PBF - Łącznik z południa

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 08 kwietnia 2014, 22:46

Hm a może zróbmy tak, złapmy najpierw z jakieś 30 min oddechu. Po tym udajmy się w kierunku miejsca spotkania. Jak będziemy tak ze dwa-trzy kilometry od niego to poszukamy jakiegoś zagajnika czy jaru(z tego co rozumiem miejsce spotkania jest po za miastem, np. w jakimś samotnym gospodarstwie albo opuszczonej leśniczówce) i ze dwie osoby zostaną tam z botem, reszta pojedzie na miejsce spotkania, zda wstępny raport i dowie się czy możemy ryzykować przetransportowanie tam bota, po tym przyjadą do grupy czekającej z botem i powiedzą co i jak.

A tak przy okazji Lewis otwiera i sprawdza zabrane z biura Cordillo rzeczy.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 kwietnia 2014, 22:53

Wątek techniczny

Szybkie podsumowanie: Waylander jest cały i zdrów. Falko i Podolski lekko ranni. Najbardziej poszkodowany Drake, ale jeszcze daje radę.

Mam nadzieje w najbliższym czasie coś wreszcie napisać, bo stoję bardzo krucho z czasem.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 kwietnia 2014, 09:19

Lesiste okolice Zarzecza; Gorim 27 ketash 606 OR, Popołudnie

Lewis z nadmiaru wrażeń dopiero teraz wyciągnął spod skórzni płócienny woreczek, który znalazł w oficynie. Powoli rozsupłał sznurek zabezpieczający muszący być tak ważną dla Cordillio zawartością.

W środku znajdowało się malutkie drewniane pudełko i starannie złożony w malutką kostkę, wymięty i noszący ślady ciężkiego życia list. Amistead wpierw rozłożył poplamiony krwią pismo, ale treść jakie spodziewał się przeczytać pozostało dla Cygnarczyka całkowitą zagadką. List skreślony był rhulickimi runami.

- Zna li kto rhulic? - zapytał nie dając sobie jednak wielkich nadzieji, że którykolwiek z towarzyszy kiwnie przytakująco głową. Tak jak się spodziewał, nikt nie mógł odcyfrować pisma. Zrezygnowany złożył list i otworzył proste drewniane pudełko w jakich najczęściej kobiety trzymają biżuterię. Oczy Lewisa rozwarły się szeroko:

- A to parch sullemicki... - wyrwało się botmistrzowi.

Na złotym łańcuszku wisiał spory medalik z menofiksem...

Wątek techniczny

No to niespodzianki nie było. Menofiks jednoznacznie wskazuje na Sullemitów. Natomiast treść listu, tajemnicza krew na nim póki co pozostaje dla Was tajemnicą.

Jesteście już zbunkrowani w pobliżu chatki, gdzie macie się spotkać z Longbottomem. Zakładam, że każdy z rannych wydał jednego HP i odzyskał trochę zdrowia.
Ostatnio zmieniony 14 kwietnia 2014, 17:43 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 09 kwietnia 2014, 10:36

Biorąc pod uwagę ksenofobie Sullemitów to pewnie krew jakiegoś kransnoluda. Dobra to jak to robimy panowie? Lewis i Podolski pojadą rozpoznać teren spotkania i nawiązać kontakt(ewentualnie Falko i Podolski, bo nie chciałbym zostawiać bota bez kontrole a nie jestem pewien czy Falko ma Jackmarshalla)? Po czym wrócą po resztę jeśli wszystko będzie grało.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 kwietnia 2014, 12:12

Nie mam lalkarza, a nadto wolałbym pójść na spotkanie jako jeden z ochotników (jeśli nie macie nic przeciwko).

I gwoli ścisłości, Sulmenici, nie Sullemici ;)

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 09 kwietnia 2014, 21:51

- Kurwia noga, nie znam tego języka - mruknął obolały Drake. Świeże rany bolały go jak jasna cholera, przyćmiewając myślenie. - Kiedy wy zajmowaliście się szabrowaniem magazynu i przejmowaniem bota, ja odciągałem dwa patrole, w tym jeden mnie skurwysyńsko poharatał. Znaleźliście coś ciekawego?
Tak, wydaję ten jeden punkt HP na zmniejszenie ran. Staram się jak najmniej ruszać, by dać ranom się dobrze zasklepić (wychodzę z założenia, że ktoś mnie opatrzył).
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 kwietnia 2014, 22:59

Lesiste okolice Zarzecza; Gorim 27 ketash 606 OR, Popołudnie

- Well done mate. - Lewis klepnął Caspainina po barku i spojrzał na wymownie na wóz: - You'd better look at this pal.

Pytanie Banderasa było czystą formalnością. Wielki kształt spoczywający pod płachtą płótna jednoznacznie dawał do myślenia. Lewis z nieskrywaną dumą uchylił nieco materiału ukazując oczom Cienia surowy metal wojbota i zwłoki Cordillo.

- Fucking bellend... - Drake zaklął cicho i splunął siarczystą flegmą z wozu. Nieprzyjemne wrażenie, że on i jego towarzysze zostali wystrcyhnięci na dudka przez sulmenickiego sprzedawczyka, odzywało się niemiłym ściskiem w gardle Caspianina. Ale przejęcie wojbota napawało w jakiś dziwny sposób dumą. Taki sprzęt był warty tysiące łabędzi i sam już fakt bycia w posiadaniu maszyny llaelskiej armii.
Taki krótki pościk, na tyle tylko mam czas :( W sumie dwóch Cygnarczyków raczej będzie rozmawiać w rodzimym języku. Ciąg dalszy już wkrótce. Rozumiem, że w "obozie" zostają definitywnie Lewis i Podolski, a do domku mysliwskiego fatygują się Falko z obolałym Banderasem

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 10 kwietnia 2014, 00:16

Wydaje mi się że inaczej szefie, raczej powiedziałbym że lepiej żeby Banderas jako ciężko ranny został tutaj, wolałbym iść też na spotkanie ale skoro Falko nie może przejąc bota to zostanę na miejscu. Więc wydaje mi się że rozsądniejszy będzie skład Falko i Podolski wyruszają nawiązać kontakt, Lewis i Banderas zostają na miejscu.

Jak będę mieć chwilę(zakładam że opatrywałem w drodze innych i sprawdzam ich stan) to sprawdzam jak ma się bot i czy nie trzeba dorzucić mu węgla trochę.
Ostatnio zmieniony 10 kwietnia 2014, 07:20 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 10 kwietnia 2014, 09:09

Niby mogę pójść, ale ja akurat nieźle oberwałem, powinien pójść ktoś nie zraniony. Gwardia zgarnie każdego, kto będzie miał świeże rany wskazujące na możliwość udziału w niedawnej walce.
Najwyżej pójdzie tylko jeden z nas, nie ranny, albo najlżej ranny. Jacyś ochotnicy?

Wydałem jak najbardziej punkt Heroiki by się podleczyć. Jak wygląda mój stan ? Mam rany postrzałowe tak?

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 10 kwietnia 2014, 11:26

- Ja to pierdole - powiedział głośno Banderas, kuśtykając do chatki. - Moja noga żyje własnym życiem. Muszę się gdzieś przyczaić na parę dni i wylizać rany. Za to będę miał dużo czasu na myślenie...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 11 kwietnia 2014, 22:10

Dobra to jak miałby iść jeden to Lewis pójdzie.

Botmistrz przytaknął propozycji Podolskiego:

- W takim wypadku ja pójdę, Wy się zaszyjcie i odpoczywajcie, jak tylko upewnię się że wszystko w porządku, wrócę po was.

Lewis miał nadzieje że uśmiech na jego twarzy był przekonujące i inny nie zauważą że tak na prawdę nie ma wielkiej ochoty iść na miejsce spotkania. Nie chodziło o to że bał się wpaść w jakąś zasadzkę, nie chciał po prostu zostawiać bota samego bez nadzoru, przez chwilę zastanawiał się czy ten w ogóle posłucha go kiedy każe mu zostać z innymi bez niego?
Prawdą było także to że pomimo odczuwane z tego powodu wstydu i poczucia winy, nie mógł się nacieszyć ponownym uczuciem Więzi z wojbotem.
Ciągle przez głowę przewijała mu się myśl że zdecydowanie zbyt długo tego nie robił, pomimo trudności w komunikacji z cortexem maszyny sama Więź spowodowała że znacznie się odprężył. Wzrastający w nim przez ostatni rok gniew i nacięcie bardzo zelżały.
Tym bardziej przygniotło go poczucie winy kiedy okazało się jaką musieli zapłacić cenę za zdobycie wojbota, nie mógł przestać zadawać sobie pytania czy gdyby nie był tak skoncentrowany na bocie podczas jazdy to czy nie zauważył by rany w plecach Kendrika i ten nadal by żył?

Ile zajmie mi dotarcie do kryjówki piechotą? Bo nie wiem czy mam zabierać ze sobą wóz?
Aha udało mi się zabrać moje stare ubranie? Jeśli tak to przebieram się przed wyruszeniem.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 kwietnia 2014, 22:47

Domek Myśliwski w pobliżu Zarzecza; Gorim 27 ketash 606 OR, Popołudnie

- Are you on your own? - Longbottom odetchnął z nieudawaną ulgą, widząc jak Amistead pokiwał przecząco głową. Kilkaset metrów dalej w chaszczach czekał wóz z resztą ekipy, której udało się umknąć z Zarzecza, bo krwawej jatce z Cordillo i okupantem: - I thought your mission was'nt successfull and you are all already dead.

Ambasador wskazał na towarzyszącą mu postać, niskiego, ubranego w czarny surdut okrągłego mężczyzny w okularach ze starannie uczesaną fryzurą.

- He is trusted man and will treat all your wounds... And if its still apply also with interrogation of this bloody spy.

Lewis w myślach ucieszył się, bo wszytko bolało go po tym sponiewierał go sulmenicki agent, a i tak cierpiał najmniej spośród rannych przyjaciół.

- I am fine sir... Others... Well, not so good... Actually we've got some K.I.A.

- Oh sweet lord, what's happened Amistead? Speak quickly. - Longbottom zapytał zatroskany.

Wszystko było w porządku. Botmistrz ostatnimi czasy stał się niezmiernie podejrzliwy, ale tu był zupełnie pewien. Longbottom i cyrulik nie byli im wrogami. Podolski wcześniej sprawdził okolice domu i też nie dostrzegł niczego niepokojącego. I choć wszystkim zgodnie wydawało się, że wszystko gra, to Lewis i tak przezornie poszedł pierwszy sam na przeszpiegi. Teraz, upewniwszy się w swoich przewidywaniach, mógł już spokojnie przywieźć tu swoich pokiereszowanych kompanów. Nim Amistead odpowiedział na pytanie przełożonego zapytał sztywno:

- Permission to bring rest of the group sir!

- Granted.

Kwadrans później przed dom podjechał wóz. Z kozła z niemałym trudem zeskoczył Podolski, a z paki poschodziła reszta agentów. Przed domem czekał Rualher z wypisanym zdziwieniem na twarzy:

- Bloody hell... - przeklał zdumiony: - Wojbot?

- Aye aye sir. - dumnie uśmiechnął się Amistead tylko ostatnim wysiłkiem woli powstrzymując się od zasalutowania uwielbianemu wiarusowi.

- Do szopy z nim, bo jeszcze kto zooczy przypadkiem. - zakonenderował już po llaelsku Longbottom. Lewis aktywował mentalnie bota, który puszczając kłęby dymu posłusznie pomaszerował do otwieranej właśnie przez cyrulika stodoły.

- Jest coś jeszcze... - Tardiri wskazał na dwa leżące na wozie ciała przykryte płótnem. Rualher uniósł nieco materiału wpierw dostrzegając ciało młodego Dennisona.

- Kendrik... - smutnym głosem Ambasador przywołał imię zabitego równocześnie czyniąc znak Morrowa. Potem przeniósł wzrok na upiorną pośmiertną minę jaką przybrała zmasakrowana magią twarz sulmenity. Nawet na twarzy takiego bohatera wielu bitew jak Longbottom na chwilę zagościło widoczne uczucie odrazy lub przestrachu.

- Na Morrowa... To ten drań? Cóż się mu stało? To on zabił Dennisona?

Wątek techniczny

Uprościłem sprawę. Wszyscy 100% pewni, że okolica jest bezpieczna, więc wszyscy trafiacie w końcu do chatki.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 13 kwietnia 2014, 13:28

Botmistrz zadrżał słysząc ostatnie pytanie Longbattoma, niepewny do końca kogo ma wskazać jako winnego, khardów czy siebie? Po chwili zaczął mówić przybitym głosem:

- Nie sir, to nie On, Kendrika dopadli czerwoni...stop, na to przyjdzie czas, teraz powiem to co najważniejsze - sięgnął do kieszeni aby wyciągnąć zebrane podczas akcji przedmioty - Jak widać dopadliśmy drania ale nie dał się pojmać i wywiązała się walka, on był botmistrzem i to cholernie dobrym, musieliśmy go zlikwidować bo bot zmiażdżyłby nas na papkę. Nie pojmuje jak udało mu się ukryć swoja prawdziwą tożsamość, jestem wyczulony na obecność innych botmistrzów, powinienem wyczuć go przy pierwszym spotkaniu...

Lewis przerwał na chwilę aby spojrzeć na rannych kolegów, miał nadzieje że człowiek Lonbottoma jest rzeczywiście dobrym felczerem:

- Przy nim i w jego biurze znaleźliśmy podczas szybkiego przeszukania trochę dokumentów i innych rzeczy, część w ukrytej skrytce, proszę spojrzeć sir.

Starałem się na początku przekazać wszystko o celu jak najszybciej, bo nie wiem czy nie goni nas bardzo czas, i nie okaże się że musimy zaraz wyruszać na następna akcje w związku z tym co znajduje się w przywiezionym dokumencie. Jakoś ie chce mi się wierzyć że Rhulicka koperta którą zabrałem podczas akcji w porcie i dokumenty fałszywego Cordillo nie wykażą jakiegoś powiązania między sobą ;).
Po najbardziej suchych faktach rozwinę raport o dokładny opis akcji

dla MG
Spoiler!
W szerszym raporcie przede wszystkim chwalę resztę(np. Falko za wyłącznie w pojedynkę wojbota, czy Banderasa za odciągniecie patroli) i biorę na siebie winę za śmierć Kendricka.

No i jeszcze jedna sprawa czy mógłbym(zedytowałbym wtedy posta) wyrazić postacią zdziwienie że nie wyczułem że "Cordillo" jest botmistrzem? Niech będzie to chociaż coś niespotykanego;).

Bart edit: nie ma problemu
Ostatnio zmieniony 13 kwietnia 2014, 23:39 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 kwietnia 2014, 11:25

Domek Myśliwski w pobliżu Zarzecza; Gorim 27 ketash 606 OR, Popołudnie

- Powiadasz, że nie wyczułeś aury botmistrza. A pewnyś że to był botmistrz?

- Zdecydowanie. - Falko i Lewis równocześnie potwierdzili informację.

- Hmmmm. To dziwne w istocie, ale nie teraz nam o tym prawić. Chodźmy do środka. - Longbottom kiwnął ręką w zapraszając geście: - Trzeba się Wami zająć.

Zaufany człowiek w milczeniu opatrywał rannych, będąc mimowolnym świadkiem jak grupa agentów odpowiada na pytania Longbottoma. Choć był zaufanym człowiekiem, to ambasador chyba nie do końca chciał aby ktokolwiek inny był świadkiem, gdy zacznie rozmawiać o akcji. W końcu felczer zakończył robotę i został odprawiony. Longbottom wziął do ręki menofiks i rhulickie pismo:

- Chcę jak najmniej świadków, choć ufam mu jak niewielu osobom w Merywynie. Grunt żeśmy się pozbyli wrażego agenta i odzyskali listy wielkiej wagi dla tych którzy rozumieją co w nich stoi między wierszami. - Rualher kiwnął wymownie ręką trzymającą menofiks i pisma: - Niektórzy przypłacili to życiem, niech im Morrow łaskaw będzie... Wygląda, że Sulmenici mają tu swoją siatkę i nie wiadomo jak rozległą. Nakazałbym w innych okolicznościach na penetrację i dywersję, ale już tutaj jesteście spaleni, przynajmniej na razie. Toteż zniknąć musicie przynajmniej na jakiś czas. Mam dla Was zadanie niezmiernej wagi, ale pierwej muszę poznać szczegóły misji. Raportujcie panowie.

Agenci zaczęli opowiadać przebieg akcji, ze smutkiem wspominając o śmierci Kendrika. Longbottom cierpliwie wysłuchał relacji.

- Moim zdaniem zachowaliście się wzorcowo i podjęliście słuszne ryzyko. Nikt z Was nie może się obwiniać o śmierć druha. Takie rzeczy niestety dzieją się na...

Menofiks już od kilku chwil przykuwał uwagę Falko. Mężczyzna nie miał okazji przyjrzeć się wcześniej wiszącemu na łańcuszku krzyżykowi ale dostrzegł w nim coś istotnego na tyle, że postanowił wtrącić się przełożonemu w słowo:

- Przepraszam sir, czy mogę zerknąć na tę mennicką relikwie?

- Oczywiście... - Longbottom nieco zaskoczony podał menofiks magianikowi.

Tardiri zaczął się dokładnie przyglądać przedmiotowi, po czym niepewnie rzekł przerywając niezręczną ciszę:

- To przedmiot magianiczny. Ale cudo... - Falko z nieukrywanym podziwem ocenił medalion, który już na pierwszy rzut oka wyglądał na iście mistrzowską robotę.

Wątek techniczny

Trudno jeszcze powiedzieć jakie właściwości miże mieć menofiks. Będzie to wymagało głębszych oględzin. Cdn

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 kwietnia 2014, 11:30

Czy to znaczy, że w menofiks wbudowane jest gniazdo akumulatora?

ODPOWIEDZ