Denisson miał rację. "Stary Sum" rzeczywiście każdego wieczoru przyciągał tłum szyprów o bardzo podejrzanej reputacji. Wczoraj wieczorem Kendrik wrócił z portu i oznajmiwszy, że wie gdzie znaleźć osobę, która może stanąć za sterami barki.
Dziś Cygnarczyk stał w pobliżu wejścia do tawerny i slryty w cieniu, przez szklane okienko obserwował bywalców przybytku.
Banderas dobrze znał typ ludzi nawiedzających tę spelune i zamtuz na piętrze. Tawerniane ławy były pełne ogorzałych od słońca, zarośniętych twarzy, rechoczących z plugawych dowcipów i podszczypujących starą, grubą kelnerkę. Cygnarczyk widział w ich oczach tajemniczy błysk, jakby w źrenicach kapitanów odbijał się blask złotych monet. Drake wiedział dobrze co oznaczał ten wzrok. Pamietał takich typków z rynsztoków Caspii. Gotowych za kilka Łabędzi sprzedać własną matkę. Banderas nie mógł nie zgodzić się ze wstępną diagnozą Kendrika. W "Starym Sumie" mogli śmiało zwerbować szypra do barki, którą zamierzali porwać.
Ale coś niepokojącego jeszcze chodziło po głowie Drake'a. Łatwość z jaką złoto mogło przydać im sojusznika, z równą prostotą mogło zrodzić zdrajcę, który pójdzie na układ z Khardami. Nie było pewności, że kiedy zacznie się ruchawka po zamachu, najęty szyper pójdzie i sprzeda swoich byłych pracodawców ludziom niezmiernie zainteresowanych odnalezieniem zabójców. Cygnarczyk odruchowo dotknął ciasno okręconej skórzanym rzemieniem rękojeści sztyletu, uśmiechając się krzywo. Kilka cali cygnarskiej stali mogło rozwiać jakiekolwiek ryzyko.