PBF - Boskie potyczki

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 stycznia 2014, 20:40

"Rezolutny Goblin", 40 dzień kepon-ranu, przed świtem

Blady jak śmierć Huskun wysunął głowę spod swego łóżka dygocząc na całym ciele i strzelając na wszystkie strony oczami wielkości bransolet olbrzymki. Nawet nie potrafił sobie przypomnieć, w jaki sposób dotarł w pozornie bezpieczne ściany pokoju, ale nie omieszkał złożyć w podzięce Pianowi kilka nieskładnych świątobliwych wersetów.

- Drayaharus! - wrzasnął piskliwie, przypominając sobie bez większych szczegółów, że współdzielił paniczną ucieczkę z utalentowanym w sztuce iluzji gnomem - Drayaharus! Tchórzu jeden niepospolity, dawaj tu mnie bronić!

Lecz gnomi iluzjonista nie odpowiedział na wykrzyczane drżącym głosem polecenie, co tylko spotęgowało grozę duszącą w żelaznym uścisku gardło Huskuna. Przełykając nerwowo ślinę goblin wyczołgał się spod łóżka i przekradł do otwartego szeroko okna wyglądając trwożnie ponad parapet.

Na placu oddzielającym karczmę od spalonej świątyni Czaszkogłowego działy się jakieś straszne rzeczy, powietrzem wstrząsały jakieś przerażające krzyki, szczękała stal.

- Wąpierz ubity?! - wrzasnął ponownie Huskun, kurczowo ściskając palcami skraj parapetu i wytrzeszczając jeszcze bardziej oczy.
Kocham tę postać, ale czasem mi za nią wstyd... :P

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 stycznia 2014, 15:28

Brawura podpowiada, by zapuścić się samemu do leża potworów i tam ściąć łeb wampirycznej hydrze, ale Huskun na nadmiar brawury nie cierpi, na rozwagę zaś aż nadto! Tak sobie zatem myślę, że skoro jesteśmy z gnomem w karczmie, moglibyśmy podnieść nieopisany rwetes przywołując do siebie służbę, właściciela i innych gości, a następnie galopem rozsyłając wieści do tych przybytków, w których nocują właśnie inni paladyni (Mistrz Gry podawał nam ich listę, ale muszę jeszcze pokopać w zeszłorocznych postach, by ją odświeżyć).

Tak czy owak, odsiecz w postaci kilku wkurzonych paladynów na pewno się naszym rębajłom przyda, a Huskun i Dray są w dogodnej sytuacji, by zacząć ją organizować.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 23 stycznia 2014, 11:50

Zgliszcza, 40 dzień kepon-ranu, przed świtem

Barthur zawahał się chwilę stojąc przy płocie po czym przeszedł na jego drugą stronę. Tuż zanim ruszył Bazookh.
Ruszyli przez pokrzywy i osty, aby dotrzeć do wejścia do świątyni. Z drewnianych drzwi pozostały zaledwie nadtopione zawiasy, dalej ciągnął się korytarz pokryty fragmentami murów i niedopalonymi belkami zawalonego sufitu.

W zasnuwającym podłogę popiele Barthur dostrzegł ślady stóp prowadzące zarówno na zewnątrz jak i w głąb budynku. Podążał wzdłuż nich omijając przeszkody, aż dotarł do, usytuowanych za kamiennym ołtarzem, na wpół zasypanych małych metalowych drzwi ukrytych za zwęglonym arrasem. Ślady prowadziły do ich wnętrza.
Wewnątrz panował mrok, którego wzrok ogromnego goblina nie mógł przeniknąć.

Zza pleców wróżbity wysunął się Bazook, który zajrzał do środka. Małe pomieszczenie ocalało niemal nietknięte przez pożar. Co prawda metalowe drzwi były powyginane od żaru, a stojąca przy nich szafa czerniała, ale nie było innych śladów zniszczeń. W kamiennej podłodze wyryto figurę prezentującą czaszkę opisaną w okrąg, a rowki zalano połyskującym szarym metalem, być może ołowiem.

Jedną z najbardziej zastanawiających rzeczy był brak ściganego półelfa, którego ślady znikały w centrum figury oraz wypełniająca pomieszczenie, rozrzedzająca się mgła.

Uwagę Bazookha zwrócił błyszczący przedmiot leżący w oku figury czaszki. Niewątpliwie był to misternie rzeźbiony sztylet, zaopatrzony w szerokie krzemienne ostrze oraz złotą głownię w kształcie czaszki z oczami wysadzanymi rubinami. Przyjrzawszy się bliżej bronie, krasnolud zauważył, że w ostrze po jednej stronie wprawiono szarawo błyszczący metal. Taki zabieg wymagał ogromnego kunsztu i zdolności zbrojmistrza.

Gobliński łowca czekając co powie Bazookh, dokładniej przyjrzał się śladom na ziemi. Były ich dwie ścieżki. Oceniając ich kształt można było powiedzieć, że coś wyszło z pomieszczenia i ruszyło na zewnątrz budynku, a następnie wróciło. Ślady poczęły ginąć w kłębach nisko zawieszonej na poziomie buta mgle.

Stojący nadal przy wejściu do karczmy Gusłek, dojrzał w rozwiewającej się chmurze, dwie powstające z ziemi postacie. Fizjonomie obu z nich były pobladłe, a mięśnie ich twarzy drgały po doznaniu nieznośnego, niewyobrażalnego wręcz bólu. Był to Balin i Orofar.

Huskun starając się zorganizować pomoc wyleciał jak wystrzelony z procy pocisk i pognał do stojącej kilka domów dalej karczmy, gdzie ponoć mieszkali paladyni.

Drayaharus otworzył oczy i zobaczył zatroskane twarze, pochylających się nad nim nadobnych elfek. W pierwszej chwili pomyślał, że jego życie dobiegło końca, a on trafił do piannickiego nieba, ale siarczysty policzek dostany od chwyconej za pierś elfki przywrócił go do rzeczywistości.
Wątek techniczny:
Udane rzuty uwalniają Orofara i Balina od boleści.
Ostatnio zmieniony 23 stycznia 2014, 19:09 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 23 stycznia 2014, 13:16

Przemierzając zgliszcza świątyni wraz z Barthurem, Bazookh intensywnie myślał o całym zajściu i powodach ucieczki potwora. Czyżby uciekał do swojej trumny, aby się zregenerować? Czy to tylko sprytny wybieg, mający na celu zmniejszenie ilości przeciwników, z którymi miał jednocześnie walczyć? A może już weszli w pułapkę?

Podwyższone obroty umysłu krasnoluda, zawyły z przeciążenia kiedy dotarli do, wydawało by się, zamkniętego pomieszczenia. Czy potwór potrafił stawać się niewidzialny? Uruchamiał pokłady swego doświadczenia, wyniesione z, wydawało by się, poprzedniego życia.

Goblin uważnie badał ślady, a Bazookh uważnie oglądał rzeźbę w centrum salki. Podejrzewał, jakiś ukryty mechanizm. I co miał oznaczać ów sztylet? Zemstę Morghlihta, po dotknięciu go przez niewiernego? A może w ogóle przez żywego? Wszystko tutaj mogło czyhać na ich życie. ścisnął mocniej stylisko topora.

Barthurze, przyprowadź proszę resztę naszej kompanii. Poczekam tu czy aby wąpierz nie postanowi wyjść... Rzekł krasnolud stając w wejściu do komnaty na szeroko rozstawionych nogach.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 23 stycznia 2014, 14:41

Gdzie uszedł ten cały wąpierz jebany? I gdzie się pochowali nasi nieulękli? Widziałeś cosik Gusłaku? Mus nam do ruin świątyni Morghlitha, chyba...
Co myślisz Orofarze?

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 23 stycznia 2014, 16:38

- Pianie, trafiłem do nieba? - rozpromienił się gnom, widząc piękne twarze elfich niewiast. Dla spróbowania wyciągnął słabnącą rękę i chwycił pochylającą się kobietę za biust, ściskając nieco.
Rozumiem, że jestem już przytomny. Rozpoznaje miejsce? Wiem co się działo przed utratą przytomności?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)