Podkład muzyczny: Nine Inch Nails - The way out is through
http://www.youtube.com/watch?v=V0GOZ9zgLec
Night City; Thu 15/10/2020 0320hrs
Night City nie zasypiało nigdy. Tak zapewne mogłaby pomyćleć Sztuczna Inteligencja kierująca miejskim ruchem w mieście, gdyby tylko skomplikowany algorytm jej świadomości dopuszczał działania nie związane z zadaniem do jakiego została powołana do życia.
Dziesiątki, tysiące czy razczej dziesiątki tysięcy aut poruszało się ulicami metropolii, a SI dostosowywała prędkość pojazdów do panujących warunków i prawnych ograniczeń. Kierowcy klęli na czym świat stoi, bo nie mogli jeździć tak jak chcieli. Komputerowy program odbierał im wolność i nakazywał jazdę w wyznaczonych widełkach prękości. Nie wszyscy...
Satelitarny teleobiektyw skierował swój wzrok na Plazę. Poruszał się po niej Bentley. Dużo szybciej niż ustawowe trzydzieśći pięć mil na godzinę. Mocarza, który nim kierował stać było by zapłacić ubezpieczenie premium, kilkudziesięciokrotnie droższe, ale dające wyłączenie z programu regulacji prędkośći miejskiej.
Kierowca był w świetnym nastroju. Sprzęgnał się z pokładową SI, ustawił tryb super sport i nakazał autu jechać do domu. Auto ochoczo wskoczyło na Plazę i szybko przyśpieszyło do sześćdziesięciu mil na godzinę. Kontrola nad autem została w pełni przekazana automatycznemu pilotowi, a człowiek wyciągnął z kieszeni marynarki cygaro Cohiba Mehike. Cena cygara mogłaby przyprawić o zawrót głowy, ale kierowca miał co świętować.
Jakiś czas temu, do jego rezydencji na Westbrook włamało się kilku cwaniaczków i pod okiem ochrony z Arasaki urządziło dziką imprezę. Straty były dość wysokie, na szczęście polisa ubiezpieczeniowa z Londyńskiego oddziału Lloydsa pokryła wszystko do do centa. Najważniejsze było jednak, że uciepiała reputacja korporacji, która dzierżyła kontrakt na ochronę luksusowej dzielnicy. Specjaliści od public relations Japończyków dwoili się i troili aby wyciągnać firmę z kryzysu, obiecywali surowe ukaranie winnych i bredzili o śledztwie w toku. A Vincent śmiał się, śmiał się do łez. Firma, której prezesował miała przejąć prestiżowe zlecenie.
Bentley skręcił w prawo w High Street. Automatyczna skrzynia zredukowała bieg i bolid przy wtórze sześćset konnego motoru zaczął przyśpieszać.
-
Szybciej! - pomyślał Vincent. Auto posłusznie wykonało rozkaz i wskazówka prędkościomierza zaczeła szybko poruszać się w prawo. Zatrzymała się przy stu dziesięciu milach na godzinę. Bentley wjechał na most Coronado i wyprzedzał wlekące się auta mknąc dwukrotnie szybciej.
Zastanawiał się czy Arasaka naprawdę znajdzie tych typków. On sam, gdyby tylko zechciał, miałby ich na widelcu w czasie krótszym niż komukolwiek mogłoby się wydawać. Ale po co? Żeby ich uściskać i pogratulować świetnej zabawy? Przecież zrobili mu największą przysługę jaką mogli, a on i tak wiedział, kto za tym wszystkim stoi.
W zasadzie mógł sobie sam pogratulować, a nie jakimś punkom. Sam sobie zrobił przysługę. To był jego plan, a wykonawcy spisali się lepiej niż sobie tego życzył. Przez miesiące jego agenci urabiali pewnego, niczego nieświadomego fixera z miasta, podsuwając mu przypadkiem teksty o tym, że jeszcze nikt nie zrobił melanżu na Westbrook. Koleś łyknął zajawkę, jak dziwka Vincenta jego wytrysk. Krawędziarz wyłozył kupę własnej forsy i środków na wszystko. Znalazł jakiś ziomków od całej roboty. No i udało się im. Takiego party Westbrook i miasto nie widziało.
Vincent wrócił z wakacji, w telewizji oburzony rzucał gromami na lewo i prawo, domagając się stanowczych kroków Arasaki i zarzucając konkurencji niemrawość i brak profesjonalizmu. Skuteczna kampania speców Militechu obnażała co i rusz rażące niedociągnięcia Arasaki. I w końcu Westbrook wypowiedziało kontrakt. Teraz było co świętować. Kierowca nakazał zatrzymać się na poboczu mostu. Otworzył drzwi i wysiadł i podszedł do barierki mostu. Z tego miejsca rozlegał się widok na przepiękną w nocy panoramę Night City. Vincent odpali cygaro delektując się mocnym smakiem kubańskiego specjału i patrzył na metropolię.
-
Czy to miasto naprawdę nigdy nie zasypia? - Nawet stąd, z odległości kilku mil od centrum, Night City jarzyło się niczym lunapark. Miliony ludzi, kręciło się w labiryncie miejskiej dżungli niezależnie od pory dnia i nocy. Gdzieś tam w tym tyglu ras i języków, toczyły się życia punków, krawędziarzy, bobrów. Żyli w żyjącym organiźmie nazwanym Night City.
Mocarz stał przy barierce jeszcze przez kilka minut, rozkoszując się aromatem cygara i chłonąc panoramę miasta, która w dzisiejszą bezchmurną noc sprawiała niesamowite wrażenie. W koncu wsiadł do Bentleya i odjechał w stronę przeciwległego krańca mostu. Za kilka godzin miał zacząć się nowy dzień.
To już ostatni post fabularny z mojej strony w tym PBFie. Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, ale proszę też o komentarze, co Wam się nie podobało, albo co mogłoby być zrobione lepiej. Tylko tak będę mógł się uczyć.
Do komentowania zachęcam wszystkich, nie tylko tych, którzy czynnie brali udział w PBfie. Może ktoś czytał sesję na bieżąco i ma jakieś uwagi. Każda opinia jest na wagę złota.