PBF - Czarne Królestwa

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 02 listopada 2013, 05:30

No to jak tak to wracajmy. Przeczekamy do świtu, wypoczniemy, przeprowadzimy zwiad i ocenimy zdobycz. A rano możemy spróbować ponownych negocjacji jeśli tak będzie chciał Zorian. Teraz już z trochę lepszej pozycji.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 02 listopada 2013, 20:39

Zgadam się z Avnarem, lepiej zawrócić(ale pozostawiłbym kilkunastu zwiadowców do obserwacji wroga żeby czegoś nie wywinęli) i dać ludziom odpocząć, przegrupować się i ewentualnie rano podjąć pościg w celu negocjacji albo dobicia(oczywiście wystawimy silne straże, zalewanie się w trupa z okazji zwycięstwa też byłoby delikatnie mówiąc "niewskazane". A zapomniałbym to dość ryzykowne może być ale może dobrym pomysłem byłoby wysłanie kilku zwiadowców za ich oddział, żeby wyłapali ewentualnych posłańców wysłanych w celu zawezwania posiłków/powiadomienia dowódców o "niesprowokowanej napaści". Wiem że mogli już wysłać ich dawno ale możliwe że w ogólnym zamieszaniu o tym zapomnieli, a jeśli tak i uda się ich wyłapać, może to być Bardzo istotne, szczególnie jeśli będziemy zdecydowani ich wybić do ostatniego/wziąć w niewole.
Druss może iść na ten daleki patrol(choć trzeba przyznać że skradanie się, tropienie itd to nie są jego najsilniejsze strony;)) żeby w grupie była co najmniej jedna postać z drużyny, jeśli tak by było to przypomni na osobności Zorianowi żeby nie zapomniał zabezpieczyć i przeszukać dokładnie namiotów dowódcy i kapłanów w poszukiwaniu informacji(choć nie powiem skrzynia ze Stygijskim żołdem też byłaby miłym bonusem;)). A i tak na koniec żeby Vanko nie pomyślał sobie że Cymmeryjczyk nie przejął się jego losem kiedy ten był pojmany:


Druss jeździł wśród kawalerzystów, zagrzewając ich do dalszego wysiłku, niepewien jeszcze czy Zorian ma zamiar kontynuować pościg za wrogami czy jednak zerwie kontakt:

- Paczcie jak te Stygijskie tchórze wieją chłopcy! Jeszcze trochę a zatrzymają się dopiero w samej Stygii, tak trzymać! - Jak zwykle zapomniał się że nie zna tutejszego języka i plótł jak połamany mieszanką Cymmeryjskiego i Aquloińskiego, ale energiczne machanie toporem w kierunku wroga i użycie jednego słowa z szerokiej gamy zwrotów w języku Kushytów(było ich pewnie z całe dziesięć jak na razie) które znał czyli "tchórz" wydawało się mieć pozytywny wpływ na morale, a przynajmniej miał taką nadzieje.

W pewnym momencie z mroku wyłonił się przednim Vanko jadący podobnie jak on na zdobytym w trakcie walki wierzchowcu, dotąd widział Zamorianina może z raz od jego złapania i to tylko przelotnie w trakcie krwawej masakry w jaka przerodziła się bitwa o obóz Stygijczyków. Teraz po raz pierwszy miał okazje na spokojnie choć szybko odezwać się do jednego z kompanów:

- Miło widzieć że nadal jesteś z nami Kapitanie - Barbarzyńca uśmiechnął się szelmowsko- Miałem nadzieje że uda się nam przybyć na czas, bo oglądanie, a co najważniejsze słuchanie Twojego ukrzyżowania mogło by doprowadzić człowieka do wyciągnięcia kulasów, nie cierpię takiego "cienkiego śpiewania".

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 03 listopada 2013, 00:11

Zawróciliście do obozu.
Rano się dowiecie od zwiadowców, że rozbici Stygijczycy ruszyli ku stygijskiej granicy w przeciwnym kierunku niż wy zmierzacie.
Wy obecnie na wschód, ono na północny zachód.
Ścigając ich możecie nie zdążyć z odsieczą dla księcia Unguriusa.

Ludzie opatrzeni, mało kto spał po bitwie.
Rannych macie ponad 20, mogą pojechać na zdobycznych wozach.

Co robicie?
Ostatnio zmieniony 03 listopada 2013, 16:47 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 03 listopada 2013, 05:31

Zorian niech wygłosi mowę, pół dnia odpoczynku i w drogę.

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 03 listopada 2013, 13:09

- Dwóch ochotników, do mnie! - zawołał Tranicos. Gdy ci podeszli, powiedział:
- Mam dla was ważne i niebezpieczne zadanie - widząc przestraszone miny, dodał z uśmiechem - Oczywiście antałek gorzałki i premia zależna od przyniesionych wiadomości was nie miną. Potrzebuję kogoś kto przez najbliższe dwa dni popilnuje Stygijczyków. Po tych dwóch dniach, lub jeżeli nastąpi któraś z okoliczności jakie zaraz wymienię, zaczniecie gonić nasze wojska, jako że najdalej jutro wyruszamy. Potem dotrzecie do mnie i złożycie raport. Wracacie przed czasem tylko jeżeli Stygijczycy ruszą lub jeden z was zginie. Przebierzcie się w stygijskie mundury i zdejmijcie je gdy będziecie wracać. Jeżeli powiecie jakiemuś strażnikowi hasło "Argo", natychmiast doprowadzi was do mnie. Zrozumiano?
Oczywiście przekazuję wszystkim patrolom hasło.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 04 listopada 2013, 09:26

Cymeryjczyk był w swoim żywiole. Jego topór siał krwawą pożogę w zastępach Stygijczyków. Vanko najpierw usłyszał okrzyki przerażenia przemieszane z bitewnym nawoływaniem Drussa, zobaczył go dopiero w chwilę później, gdy niespodziewanie wokół zrobiło się pusto. Dosiadł zdobycznego wierzchowca i z zaskakującą dozą niewytłumaczalnej dlań przyjemności ruszyła na spotkanie osiłka.

- Miło widzieć że nadal jesteś z nami Kapitanie - Barbarzyńca uśmiechnął się szelmowsko- Miałem nadzieje że uda się nam przybyć na czas, bo oglądanie, a co najważniejsze słuchanie Twojego ukrzyżowania mogło by doprowadzić człowieka do wyciągnięcia kulasów, nie cierpię takiego "cienkiego śpiewania".

I ja cieszę się widząc, żeś w jednym kawałku, wszak mogli ci odciąć dłoń, lub przerąbać kolano, albo inny ważny organ. Niechybnie jednak w swej głupocie mierzyli w Twój czerep.

Vanko uśmiechnął się szeroko, widząc narastającą na twarzy Cymeryjczyka purpurę.

Zaiste masz jednak rację olbrzymie. Bez Waszej pomocy być może wciąż tkwiłbym wśród tych psubratów i śpiewał niczym znudzona dziwka narzekając na nudę. Te tchórzliwe psy walczyły bez honoru.

Rozglądając się po pobojowisku zamorianin krzyknął ku Kuszytom w ich mowie:

Szukajcie ciał dwóch Setytów, jacy nam towarzyszyli! Plugawymi zdrajcami ojczyzny okazali się!

Widząc podejrzliwe spojrzenie barbarzyńcy, który zastanawiał się pewnie, czy Vanko nie kpi z niego w owym języku, zamorianin wyjaśnił dodając:

"... Thutmekri i Alathaios przeszli na stronę wroga, groźni to przeciwnicy, a ich wiedza wielce nam nie sprzyja. Należałoby się zemścić, lecz czas nas nagli. Nagrodę za ich głowy- jeśli jakowyś przeżył- wyznaczmy. Co się zaś jeszcze głów tyczy..."

[center]***[/center]

Nieco później, gdy zebrali się wszyscy, Vanko podziękowawszy za zdecydowanie działanie armii zasugerował Zorianowi:

Dwudziestu ludzi wraz z rannymi pozostawmy, niech zajmą się nimi i odeskortują ich do Meroe. Nieprzydatni wszak będą w następnym starciu, a jedynie opóźnią marsz wojska.
Pierwej jednak niech ta dwudziestka łby poległych stygijskich psów na pale na owym wzgórzu powbija. Jak się jakowyś jeszcze stygijski porucznik na te ziemie zapędzi, srogo mu się przyodziewek umoczy nim krok więcej w stronę Meroe wykona.

Obu Setytów trzeba zabić, jeśli przeżyli. Wyślemy tam ochotników- skrytobójców (oczywiście sowicie ich wynagrodzimy).
Pale ustawić na wzgózu i wzdłuż granicy, rannych odesłać.
Łupy (jeśli się nam stygijski żołd trafił, to doskonale) podzielić sprawiedliwie.
Żywność zdobyczną zabrać, a jeśli za dużo tego i spowalniałoby marsz to zostawiamy z oddziałem dając im konkretne wytyczne- gdyby dostrzegli nieprzeliczonego wroga mają żywność spalić, rannych dobić i wycofać się do Meroe. Kilka wozów zostawiamy by mogli oni transportować rannych i ów nadmiar żywności, w końcu lud Meroe głoduje.
Ostatnio zmieniony 04 listopada 2013, 09:32 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 04 listopada 2013, 09:47

Tranicos wysłał dwóch ochotników śladami Stygijczyków.
Imię Tranicosa stało się głośne, po tym jak oddała swoją część łupów żołnierzom jak obiecał.

Rano dokonano podziału łupów.
Część z rannymi Vanko chciał odesłąc do Meroe, pułkownik Zorian nie zdecydował.
Co do pali i głów stygijskich wzdłuż granicy, decyzję mieli podjąć także inni oficerowie.
Wojsko przezbrajacie?, czekam na opinie innych co do pomysłów Vanko, będzie decyzja wasz zostanie wykonana.
Kwestia przezbrojenia wojska, odesłania rannych, sztandarów, głów stygijczyków na palach i skrytobójców. Co dalej?

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 04 listopada 2013, 18:36

Jestem za tym żeby odesłać rannych, te łupy których nie jesteśmy w stanie zabrać ze sobą bez opóźniania marszu itd.(z resztą można odesłać wszystko po za zdobytą żywnością, potrzebnym sprzętem bo po drodze może czekać nas jeszcze sporo łupów do zdobycia a wtedy może być już trudniej je odsyłać) Pytaniem jest gdzie je odsyłam, bo może w okolicy jest jakaś osada/miasto/zamek do którego byłoby szybciej/łatwiej/bezpieczniej dotrzeć naszym ludziom.
Czy znaleźliśmy jakieś Stygijskie dokumenty, korespondencje itp.?
Czy po drodze nie będziemy mijać osady w której rezyduje jakiś miejscowy gubernator(ewentualnie jeśli nie jest dokładnie po drodze to sądzę że jednodniowy wypad konno po info też byłby akceptowalny) od którego moglibyśmy uzyskać informacje i ostrzec go że Stygijczycy grasują po okolicy(ewentualnie zwykła większa osada bez gubernatora itp też była by wystarczająca). Co do zmiany ekwipunku to jestem za, tylko trzeba się upewnić że nasi ludzie będą potrafić się nim posługiwać np. ktoś kto dobrze walczy włócznią nie koniecznie musi być tak samo dobry z długim mieczem. Z pancerzami wydaje mi się że powinny być mniejsze problemy ale też mogą się zdarzyć. Jeśli z przejściem na lepsze łuki nie będzie problemu to na pewno przezbroiłbym najlepszych łuczników w zdobyte na wrogu łuki w pierwszej kolejności.
Co do wbijania głów na pal to Druss się nie sprzeciwia, ale sam wolałby zająć się pochowaniem zabitych towarzyszy z honorem i z poszanowaniem ich zwyczajów. Jeśli jacyś żołnierze szczególnie się wyróżnili w walce to trzeba by ich odpowiednio wynagrodzić(promocje, nagrody zarówno w żołdzie jak i dostępie do lepszego ekwipunku w pierwszej kolejności) tak samo trzeba się upewnić że ewentualne przewiny zostaną należycie ukarane(podług zwyczajów armii Kush).

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 04 listopada 2013, 22:25

Zorian po wylewnym przywitaniu z Vanko i jednym tryumfalnym kubku wina zebrał wszystkich, niezajmujących się rannymi, żołnierzy.

- Walka była trudna. Ale opłaciło się! Stygijskie psy, tchórze! Jak zaznaczył kapitan Druss - uciekły do swej stygijskiej budy! Zostawiając nam swój sprzęt! Zaś Kapitan Vanko zdołał uciec z zamęcie bitewnym! Z pewnością nie ominie was nagroda, ale to dopiero początek naszych zmagań. Nie możemy zapominać o naszej misji! Książę Ungurius czeka na nasze wsparcie. To zaledwie była rozgrzewka. Za to wiem, że mam do czynienia z wojownikami z krwi i kości! O ognistych sercach, porządnych uderzeniach i płomiennej waleczności!!! Chwała! - pułkownik wzniósł broń, ale szybko ją opuścił, gdyż zmęczone i nadwyrężone ramie powoli odmawiało posłuszeństwa.

- Wszyscy jesteśmy zmęczeni, a więc szybko wydam rozkazy. Zdobytą broń rozdzielą wasi oficerowie, tak, by każdy dostał nowy, zdobyczny sprzęt, jeżeli jest lepszy od starego. Ranni oraz dziesięciu innych ludzi oddelegujemy do Merore. Przydadzą się nam w pełni sił. Oficerowie również rozdadzą zdobycze według zasług. Odpocznijcie dwie godziny i ruszamy dalej, a kolejny odpoczynek w południe. Wykonać! - dodał, siadając na ziemi.
Odpoczywam półtorej godziny, potem idę skontrolować wykonywanie rozkazów. Powyższe propozycje bardzo mi się podobają: odsyłamy rannych plus paru ludzi do eskorty i pomocy (10 żołnierzy). Łupy dzielimy według zasług. Ruszamy po dwóch godzinach, a w południe zatrzymamy się na dłużej, by wypocząć.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 05 listopada 2013, 16:00

Korespondencji żadnej nie było.
Broń rozdzielona.
Przypomnijcie przed kolejną bitwą bym poprawił wam wartość bojową wojska za lepszy sprzęt i morale wysokie po walce ze Stygijczykami.
Ranni i sztandary odesłane do Meroe.
Osady po drodze były puste, ludzie tu zawsze zwiewają jak idzie wojsko. Łowcy niewolników ich tego nauczyli...
Na granicy są stygijskie głowy jako ostrzeżenie na palach, albo włóczniach, sępy mają ucztę.
1 dzień przed obozem księcia.
Wrócili zwiadowcy wysłani przez Tranicosa, Stygijczycy się wycofali za swoją granicę.

Tranicos na zwiadzie znalazł duże ognisko, a w nim ludzkie szczątki, uczta ludożerców.
Co robicie?

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 05 listopada 2013, 19:53

Tranicosowi coś nie dawało spokoju. Wszystko szło zbyt łatwo. Wolnemu duchowi przeszkadzała nuda. Atmosfera była tak zgęstniała, że prawdopodobnie mogłaby zatrzymać strzałę wystrzeloną z łuku. Pogranicznik przywołał do siebie adiutanta i powiedział:
- Podwoić czujki. Jeżeli będą jacyś ochotnicy, wyślij ich na płytki zwiad poza obóz, nie dalej niż godzina jazdy stąd. Jeżeli coś zobaczą, do mnie. Hasło to samo.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 05 listopada 2013, 22:56

zwiad jest jak najlepszym pomysłem, tylko że proponowałbym wysłać takie grupy we wszystkich kierunkach i po sprawdzeniu terenu w promieniu tej jednej mili zorganizowałbym jakiś dalszy zwiad, tak na co najmniej pół dnia jazdy konnej od naszych sił głównych. Czy Zorian zgadza się na taką akcje? Siły nie musiały by być duże, powiedzmy trzy grupy po pięciu dobrych zwiadowców konno. Dobrze by było żeby nawiązali jakieś kontakty z miejscowymi(sądzę że pięciu konnych bać się nie będą).

EDIT: Czy kapłani nie mogli by nam zapewnić jakiegoś zwiadu powietrznego? Nie pogniewałbym się gdyby opętali jakiegoś orła/sokoła/sępa i przyjrzeli się okolicy.

Rozumiem że zbliżamy się do stolicy księcia tak? a czy po drodze nie powinniśmy natknąć się na jakieś strażnice itp. w których moglibyśmy uzyskać jakieś informacje? Co do znalezionych szczątków to jak nasi ludzie na to zareagowali? Kanibale w okolicy to dla nich nowość czy raczej smutna codzienność?

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 06 listopada 2013, 06:08

ChenShu odpoczynek spędził śpiąc a gdy obóz zaczął się wybudzać i przygotowywać do marszu, poświęcił jeszcze chwilę na krótką modlitwę do przodków i medytację. Bitwa ze Stygijczykami skończyła się dużym sukcesem, lecz tak naprawdę czuł że podrażnili lwa. Królowa nie będzie zadowolona z tego że skłócili ją ze swym sąsiadem, więc chyba nie mają już po co wracać do Meroe. Chyba że uda się kapłanom Joullaha wykorzystać tę sytuację i przejąć większość wpływów które do tej pory spoczywały w rękach Sethytów. Ich zdrada znowu naruszyła chwiejną równowagę sprzed kilku dni. Gdy powracający ranni rozniosą wieści o bitwie oraz jej okolicznościach, lud znowu się wzburzy i królowa stanie przed trudnym wyborem. Pewnie Agehera wykorzysta to dla siebie i dobrze byłoby chyba mu w tym pomóc. Dlatego też ChenShu ruszył do kapłanów Joullaha, zdecydowany przeprowadzić rozmowę z nimi aby im to uświadomić. Możliwe że sami już się domyślili reperkusji, ale dobrze będzie dla nich żeby wiedzieli, że ChenShu i pozostali są z nimi. To dobrze wpłynie na ich morale i chęć udzielania im pomocy. Oprócz tego zwycięska armia powracająca do stolicy z kapłanami Joullaha jako tymi którzy przyczynili się do jej zwycięstwa może być decydującym elementem w rozgrywce o wpływy.
ChenShu oddaje większość swych łupów rodzinom zabitych i rannym. Walczyli dzielnie, spełnili swój obowiązek i w większości robili to dla swych dzieci i żon zostawionych w Meroe. Teraz gdy ich zabrakło, czeka ich rodziny ubóstwo, więc wsparcie tego typu może zdecydować o ich losie na kilka następnych lat. Oprócz tego morale wojska które wie że ich rodziny nie zostaną zapomniane, może znowu wzrosnąć. Dlatego też informuje wyraźnie powracający odział i jego dowódcę, że Zorian na co przeznaczył te łupy, licząc na to że plotka się szeroko rozejdzie po obozie. Sugerował wręcz aby pieniędzmi tymi zajął się jakiś zaufany kupiec, który mógłby je pomnażać i wypłacać stałe pensje żonom zabitych.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 06 listopada 2013, 09:03

Od momentu pojmania Vanka nie opuszczało poddenerwowanie. Mimo początkowego entuzjazmu z tytułu wygranej bitwy niewiedza na temat losu kapłanów i fakt, że Neheb przeżył nie dawały mu spokoju. Nie lubił zostawiać wrogów przy zyciu, a za takich uznawał obecnie Neheba i obu Settytów. Mogli oni i z pewnością będą chcieli mu zaszkodzić. W obecnej sytuacji opłacalnym wydawało mu się wspieranie kultu Jullaha i jego wpływów w Meroe. Kult Setha był jednak powiązany z arystokracją, choć...

"...może uda się upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.."- pomyślał zamorianin uśmiechając się do siebie.
W obozie wielu jest wprawnych wojowników, których ucieszą uzyskane łąski, gdy trzeba będzie "wymienić" arystokrację w Meroe. Pomagając im zdobyć tytuły zyska ich przychylność. Nadto ci bardziej wojownicy niż wichrzyciele będą łatwiejsi do kontrolowania niż przebiegłę settyckie węże.

Vanko uśmiechnął się szerzej dolewając sobie wina.
MG- czy moi najemnicy przeżyli bitwę?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 06 listopada 2013, 10:55

Przekazanie przez kolejnego oficera, tym razem Chen Shu łupów dla rodzin zabitych, wywołało zdziwienie i radość wśród rannych i eskorty oraz reszty wojska.
Kapłani Jullaha, napisali list do Ageery i wysłali jednego swego wojownika z ochrony z wozami jakie powiozą rannych do Meroe.

Rozesłano zwiadowców zgodnie z pomysłami Tranicosa i Drussa.
Vanko stracił jednego z 3 ochroniarzy, ale pił z pozostałymi, knując swe intrygi.

Ziemie księcia Unguriusa, podlegają wpływom i Kush i Króleestwa Tombalku. Bardziej tego drugiego nawet.
Na ziemie te napadły liczne bandy ludożerców z sąsiedniego Darfaru, co jest dziwne bo ini łąpią ofiary u siebie.
Rzadko atakując ziemie tak dobrze chronione, jak ziemie księcia.

ODPOWIEDZ