PBF - Klepsydra Wieczności
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Tylko panowie takie piosnki śpiewajcie coby naszego pracownika nie obrazić. Szlachta stroni od rubaszności i prostackich porównań - ostrzegł szybko Gorbak, podejrzewając wszakże, że kupiec zmyślił owy tytuł, żeby zakpić sobie z barda.
- Wracając jednak do celu naszej wyprawy, wydaje się, że spotkanie jest bardzo prawdopodobne. Słyszeliście, że do portu przybił jakiś statek z dalekich mórz? Większość załogi wywędrował za miasto, a pozostała stroni od tubylców. Wypisz wymaluj pasują na osoby czekające na spotkanie z naszym czcigodnym pracodawcą.
- Wracając jednak do celu naszej wyprawy, wydaje się, że spotkanie jest bardzo prawdopodobne. Słyszeliście, że do portu przybił jakiś statek z dalekich mórz? Większość załogi wywędrował za miasto, a pozostała stroni od tubylców. Wypisz wymaluj pasują na osoby czekające na spotkanie z naszym czcigodnym pracodawcą.
- Wódz Han Solo, powiadasz? - zamyślił się Lutter. Nigdy nie słyszał o kimś takim, ale nie da temu wielkoludowi tak łatwo wygrać. - Pewnie, że znam! Słuchajcie no tylko, niedowiarki!
Czuję się jak gwiazda na nieboskłonie,
Nikomu zatem się nie pokłonie,
Wy co najwyżej możecie ogrzać się w mym blasku,
Który doprowadza najpiękniejsze kobiety do wrzasku!
Jestem Han Solo,
Han Solo, Han Solo!
Jestem Han Solo,
Han Solo, Han Solo!
Jestem wodzem!
Wojownik ze mnie srogi,
Chodź czasem śmierdzą mi nogi,
Lecz dla mnie to błaha sprawa,
Ważne, że dostaje brawa!
Jestem Han Solo,
Han Solo, Han Solo!
Jestem Han Solo,
Han Solo, Han Solo!
Jestem wodzem!
- I co wy na to? ha, ha?! - zaśmiał się Kevfalcon swoim śmiecho-pytaniem.
Czuję się jak gwiazda na nieboskłonie,
Nikomu zatem się nie pokłonie,
Wy co najwyżej możecie ogrzać się w mym blasku,
Który doprowadza najpiękniejsze kobiety do wrzasku!
Jestem Han Solo,
Han Solo, Han Solo!
Jestem Han Solo,
Han Solo, Han Solo!
Jestem wodzem!
Wojownik ze mnie srogi,
Chodź czasem śmierdzą mi nogi,
Lecz dla mnie to błaha sprawa,
Ważne, że dostaje brawa!
Jestem Han Solo,
Han Solo, Han Solo!
Jestem Han Solo,
Han Solo, Han Solo!
Jestem wodzem!
- I co wy na to? ha, ha?! - zaśmiał się Kevfalcon swoim śmiecho-pytaniem.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, gościniec pod Halladorem
Śmiechy i chichoty eskorty, wyniośle ignorowane przez trójkę jadących w zupełnym milczeniu reptillionów, urwały się w jednej chwili, kiedy gwardziści tana Takana wstrzymali swe wierzchowce pośrodku traktu. Podróżujący nieco w tyle najemnicy natychmiast wyprostowali się w siodłach, przerywając błazenadę w poczuciu obowiązku do spełnienia.
Zaprzężony w dwa pstrokate koniki kupiecki wóz rozkraczył się pośrodku gościńca, w gęstym zagajniku, którego listowie zasłaniało pojazd i dwójkę kręcących się przy nim mężczyzn do ostatniej chwili przed pojawieniem się konnych. Pęknięty dyszel wskazywał jednoznacznie na przyczynę tego postoju, a także na powód zafrasowania wyrysowany na obliczach pary ludzi w prostych podróżnych strojach. Starając się nie wykonywać zbyt raptownych gestów, wysoki mężczyzna o czarnych włosach i równie czarnej brodzie wspiął się na kozioł wozu i usiadł na nim kładąc na kolana w demonstracyjny sposób wyciągniętą skądś kuszę. Drugi podróżujący wozem, młodziutki chłopak o wyglądzie pachołka, wcisnął się między konie popatrując na obcych podejrzliwie.
Śmiechy i chichoty eskorty, wyniośle ignorowane przez trójkę jadących w zupełnym milczeniu reptillionów, urwały się w jednej chwili, kiedy gwardziści tana Takana wstrzymali swe wierzchowce pośrodku traktu. Podróżujący nieco w tyle najemnicy natychmiast wyprostowali się w siodłach, przerywając błazenadę w poczuciu obowiązku do spełnienia.
Zaprzężony w dwa pstrokate koniki kupiecki wóz rozkraczył się pośrodku gościńca, w gęstym zagajniku, którego listowie zasłaniało pojazd i dwójkę kręcących się przy nim mężczyzn do ostatniej chwili przed pojawieniem się konnych. Pęknięty dyszel wskazywał jednoznacznie na przyczynę tego postoju, a także na powód zafrasowania wyrysowany na obliczach pary ludzi w prostych podróżnych strojach. Starając się nie wykonywać zbyt raptownych gestów, wysoki mężczyzna o czarnych włosach i równie czarnej brodzie wspiął się na kozioł wozu i usiadł na nim kładąc na kolana w demonstracyjny sposób wyciągniętą skądś kuszę. Drugi podróżujący wozem, młodziutki chłopak o wyglądzie pachołka, wcisnął się między konie popatrując na obcych podejrzliwie.
Prawdopodobnie wypadek w trakcie podróży...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, gościniec pod Halladorem
Kusznik siedzący w koźle wozu przechylił lekko w bok głowę, po czym odpowiedział we Wspólnej Mowie.
- Jeśli nie macie zapasowego dyszla, nic nam po waszej pomocy, wszelako dziękuję za dobre słowo - oznajmił czarnobrody mężczyzna, popatrując z oczywistą ciekawością na gromadkę konnych, wśród których był tylko jeden człowiek - Posłałem pachołka na farmę w pobliżu, pewnikiem zaraz się tu zjawi z paroma rolnikami i narzędziami.
Młokos wciśnięty pomiędzy koniki przybrał wyraz twarzy zdradzający całkowitą nieznajomość asseru, jął spozierać na przemian to na brodacza na wozie, to na jeźdźców.
- A wy dokąd zmierzacie, jeśli wolno spytać? Do Algilu? - zapytał woźnica, wciąż nie zdejmując kuszy z kolan - Do folwarków świątyni Oriaka może?
Kusznik siedzący w koźle wozu przechylił lekko w bok głowę, po czym odpowiedział we Wspólnej Mowie.
- Jeśli nie macie zapasowego dyszla, nic nam po waszej pomocy, wszelako dziękuję za dobre słowo - oznajmił czarnobrody mężczyzna, popatrując z oczywistą ciekawością na gromadkę konnych, wśród których był tylko jeden człowiek - Posłałem pachołka na farmę w pobliżu, pewnikiem zaraz się tu zjawi z paroma rolnikami i narzędziami.
Młokos wciśnięty pomiędzy koniki przybrał wyraz twarzy zdradzający całkowitą nieznajomość asseru, jął spozierać na przemian to na brodacza na wozie, to na jeźdźców.
- A wy dokąd zmierzacie, jeśli wolno spytać? Do Algilu? - zapytał woźnica, wciąż nie zdejmując kuszy z kolan - Do folwarków świątyni Oriaka może?
Woźnica zna Wspólną Mowę, co znacznie ułatwi ewentualną konwersację...
A no, możem wystrugać jakiegoś dyszla z tych tu - wskazał łapskiem Berghar - młodniaków, ale skoro waszmośco już pachołka pchnęli to ratować na siłę nie będziem. A my tak sobie, na przejażdżkę z tym tam szlachcicem jedziem, konie przewietrzyć. - zełgał gładko kupiec - Po drodze podejrzanych typów jakiś nie widzieliście może? gadów w szczególności obdartych? - Machnał dyskretnie na kolumnę aby mijali powoli wóz
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
- A zwłaszcza bandziorów jakowyś, o aparycji podobnej do tego tu półolbrzyma - Kevfalcon wskazał prawą ręką Berghara - to wy widzieliście? - dokończył, odwracając się od Dino i uśmiechając się od ucha do ucha.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
- Żarty sobie robicie z człowieka w tarapatach. To jasne, że bandytów nie widział, bo złamany dyszel byłby wówczas najmniejszym z jego problemów. Cóż, nie wiemy dokładnie dokąd nasz pracodawca zmierza, wszelako nie jest to naszym zmartwieniem, gdyż gdzie by nie leżał cel jego wędrówki podjęliśmy się rozprawić z trudnościami, które mogłyby się w drodze pojawić. A czymże to handlujesz, jeśli to nie tajemnica?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gdy koń gnoma zrównał się z zepsutym wozem, bo przecież sam nie potrafił zmusić konia do przyśpieszenia krokuu, a w zasadzie to wolałby już od razu położyć się pod jego kopyta, Gorbak skinął nieznajomym podróżnym głową.
- Złamany dyszel - powiedział zerknąwszy na wóz - to dlatego, że był drewniany i zbyt gwałtownie przenosi siłę konia na wóz. Trzeba by założyć na jego koniec spiralnie zwinięty pręt stalowy to by ograniczał wstrząsy, albo złożone ze sobą deszczułki sprężystych deseczek wygięte w łuk. Jednak takie rozwiązania rzadką są wprowadzane, zbyt duże koszta. Są też inne rozwiązania... - gnom spostrzegł, że wszyscy na niego dziwnie spoglądają odchrząknął - trza nam dalej jechać coby zdążyć na czas. Jedźmy zatem.
- Złamany dyszel - powiedział zerknąwszy na wóz - to dlatego, że był drewniany i zbyt gwałtownie przenosi siłę konia na wóz. Trzeba by założyć na jego koniec spiralnie zwinięty pręt stalowy to by ograniczał wstrząsy, albo złożone ze sobą deszczułki sprężystych deseczek wygięte w łuk. Jednak takie rozwiązania rzadką są wprowadzane, zbyt duże koszta. Są też inne rozwiązania... - gnom spostrzegł, że wszyscy na niego dziwnie spoglądają odchrząknął - trza nam dalej jechać coby zdążyć na czas. Jedźmy zatem.
Gorbak poinformuje Tana, że to jedyne podróżni z zepsutym wozem i że nie stanowią zagrożenia. Oczywiści po reptiliońsku.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, gościniec pod Halladorem
Czarnobrody woźnica popatrywał z ukosa na mijających go reptillionów, nie potrafiąc się wyzbyć przemożnej ciekawości, ale zarazem pozostając gość grzecznym, by nie wwiercać się w Takana oczami z bezceremonialną otwartością.
- Handluję wszelakimi dobrami - oznajmił przenosząc w końcu spojrzenie na Ragaxa - Żelazne patelnie mam, lusterka i igły, koszyki wiklinowe, ćwieki do rozłupywania wielkich kłód, sieci na ryby, siekierki i młotki, a nadto całe mnóstwo inszych nader przydatnych rzeczy. I zioła zbieram, a sprzedaję na woreczki, jeśli kto na ziołach obeznany.
Woźnica upewnił się wpierw, że mijający wóz reptillioni nie zamierzają rzucić się skrycie na jego tył w zamiarze złupienia bogatej oferty kupca, potem uśmiechnął się w końcu odkładając na bok kuszę.
- Spokojnej drogi wam życzę i niechaj bogowie nad wami czuwają, a przy tym bądźcie ostrożni - rzucił na pożegnanie gramoląc się z powrotem z kozła.
- A trza tu na coś być ostrożnym? - spytał Berghar spoglądając jednocześnie na rząd wielkich patelni powieszonych na rzemykach wzdłuż burty wozu.
- Na rozbójników - kupiec ściszył lekko głos jakby obawiał się, że ktoś go podsłuchuje - Na gościńcu powiadają, że kapitan Garro, co go najęła świątynia Oriaka wyrżnął w pień tę bandę grasującą po gościńcu, ale cosik mi się widzi, że to była przedwczesna radość. Ledwie wczoraj zrobiłem mały popas po drodze, coby dzwoneczników nazbierać i inszych kwiatków i żem z daleka miał sposobność obejrzeć ludzi, co przez las ku Bladym Szczytom ciągnęli.
- I coście niby widzieli, dobry człeku? - zapytał Lutter, przestając na chwilę brząkać na lutni - Skąd wam niby wiadomo, że to rozbójnicy? Łupili kogo po drodze, obdzierali ze skóry? Może to jacy myśliwi byli albo inszy ziół szukacze?
- Jedenastu ich było, a dziesięciu w burych płaszczach i wełnianych czapkach na głowach, a przecie niejeden gadał, że banda Sargula bure płaszcze i wełniane czapki nosiła, stąd ich zwali nawet Wełnianymi Burkami, jeno nikt im tego w gęby nie śmiał rzucić.
Czarnobrody woźnica popatrywał z ukosa na mijających go reptillionów, nie potrafiąc się wyzbyć przemożnej ciekawości, ale zarazem pozostając gość grzecznym, by nie wwiercać się w Takana oczami z bezceremonialną otwartością.
- Handluję wszelakimi dobrami - oznajmił przenosząc w końcu spojrzenie na Ragaxa - Żelazne patelnie mam, lusterka i igły, koszyki wiklinowe, ćwieki do rozłupywania wielkich kłód, sieci na ryby, siekierki i młotki, a nadto całe mnóstwo inszych nader przydatnych rzeczy. I zioła zbieram, a sprzedaję na woreczki, jeśli kto na ziołach obeznany.
Woźnica upewnił się wpierw, że mijający wóz reptillioni nie zamierzają rzucić się skrycie na jego tył w zamiarze złupienia bogatej oferty kupca, potem uśmiechnął się w końcu odkładając na bok kuszę.
- Spokojnej drogi wam życzę i niechaj bogowie nad wami czuwają, a przy tym bądźcie ostrożni - rzucił na pożegnanie gramoląc się z powrotem z kozła.
- A trza tu na coś być ostrożnym? - spytał Berghar spoglądając jednocześnie na rząd wielkich patelni powieszonych na rzemykach wzdłuż burty wozu.
- Na rozbójników - kupiec ściszył lekko głos jakby obawiał się, że ktoś go podsłuchuje - Na gościńcu powiadają, że kapitan Garro, co go najęła świątynia Oriaka wyrżnął w pień tę bandę grasującą po gościńcu, ale cosik mi się widzi, że to była przedwczesna radość. Ledwie wczoraj zrobiłem mały popas po drodze, coby dzwoneczników nazbierać i inszych kwiatków i żem z daleka miał sposobność obejrzeć ludzi, co przez las ku Bladym Szczytom ciągnęli.
- I coście niby widzieli, dobry człeku? - zapytał Lutter, przestając na chwilę brząkać na lutni - Skąd wam niby wiadomo, że to rozbójnicy? Łupili kogo po drodze, obdzierali ze skóry? Może to jacy myśliwi byli albo inszy ziół szukacze?
- Jedenastu ich było, a dziesięciu w burych płaszczach i wełnianych czapkach na głowach, a przecie niejeden gadał, że banda Sargula bure płaszcze i wełniane czapki nosiła, stąd ich zwali nawet Wełnianymi Burkami, jeno nikt im tego w gęby nie śmiał rzucić.
Jeśli chcecie podrążyć temat, zapraszam, w przeciwnym razie możecie jechać dalej...
Berghar chętnie zakupi zióła lecznicze (powinien się znać jako kupiec) i pod tym pretekstem podrąży luźno wplatając jedną konwersację w drugą.
Ale, że dzień dzisiaj miałem nieciekawy, to najwcześniej jutro coś napiszę w tej sprawie.
Ale, że dzień dzisiaj miałem nieciekawy, to najwcześniej jutro coś napiszę w tej sprawie.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
- Zioła, rzeczesz. Zdałoby mi się coś na lepsze gojenie ran. Znalazłbyś takowe w swojej kolekcji?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
- Wełniane Burki, powiadacie... - mruknął sam do siebie, rozmyślając chwilę. Ballady z tego dobrej nie ułoży, a dostać pałą po łbie od rzezimieszków nie zamierzał, więc dla uspokojenia sumienia zszedł z konia i przywiązał lutnie do juków. W walce będzie zawadzać, a jakoś nikt z jego kompanów nie ma ochoty słuchać jego cudownych pieśni. Zaraz potem sprawdził swoją egzotyczną włócznię - dostał ją w spadku od pewnego mistrza, który przyjął go na trening w zamian za naukę czytania i pisania dla wnuków.
Co jak co, ale Lutter potrafił tą włócznią wywijać równie dobrze, jak palcami po strunach lutni.
Zanim kupcy dokonali transakcji, wskoczył na konia i popijając nieco winka wzniósł głośny toast na cześć Piana i zaczekał na resztę towarzystwa. Po długich kilku sekundach nudy Kevfalcon nie wytrzymał i podjechał bliżej kupców.
- A te bandziory to daleko stąd były? Tak na oko, wiele mil stąd ich widzieliście, hm?
Co jak co, ale Lutter potrafił tą włócznią wywijać równie dobrze, jak palcami po strunach lutni.
Zanim kupcy dokonali transakcji, wskoczył na konia i popijając nieco winka wzniósł głośny toast na cześć Piana i zaczekał na resztę towarzystwa. Po długich kilku sekundach nudy Kevfalcon nie wytrzymał i podjechał bliżej kupców.
- A te bandziory to daleko stąd były? Tak na oko, wiele mil stąd ich widzieliście, hm?
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
28 sgun-ran 9455 KI, gościniec pod Halladorem
Zwietrzywszy w powietrzu nagłą okazję do zrobienia interesu, brodaty mężczyzna zaczął uśmiechać się znacznie szerzej niż do tej pory.
- Zwę się el Sorro Hartam - rzekł przykładając do skroni w geście pozdrowienia dwa złączone palce - Podróżuję po całym Karminie, od Halladoru po Alharil, jeżdżę też do Canuru i Eliboru i nawet do krasnoludów w Taron-ber.
Odrzuciwszy płachtę materiału zasłaniającego wóz mężczyzna jął grzebać w jednej ze skrzynek, nie przestając przy tym gadać.
- Co się zaś tych Burków tyczy, widziałem ich dzień drogi stąd na zachód, po północnej stronie szlaku, a szli ku Bladym Szczytom. Widzi mi się, że musieli jaką zemstę poprzysiąc nad trupami swych druhów, bo mus wam to wiedzieć, że kapitan Garro wszystkich zabitych w boju albo ściętych na miejscu rzezimieszków porzucił na wielkiej kupie na gościńcu, coby posłużyli za przestrogę dla inszych opryszków.
Hartam wyciągnął ze skrzyneczki kilka lnianych woreczków, podrzucił je znacząco w dłoni odwracając się w stronę jeźdźców.
- Oni chyba stamtąd w las poszli, od tego miejsca kaźni. Po prawdzie Oriakowi dzięki, że mnie oszczędził, byłbym bowiem koniki popędził, to bym chyba wprost na nich najechał, a wtedy byłoby krucho, oj krucho. Garro się zarzekał od Algilu po Hallador, że wybiłich co do jednego, ale prawdziwie skrewił robotę, za którą oriakańscy kapłani sowicie go opłacili. Z dziesięciu uszło z życiem, tedy aż połowa z tej burej bandy. A to moje zioła...
Zwietrzywszy w powietrzu nagłą okazję do zrobienia interesu, brodaty mężczyzna zaczął uśmiechać się znacznie szerzej niż do tej pory.
- Zwę się el Sorro Hartam - rzekł przykładając do skroni w geście pozdrowienia dwa złączone palce - Podróżuję po całym Karminie, od Halladoru po Alharil, jeżdżę też do Canuru i Eliboru i nawet do krasnoludów w Taron-ber.
Odrzuciwszy płachtę materiału zasłaniającego wóz mężczyzna jął grzebać w jednej ze skrzynek, nie przestając przy tym gadać.
- Co się zaś tych Burków tyczy, widziałem ich dzień drogi stąd na zachód, po północnej stronie szlaku, a szli ku Bladym Szczytom. Widzi mi się, że musieli jaką zemstę poprzysiąc nad trupami swych druhów, bo mus wam to wiedzieć, że kapitan Garro wszystkich zabitych w boju albo ściętych na miejscu rzezimieszków porzucił na wielkiej kupie na gościńcu, coby posłużyli za przestrogę dla inszych opryszków.
Hartam wyciągnął ze skrzyneczki kilka lnianych woreczków, podrzucił je znacząco w dłoni odwracając się w stronę jeźdźców.
- Oni chyba stamtąd w las poszli, od tego miejsca kaźni. Po prawdzie Oriakowi dzięki, że mnie oszczędził, byłbym bowiem koniki popędził, to bym chyba wprost na nich najechał, a wtedy byłoby krucho, oj krucho. Garro się zarzekał od Algilu po Hallador, że wybiłich co do jednego, ale prawdziwie skrewił robotę, za którą oriakańscy kapłani sowicie go opłacili. Z dziesięciu uszło z życiem, tedy aż połowa z tej burej bandy. A to moje zioła...
Ratunku! Gdzie znajdę listę ziół?!