Więcej wina tępaku!
-wrzasnął Vanko na sługę posyłając go kopniakiem na ziemię. Wdzięczny lud wyzwolonego spod jarzma bestii miasta coraz niechętniej tolerował pozbawionego czci i wiary hultaja, który we własnym zadufaniu wyraźnie oewj wdzięczności nadużywał.
Czego się gapisz pokrako?
-rzucił zamorianin do szynkarza, który ruszył, by pomóc wstać słudze. Kątem oka dostrzegł pięść Drussa zaciskającą się w gniewie na łyżce, którą jeszcze przed chwilą z zaangażowaniem penetrował miskę z gulaszem. Wyczuwając przeszywające spojrzenie olbrzyma Vanko zarzucił mu rękę na ramię, wyciągając nogi na stół, specjalnie zarazem strąciwszy własne, niedokończone jadło.
Gdyby nie ja i moi towarzysze, a zwłaszcza potężny Druss, dalej byście wszyscy nie odróżniali gówna od papu zasrańce!
Vanko drwił i urągał obecnym w szynku. Nie trzeźwiał od tygodnia, zwiedziwszy już chyba wszystkie karczmy w mieście folgował teraz swej zmuszonej do nazbyt długiej abstynencji naturze. Nadto nie żałował grosza Vasquezowi, by i ten zakosztował życia bohatera.
Teraz miasto wasze prześliczne wolne od bestii i zamętu, wkrótce jednak kto inny upomni się o wasz dobrobyt. Wspomnicie me słowa dźwigając łańcuch niewolnika, kiedy stygijskie suki zacisną Wam go na karku!
-zamorianin wstał, wyciągnąwszy sejmitar z pochwy, po czym wymachując nim w powietrzu zakrzyknął:
Dawać mi tu te stygijskie szmaty, te psy chędożone! Kurewskie nasienie!! Szlo, pszt...
-stracił równowagę przebierzywszy kilka kroków, uderzył łbem o blat stołu po czym runął na podłogę, jak długi w akompaniamencie zrzucanch naczyń, chlupotu rozlanej zupy i mięs, owoców wszelakich spadających tuż za nim na nienajczystsze już odzienie.
Leżąc tak chwilę bez ducha, zaczął powoli podnosić się postękując, z mizernym skutkiem. Druss już stał ponad nim, wściekły gotów posłać zamorianina z powrotem na podłogę. Vanko zerknął nań jedynie spode łba dosiadając właśnie okrakiem, niczym dziecko solidnie wypieczonego kuraka, po czym ponwonie wyłożył się na plecy na uczyniony przez siebie bałagan. Ostatkiem woli uniósł jeszcze rękę w górę bełkocząc:
Sorian!... Vaspukez! ...Dziemy na ziwkii!!
i zasnął, głośno pochrapując.
Oczywiście, że piszę się na więcej, jak tylko będziesz Aravenie gotów i pełen motywacji na opowieści o Hyborii. Co z amuletem, też jestem ciekaw- jakieś doznania, uczucia, przeczucia? Vanko niezwykle przesądny dla pewności woli korzystać ze wszystkich możliwych amuletów.
Chciałbym bardziej podeklarować co robi Vanko, właśnie w finałowej walce. choć przyznam, że zbiegło się to w czasie z moją absencją i pewnie przeciągnęłoby znacznie finał.
Nadto chwilami zbyt szybko się dzieje. Chętnie posprzeczałbym się więcej z Drussem, poknuł z Zorianem, pogadał o dupie Marynie z Chen Shu i Tranicosem. Tym razem nieco brakowało mi czasu na zwyczajne, codzienne sytuacje- jak posiłek, czyszczenie oręża i takie tam, kiedy można bardziej poznać swoje postaci nawzajem.
Parę wątków tutaj, w wyzwolonym mieście też chciałbym dograć nim ruszymy dalej, podejrzewam, że wyzwalając miasto naraziliśmy je zarazem na ekspansję agresywnych sąsiadów.
Dziękuję, zabawa przednia, pasuje mi.