Nieulękłym nie dane było długo pospać. Nie dość, że już drugi raz sporą część nocy spędzili uganiając się za nieumarłymi, to jeszcze słonko ledwo co poderwało się ponad ziemię, a do pokoju gdzie spał Huskun, Barthur i Gusłek, zastukał karczmarz, informując, że jakowyś goniec che wręczyć do osobistych rąk kapłana list.
Gusłek pozbierał się i przetarł podkrążone oczy. Spodziewał się kilku posłańców, więc nie zwlekając kazał go wpuścić. Do pokoju wszedł zgrzany i zaczerwieniony chłopak, który jeszcze nie osiągnął wieku dorosłego. Wyglądał raczej jak jakaś przybłęda niż goniec, jednak zza pazuchy wyciągną zwinięty i zapieczętowany lakiem pergamin i podał go Gusłkowi
.
Gdy to zrobił zaczął dreptać w miejscu, jakby na coś czekał...
Niemal w tej samej chwili przez drzwi przecisnął się schludnie ubrany mężczyzna z wielkim wisiorem ze znakiem pięści. Tenże osobnik, pokłonił się, wręczył Gusłkowi kolejny pergamin i opuścił pokój.
Jakby tego było mało w otwarte drzwi zapukał kudłaty hobbit, siląc się na uprzejmy uśmiech i myszkując oczyma po pokoju. Gusłek zapomniał jego imienia, ale niewątpliwie należał on do Mrocznych. Hobbit wszedł do pokoju.
- Mogę wejść - zapytał - mamy pewne sprawy do obgadania.
Spoiler!