PBF - Skarb Acheronu - Conan na Fate

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 23 marca 2014, 13:55

Zorian - Zysk może tu być maksymalnie 30 do 40%. Przy wymianie, tego co kupiłeś na kość słoniową, perły.
Na pewno wymieniasz wszystko? Dalej może się przydać i można zarobić więcej, ale i ryzyko większe. Tu zaś mniejszy, ale w miarę pewny zysk, o ile wrócicie z tym co tu wymienisz do cywilizacji.
Ostatnio zmieniony 23 marca 2014, 15:42 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 23 marca 2014, 15:27

Hmmm... dobra, to sprzedam jedynie parę drobiazgów. Tak 1/6 tego co mam. Resztę biorę dalej.
Przypomnienie MG - Kontrolujcie finanse swoich Postaci.
Ostatnio zmieniony 23 marca 2014, 15:42 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 23 marca 2014, 18:06

El Bragh przejmuje postać Chen Shu, która była obecnie NPC-em. Witamy.
W poście nr 1 jest aktualna postać Chen Shu dla Ciebie.
Ostatnio zmieniony 23 marca 2014, 19:17 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

El Bragh
Reactions:
Posty: 58
Rejestracja: 31 października 2013, 21:54

Post autor: El Bragh » 23 marca 2014, 21:47

Witam wszystkich i za razem dzięki wielkie dla MG za możliwość zadebiutowania w PBF-ie.
Chen Shu zamyślił się, przyglądając się zamaskowanym najemnikom Vanko - zdaje się że coraz więcej zagadek pojawia w naszej wyprawie. Czas najwyższy rozwiązać kilka. Po czym zwrócił wzrok w stronę dżungli - cóż nas czeka w głębi lądu, czy znów przyjdzie mam zmierzyć się z demonicznym przeciwnikiem? Otrząsając się z zadumy zwraca się do zamorańczyka - Może czas już skończyć z tajemnicami, niech twoi ponętni ochroniarze odkryją w końcu twarze - po czym odwraca się do aquilończyków - Wy również powinniście uchylić rąbka tajemnicy, czego możemy się spodziewać podążając za mężem pani Mali. Powoli zaczynam się czuć jak między młotem a kowadłem, przed nami niewiadoma za nami czarny okręt, którego nie znamy zamiarów. Do tego dochodzą tubylcy, którzy z przyjaciół mogą stać się w jednej chwili wrogami. A nasza kompania nie ma do siebie zaufania. Jak dla mnie to kiepska prognoza do powodzenia naszej misji. Do 9000 bytów obym się mylił

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 23 marca 2014, 22:00

Druss sprzedaje 1/4 swoich towarów.

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 23 marca 2014, 22:23

Sprzedaję połowę towarów. Mogę przyjąć że udało mi się utargować 40% zysku?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 23 marca 2014, 23:11

Dobra każdy co sprzedawał zarobił 40%. Czekamy na wpis Vanko.
I jutro ruszamy dalej.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 24 marca 2014, 15:03

Poczatkowo Vanko tylko się krzywil i milczeniem zbywal zaczepki o swych podkomendnych. Mial co prawda zamiar podzielić się z kompanami swa tajemnica już po zejściu na lad, lecz propozycja stu niewolników za Malię, jaka otrzymal od Ashka Wulfrede dala mu nieco do myślenia.
Zarówno o niebezpieczeństwie, jakie może ich spotkać ze strony tubylców, gdy ochroniarze ujawnia swoja tożsamość. Wszak z pewnościa będa ich śledzić, a jeszcze dziksze ludy czaja się pewnie w glębi ladu... hmmm..

Jeszcze nie teraz, choć zdawal sobie sprawę, jak wielkim wysilkiem jest dla ślicznotek znosić trudy tutejszych upalów w pelnym odzieniu.

Góra dzień, moje drogie- rzucil im na osobności, slowo "drogie zaś niejedno przybralo teraz w jego umyśle znaczenie. rody. Choć teraz w innym przybywam tu celu, to następnym razem przywiozę Ci kobiety, które lśnić będa jak gwiazdy między innymi żonami, a Twoi rywale ze wstydu i zazdrości gnić będa w swoich domach.
Dziś jednak mogę zaoferować Ci jedynie te kosztowne ozdoby. Zadbaj, bym wrócil caly z tej wyprawy, a okażesz się najlepszym kupcem i mędrcem pośród okolicznych wodzów.[/i]

[center]***[/center]

Gdy przyprowadzono wybranych Vanko pomarudzil nieco starajac się wynegocjować jak najlepsza cenę. Ashka wbrew pozorom byl calkiem zręcznym handlarzem, lecz lata doświadczenia w branży podpowiadaly zamorianinowi cóż wytknać kontrahentowi i na co zwrócić uwagę, by wyjść korzystnie z transakcji.

Zadowolony potarl ręce i rozwinawszy budzacy grozę bat zwrócil się ku świeżemu nabytkowi:

Wy tam! Sluchać się teraz! Ja być wielki wódz i czarownik! Wy mnie sluchać tak dobrze, ja wam dać wolność i skarby za niewiele dni. Wy wrócić do swoich dom i wielki szacunek i slawa.
Wy mnie nie sluchać, wtedy ja rzucić klatwa na wasze osobista plodzenie. Wy nie mieć wtedy dzieci, albo mieć powykręcane bestia!
Wielka wtedy nieslawa na was i śmierć od wasza plemię.

MG- jeśli to możliwe, przywoluje aspekt sceny- doświadczony zarzadca niewolników- by pomogla mi w handlu z Ashka i wybraniu odpowiednich ludzi- zdrowych, silnych, pochodzacych z różnych plemion. Musza mnie rozumieć (a znam sporo języków, choć oni pewnie nie). Potrafię też ocenić, czy będa posluszni, czy spróbuja nawiać, stawiam na odważnych, ale poslusznych, mial conajmniej setkę niewolników, więc jest z czego wybierać.
Proszę o "wycenę".
Spoiler!
200 lun w zlocie
295 w towarach na wymianę
- koszta niewolników
+koszta wynajmu najemników (póki co dostali polowę)
Witaj El Bragh! Odwagi! Historie w świecie Conana rewelacyjnie prowadzone (MG, proszę pamiętać przy przyznawaniu pdków, co tu napisalem C:V) sa moim debiutem w PBF. Moja postać Vanka- pierwsza i ulubiona. Odnajdziesz się szybko i wdrożysz bez pamię
ci.
Ostatnio zmieniony 24 marca 2014, 15:14 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 24 marca 2014, 15:24

Vanko, ok ale stanęło na tym, ze nie kupujecie niewolników, Ashka da wam wojowników i tragarzy, ludzi wolnych. Za nich płaci Ufilio.
Chcesz jednak kupić jakichś niewolników dla siebie? Średnia cena 25 złotych lun w towarach, bo pieniędzy oni nie używają. Niewolników trzeba żywić i pilnować, a skuci będą was opóźniać.

Napisz co i jak z tymi niewolnikami.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 24 marca 2014, 15:25

Dwa dni minęły, poniżej fabularyzowany opis kolejnego etapu waszej wyprawy.
Podróż na wschód

Następnego ranka Aquilończycy, Cymmerianin i dwudziestu ponurych, narzekających marynarzy, oraz 12 waszych najemników i 10 ludzi Ufilia, wsiadło do dłubanek.
Druss wraz z towarzyszami usadowił się w łodzi, która miała płynąć na czele. Nadal dręczył go niepokój. Ich czarny prześladowca zniknął za horyzontem, gdy tylko dotarli do Wybrzeża Kości, i od tamtej pory nie dał znaku życia. Ale Druss nie miał wątpliwości, że jeszcze zobaczą złowieszczy okręt i jego pasażerów.
- Ale ta rzeka cuchnie! - zawołała Malia.
Wsiadła do dłubanki, krzywiąc się komicznie. Dla wygody zamieniła strojną suknię na koszulę z długimi rękawami i workowate żeglarskie spodnie, które zatknęła w wysokie do kolan buty. Szeroki słomkowy kapelusz z długim do ramion woalem oraz jedwabne rękawiczki chroniły jej delikatną skórę przed palącymi promieniami tropikalnego słońca. Dziewczyna początkowo buntowała się przeciwko noszeniu ciężkiego stroju, ale Springald uświadomił jej, że gdy tylko znajdą się w głębi dżungli, jadowite węże i żądlące owady okażą się dużo bardziej groźne od udaru, dzikich zwierząt, a nawet wrogów w ludzkiej postaci.
- Tutaj, na wybrzeżu - powiedział Springald w odpowiedzi na jej okrzyk - osadza się wszystko, co rzeka niosła przez setki mil. Gdy popłyniemy w górę, woda szybko się oczyści. Mam rację, Wulfrede?
- Tak. Ale przed górami nie będzie dość czysta, by nadawała się do picia. Dlatego przyjdzie nam gasić pragnienie wodą z beczułek albo z czystych strumieni, jeśli się na takowe natkniemy. Będzie ich parę. Co do zapachu... - wzruszył masywnymi ramionami - trzeba się przyzwyczaić. Są gorsze rzeczy.
- Właśnie odkryłam jedną z nich. - Malia ze wstrętem strząsnęła wielonogiego robala z mankietu rękawiczki.
Wioślarzy ogarnęło rozbawienie, gdyż stworzenie było paskudne, ale nieszkodliwe, na które nie zwraca się uwagi nawet wtedy, gdy pełznie po nagim ciele.
- Pokażemy ci te groźne, śmiertelnie groźne - powiedział jeden z tubylców, Umgako. Zajmował miejsce po lewej stronie na dziobie i nadawał tempo pozostałym wioślarzom. - Ten tylko bardzo śmierdzi, gdy się go rozgniecie.
- Cudownie! - mruknęła Malia. - Nie dość, że tną i gryzą, to jeszcze niektóre z nich cuchną gorzej niż wszystko inne!
Wszyscy zajęli miejsca i nadszedł czas, by ruszać w drogę.

- Odbijać! - krzyknął Druss.
Nie bardzo wierzył, że żeglarze sprawdzą się na tej wyprawie. Mogli być dzielni jak lwy na morzu, ale tutaj znajdowali się w obcym środowisku. Wiedział, że we wrogim otoczeniu większość ludzi ma skłonności do wpadania w panikę. Może nawet pokuszą się o próbę buntu i powrót na statek, póki nie odpłynęli jeszcze daleko.

Siedzący na dziobie następnej dłubanki Umu obdarzył go paskudnym, pozbawionym cienia wesołości uśmiechem. Vanko był przekonany, że wkrótce dojdzie między nimi do starcia.
Pierwszego dnia monotonnej podróży upał nie zelżał ani odrobinę. Rzeka płynęła leniwie, w cuchnącej szlamem wodzie kłębiły się liczne krokodyle. Gdzieniegdzie nurt rozszerzał się w rozlewiska, w których taplały się hipopotamy. Malia klasnęła z uciechy na widok zabawnie wyglądających zwierząt, a uczony chciał obejrzeć je z bliska. Kazał zmienić kurs, lecz tubylcy sprzeciwili się, czujnie mierząc stworzenia wzrokiem.

- Mają rację - powiedział Zorian. - Z tymi bydlętami nie ma żartów. Swawolą niby szczenięta, ale w rzeczywistości są niebezpieczne i humorzaste. Gdybyśmy je zaniepokoili, powywracałyby i pomiażdżyły łodzie. Możecie podziwiać je do woli, ale z daleka.
Pierwszego wieczora rozbili obozowisko na brzegu rzeki. Rozpalili ogniska z wilgotnych gałęzi, żeby dym odstraszał niezliczone chmary owadów. Dżungla zamknęła się wokół nich, a gdy zapadła noc, ożyła głosami drapieżców i ich ofiar.

- Że też ludzie mieszkają w takim miejscu. - Malia ostrożnie podniosła woalkę, żeby napić się rozwodnionego wina.
- Nieliczni decydują się na to z wyboru - powiedział Springald. - Słabsze ludy są spychane przez silniejsze do dżungli albo na pustynie.
- Tak - przyznał z roztargnieniem Druss. - Założę się, że wyżej znajdziemy wojowniczych pasterzy, licznych i dobrze uzbrojonych. - Rozpraszało go to, co działo się kilka kroków dalej. Marynarze rozpalili własne ognisko i rozmawiali przyciszonymi głosami. Nie rozróżniał słów, ale spojrzenia i gesty świadczyły, że mówią o Aquilończykach. Rozpoznał dudniący głos gburowatego Umu, który z pogardą popatrywał w jego stronę. Gdy zobaczył, że Cymmerianin go obserwuje, wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu.

Po zejściu z okrętu powściągliwe zachowanie Umu ustąpiło miejsca otwartej bezczelności, ale marynarz zawsze powstrzymywał się w ostatniej chwili i nie dawał Drussowi okazji do walki. Cymmerianin odnosił wrażenie, że ilekroć Umu zabiera głos, to inni przyznają mu rację. Widział ich błyszczące zęby, gdy sprawdzali ostrza noży albo gładzili drzewca włóczni, które jakoś zdobyli od krajowców. Ich postawa nie wróżyła niczego dobrego. W tym kraju koniecznym warunkiem przeżycia niewielkiej grupy było niedopuszczenie do jej rozpadu.

Niezależnie od przyczyny ich zachowania, Druss nie zamierzał znosić tego dłużej. Lepsza grupa uszczuplona o parę osób niż taka, w której nie będzie mógł odwrócić się plecami do ludzi mających wykonać jego rozkazy. Doszedł do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie szybka, brutalna lekcja dobrego wychowania.
Przez następne dwa dni posuwali się w głąb lądu. Tutaj dżungla schodziła do samej wody, często tworząc nad łodziami prawie zamknięte sklepienie. Z przewieszonych konarów spadały jadowite węże, narażając podróżników na śmiertelne niebezpieczeństwo. Od czasu do czasu mijali wioski, złożone z okrągłych chat ulepionych z błota, ze stożkowatymi dachami krytymi trawą.

Ich mieszkańcy tłumnie wylęgali na brzeg i wytrzeszczali oczy na cudzoziemców. Małe dzieci tańczyły z uciechy na ich widok. Te dziwne, blade stworzenia wyglądały jak duchy, ale czy ktoś słyszał, żeby duchy ukazywały się w środku dnia?
Przed zmierzchem przybyli do dużej wsi u stóp majestatycznego wodospadu. Niezliczone strugi w połowie wysokości urwiska zlewały się w szeroki, spieniony potok, który z rykiem spadał na poszarpane czarne skały. W wodnym pyle poniżej kaskady mieniła się wieczna tęcza.
- Jak pięknie! - zawołała Malia.
- Owszem. - Wulfrede przyznał jej rację, lecz minę miał kwaśną. - Widok jest piękny, ale niełatwo będzie wejść na tę skarpę. Tutaj kończy się podróż łodziami.

Podróżnicy z pomocą tubylców wysiedli na brzeg, gdzie przywitała ich wszędobylska, przyjemnie chłodna mgiełka. Mieszkańcy wioski rozpoczęli radosne śpiewy, gdy zobaczyli w dłubankach swojego naczelnika i wracających wojowników. Pod kierunkiem wodza wyładowali dobytek białych przybyszów i zanieśli pakunki do wielkiej chaty. Naczelnik przydzielił inne lepianki swoim gościom, a potem wydał rozkazy i jego ludzie rozbiegli się, aby przygotować ucztę.
- Dość obżerania się i pustego gadania! - warknął Ulfilo. - Musimy ruszać dalej.

- Trzeba wybrać tragarzy - zaoponował Chen Shu - a chcemy tylko najlepszych. Zebranie ochotników i wybór potrwa co najmniej do jutrzejszego popołudnia. Wierz mi, zaoszczędzi nam to czasu w drodze. Chorzy czy chromi spowodują dużo większe opóźnienie niż to, które czeka nas teraz.
- Zaufamy twojemu osądowi - powiedział Ulfilo, jeszcze nie do końca uspokojony.
Druss zobaczył Springalda, który wpatrywał się w wodospad, zauroczony.
- Co takiego widzisz w tej wodzie, przyjacielu?
- To ten! Wielki Wodospad! Patrz, dokładnie taki, jak w Kronikach podróży kapitana Belphormisa - zaczyna się od białych wstążek, splata w jedną strugę i kończy w oparach mgły. Nie brakuje nawet tęczy, dokładnie jak opisano!
- Tak? I co jeszcze ten starożytny kapitan napisał o tym miejscu?
- W owych czasach była tu wioska, ale mieszkało w niej inne plemię, ludzie byli wyżsi i mieli jaśniejszą skórę. Wspomina spotkanie z krajowcami w pobliżu brzegu, i pisze, że mieszkali w długich domach z kłód, nie w okrągłych chałupach z błota.
- Czy to znaczy, że zbliżamy się do celu?
- Nie, ale przynajmniej wiemy, że jesteśmy na dobrej drodze.

Wieczorem obejrzeli tubylców i wybrali tych, którzy wyglądali na najsilniejszych i najbardziej wytrzymałych. Znaleźli trzydziestu odpowiednich. Naczelnik wysłał gońców do sąsiednich wiosek z wieścią, że cudzoziemcy potrzebują tragarzy.
Po wyborze przywódcy ekspedycji zasiedli przy ognisku ze starszymi wioski. Zasypali ich pytaniami na temat lądu leżącego powyżej urwiska. Krajowcy niewiele mogli powiedzieć, mało kto bowiem tam bywał. Wioskowy szaman wyprawiał się nad wodospad, ale stanowczo odmówił udzielenia informacji. Stwierdził tylko, że góry są niebezpieczne dla tych, którzy nie władają magią dla swojej ochrony.

Gdy tak siedzieli pogrążeni w rozmowie, spomiędzy drzew wyłoniła się dziwna postać. Bardzo wysoki mężczyzna, zdecydowanie nie należący do tej samej rasy, co mieszkańcy wioski. Od ramion po kolana spowijała go czerwona szata, w dłoni trzymał wielki topór. Skórę miał koloru miedzi, a zabarwione ochrą włosy tworzyły grzebień, który przypominał pióropusze z końskiego włosia na hełmach. Poruszał się powoli, z wielką godnością.

- Kim on jest? - zapytał Zorian, gdy zmierzył już przybysza od stóp do głów.
- To Goma, włóczęga i człowiek bez własnego szczepu. - Naczelnik mówił z pogardą. W tych stronach człowiek nie należący do żadnego plemienia był człowiekiem bez wartości. - Przybył tu kilka lat temu, może dziesięć.
- Człowiek bez plemienia przeżył tu tyle lat? Jak mu się udało?
- Nie chce pracować, ale bierze udział w wojnach i potyczkach dla jednego czy drugiego naczelnika. Trzeba przyznać, że jest wielkim wojownikiem.

Mężczyzna zatrzymał się przed ogniskiem i popatrzył na nich wyniośle.
- Jestem Goma. Słyszałem, że biali ludzie ruszają w góry. Postanowiłem pójść z wami. - Mówił handlowym językiem Kushytów z akcentem odmiennym od miejscowego.
- Potrzebujemy tragarzy - rzekł Ulfilo. - Zdejmij szatę, żebyśmy mogli zobaczyć, czy nie skrywa ona jakiejś choroby lub ułomności.
Wysoki mężczyzna roześmiał się.
- Nie obnażę się przed nikim ani też nie będę dźwigał ciężarów niczym niewolnik albo ci ludzie podlejszego rodzaju.
- Zatem odejdź, bo potrzebujemy tylko tragarzy.
Springald podniósł rękę.

- Bez pośpiechu. Goma, z jakiego powodu mielibyśmy cię zabierać? Jak widzisz, mamy wielu dzielnych wojowników, wszystkich dobrze uzbrojonych.
- Ale nie macie przewodnika. Niewielu z tych psów wspięło się na szczyt urwiska. Tylko stary czarownik bywał w górach. Nikt nie posunął się dalej.
- A ty byłeś za górami? - zapytał Ulfilo.
- Tak. Wędrowałem po wielu dalekich krajach. Pokonałem góry, przeszedłem leżącą za nimi pustynię i odwiedziłem okolice za pustynią.
- Łże! - syknął czarownik. Potrząsnął laską, aż zagrzechotały przymocowane do drzewca kości. Naszyjnik z suszonych ludzkich dłoni podskakiwał na jego piersiach, gdy zamaszyście wymachiwał rękoma. - Nigdy się nie zdarzyło, by ktoś odwiedził te krainy i wrócił!

- A jednak stoję przed tobą - rzekł Goma z uśmiechem wyższości.
- Powiedz mi, Goma, znasz miejsce zwane Rogi Shushtu? - zapytał Springald.
- Tak. Dwa wielkie szczyty, jeden biały, drugi czarny. Między nimi leży przełęcz, a za przełęczą wielka dolina.
- On wie! - mruknął oszołomiony Springald. - Mówi prawdę, a stare księgi nie kłamią!

- Nie mów nic więcej, Goma - wtrącił Ulfilo. - Będziesz naszym przewodnikiem. Czego chcesz za swoje usługi?
Wojownik popatrzył na rozłożone towary z takim samym lekceważeniem, z jakim spoglądał na mieszkańców wioski. Rysy miał regularne i arystokratyczne, co czyniło go jeszcze bardziej wyniosłym. Twarz o wysoko osadzonych kościach policzkowych mogłaby uchodzić za przystojną, gdyby nie szpeciły jej liczne drobne ozdobne tatuaże. Pokrywały one także jego ramiona i widoczną nad czerwonym materiałem klatkę piersiową. Najwidoczniej nacięcia zostały natarte sadzą, gdyż zabliźnione zgrubienia lśniły na tle miedzianej skóry jak czarne paciorki.

- Nic. Pójdę z wami dla własnej przyjemności.
Tajemniczy mężczyzna odwrócił się i odszedł w las.
- Ha! - zakrzyknęła Malia. - To bardzo dziwny człowiek.
- Co o nim myślisz, Drussie? - zapytał Springald.
- Myślę, że zna krainę, do której ruszamy. I że nie odwróciłbym się do niego plecami.
Aktualnie macie postój, wojownicy Vanko, patrzą na niego morderczo, pocąc się w swoich zawojach i turbanach. Vanko kupił niewolników od Ashki, to są z wami, w liczbie 4 w tym Hiena.
Ostatnio zmieniony 26 marca 2014, 11:38 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 24 marca 2014, 15:33

Gdy obcy odszedl Vanko przeżuwajc kęs mięsa obojętnym tonem oznajmil.

Skoro nic nie chce, to albo wybral już sam swoj zaplatę, albo ktoś inny mu placi. Jeśli to drugie, to może nas wprowadzić w pulapkę.
Vanko kupuje ich oczywiście dla siebie. Nie będa skuci. Chcę ich zastraszyć klatwa i przyobiecalem bogactwo w razie posluszeństwa/nieposluszeństwa. Liczę, że poskutkuje.
25 za sztukę?
Ostatnio zmieniony 24 marca 2014, 15:41 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 24 marca 2014, 15:38

Na słowa Vanka, Ufilio odrzekł, nie mamy nikogo kto naprawdę zna tereny, na które ruszamy śladem mego brata Marandosa.
Springald twierdzi, że Goma zna drogę, musimy zaryzykować, jeśli zdradzi zabijemy go. Na razie trzeba go dyskretnie obserwować, co nakażę moim ludziom.

Tak 25 za jednego, w towarach. Ilu kupujesz?
Twój niewolnik Hiena będzie ich szefem?. Więcej jak 20 nie da rady zabrać.
Ostatnio zmieniony 24 marca 2014, 15:59 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 24 marca 2014, 16:38

Hiena dowodzi, biorę trójkę
.
Spoiler!

200 lun w zlocie
225 w towarach na wymianę
- koszta niewolników
+koszta wynajmu najemników (póki co dostali polowę)

Nowe nabytki:
Mistrzowskiej jakości bat.
Niewolnik Hiena.
Trzech innych niewolników.
2 najemników.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 24 marca 2014, 20:03

Druss stara się doprowadzic do spotkania z z Ufilio i kapitanem w jakimś ustronnym miejscu żeby porozmawiac o nastrojach wśród marynarzy.

El Bragh witaj na pokładzie;).

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 24 marca 2014, 20:30

Ufilio i Wulfrede odeszli z Drussem w ustronne miejsce.

- O czym chcesz porozmawiać spytał Ufilio?

ODPOWIEDZ