PBF - Cienie z przeszłości
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Nagro rozwinął mapę, która była narysowana dosyć dokładnie - z pewnością nie wykonał jej ork. Za to nosiła ślady użytkowania oraz parę kropel krwi. Ktoś również naniósł na mapę czarnym atramentem parę punktów. Po krótkiej konsultacji z Galdorem i Drundem Nagro uznał, że zaznaczone miejsce wypada niedaleko miejsca, w którym karawana zatrzymała się na popas.
Z kolei dalsze studiowanie pamiętnika nie przyniosło nic nowego. Ot, opisywanie codziennych czynności przez elfa i leśnych ludzi. Galdora jednak zaciekawił fragment dotyczący przemian w Mrocznej Puszczy.
Spaczenie ciemną mocą powoli toczy ten piękny niegdyś las. Cała ta plaga przychodzi ze wschodu - z okolic Mordoru. Jestem niemal pewien, że to sprawka Pana Ciemności. Obawiam się, że nie da się już odratować tego lasu. Musimy opuścić ziemię przodków leśnego ludu, z którym mieszkam i udać się do bardziej przyjaznych lasów...
- kilkanaście stron dalej, opisujących przygotowania do wyprawy -
Wszystko gotowe do podroży. Ludziom niezwykle ciężko jest rozstawać się z tą ziemią. Ja, jako wygnaniec nie mogę tego powiedzieć, gdyż mieszkam tu zaledwie trzysta siedemnaście lat... rano zaś wrócili strażnicy dróg. Donoszą, że wokoło Dol Gundur, na południowym zachodzie panuje niemałe poruszenie. Coś dziwnego dzieje się wokół tych prastarych ruin zła i obawiam się, że najgorszego...
Strażnik zamknął pamiętnik, układając sobie w głowie ostatnie fakty. Zniszczenie zwoju było najlepszą rzeczą, jaką mógł zrobić. Wrzucił go do specjalnie przygotowanego ogniska i siłą ducha pilnował, by zła Esencja nie wypłynęła dalej; by spaliła się wraz z ogniem, który buchał wysoko ponad poziom ziemi. Den'ver właśnie wrócił ze swojej niemal godzinnej wyprawy. Udało mu się znaleźć jedynie jedną roślinę, której był pewny, że pomoże. Wszystkie inne rośliny były zgnite, lub trujące. Beorning odstąpił swoją dolę krasnoludzkiej kobiecie, Brace, która zdecydowanie bardziej potrzebowała tych ziół. Ledwo udało się zbić gorączkę, ale groźba wdania się zakażenia wciąż była realna.
*
Do rana nic się nie działo. Do pohukiwania sowy oraz niepokojącego szelestu pustych gałęzi wszyscy zdążyli się przyzwyczaić. Gdzieś w oddali ujadał wilk, skądinąd słychać było inne ptaki i leśne zwierzęta. Nagro odpuścił sobie łowy; ostatnią sarnę, jaką upolował, otaczał dziwny zapach, z jej ust wypływała piana, zaś samo futro pokryte było jakąś dziwną, lepką mazią. Zwierzęta w tym lesie były równie spaczone, co roślinność.
Z kolei dalsze studiowanie pamiętnika nie przyniosło nic nowego. Ot, opisywanie codziennych czynności przez elfa i leśnych ludzi. Galdora jednak zaciekawił fragment dotyczący przemian w Mrocznej Puszczy.
Spaczenie ciemną mocą powoli toczy ten piękny niegdyś las. Cała ta plaga przychodzi ze wschodu - z okolic Mordoru. Jestem niemal pewien, że to sprawka Pana Ciemności. Obawiam się, że nie da się już odratować tego lasu. Musimy opuścić ziemię przodków leśnego ludu, z którym mieszkam i udać się do bardziej przyjaznych lasów...
- kilkanaście stron dalej, opisujących przygotowania do wyprawy -
Wszystko gotowe do podroży. Ludziom niezwykle ciężko jest rozstawać się z tą ziemią. Ja, jako wygnaniec nie mogę tego powiedzieć, gdyż mieszkam tu zaledwie trzysta siedemnaście lat... rano zaś wrócili strażnicy dróg. Donoszą, że wokoło Dol Gundur, na południowym zachodzie panuje niemałe poruszenie. Coś dziwnego dzieje się wokół tych prastarych ruin zła i obawiam się, że najgorszego...
Strażnik zamknął pamiętnik, układając sobie w głowie ostatnie fakty. Zniszczenie zwoju było najlepszą rzeczą, jaką mógł zrobić. Wrzucił go do specjalnie przygotowanego ogniska i siłą ducha pilnował, by zła Esencja nie wypłynęła dalej; by spaliła się wraz z ogniem, który buchał wysoko ponad poziom ziemi. Den'ver właśnie wrócił ze swojej niemal godzinnej wyprawy. Udało mu się znaleźć jedynie jedną roślinę, której był pewny, że pomoże. Wszystkie inne rośliny były zgnite, lub trujące. Beorning odstąpił swoją dolę krasnoludzkiej kobiecie, Brace, która zdecydowanie bardziej potrzebowała tych ziół. Ledwo udało się zbić gorączkę, ale groźba wdania się zakażenia wciąż była realna.
*
Do rana nic się nie działo. Do pohukiwania sowy oraz niepokojącego szelestu pustych gałęzi wszyscy zdążyli się przyzwyczaić. Gdzieś w oddali ujadał wilk, skądinąd słychać było inne ptaki i leśne zwierzęta. Nagro odpuścił sobie łowy; ostatnią sarnę, jaką upolował, otaczał dziwny zapach, z jej ust wypływała piana, zaś samo futro pokryte było jakąś dziwną, lepką mazią. Zwierzęta w tym lesie były równie spaczone, co roślinność.
Coś robicie w związku z punktami na mapie czy lecimy dalej?
Mapa: 

Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Tuż przed pierwszymi promieniami słońca Den'ver, Nargototumotomutanituton i Galdor postanowili sprawdzić pierwsze miejsce, oznaczone czarnym krzyżykiem namalowanym węglem na starej mapie. Skupieni łowcy po cichu przedzierali się przez krzaki i kluczyli między drzewami. Ptaki i jelenie zdawały się nie zwracać uwagi na przemykających obok osobowościach. Jedynie biała sowa stała na gałęzi i bacznie przyglądała się trójce awanturników - którzy również dostrzegli sowę. Przeszli dalej, a sowa mimo to dalej stała na sękatej gałęzi wyschniętego drzewa, wykręcając głowę o sto osiemdziesiąt stopni.
*
Dwalin smażył baraninę; ostatnią sztukę mięsa, które nie było suche. Doprawił ją swoimi magicznymi przyprawami i wbił zęby w mięso. Inne krasnoludy oraz hobbit powoli kończyli posiłek i zaczynali szykować się do odjazdu. Dwalin przyglądał się temu, rozkoszując się własnym posiłkiem. Wpatrując się bezczelnie w Dole - kobietę krasnoludzką - zupełnie nie zauważył motyla, który usiadł mu na palcu lewej ręki. Dostrzegł go dopiero, jak motyl zawirował przed krasnoludem, majestatycznie prostując błękitne skrzydełka. Dwalin powodził wzrokiem za motylem, który obniżył lot i pikował w dół, zakręcając za najbliższym drzewem i siadając na czymś, co z daleka przypominało kamień. Dwalin przyjrzał się bardziej podporze, na której siedział motyl.
To był stos grudek węgla.
*
Na środku niewielkiej polany ustawione były szczapy drewna, obok nich zaś niedbale sklecone ognisko. Wokoło było mnóstwo starych - sprzed conajmniej dwóch dni - śladów orków. Coś białego przemknęło między drzewami po przeciwległej stronie polanki. Istota mignęła tak szybko, że w normalnej sytuacji żaden z trzech łowców by nie zwrócił na to uwagi.
*
Dwalin smażył baraninę; ostatnią sztukę mięsa, które nie było suche. Doprawił ją swoimi magicznymi przyprawami i wbił zęby w mięso. Inne krasnoludy oraz hobbit powoli kończyli posiłek i zaczynali szykować się do odjazdu. Dwalin przyglądał się temu, rozkoszując się własnym posiłkiem. Wpatrując się bezczelnie w Dole - kobietę krasnoludzką - zupełnie nie zauważył motyla, który usiadł mu na palcu lewej ręki. Dostrzegł go dopiero, jak motyl zawirował przed krasnoludem, majestatycznie prostując błękitne skrzydełka. Dwalin powodził wzrokiem za motylem, który obniżył lot i pikował w dół, zakręcając za najbliższym drzewem i siadając na czymś, co z daleka przypominało kamień. Dwalin przyjrzał się bardziej podporze, na której siedział motyl.
To był stos grudek węgla.
*
Na środku niewielkiej polany ustawione były szczapy drewna, obok nich zaś niedbale sklecone ognisko. Wokoło było mnóstwo starych - sprzed conajmniej dwóch dni - śladów orków. Coś białego przemknęło między drzewami po przeciwległej stronie polanki. Istota mignęła tak szybko, że w normalnej sytuacji żaden z trzech łowców by nie zwrócił na to uwagi.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Den'ver przyklęknął i podparł się rękami, powoli tracąc ludzkie instynkty i przybierając postać niedźwiedzia. W tym czasie Galdor i Nagro ostrożnie podchodzili do grupy kilku drzew. Za nimi, na kamieniu, siedziała kilkuletnia dziewczynka w białej szacie, rozglądając się po ziemi, jakby czegoś szukała. Po paru uderzeniach serca dziewczynka zeskoczyła z kamienia i zaczęła chodzić, wokoło, przypatrując się bacznie ziemi i nie zwracając uwagi na patrzących się na nią trojgu wędrowców.
Wokoło ogniska odkryliście dużo śladów orków, które generalnie prowadziły między ogniskiem a główną drogą, z kilkoma dróżkami do toalety. Slady wskazują na to, że obozowisko zostało opuszczone 2-3 dni temu. Den'ver w postaci niedźwiedzia nie wyczuwa zapachu innych istot, poza Wosem i Dunedainem. Za to w powietrzu czuć wyraźnie dobrze doprawione baranie mięso. Zapach pochodzi ze starej drogi kupieckiej, czyli od waszej karawany.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Nargo wychylił się zza drzewa przyglądają się dziewczynce jak czemuś dziwnemu i nienaturalnemu, bo cóż mogła robić samotna dziewczynka w przeklętym, toczonym chorobą lesie? Odpowiedź była prosta. To nie był zwyczajna dziewczynka. Jednak kto? Czyżby znowu jakaś mara?
Nargo postanowił nawiązać kontakt, bo ciekawość powodował, aż świerzbienie skóry dłoni, no chyba, że to naprawdę był świerzb...
- Huu, huuuu. Ty tam, twoje to? - Wos wyciągnął przed siebie znalezioną u szamana lalkę - nie bojaj się ja dobry. Nie jak ork. Orki wstrętne.
Nargo postanowił nawiązać kontakt, bo ciekawość powodował, aż świerzbienie skóry dłoni, no chyba, że to naprawdę był świerzb...
- Huu, huuuu. Ty tam, twoje to? - Wos wyciągnął przed siebie znalezioną u szamana lalkę - nie bojaj się ja dobry. Nie jak ork. Orki wstrętne.
- Halishia! - krzyknęła dziewczynka, z radością podbiegając do lalki. Teraz dopiero trójka podróżnych zauważyła, że dziewczynka jest lekko prześwitująca.
- Kael? Wotarke? - zapytała w dziwnym języku, patrząc to na Wosa, to na Galdora. Dostrzegając po chwili niedźwiedzia, schowała się za Nagro, ściskając szmacianą lalkę w prześwitujących dłoniach. Znów spojrzała na obu zwiadowców karawany zlęknionym wzrokiem po czym wyparowała, upuszczając lalkę, która odbijając się po ziemi zatrzymała się na niewielkim kamieniu.
Zerwał się wiatr, który potrząsnął gałęziami, zerwał też liście i poszycie leśne. Zza pleców wszyscy usłyszeli głos.
- Proszę, zabierzcie mnie do domu! Błąkam się po lesie i nie mogę znaleźć mamy i taty... - szept był tak wyraźny, że wydawało się, iż stojąca kilka metrów za podróżnikami dziewczynka tak naprawdę szepta wszystkim do ucha. Nagro aż podskoczył przestraszony tym nagłym dźwiękiem.
- Kael? Wotarke? - zapytała w dziwnym języku, patrząc to na Wosa, to na Galdora. Dostrzegając po chwili niedźwiedzia, schowała się za Nagro, ściskając szmacianą lalkę w prześwitujących dłoniach. Znów spojrzała na obu zwiadowców karawany zlęknionym wzrokiem po czym wyparowała, upuszczając lalkę, która odbijając się po ziemi zatrzymała się na niewielkim kamieniu.
Zerwał się wiatr, który potrząsnął gałęziami, zerwał też liście i poszycie leśne. Zza pleców wszyscy usłyszeli głos.
- Proszę, zabierzcie mnie do domu! Błąkam się po lesie i nie mogę znaleźć mamy i taty... - szept był tak wyraźny, że wydawało się, iż stojąca kilka metrów za podróżnikami dziewczynka tak naprawdę szepta wszystkim do ucha. Nagro aż podskoczył przestraszony tym nagłym dźwiękiem.
To duch. Nie musiałeś używać czarów, po prostu widać, że istota dosyć prześwituje... i ubrana jest w staromodne szaty; nigdy takich nie widzieliście.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)