Piwnica kamienicy kupieckiej, noc, 38 dzień kepon-ranu
Balin szybko poderwał się na nogi i pomógł Barthurowi odsunąć przyciskającą go ścianę. Bazookh stał ściskając rękojeść koplesza. Wróżbita ruszył w stronę stojącej na schodach latarni.
Nieumarły nie reagując na żywych nadal uderzał w kamienną skrzynię młotem.
Widząc to Huskun podszedł cichutko do wejścia do pomieszczenia i zlustrował je wzrokiem. Pomieszczenia mierzyło mniej więcej czterdzieści na osiemdziesiąt goblinich kroków. Goblin wyglądał w połowie dłuższej ściany. Na prawej, ,krótszej, ścianie znajdował się otwór wejściowy, z którego wysypywały się zwały gruzu. Przejście było całkowicie zablokowane. Prócz stojących przy ścianach kamiennych ław, kilku rzeźb, tronów i sarkofagu, w pomieszczeniu nie było nic ciekawego.
Młody goblin zmarszczył nos licząc na odnalezienie skrzyń pełnych skarbów. Nie tracił jednak nadziei i przyjrzał się ciałom siedzącym na tronach. Na ich wyschniętych palcach dostrzegł pierścienie, a na napierśnikach zbroi zwisały naszyjniki.
Mimo, że pokrywała je gruba warstwa kurzu Huskun był niemal pewny, że wykonane są ze szlachetnych metali w których osadzone są różnokolorowe błyszczące kamyki.
W tymże czasie koło, ostrożnie stąpającego goblina, który dbał o to, aby nie przekroczyć wejścia, przemknął śmiejący się Goblin.
Drayaharus wbiegł do pomieszczenia i opowiedział pocieszny dla każdego dewianta dowcip.
Przez chwilę nic się nie działo.
Nagle młociarz przerwał swoją pracę.
Zapanowała grobowa cisza. Jedno, drugie, trzecie i czwarte uderzenie serca...
Drayaharus poczuł dziwne uczucie, jakby coś obleśnego, śliskiego i zimnego dotknęło go lub pogłaskało. Tylko, że nie ciało, a umysł. Po chwili pozostali Nieulękli doświadczyli tego samego.
Obstukany młotem sarkofak zadrgał, a gdzieś z jego środka dobiegło nieludzkie, na wskroś złe i wściekłe wycie. Nie trwało to jednak długo, a wycie umilkło, zastąpione skrzypieniem zdawana nieużywanych stawów.
Martwi zaczęli wstawać.
Ok, Drayaharus rzuca śliskość, a co robią pozostali?