Wysłuchawszy opowieści Gusłka Huskun zamyślił się w niepodobny wręcz do siebie sposób, sącząc powoli piwo i przegryzając je plastrami przysmażonego boczku. Ciepła aura sprzyjała przesiadywaniu na zewnątrz karczmy, a przychylna swym wyjątkowym gościom obsługa ustawicznie troszczyła się o to, by w dzbanach i kubkach pianickiego kapłana i jego akolitów nie schło.
- Czyżby to była jakowaś klątwa, zacny Gusłaku? - zapytał po krótkiej chwili - Jakby mu szpony rosły u szłapek, powiadasz? Może to jakowy demon złego boga albo co... cosik mi się przypomina, że póki owy demon się nie objawi do końca w swej postaci, nic nam nie grozi, tedy może pójść po rozum do głowy i otruć czym owego nieszczęśnika albo udusić go we śnie potajemnie, a tej francy Senil powiedzieć, że umarł sam bez niczyjej pomocy? Och, już tak nie popatrujcie na mnie, mistrzu, to jeno krotochwile! Żarciki takowe! A o Srungo się nie troskajcie, on już pod łapcia wzięty, a przydeptany, z wydatną pomocą Barthurka i naszego zacnego Balina. Może być tak, że przyjdzie jutro z wieczora do naszej karczmy, ale w dobrej wierze, ze mną się ostatecznie na różne sprawy rozmówić. Coby go który z was przypadkiem nie przepędził, mus mi się z nim rozmówić.
- A przybył może jakiś posłaniec od katanickiego kthana albo od burmistrzówny? Odpowiedzieli na listy? Przyjęli zaproszenie?
Nie wiem za bardzo, co robić z ojcem Senil, wiedza Huskuna tak daleko nie sięga, ale wydaje mi się bardzo ważne, by ustalić jego prawdziwą tożsamość!