Barman postawił na ladzie kilka flaszek i trochę więcej szklanek. Zaczął nalewać do kolejnych szklanek na przemian z różnych butelek. Gdy wszystkie szklanki były w połowie pełne, barman zawołał:
- Turniej trójboju klasycznego woda-wódka-spirytus uważam za otwarty! Przyjmuję zakłady i podbicia!
Jenny wyjęła z torby jeszcze jakiś gambel i dorzuciła do stawki.
- Czterdzieści gambli!- krzyknęła. Zrezygnowany kowboj wyciągnął kolejną garść naboi i rzucił na blat.
Paru farmerów podeszło do baru i rzuciło jakieś drobne gamble na stosiki stawiane odpowiednio na Jenny i jej oponenta.
Barman doliczył do dziesięciu i obwieścił koniec zakładów.
- Sto gambli na Jenny, dwieście gambli na Ronniego McCoy'a! - krzyknął. Potem pomieszał szklanki i zawołał:
- Raz! - cała knajpa zawtórowała barmanowi. Jenny i kowboj schwycili po jednej szklance i wypili duszkiem.
- Pięć gambli! krzyknęła rudowłosa mechaniczka po pierwszej kolejce. Oboje dorzucili po parę naboi do sumki.
- Dwa! ponownie zawołali ludzie. Jenny i Ronnie ponownie schwycili za szklanki i wypili je duszkiem.
- A co mi tam. Pięć gambli! - zawołała Jenny jeszcze raz i oboje ponownie dorzucili coś do stawki.
- Trzy! - krzyknęła knajpa po raz kolejny.
[center]* * *[/center]
Gdy na blacie pozostały już tylko dwie napełnione szklanki, a oboje walczących ledwo trzymało się na krzesłach, atmosfera w knajpie była gorąca jak panienka z Camino Real. Kibicujący ludzie skandowali "Jenny" lub "Ronnie", a oboje zawodnicy mierzyli się wzrokiem. W końcu Jenny schwyciła ostatnią szklankę i wypiła ją duszkiem. Ronnie nie miał tyle szczęścia przy próbie powtórzenia wyczynu i w połowie szklanki upadł na podłogę. Barman nalał Jenny honorową szklaneczkę, a mechaniczka wskoczyła na blat, uniosła szklankę, krzyknęła "Na zdrowie!" i wypiła do dna... aby po sekundzie stracić równowagę i wpaść prosto w ramiona stojącego obok Paula. "Jenny!" krzyczała ta część miejscowych, która postawiła na rudowłosą, reszta siedziała ze spuszczonymi głowami. Paul spojrzał na Jenny i zorientował się, że dziewczyna jest nieprzytomna. Barman zauważył jego nieco przestraszony wzrok.
- Ha! Masz szczęście, synku. Twoja Jenny zdobyła właśnie jakieś osiemdziesiąt gambli w drobnych. Wiesz, synku, zwycięzca dostaje dwukrotność swojej stawki, a cała reszta dzieli się po równo, oczywiście po odjęciu należności barmana. - Lekko otyły i łysiejący jegomość wsypał sporą garść naboi do torby dziewczyny i klepnął Paula w ramię. - Życzę szczęścia. Wielu miejscowych już z nią próbowało.
[center]* * *[/center]
Gdy tylko Ian, Eb i Paul wciąż niosący śpiącą Jenny wyszli z knajpy, natknęli się na czterech krzepkich kowboi. Po bliższym przyjrzeniu się, jednym z nich był pijany w sztok Ronnie. Jeden z kowboi podtrzymywał przegranego w pojedynku, a dwóch pozostałych podeszło do drużyny.
- Jesteśmy kumplami Ronniego - powiedział jeden.
- Postawiliśmy na niego sporo gambli - dodał drugi.
- Chcemy odzyskać swoją część - kontynuował pierwszy.
- Obaj stawialiśmy po dwadzieścia gambli. Masz osiemdziesiąt, zgodnie z regułami trójboju. Akurat po dwadzieścia dla każdego z nas - drugi szturchnął Paula.
Co robicie? Obydwaj kowboje mają przy pasie po dwie Beretty, trzeci pewnie też.