PBF - Czarne złoto

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 31 stycznia 2014, 16:42

Czyli 5 z góry. 10 po robocie i ew. uznaniowe 5 premii. Ja przystaję na warunki.
To zaś, że dbam o swe interesy i patrzę do przodu, świadczy o tym, że myślę. A jak myślę to większa szansa, że wasz ładunek dotrze bezpiecznie.
W naszej kompanii, robienie żelazem i myślenie sobie cenimy.
Pół żartem pół serio dodał Reynard Bannister.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 stycznia 2014, 16:56

6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"

Kent Forshyte pokazał, że potrafi panować nad swymi uczuciami, bo z miejsca przywołał na swe oblicze jowialny wyraz człowieka zadowolonego z dobitego targu. Trącony przez niego klerk wysupłał z kieski trzydzieści złotych monet noszących na awersie symbol Cygnusa, na rewersie zaś profile kilku cygnarskich królów.

- Furmani będą na was czekali na targowisku przy Dębowej Bramie, o brzasku - oznajmił kupiec spoglądając jak pieniądze przechodzą z rąk do rąk zgarnięte błyskawicznie przez reprezentujących interesy Grzmocicieli negocjatorów - Jeśli z jakiegoś powodu nie będziecie mogli podjąć zlecenia, oczekuję, że pan Belker zainkasuje zaliczkę i zwróci mi ją w całości.

- Ależ oczywiście, ale proszę się nie obawiać, wszyscy będą jutro na czas na targowisku - wtrącił natychmiast paser, kopiąc jednocześnie pod stołem kostkę Fogga.

- Jeśli tak, z mojej strony już wszystko - dodał Forshyte - Zaprzęgi z łatwością zapamiętacie, na burtach mają wypalone moje nazwisko. Z furmanami będzie ktoś, kto załatwi w Langmere wszystkie sprawy kupna i przeładunku. Panie Belker, poproszę ze mną, omówimy po drodze kilka ważkich spraw. Barman, jeszcze jedna kolejka na mój koszt dla tych oto panów!

Jonas i jego towarzysze wstali z krzeseł zabierając swe kapelusze, pożegnali rozmówców skinięciami głów oddalając się w stronę drzwi. Opłacony przez Talbota posługacza natychmiast dostawił na blat stolika następne trzy kufle spienionego, cudownie schłodzonego piwa. Stryker odczekał, aż Forshyte, Talbot i Belker wyjdą z "Cycka", po czym obejrzał się porozumiewawczo w stronę okupujących różne zakątki tawerny druhów z tajemnej obstawy.
Zleceniodawca sobie poszedł, zaliczka przekazana. Ponieważ nowe piwo wjechało na blat, możecie sobie teraz siąść razem i na gorąco obgadać różne kwestie związane ze zleceniem. Oczekuję kilku miłych dla oka fabularnych wstawek obrazujących aktualny stan ducha i oczekiwań BG ;)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 31 stycznia 2014, 17:41

Cholera tyle płaci, znaczy mamy przewalone. Nie chlać mi za mocno. Rano wstajemy, broń i konie trzeba przygotować i wyspać się.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 stycznia 2014, 17:53

6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"

Grzmociciele z obstawy nie słyszeli rzecz jasna prowadzonej przy stoliku konwersacji, bo siedzieli zbyt daleko od zleceniodawcy i na dodatek przeszkadzał im w podsłuchiwaniu gwar innych rozmów. Dosiadając się pośpiesznie na zwolnione przez Belkera i jego klientów miejsca wysłuchali w skupieniu streszczającego spotkanie Bannistera, rozważając w myślach podejrzliwie wysokie wynagrodzenie oraz opis samego zlecenia. Gościniec do Langmere uchodził za jedno z najbardziej bezpiecznych miejsc w całej Marchii, może z wyjątkiem okolic samej Caspii. Wśród pielgrzymujących do Divinium morrowian było wielu wiernych obeznanych z żołnierką, potrafiących obronić przed przypadkowym zagrożeniem nie tylko siebie, ale i innych wędrowców. Do tego na trakcie często pojawiali się konni żołnierze i zbroje poczty różnych posiadaczy ziemskich, co jeszcze bardziej zmniejszało prawdopodobieństwo jakiegoś bandyckiego napadu.

Jeśli Forshyte oferował tak dobrą zapłatę, musiał niezbyt się liczyć z kosztami albo też spodziewał się po drodze niespodzianek nie spotykanych na gościńcu na co dzień.

Jedna z posługujących w tawernie dziewek wyminęła stolik Grzmocicieli zanosząc tacę pełną kufli piwa do stolika okupowanego przez nieprzychylnych Vainowi żołnierzy, zerkając w przelocie na Bancrofta w sposób, który przysporzył młodzieńcowi przyjemnego dreszczu.

- Bez koni będzie nieciekawie, chociaż od biedy można siąść na wozy - burknął Fogg spoglądając porozumiewawczo na Longswortha - Pojedziemy na wozach?

- Wiem, gdzie da się załatwić dwa konie, jeśli macie dość gotówki w skarpetach - wtrącił Stryker - Zajdę jeszcze dzisiaj do znajomka, który handluje czasami końmi z demobilu, może coś się da wyszukać.
W procesie tworzenia postaci Maciej i Herudaio zostali bez koni. Zgodziłem się wciągnąć im wierzchowce do majątku, ale wcześniej pojawiło się już kilka postów sugerujących, że nie mają własnych koni, stąd ten wirtualny zabieg mający uzasadnić ich pojawienie się. Przed dotarciem na targowisko następnego dnia musicie zatem zajść do handlarza po dwa dodatkowe zwierzaki...

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 31 stycznia 2014, 18:50

-Kasa nielicha to i pewnie kłopoty niemałe będą-westchnął Fogg.-Skoro liczykrupa najmuje liczną obstawę,z pewnością spodziewa się czegoś.
I tak mnie przy okazji naszło że skoro szykuje sie awantura to nic mi chyba po koniu bo ani dobrze jeździć nie umiem ani w siodle walczyć.
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 stycznia 2014, 21:16

6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"

Phinneas potrząsnął w wyrazie niezdecydowania głową, nie do końca przekonany do pomysłu podróżowania w siodle. Zazwyczaj trzymający się z dala od zwierząt większych niż portowy szczur, złodziej nie darzył koni zaufaniem, a osły miał za stworzenia przerażająco uparte i złośliwe.

- Sam nie wiem... może lepiej będzie w zaprzęgu? - burknął bardziej do siebie samego niż druhów.

- To się może szybko zdecyduj, bo po próżnicy latał za koniem nie będę - prychnął w odpowiedzi nieco poirytowany Stryker, obracając w palcach złotą koronę - Tylko ile...

Przysłuchujący się rozmowie Rogan Vain uświadomił sobie w ostatniej chwili, że coś było nie tak, wnioskując tak głównie po zmieniającej się raptownie mowie ciał siedzących obok klientów oraz narastającemu pomrukowi głosów.

Szarpnięty gwałtownie za kołnierz, Morridańczyk runął na podłogę wraz z krzesłem wydając z siebie zduszone stęknięcie bólu. Poczerwieniały po twarzy żołnierz w mundurze strzelca wrzasnął coś w niezrozumiały sposób, kopiąc łowcę nagród z całej siły w udo i macając jednocześnie po blacie stolika w poszukiwaniu jakiegoś ciężkiego naczynia. Z kącika jego ust ciekła strużka gęstej śliny, a w oczach gorzała jakaś niepojęta gorączka.

- Zabiłeś jej brata! - ryknął ponownie wśród trzasku przewracanych krzeseł i ław i krzyków przestraszonych gości, wskazując zaciśniętą pięścią na jakąś śmiertelnie przerażoną dziewczynę z obsługi - Morderco!
Oszołomiony upadkiem i kopniakiem Vain uświadomił sobie dotąd niejasno, że nigdy w życiu nie widział ani tego wojaka ani posługaczki...

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 31 stycznia 2014, 21:21

Vain wstał od stolika i ruszył do kumpli, nie omieszkując posłać mijanym strzelcom kosych złowróżbnych spojrzeń. Rogan święcie uważał, że zrobił więcej dobrego dla królestwa, niż cała ta banda wymoczków razem wzięta. Wszak tępił wyjętych spod prawa, takoż wichrzycieli, zdrajców i dezerterów. Ginąć na froncie potrafi każdy, ale wyłuskać ze środka mokradeł zdrajdziejca to już tylko nieliczni.

Morridańczyk klapnął ciężko na ławie i łapczywie sięgnął po kufel. Popijając z lubością schłodzone piwo wysłuchał sprawozdania negocjatorów.

- No, nie powiem, nie spodziewałem się takich pieniędzy za przejażdżkę przy wozach. Czyli sprawa zaczyna śmierdzieć, bo w tych czasach to nikt nie płaci dużo bez potrzeby. Jak myślicie konkurencja kupiecka, kontrabanda, czy inszy powód?
W razie co możem drogę zmienić skoro ktoś na nas może się zasadzać. Jak myślicie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 stycznia 2014, 21:39

Jak rozumiem, ten wpis poprzedza niejako dramatyczne wydarzenia z postu #81 ;)

Herudaio
Reactions:
Posty: 105
Rejestracja: 12 stycznia 2014, 19:59

Post autor: Herudaio » 31 stycznia 2014, 22:22

Czy można prosić o dokładniejszy "taktyczny" opis aktualnej sytuacji?
"I ask only for an enemy worth fighting,
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 stycznia 2014, 22:36

Rzut taktyczny

Siedzicie przy stoliku, w odległości metra bądź dwóch od napastnika. Rogan Vain leży na podłodze, ma status przewróconego. Przeciwnik to żołnierz królewskich strzelców, bez broni palnej ani białej. Zdobycie butelki do roli oręża improwizowanego zajmie mu jedną szybką akcję. Większość klientów się wycofuje nie rozumiejąc tego, co się dzieje; pozostali trzej żołnierze zrywają się z własnych miejsc sprawiając wrażenie zdumionych atakiem furii swego kompana.

Sam napastnik sprawia wrażenie nie do końca normalnego, ta ślina cieknąca z ust i dziwny błysk w oczach sugerują jakiś napad szału. Pierwsza runda (w której przewrócił Morridańczyka) miała charakter rundy zaskoczenia, teraz ewentualni chętni do działania oprą swe akcje już na zwyczajnych testach Inicjatywy.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 31 stycznia 2014, 23:21

Książę zrywa się z krzesła. Póki co nie wtrąca się do walki, Vain powinien poradzić sobie sam z takim wymoczkiem. Okryłby się wstydem, gdyby ktoś go w tym wyręczył. Leto przede wszystkim ma zamiar obserwować gapiów, czy czasem ktoś jeszcze nie będzie się chciał wmieszać lub ruszyć na pomoc agresorowi.
Przepraszam za spadek aktywności, miałem ciężki tydzień i wygląda na to, że to jeszcze nie koniec. Jestem na bieżąco, ale nie jest mi łatwo przysiąść na dłużej, żeby coś napisać. Proszę o wyrozumiałość w najbliższych dniach.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 01 lutego 2014, 08:14

Zdziwienie Rogana w mgnieniu oka przerodziło się w gniewną furię.

- Od tyły, kurwi synu to ty baby traktuj - wrzasnął.
Vain stara sprowadzić się przeciwnika do parteru oburęcznym szarpnięciem za nogi, a następnie wstać i dołożyć draniowi. Na razie nie tłumaczy, że widzi go po raz pierwszy.
Wyprzedziłeś mnie z poprzednim wpisem, widać pisaliśmy jednocześnie.

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 03 lutego 2014, 09:02

Ja się tylko rozglądam czy pijaczyna nie ma kumpli. Nie ma sensu robić tu jatki bo to porządny lokal. W razie czego użyję GŁADKICH SŁÓWEK.
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 lutego 2014, 00:56

6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"

Wyrzucając z siebie zduszone wyzwiska Rogan okręcił się na bok zmieniając raptownie pozycję w zamiarze złapania napastnika za nogi. Mocno odurzony piwem, ale zaraz i rozpalony wściekłością żołnierz dostrzegł ten nagły ruch i natychmiast cofnął się o krok uchodząc poza zasięg wyciągniętych desperacko dłoni łowcy nagród.

Przewracane krzesła i krzyki ludzi wciąż dźwięczały echem w uszach pozostałych Grzmocicieli, stojących już na równych nogach, ale bynajmniej nie kwapiących się do walki. Dwaj mężczyźni pilnujący drzwi ruszyli w kierunku miejsca bójki ściskając w dłoniach dobyte nie wiadomo skąd pałki, wytoczone z solidnego drewna i owinięte równiutko rzemieniem, ale w pewnej chwili zatrzymali się jednocześnie w połowie kroku.

Toczący pianę z ust obłąkaniec pochwycił w końcu opróżnioną już niemal w całości butelkę i zamierzył się nią na wciąż leżącego na podłodze Vaina, kiedy wtem ktoś przepchnął się między próbującymi dać nogę z niebezpiecznego miejsca ostatnimi gapiami i pochwycił wojaka za gardło.

A pochwycił go z taką krzepą, że targnięty w górę człowiek zadyndał nogami w powietrzu w daremnego próbie stanięcia z powrotem na podłodze.

- Nie wierzgaj, albowiem takowe wierzganie wystawia na próbę mą cierpliwość - oznajmił barczysty mężczyzna w ciemnym podróżnym płaszczu zarzuconym na ciało pomimo panującego w tawernie ciepła, pobrzękując oczkami kolczej koszulki i sprzączkami pasa. Prześladowca Rogana Vaina próbował coś wykrztusić przez ściśnięte palcami nieznajomego gardło, ale zdołał jedynie zacharczeć.

- Wzburzyłeś go niepospolicie - powiedział drugi człowiek, równie dobrze zbudowany i również noszący pod płaszczem nałożoną na skórznię kolczą koszulkę, stając obok Vaina i spoglądając na niego z góry badawczym wzrokiem - Ukrzywdziłeś go czymś?

Leżący na podłodze Morridańczyk natychmiast rozpoznał zawieszone na szyjach obu mężczyzn medaliony, przymocowane do pozłacanych łańcuszków.

- Rycerze Proroka! - zakrzyknął ktoś z tłumu inicjując owym okrzykiem falę pełnych ulgi pomruków i słów dziękczynnych modlitw. Rogan przełknął bezwiednie ślinę, odwzajemniając badawcze spojrzenie kościelnego rycerza przynależącego do jednego z żołnierskich zakonów kultu Morrowa.
Test ataku 2k6+Prw 4, ale z karą -2 z tytułu walki z wysokości podłogi przeciwko stojącemu przeciwnikowi. Nim go rozliczę (oraz atak butelką żołnierza), muszę przetestować Inicjatywę obu walczących. Dla żołnierza (2k6 + INI 14 - 4 za upojenie alkoholem) wyrzuciłem 2 i 6, suma 18. Dla Vaina (3k6 + INI 14) wypadło 2, 2 i 5, czyli suma 23. Rogan uderza pierwszy (a musi przebić OBR 12 strzelca). W rzucie 2k6 wypadło 4 i 2, to dopiero 10, niestety nie wyszło!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 lutego 2014, 01:19

Stryker nie miał zamiaru przeszkadzać kompanowi w rozprawieniu się z pijanym żołnierzem, a niespodziewane pojawienie się zakonnych rycerzy, było jawnym znakiem od Morrowa, że dobrze postąpił. Nie wypadało przerywać takiego pojedynku, choćby nawet karczemnej bitki. Miał dziwne przeczucie, że jeśliby rzuciliby się kupą na żołdaka, to teraz zakonni pewno ich trzymaliby za gardła, a nie bredzącego głupoty wojskowego. Z szybkością dachowego kocura przesunął się w pobliże zakonnych, aby czym prędzej wyjaśnić elokwentnie zaistniałe nieporozumienie:

- A w czym miał go ukrzywdzić? Dajcież nam spokój dobrzy rycerze. My tu nie dla mordobicia, a w poważnych kwestiach przyszli. - Trzeci odetchnął z ulgą, wydawało się bowiem, że cała awantura rozejdzie się po kościach i obejdzie się bez bitki z wykidajłami, a cała wina spadnie na rzeczywistego prowodyra zamieszania. Przez interwencję rycerzy była szansa, że nie zostaną "spaleni" w Winnym Cycku i w przyszłości traktowani jak klienci z czarnej listy: - Patrzcie, przecież ten wojak pijany jak kossycki szewc i pewno jakby swoją starą zooczył to by ją o jakie zbrodnie oskarżył. Każdy widział, że pierwszy rzucił się jak wściekły kundel, mimo że nikt go nie zaczepiał.
Ostatnio zmieniony 04 lutego 2014, 01:24 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ