Słowa Kai'a trafiły w pustkę. Samurajowie spoglądali po sobie. wreszcie Eiya rzekł przyciszonym głosem:
Zaiste, być może wiodą nas w pułapkę mój rozważny bratanku. Jeśli jednak chcą nas podle zdradzić, hańba okryje ich czyny, nie nasze. Nawet jeśli czeka nas tam śmierć, serca nasze pozostaną honorowe.
Honor , tradycja, odwaga - stanowiły siłę i ducha klanu Lwa, choć nie zawsze szły w parze z rozsądkiem. Niemniej jednak przełknąwszy cięzko gromadzącą się nadmiernie w ustach ślinę Kai musiał pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Pięciu samurajó wkroczyło na wąską ścieżkę. Przewodził im osobiście Haruto, najwyraźniej nie obawiając się odwrócić tyłem do obcych.
Kręta, wąska ściezka biegła głęboko pod ziemię, wijąc się i plącząc. Wkrótce samurajowie stracili rozeznanie, jak głęboko się znajdują i w jakim podążają kierunku. Kai kilkakrotnie odwrócił się i przysiąc mógłby, że korytarz nie był tym samym, którym przed momentem maszerował.
Po kilkunastu minutach podróżnicy dotarli do wielkiej, podziemnej groty. U przeciwnego jej końca pełniło strać dwóch kuroibanów, nieruchomych niczym posągi.
Posągi mnichów.
Naganori rozpoznał w nich sylwetki niezwykle podobne posągom, jakie widział w Haikyo no Hiruma. Jeden z nich szczególnie przywodził na myśl zmarłego tamże Togashi Mitsu. Hida wpatrywał się weń długo, aż za jego wzrokiem podążyli jego towarzysze.
Yogo Haruto pozwolił zgromadzonym zachować milczenie, oczekując aż ich uwaga skieruje się ku niemu. Gdy samurajowie uraczyli czasu, gestem ręki wskazał na ziemię, na której sam zasiadł.
To miejsce święte, spocznijcie.
Jam jest Yogo Haruto, jak rzekłem wcześniej. Powinnością mego rodu nadaną przez samego cesarza jest strzec Zguby Fu Lenga. Zapytuję Was zatem jakież są Wasze imiona i powinności Waszych rodów i Klanów?
Proste pytanie, jako wstęp do dość istotnych kwestii.