PBF - Łącznik z południa
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Grog przyjechał tu razem z Rauthem i wie tyle samo, albo i jeszcze mniej o mieście od kupca.
Jest osobna umiejętność Jeździectwo i osobna Powożenie. Maciej ma Jeździectwo, postać Aravena Powożenie. Każdy z Was umie jeździć konno i powozić wozem, tyle, że ten kto ma umiejkę, robi to profesjonalnie i w przypadku różnych krytycznych sytuacji poradzi sobie lepiej.
Jest osobna umiejętność Jeździectwo i osobna Powożenie. Maciej ma Jeździectwo, postać Aravena Powożenie. Każdy z Was umie jeździć konno i powozić wozem, tyle, że ten kto ma umiejkę, robi to profesjonalnie i w przypadku różnych krytycznych sytuacji poradzi sobie lepiej.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zarzecze, Skład Cordillo; Gorim 21 ketash 606 OR, Południe
Nie minęło wiele czasu, gdy Podolski podjechał pod skład pożyczonym za kilka srebrników wozem, zaprzężonym w małą, acz silną, gniadą klacz. Kilku agentów szybko wyniosło z wnętrza magazynu słusznych rozmarów drewniane pudło i ostrożnie ułożyło na nieresorowanej skrzyni ładunkowej wozu. Meżczyźni odsapnęli otrzepując dłonie. Zawartość skrzyni była nadspodziewanie ciężka Tylko Jaques nie wyglądał na zmęczonego. Nie dziwota, bo alchemik, udający na co dzień cieślę, nawet nie dotknął się śmierdzącej rzecznymi rybami skrzyni. Wszyscy wskoczyli na wóz rozsiadając się, gdzie tylko się dało. Ivan potrząsnał wodzami, Nawykły do wysiłku koń ruszył się z miejsca. Łowca skierował zaprzęg w stronę Wielkiego Mostu. Podolski odwrócił się do swoich kompanów:
- Mus będzie "kolne" na moście popłacić. Ja już wynajem zapłacił złocisza, to teraz wy z kiesek wytrząsajcie dutki. A tak w ogóle, to gdzie mam jechać?
Nie minęło wiele czasu, gdy Podolski podjechał pod skład pożyczonym za kilka srebrników wozem, zaprzężonym w małą, acz silną, gniadą klacz. Kilku agentów szybko wyniosło z wnętrza magazynu słusznych rozmarów drewniane pudło i ostrożnie ułożyło na nieresorowanej skrzyni ładunkowej wozu. Meżczyźni odsapnęli otrzepując dłonie. Zawartość skrzyni była nadspodziewanie ciężka Tylko Jaques nie wyglądał na zmęczonego. Nie dziwota, bo alchemik, udający na co dzień cieślę, nawet nie dotknął się śmierdzącej rzecznymi rybami skrzyni. Wszyscy wskoczyli na wóz rozsiadając się, gdzie tylko się dało. Ivan potrząsnał wodzami, Nawykły do wysiłku koń ruszył się z miejsca. Łowca skierował zaprzęg w stronę Wielkiego Mostu. Podolski odwrócił się do swoich kompanów:
- Mus będzie "kolne" na moście popłacić. Ja już wynajem zapłacił złocisza, to teraz wy z kiesek wytrząsajcie dutki. A tak w ogóle, to gdzie mam jechać?
Pozostaje Wam zapłacić myto w postaci opłaty za każde koło wozu (stąd też wiele wozów w Merywynie to dwukólkowe bryczki), ale Wasz jest cięższy, dwuosiowy. Cała wyprawa będzie was kosztować sztukę złota. Pytanie tylko dokąd jedziecie z tajemniczą skrzynką?
Zakupiłbym flaszeczkę dla naszego śpiocha(można założyć że zdobiliśmy to w czasie wynajmowania wozu, żeby nie tracić teraz czasu dodatkowo?), zapłacę za myto. Wydaje mi się że dobrzy byłoby wrócić inną bramą nawet jeśli oznaczało by to dodatkową opłatę. Co do kierunku wywózki to proponowałbym pod najbliższy las/zagajnik przy którym nie ma bardzo blisko domów. zatrzymać się w jakimś zasłoniętym miejscu, pokręcić się chwile po okolicy żeby się upewnić że nikt nas nie obserwuje a po tym wyciągnąć delikwenta i wynieść w las, najlepiej w pobliże jakiś domów koło z których ludzie nie mogli widzieć naszego przyjazdu(żeby jak się obudzi i pójdzie do najbliższego obejścia ludzie nie skojarzyli go z naszą wesołą wycieczką).
Mistrzu, deklarowałem, że wracam do swojej kwatery. W związku z tym jestem z resztą agentów, czy w "domu"?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Merywyn to warowne miasto, dokładnie opasane wysokimi ufortyfikowanymi murami. Próba wywózki delikwenta na zewnątrz to proszenie się o kłopoty, bo ryzyko skontrolowania nas przez BARDZO silne straże na bramach jest gigantyczne. Sądzę też, że dużym ryzykiem obarczona jest próba przejechania którymkolwiek z mostów na przeciwną stronę Czarnej Rzeki, tam też najpewniej stoją mocne straże. Proponuję nie bawić się w zbyt dalekie eskapady, tylko przewieźć więźnia kilka ulic dalej i wywalić kwadrans później w jakimś zaułku.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nie wiedziałem, że wyszliśmy poza miejskie mury. Skoro tak, wywieźmy go gdzieś w krzaki i wracajmy do miasta. Zresztą mówiąc szczerze, wolałbym drania utopić w rzece - honor honorem, ale gość musi mieć nieczyste sumienie, jeśli wiedział cokolwiek o podwójnym agencie Khadoru. Żeby nas ta wyrozumiałość nie kosztowała potem zbyt wiele!
Ale rozkaz rozkazem, więc do skrzyni drania i wio. Falko będzie się trzymał w pewnej odległości od wozu, asekurując kompanów z dystansu.
Ale rozkaz rozkazem, więc do skrzyni drania i wio. Falko będzie się trzymał w pewnej odległości od wozu, asekurując kompanów z dystansu.
Można udusić a potem utopić. Chociaż Banderasowi najbardziej podoba się opcja ze skręceniem delikwentowi karku, wlania wódy do gardła i zrzucenia ze schodów, pozorując wypadek.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Honor królewskiego oficera to jedno, ale życie od ponad roku w okupowanym przez nieprzyjaciela mieście wymusza pewne poczynania odbiegające daleko od wyznawanych dotąd przez Falka norm. Jeśli sztylet i garota mogą nam zapewnić bezpieczeństwo, może przyjdzie czas, aby po nie sięgnąć, ale jeszcze nie teraz - nie zaczynajmy nowej misji od jawnej niesubordynacji. Zresztą może CSR ma wobec tego gościa jakieś dodatkowe plany?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zarzecze; Gorim 21 ketash 606 OR, Południe
Wóz jechał traktem przez dobre dwa kwadranse, mijając najpierw hektary ziemnych fortyfikacji,najpierw tych, wykopanych przez llaelską armię, potem tych stworoznych przez armię Khadoru podczas oblężenia. Potem wjechali w przetrzebiony wojennymi działaniami las, który w końcu jednak zamienił się w niemal dziewicze zagajniki, przecinane pasmami pól i łąk.
Ivan cmoknął do klaczy i lejcami zmusił wóz do skrętu w ledwie widoczny leśny dukt. Kilka minut później, upewniwszy się, że w okolicy nie ma nikogo, skrzynia z wozu została ściągnięta. Jaques zręcznie odbił ćwieki, blokujące wieko pudła. Dennison i Lewis sięgnęli po wciąż jeszcze śpiącego szpicla, który po przejażdżce lekko zbladł na twarzy.
- Co tam? Duszno Ci w trumnie było bratku? - Spytał z uśmiechem Podolski. Oczywiście nie dosłyszał żadnej odpowiedzi, poza rechotem Kendrika. Do towarzyszy dołączył Tardiri, do tej pory dyskretnie obchodzącego okoliczne krzaki w poszukiwaniu ewentualnych niepotrzebnych świadków. Ku jego zadowoleniu w leśnej głuszy nie było nikogo. Magianik podszedł do Lewisa i Dennisona, ni to pytając ni stwierdzając?
- To może niech legnie tam pod drzewem?
Chwilę później spiacy siedział już w korzeniach sporego buku opierając głowę o brązową korę pnia. Jaques sięgnał pod połę płaszcza i wyciągnął słusznych rozmiarów piersiówkę:
- Szkoda takiej gorzałki na take ścierwo, ale niech juz będzie moja strata. - Alchemik podszedł do ciężko dychającego w śnie szpicla w zamiarze wlania w niego niewielkiej ilości bimbru. Gdy tylko zbliżył rekę trzymającą metalową butelczynę stało się coś czego się nikt się nie spodziewał. Z kącika ust szpicla pociekła cienutka, prawie czarna strużka krwi. Jaques zaciekawiony zbliżył się jeszcze bardziej, aby przyjrzeć się lepiej. I wtedy spiący nagle zwymiotował krwistoczerowną breją wprost na płaszcz llaelskiego alchemika, zaraz potem nieruchomiejąc kompletnie.
- Kurewski parch...! - zaklął szlachcic przecierając wymiociny ze swojego płaszcza. Amistead sprawdził puls donosicila:
- Zdechł pies...
Wóz jechał traktem przez dobre dwa kwadranse, mijając najpierw hektary ziemnych fortyfikacji,najpierw tych, wykopanych przez llaelską armię, potem tych stworoznych przez armię Khadoru podczas oblężenia. Potem wjechali w przetrzebiony wojennymi działaniami las, który w końcu jednak zamienił się w niemal dziewicze zagajniki, przecinane pasmami pól i łąk.
Ivan cmoknął do klaczy i lejcami zmusił wóz do skrętu w ledwie widoczny leśny dukt. Kilka minut później, upewniwszy się, że w okolicy nie ma nikogo, skrzynia z wozu została ściągnięta. Jaques zręcznie odbił ćwieki, blokujące wieko pudła. Dennison i Lewis sięgnęli po wciąż jeszcze śpiącego szpicla, który po przejażdżce lekko zbladł na twarzy.
- Co tam? Duszno Ci w trumnie było bratku? - Spytał z uśmiechem Podolski. Oczywiście nie dosłyszał żadnej odpowiedzi, poza rechotem Kendrika. Do towarzyszy dołączył Tardiri, do tej pory dyskretnie obchodzącego okoliczne krzaki w poszukiwaniu ewentualnych niepotrzebnych świadków. Ku jego zadowoleniu w leśnej głuszy nie było nikogo. Magianik podszedł do Lewisa i Dennisona, ni to pytając ni stwierdzając?
- To może niech legnie tam pod drzewem?
Chwilę później spiacy siedział już w korzeniach sporego buku opierając głowę o brązową korę pnia. Jaques sięgnał pod połę płaszcza i wyciągnął słusznych rozmiarów piersiówkę:
- Szkoda takiej gorzałki na take ścierwo, ale niech juz będzie moja strata. - Alchemik podszedł do ciężko dychającego w śnie szpicla w zamiarze wlania w niego niewielkiej ilości bimbru. Gdy tylko zbliżył rekę trzymającą metalową butelczynę stało się coś czego się nikt się nie spodziewał. Z kącika ust szpicla pociekła cienutka, prawie czarna strużka krwi. Jaques zaciekawiony zbliżył się jeszcze bardziej, aby przyjrzeć się lepiej. I wtedy spiący nagle zwymiotował krwistoczerowną breją wprost na płaszcz llaelskiego alchemika, zaraz potem nieruchomiejąc kompletnie.
- Kurewski parch...! - zaklął szlachcic przecierając wymiociny ze swojego płaszcza. Amistead sprawdził puls donosicila:
- Zdechł pies...
No to chyba kwestię czy darować wrogiego donosiciela żywcem, lub nie macie z głowy. Sam zszedł w nieco widowiskowy sposób, jeszcze brudząc całego Jaquesa. Macie zamiar zgotować mu jakiś pogrzeb i stypę?
Ostatnio zmieniony 18 listopada 2013, 00:05 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.