PBF - Skarb Acheronu - Conan na Fate

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 14 marca 2014, 21:39

Druss odpocznie sobie na statku, studiując książki naszego naukowca(pewnie bardzo żmudnie będzie mu to szło ale się nie zniechęca).
Ewentualnie może się wybrać na ląd z naszymi chlebodawcami jeśli ci wymagaliby eskorty. Tyle że zmieni ubiór(będzie bez charakterystycznej zbroi i czarnego ubioru), mogą być nawet tylko te marynarskie spodnie i nic więcej.
Chciałbym aby dołączył się także (choć pewnie nie w pełnym wymiarze bo może mu czasu nie starczyć) do ćwiczeń najemników, żeby się z nimi i ich możliwościami jak najlepiej zaznajomić.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 15 marca 2014, 05:21

Hmmm. faktycznie to solidnie zapoatrzona metropolia. A Stygijska modła ceni sobie przemoc. Stąd zywo zainteresowany tematem Vanko poszuka jakiegoś ozdobnego, solidnego bata z metalowymi zadziorami i nie będzie nań szczędził grosza.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 15 marca 2014, 10:12

Oooo właśnie, właśnie, dzięki Koszal, nasunąłeś mi dobry pomysł.... Poszukam jakiejś trucizny paraliżującej, żeby ją wetrzeć w broń. O ile będzie...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 15 marca 2014, 10:30

Port w Khemi, Stygia



Celnicy w bryzgach piany podpłynęli do burty Tygrysa i między statkami przerzucono trap. Z kutra wysiadło wielu ludzi. Większość stanowili czarnoskórzy, krzepko zbudowani mężczyźni. Dowodził nimi wysoki Stygijczyk o równie ciemnych włosach i oczach, ale jaśniejszym odcieniu skóry. Należał do rządzącej kasty.

- Proszę o licencję, kupcze.
- Widziałeś ją wcześniej - mruknął Wulfrede, podając miedziany dysk z wyrytymi hieroglifami.
- Wszyscy Vanirowie są dla mnie tacy sami. Mógłbyś być każdym innym rudobrodym. - Mężczyzna spojrzał na pasażerów tak wyniośle, jakby był udzielnym panem, nie królewskim urzędnikiem. Jego oczy zatrzymały się na Drussie. - Z jakiej rasy pochodzisz?

- Jestem Cymmerianinem. - Skrzyżował ręce na piersiach i popatrzył z góry na urzędnika.
- Nigdy o nich nie słyszałem. Co was tu sprowadza?
- Płyniemy na Czarne Wybrzeże, by zakupić kość słoniową, pióra i inne dostępne dobra - odpowiedział Wulfrede. - Chcielibyśmy tutaj uzupełnić towary na wymianę.
- Wiesz, że za wszystko trzeba płacić złotem i srebrem?
- Tak. Handlowałem tu już wcześniej.
- Ale cudzoziemcy są głupcami i czasami zapominają. A pewni stygijscy kupcy wchodzą z nimi w nielegalne interesy. Unikajcie ich. Im grozi surowa kara, a wam jeszcze surowsza.

- A teraz odwróćcie się, zawiążemy wam oczy - rozkazał urzędnik.
- Co? - wykrzyknął zaskoczony Ulfilo.
- Takie jest tutejsze prawo - wyjaśnił Wulfrede. - Jedynie ich piloci mogą wprowadzać statki do portu. Dno rzeki jest najeżone okutymi żelazem palami i szponami z brązu. Nikt z zewnątrz nie może się dowiedzieć, którędy biegnie bezpieczny kanał. Każdego roku, tak na wszelki wypadek, zmieniają rozmieszczenie tych pułapek. Aby się zabezpieczyć, niewolników, którzy je ustawiają, zabijają po wykonaniu zadania.
Z rezygnacją się zgodzili, by zawiązano im czarne jedwabne opaski. Marynarze zostali potraktowani w podobny sposób i musieli wiosłować na ślepo. Przez prawie godzinę słychać było jedynie skrzyp wioseł w dulkach i głos pilota, który po cichu podawał instrukcje. Potem opaski zostały zdjęte.

Mrużąc oczy, porażone nagle światłem, z zaciekawieniem rozglądali się po porcie. Większa część miasta leżała na południowym brzegu rzeki, za portowymi magazynami wyrastały świątynie gigantycznych rozmiarów. Po stronie północnej mieścił się port wojenny. W kamiennym doku, większym od największego pałacu znanego w innych krajach, stała setka wojennych galer.
Przed nimi wyrastał Żółw, garbata wyspa o długości nie więcej niż stu kroków, pełna przystani, magazynów, tawern i faktorii. Brak świątyń czy posągów był czymś niezwykłym w tym kraju.

- Zostawiam was tutaj. - Urzędnik ruszył do trapu. - Przestrzegajcie prawa i płaćcie wszystkie należności.
Po jego odejściu wszyscy odetchnęli z ulgą.

- Nigdy wcześniej nikt nie odezwał się do mnie bezkarnie w ten sposób - warknął Ulfilo.
- Jakiekolwiek wrogie działanie oznaczałoby śmierć nas wszystkich - powiedział Wulfrede. - Obawiam się, że pewnym ludziom po prostu trzeba pozwolić żyć.
- Kiedy zejdziemy na ląd? - zapytał Springald.
- Muszę rozejrzeć się za miejscem do zakotwiczenia i zabezpieczyć statek. Potem będziemy mogli opuścić pokład.
Przez następną godzinę kapitan zajęty był zabezpieczaniem okrętu, potem rozkazał spuścić szalupę. Połowa załogi dostała zezwolenie na opuszczenie statku, reszta musiała zostać na straży. Nikt za bardzo nie sarkał z tego powodu, bowiem Khemi, w porównaniu z innymi portami, nie było zbyt ponętnym miejscem.

W trakcie oczekiwania badaliście wzrokiem przystań. Stały w nim przede wszystkim stygijskie barki przeznaczone do żeglugi rzecznej albo przybrzeżnej. Był tam też argosański żaglowiec, cuchnąca krypa do przewozu niewolników. W pobliżu kotwiczył Zingarańczyk wyglądający na pirata. Pirackie statki były mile widziane w wielu portach, o ile nie próbowały napadać na miasta. Zazwyczaj miały cenne towary, które korsarze sprzedawali po niskich cenach. Waszą uwagę przyciągnął następny statek. Przypominał stygijskie łodzie, ale brakowało mu ornamentów, które zwykle zdobiły tutejsze żaglowce. Miał czarny kadłub, niski i smukły, dwa maszty i zwinięte żagle. Cymmerianin nigdy nie widział takiego stygijskiego statku. Wyglądał na nowy. Stał na kotwicy bez śladu załogi na pokładzie.

- Co o nim myślisz? - zapytał Spingald kapitana Wulfrede.
- Nigdy nie widziałem podobnego. Dobrze utrzymany, i dobry do korsarstwa, chociaż ma zbyt mało miejsca na ładunek.
- I nie mógłby zabrać wystarczającej liczby ludzi - dodał Druss. - Słyszałem wiele rzeczy o Stygijczykach, ale nigdy o stygijskich piratach, pomijając banitów i zrujnowaną szlachtę. Co za Stygijczyk rusza w morze na takim statku?
- Dobre pytanie, ale może lepiej nie szukać odpowiedzi.

Po zejściu na ląd kapitan zaprowadził was do magazynów, gdzie były wystawione na sprzedaż świecidełka i koraliki. Akwilończycy zapłacili za kilka skrzyń oraz za transport na statek, a potem ruszyli na poszukiwanie rozrywki.
- W żeglarskich tawernach można nie tylko się napić i najeść - rzekł Wulfrede. - Mam zamiar pogadać ze znajomymi kapitanami i zapytać ich o wody na południu. Minęły ponad cztery lata, odkąd tam pływałem, i ciekaw jestem zmian.

- Jak długo będziemy w porcie? - zapytał Ulfilo.
- Dzisiaj jest już za późno, by coś załatwić. Jutro zaopatrzę statek w jedzenie i słodką wodę. Trzeba też rozmieścić zakupione przez was towary oraz założyć nowe liny i żagle. W drodze na południe będzie nam potrzebna większa załoga, muszę więc znaleźć paru ludzi. Powiedzmy, że wypłyniemy za trzy dni.

- Doskonale. Rozejrzę się za jakąś porządną gospodą dla naszej trójki.
- Za gospodą z przyzwoitą łaźnią - dodała gorączkowo Malia - i pralnią.
Wulfrede zachichotał.

- Ciesz się tymi wygodami, pani, póki możesz. Tam, dokąd płyniemy, będziesz mogła zażyć kąpieli jedynie w strugach deszczu, a ubrania zniszczeją, zanim zdążysz je uprać.
- Tym bardziej należy sobie teraz pofolgować.
Ruszyli wąską uliczką między kramami ze świecidełkami i wyrobami z miedzi. Nagle Malia się zatrzymała i gwałtownie wciągnęła powietrze.
- Co się stało? - spytał zaalarmowany Ulfilo.

Kobieta straciła mowę, zdołała jedynie wyciągnąć rękę. Coś długiego i błyszczącego pełzło po bruku w ich stronę. Leniwie wzniosło głowę wielkości beczułki do wina i wbiło w nich nieruchome czarne ślepia. W otwartej paszczy śmigał rozdwojony język.

- Na Mitrę! - krzyknął z grozą Ulfilo. - Czy możliwe, żeby to był wąż?
- Wielki wąż z południowych dżungli! - zawołał z zachwytem Springald. - Cudowny!

Ulfilo zaczął wyciągać miecz, ale Wulfrede złapał go za nadgarstek.
- Czy zawsze muszę powstrzymywać cię przed czynem, który grozi śmiercią nam wszystkim? Wiele zwierząt w Stygii jest świętych, a wszystkie węże są dziećmi Seta. Te olbrzymy otoczone są największą czcią.
- Nie możemy zabić go nawet wtedy, gdyby nas zaatakował? - zapytał Ulfilo.

- Nie musisz się kłopotać - odpowiedział mu Chen Shu. - Popatrz, widzisz tę banię? - Jakieś cztery stopy za łbem zaczynało się wybrzuszenie, które deformowało wydłużone cielsko gada. - On już dzisiaj zjadł coś albo kogoś. Teraz pełznie do legowiska, by przetrawić posiłek. To może trwać tygodniami. Te stworzenia rzadko jadają.
- Jak dostał się na wyspę? - Malia odzyskała wreszcie głos.
- Te gady żyją i w wodzie, i na lądzie. Pełno ich w Styksie i innych wielkich rzekach.
Czujnie obserwowali prześlizgujące się obok nich stworzenie. Długie cielsko zdawało się nie mieć końca, lecz wreszcie po bruku tuż u ich stóp przesunął się cienki koniuszek ogona.

- Jaką długość osiągają? - zapytała Malia zduszonym głosem.
- Stygijczycy twierdzą, że węże rosną przez całe życie - wyjaśnił Springald. - Ten musi żyć ze sto lat.

Wkrótce przed mężczyznami stanęły dwa wielkie kufle pienistego piwa. Wulfrede pociągnął długi łyk i oblizał wargi.
- Och, Stygijczycy to bezczelne wieprze i występni czarnoksiężnicy, ale jako jedyni na południu potrafią warzyć przyzwoite piwo.
Ci co zeszli na ląd zrobili zakupy.
Bat 5 złotych lun, z bawolej skóry z zadziorami, mistrzowska robota. Trucizna paraliżująca 1 dawka, 3 złote luny, możesz nabyć 5 dawek. po nasmarowaniu działa 24 godziny.
Popijacie sobie piwko, odpoczywając od chybotliwego pokładu. Wasi pracodawcy wynajmą sobie własną gospodę, wy albo tu zanocujecie, albo wrócicie na statek.
Hiena towarzyszy swemu panu trwożliwie patrząc na bat. Gomez popija z wami piwo.Macie 3 dni na ew. dodatkowe zakupy towarów na wymianę z dzikimi.
Ostatnio zmieniony 26 marca 2014, 11:32 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 16 marca 2014, 09:45

A tak się spytam Druss jest z nimi? Bo niby deklarowałem że wolałbym zostać na statku, ale zaznaczyłem że mogę zejść z pokładu jeśli wymagana byłaby eskorta. Jeśli byłbym z nimi to zasugerowałbym rozważenie nocowania na statku, tak na wszelki wypadek.

Umu zszedł ze statku?


Dla MG i Zoriana


Spoiler!
Jeśli nie jestem z resztą to, chciałbym jeśli to możliwe poprosić Zoriana o zakupienie dla mnie z jedną dawkę tej trucizny (tylko ani słowa Vanko o tym proszę:P).
Po za tym jeśli siedzę na statku to po powrocie reszty(czy części z nich) i usłyszeniu że szefostwo zatrzymało się na lądzie, Druss wolałby wysłać im jakiś strażników na noc dla bezpieczeństwa(powiedzmy po dwóch naszych najemników na Ulfilo i Malię pod drzwi i może(ale nie na siłę) kolejna parę dla kapitana, Druss objąłby dowództwo. Według barbarzyńcy nadgorliwość jest w cenie, a po za tym naprawdę obawia się o nich( o życie pracodawców i lojalność kapitana żeby nie było wątpliwości:P).

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 16 marca 2014, 10:37

Druss i Chen Shu zostali wybrani przez Ufilia do eskortowania waszych pracodawców.
Może pójść jeszcze jeden z was jak chce.
Ufilio uznał, że nikt inny nie jest potrzebny, wbrew pozorom Khemi jest bezpieczne, dla bogaczy,
w dobrych dzielnicach. A w takiej się zatrzymają wasi pracodawcy.
Czyli 3 Aquilończyków w tym Malia idzie do Khemi + Druss i Chen Shu (+ew. kolejny z was).
Reszta zostaje na Żółwiu, albo wraca na statek. Załoga ma być na statku, mogą się napić w tawernach na wyspie żółw jak nie mają akurat służby.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 16 marca 2014, 16:20

A to w ogóle źle zrozumiałem, wydawało mi się że Nie możemy opuścić żółwia.
Ostatnio zmieniony 16 marca 2014, 17:49 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 16 marca 2014, 17:41

Zoriana aż świerzbiły ręce. Chętnie przywaliłby gonga nie jednemu napotkanemu stygijczykowi. Ich buta, pewność siebie i arogancja napawały akwilończyka wściekłością. Ale jedno musiał im przyznać. Warzą dobre piwo...

Tawerna portowa była obskurna, ale przeznaczona dla średniozamożnych kupców i co bogatszych marynarzy. Co prawda żołnierzowi nie udało sprzedać się po dobrych cenach biżuterii (tak faktycznie to żadnej nie sprzedał), za to kupił kilka pudełek wypełnionych trucizną do broni.

Zorian stuknął się kuflem piwa z Gomezem, Vanko i Hieną (jedynymi towarzyszami ze statku) i upił pół kufla za jednym haustem.
Omiatam wzrokiem tawerne. Są tu jacyś piraci albo inne, ciekawe osobistości?
Spoiler!
Kupuję 4 takie dawki trucizny. Dwie zostawie dla siebie, dwie dam barbarzyńcy. Czyli minus 10 złotych lun, bo jeszcze kupuje piwo, wino, żarcie i kurtyzane na noc.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 16 marca 2014, 17:53

Druss:
Można opuścić Żółwia, ale bez pozwolenia, albo zaproszenia kogoś z mieszkańców jak was złapią w Khemi po zmroku, to was zabiją.
Akwilończycy albo mają pozwolenie, albo zaproszenie. Tego nie wiecie.

Ktoś idzie z Drussem i Chen Shu, ochraniać waszych pracodawców w Khemi?

Zorian:
Jest kilku znajomych kapitana Wulfrede, ten rozpoczął gadki ze znajomymi, zostawiając Ciebie i Vanko samym sobie, plus niewolnik Hiena i twój dziesiętnik Gomez i Vasquez.
Zakupy zrobione, wieczór upływa na piciu wina i piwa, a potem zabawach z kurtyzanami, dla tych co za to zapłacą.
Ostatnio zmieniony 16 marca 2014, 20:08 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 16 marca 2014, 17:57

A to nie ruszam tyłka z tawerny, pije, jem, bawię sie i korzystam z kurtyzan. Max wydatki to 20 złotych lun. Co jakiś czas odprawiam Gomeza, by sprawdził co tam na statku słychać i by przyniósł naszym ludziom trochę wina i piwa.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 16 marca 2014, 23:31

Idę w przebraniu. Zawsze lepiej jeżeli będą mieć kogoś komu Shemici chociaż trochę po wyglądzie zaufają.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 marca 2014, 00:01

Khemi to miasto Stygijczyków.
Asgalun był miastem Shemitów.
Ok. To idziecie we 3 jako ochrona.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 marca 2014, 11:54

Wyspa Żółw w Khemi
Vanko i Zorian oraz Tranicos, nim zaczęliście zabawy z kurtyzanami, zamówiliście kolację i rozsiedliście się wygodnie, by poważnie porozmawiać. kapitan wrócił do was.
- Myślicie - zaczął Wulfrede - że nasi aquilońscy przyjaciele, czekając na wyruszenie w morze, będą leżeć brzuchami do góry?
- Ten zaginiony brat wysłał im list z Khemi, i wydaje się mało prawdopodobne, by nie skorzystali z okazji i nie spróbowali się czegoś o nim dowiedzieć. Jeśli naprawdę wyposażył tutaj swoją ekspedycję, ktoś powinien wiedzieć, jaki miał statek, jakie towary i jakich ludzi wynajął.

- Tak. Nasi pracodawcy znowu stali się oszczędni w słowach.
- Nic nas nie powstrzymuje od poszukiwań na własną rękę.
- Ani od wzięcia tej trójki pod obserwację.
- Chcesz ich szpiegować?
- Czemu nie? Nie są naszymi rodakami. Jasno dali do zrozumienia, że nam nie ufają, a to może doprowadzić do naszej śmierci. Powinniśmy więc wiedzieć, co zamierzają.

Wieczorem rozmawialiście z marynarzami, którzy wstępowali do tawerny, by najeść się i napić. Jedynie paru z nich było Stygijczykami. W większości pochodzili z innych ziem, wielu z nich było tu przejazdem, niektórzy wykorzystywali Żółwia jako stałą lub czasową bazę. Kiedy pytaliście o Marandosa, nikt nie potrafił udzielić wam informacji.
- Ci ludzie stale są w drodze - powiedział Gomez. - Musimy zasięgnąć języka wśród handlarzy i im podobnych.

- Karczmarz jest tutaj od lat - podsunął Wulfrede. - Jego zapytajmy.
Przywołali mężczyznę do stolika.
- Aquiloński szlachcic? Jakiś rok temu przybył ktoś taki na Żółwia, ale nie wiem, na jakim statku. Spędził tu dzień czy dwa, nie więcej. Później nigdy go nie widziałem. Ale mogę wam powiedzieć, że nie zaopatrywał się na wyspie.
- A co to za czarny żaglowiec kotwiczy w pobliżu? - zapytał Gomez.
- Nie ma tu takiego statku - odparł karczmarz bezbarwnym głosem.
- W porządku, dzięki za pomoc. - Kiedy mężczyzna wrócił za szynkwas, Wulfrede powiedział: - Myślisz, że nakłamał w swoim liście? Może po prostu jest zrujnowanym pijakiem, który chciał, aby rodzina myślała, że mu się powodzi?

Gomez potrząsnął głową.
- Podobno pisał, że chce, by za nim popłynęli.
- Oni tak mówią. Czytałeś list?
- Nie, nawet go nie widziałem. Ale czy mógłby zaopatrzyć statek gdzieś indziej?
- Gdzie? - zapytał Wulfrede.
- W Khemi, nie na Żółwiu.
- Cudzoziemiec w Khemi? Jak to możliwe?
- A jak to możliwe, by taki piękny piracki okręt został zbudowany przez Stygijczyków? Jak to możliwe, by kotwiczył niecałe trzysta kroków stąd, a ludzie zaprzeczali jego istnieniu?
Na to vanirski kapitan nie znalazł odpowiedzi.
Zakładam, że Tranicos był przy w/w scenie i rozmowie, a potem dołączył do Drussa i Chen Shu, by ochraniać trójkę waszych aquilońskich pracodawców, jacy opuścili Żółwia i udali się do Khemi.
Tym samym Tranicos i Druss musza zdecydować, czy ruszą za waszymi pracodawcami, gdyby ci chcieli się niepostrzeżenie wymknąć do Khemi, nie zabierając was jako ochronę...
Nim akcja ruszy dalej chcę wiedzieć, czy ochroniarze, Druss, Tranicos i Chen Shu w razie czego będą szpiegować pracodawców na terenie Khemi. Jak już to najlepiej tylko jeden, ale jak tam chcecie.

Czyli czy Ktoś z w/w trójki ochroniarzy, albo wszyscy zaryzykuje śledzenie tajnych poczynań pracodawców, czy też zostaniecie bezpieczni w gospodzie w Khemi?
Mamy późny wieczór, więc złapanie na ulicy bez ważnego pozwolenia na pobyt to kara śmierci. A wasi pracodawcy wychodzą.

Ufilio rzekł do was, zostańcie tutaj, musimy wyjść i niedługo wrócimy. Wasza ochrona nie będzie nam obecnie potrzebna.
Ostatnio zmieniony 26 marca 2014, 11:31 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 17 marca 2014, 18:30

- Nie w smak mi zostawiać was bez ochrony Margrabio. Jest już ciemno czy nie było by rozważniej zabrać ochronę, w końcu zabraliście nas tutaj do ochrony, a nie ze względu na nasze nieprzeciętne umiejętności konwersacji prawda? - Cymmeryjczyk starał się być uprzejmy ale nie miał za bardzo zamiaru ukrywać że uważa pomysł chlebodawcy za bardzo kiepski. Nie po to przylazł do tej karczmy i podpierał ścianę obserwując resztę gości bez słowa prze ostatnie kilka godzin żeby teraz pozwolić ochranianym wyślizgnąć się w ciemnice bez ochrony i dostać nożem po gardle.
Nie wspominając już o tym że nurtowało go bardzo co też jego pracodawcy chcieli robić za ich plecami.


Druss jest zdecydowanie przeciwko pozostaniu w karczmie. Niech przynajmniej powiedzą kiedy mają zamiar wrócić i gdzie ich szukać jeśli do tego czasu nie wrócą.


Dla MG
Spoiler!
Druss będzie się awanturował i klął na całą sytuacje, ale nie ma zamiaru iść za pracodawcami jeśli ci się uprą żeby iść samemu.



Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 marca 2014, 18:41

Dziękuję za troskę Drussie, ale tu jest bezpiecznie - to dobrze strzeżona bogata dzielnica, mamy niedaleko umówione spotkanie, nic nam się nie stanie, wy zostaniecie tutaj, to rozkaz. Mamy pozwolenie na poruszanie się tutaj tylko dla 3 Osób.
Pytanie czy Chen-Shu lub Tranicos pójdą za nimi. Ich spotkanie z kimś tutaj, może nie jest wcale taki podejrzane.
Ktoś miejscowy musiał pomóc Marandosowi bratu Ufilia, pewnie idą z nim pogadać.
Pamiętajcie o karze śmierci dla obcych, na ulicach Khemi po zmroku. Czekam na decyzję. Chen Shu jest NPC-em ale pójdzie jak go poprosicie, ale może zginąć w razie pecha jak każdy z Was, jeśli zostaniecie pojmani.
Ostatnio zmieniony 17 marca 2014, 23:22 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ