 18:43 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Zorian wyczekał, aż Chen-Shu skończy mówić, po czym zaklaskał w dłonie w dowód uznania.
- Brawo. Nawet nie wiesz, ile istnień uratowałeś, mówiąc nam o tym. Lorda Tuthmesa i jego magika dorwiemy w ich własnym domu, zaś Afariego sam dopadnę - złowieszczy błysk w oku Zoriana nie pozostawiał wątpliwości, że sprawi to wielką przyjemność weteranowi, który powoli odkrywał swoje nowe powołanie.
- Wracając do planu. Proponuję przebrać się i zaatakować w dzień. My wszyscy, plus nasi adiutanci oraz kapłan, by lud nam uwierzył. Wejdziemy do środka jako handlarze - lub dostawcy towarów. Wejście w nocy wiąże się z ryzykiem, że będzie za późno. Co o tym myślicie?
- Brawo. Nawet nie wiesz, ile istnień uratowałeś, mówiąc nam o tym. Lorda Tuthmesa i jego magika dorwiemy w ich własnym domu, zaś Afariego sam dopadnę - złowieszczy błysk w oku Zoriana nie pozostawiał wątpliwości, że sprawi to wielką przyjemność weteranowi, który powoli odkrywał swoje nowe powołanie.
- Wracając do planu. Proponuję przebrać się i zaatakować w dzień. My wszyscy, plus nasi adiutanci oraz kapłan, by lud nam uwierzył. Wejdziemy do środka jako handlarze - lub dostawcy towarów. Wejście w nocy wiąże się z ryzykiem, że będzie za późno. Co o tym myślicie?
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
ChenShu poszedłby w nocy bez ochronnych amuletów i bez informowania kultu Joulaha. Nie wiem czy dla demona to jakaś różnica czy dzień czy noc, a dla nas to może być akurat korzystne. Ageery nie chcę informować, bo kult może całą sytuację wykorzystać dla siebie, nie mam do nich pełnego zaufania. Na razie mogą nam pomagać, a później nas zaatakują jak będą widzieli w tym swój interes. Wtajemniczać też bym nikogo nie chciał, no chyba że kogoś z ekipy księcia. Bo do czarnych nie mam za grosz zaufania, człowiek ich za głupich bierze a tak naprawde to nie wiadomo co im chodzi po głowie.
Łapałbym wszystkich trzech i w lochu przesłuchanie zorganizował. Choć mało prawdopodobne żeby wszyscy w jednym domu byli. Więc najpierw zajmijmy się lordem a później sekretarzem.
Łapałbym wszystkich trzech i w lochu przesłuchanie zorganizował. Choć mało prawdopodobne żeby wszyscy w jednym domu byli. Więc najpierw zajmijmy się lordem a później sekretarzem.
Zastanawiam się czy nie lepiej by było wyciągnąć ich na jakiś neutralny grunt(np. propozycją sojuszu z moim ukochanym pracodawcą albo z kapitanem gwardii królewskiej czy coś w tym stylu), w pałacu mogą mieć spore siły którym możemy nie dać rady jeśli nie użyjemy do ataku sil gwardii. Z kolei jeśli użyjemy gwardii to nie wiem jakim poparciem dysponuje nasz cel, może się okazać że akcją przeciwko niemu doprowadzimy do zamieszek/powstania(chyba że uda się skierować gniew tłuszczy na niego).
Królową bym mimo wszystko poinformował bo szczerze mówiąc nie wiem kim ten cały lord Tuthmes jest(w sensie jego pozycja na dworze itp.). Jeszcze się okaże że my go w kajdanach rzucamy przed tron a królowa z oburzeniem każe go puścić a ściąć nas... . A co do dowodów to liczą się one dla Druss, królowej jak słyszymy wystarczy pokazać potencjalnego zdrajcę a ona już tam zajmie się rozprawą, wyrokiem i egzekucją.
Pomoc kapłanów byłaby przydatna, problem których bo i jedni i drudzy mogą nas teoretycznie zdradzić jako cisi wspólnicy w spisku, czy dla własnego interesu, chyba bym skłaniał się ku kapłanom Seta ale tylko wtedy jeśli królowa będzie o wszystkim wiedzieć.
Tak w sumie myślę że najprostszą droga do celu byłoby szybkie złapanie i przyduszenie naszego "lojalnego" Afaru. Jak już będziemy mieli jego zeznanie to będzie i błogosławieństwo królowej na resztę akcji, nie mówiąc już o potencjalnej możliwości wyciśnięcia z niego informacji przydatnych podczas ataku na pałac Tuthmes/innych jeszcze nie znanych nam spiskowcach . Co wy na to?
Królową bym mimo wszystko poinformował bo szczerze mówiąc nie wiem kim ten cały lord Tuthmes jest(w sensie jego pozycja na dworze itp.). Jeszcze się okaże że my go w kajdanach rzucamy przed tron a królowa z oburzeniem każe go puścić a ściąć nas... . A co do dowodów to liczą się one dla Druss, królowej jak słyszymy wystarczy pokazać potencjalnego zdrajcę a ona już tam zajmie się rozprawą, wyrokiem i egzekucją.
Pomoc kapłanów byłaby przydatna, problem których bo i jedni i drudzy mogą nas teoretycznie zdradzić jako cisi wspólnicy w spisku, czy dla własnego interesu, chyba bym skłaniał się ku kapłanom Seta ale tylko wtedy jeśli królowa będzie o wszystkim wiedzieć.
Tak w sumie myślę że najprostszą droga do celu byłoby szybkie złapanie i przyduszenie naszego "lojalnego" Afaru. Jak już będziemy mieli jego zeznanie to będzie i błogosławieństwo królowej na resztę akcji, nie mówiąc już o potencjalnej możliwości wyciśnięcia z niego informacji przydatnych podczas ataku na pałac Tuthmes/innych jeszcze nie znanych nam spiskowcach . Co wy na to?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ok. Nie naciskam Was, uzgodnijcie tu, albo na PW co i jak, bo każdy ma inną teorię.
Żaden z was nie ma pojęcia o magii, może Chen Shu co nieco, ale tylko teoretycznie.
Jakichś wiarygodnych świadków mieć musicie.
Jeśli atakujecie tego dnia, albo najbliższej nocy, to Tranicosa nie ściągniecie.
Ale jak odłożycie atak to może go ściągniecie, ale jest ryzyko, że będzie za późno. decydujcie.
Kwestia wtajemniczenia królowej? i czy Afariego chcecie dorwać, przed akcją na dom lorda Tuthmesa, czy po tej akcji?
Nadal sytuacja jest bardzo napięta i grozi buntem.
Demonowi wszystko jedno, jaka pora dnia czy nocy, zabijał i w dzień i w nocy.
Żaden z was nie ma pojęcia o magii, może Chen Shu co nieco, ale tylko teoretycznie.
Jakichś wiarygodnych świadków mieć musicie.
Jeśli atakujecie tego dnia, albo najbliższej nocy, to Tranicosa nie ściągniecie.
Ale jak odłożycie atak to może go ściągniecie, ale jest ryzyko, że będzie za późno. decydujcie.
Kwestia wtajemniczenia królowej? i czy Afariego chcecie dorwać, przed akcją na dom lorda Tuthmesa, czy po tej akcji?
Nadal sytuacja jest bardzo napięta i grozi buntem.
Demonowi wszystko jedno, jaka pora dnia czy nocy, zabijał i w dzień i w nocy.
Chcę dorwać Afariego przed akcją. Przyda nam się trochę jego informacji. Dopnijcie ostatnie szczegóły i możemy działać. Podoba mi się pomysł Waylandera, żeby wywabić jakoś ich z tej twierdzy... O! Może posłaniec da im znać, by udali się do pałacu, bo królowa nie żyje? Oni by przszli a my ich HOP! w siatke i do loszków.
Zorian opuścił spotkanie i rozejrzał się za czymś do jedzenia. Nie pójdzie przecież głodny na taką ważną akcję. Po drodze zgarnął Pimpusia, nudzącego się w stróżówce. - Ej Pim... Nabuto. Wiesz gdzie się znajduje Afari? Ściągnij go do mnie, mam dla niego ważne wieści od królowej. Czekam przy moich kwaterach, albo sam niech czeka w jakimś miejscu i przyjdź po mnie. No już, szybko!
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Zorian sprawnie pojmał Afariego, ten nie odmówił prośbie rozmowy przekazanej mu przez Nabuto.
Oficerom gwardii się nie odmawia na jego miejscu.
Oficerom gwardii się nie odmawia na jego miejscu.
Niech Ktoś przejmie dowodzenie akcją, niekoniecznie najwyższy stopniem bo 2 tygodnie plan będziecie ustalali a mnie od jutra od 15 nie ma, wracam w niedzielę po południu.
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
Ok, jak już machina poszła w ruch i Afari wylądował w naszych rękach, to trzeba działać szybko. Sądzę że lord Tuthmes miał kogoś w jego pobliżu kto go śledził i pewnie teraz biegnie z wieścia do swojego mocodowacy. Należy więc atakować dopóki mamy jeszcze przewagę. Zbierzmy oddział, ruszajmy w drogę do posiadłości a w tym czasie niech ktoś przesłuchuje Afariego najlepiej na oczach królowej.