PBF - Ścigając samego siebie
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Chudego wyraźnie nie interesowały wiadomości. Mężczyzna beznamiętnie słuchał radia terkoczącego o problemach RNK na pograniczu. Jedyne co utkwiło w jego pamięci to słowo kasyno, choć sama Gamorra raczej nie była mu znana. Z odrętwienia wyrwało go przekleństwo Chata, który zapewne w ten sposób dał upust swojej niemocy, jako, że przez to wszystko jeszcze mniej karawan będzie zaglądać do Goodsprings, lub co gorsza obawiał się, że miasteczko może stać się kolejnym celem ataku nieznanych bojówkarzy.
- N... Nie ma się co d..denerwować... - spróbował uspokoić Chata wystraszony chudzielec i zmienił szybko temat na taki jaki wydawał mu się pozornie bezpieczny: - T...t...taki Nat King Cole. To był gość! Śpiewał, grał, jarał mentole. Podobno pare paczek dziennie, czujecie? Takich prawdziwych, a nie jakiś gnieciuchów. Eeech... Chciałby tak...
***
Wzmianka o policyjnym Sekuritronie ponownie ożywiła rozmarzonego mężczyzne. Początkowo myślał, że robot jest pomocnikiem doktorka, ale w świetle najnowszych doniesień wyglądało, że to najprawdziwsze przedwojenne cacko i to w dodatku autonomiczne:
- Moge zerknąć na Waszego Sekuritrona? - spytał nieśmiało: - Może trzeba jakiś mały przegląd zrobić blaszakowi. Może się przydać jak wpadną tu ci frajerzy...
- N... Nie ma się co d..denerwować... - spróbował uspokoić Chata wystraszony chudzielec i zmienił szybko temat na taki jaki wydawał mu się pozornie bezpieczny: - T...t...taki Nat King Cole. To był gość! Śpiewał, grał, jarał mentole. Podobno pare paczek dziennie, czujecie? Takich prawdziwych, a nie jakiś gnieciuchów. Eeech... Chciałby tak...
***
Wzmianka o policyjnym Sekuritronie ponownie ożywiła rozmarzonego mężczyzne. Początkowo myślał, że robot jest pomocnikiem doktorka, ale w świetle najnowszych doniesień wyglądało, że to najprawdziwsze przedwojenne cacko i to w dodatku autonomiczne:
- Moge zerknąć na Waszego Sekuritrona? - spytał nieśmiało: - Może trzeba jakiś mały przegląd zrobić blaszakowi. Może się przydać jak wpadną tu ci frajerzy...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, główna ulica
Sunny i jasnowłosy zabijaka wyszli na główną ulicę osady przeciskając się pomiędzy ścianami baru i sąsiadującego z nim budynku, który wedle słów dziewczyny był miejscowym sklepem. Pozbawiony pamięci strzelec poupychał po kieszeniach spodni i koszuli otrzymane od Sunny naboje, starając się żadnego z nich nie zgubić.
- Poproszę Cheta o jakiś plecak albo torbę, żebyś mógł łatwiej wszystko nosić - oznajmiła Sunny oglądając się na towarzysza ponad ramieniem - Ci, którzy was załatwili zabrali wszystko, co mieliście oprócz ubrań. Hieny!
- Przydałaby się uprząż z uchwytem na drugi magazynek - mruknął mężczyzna poprawiając pasek karabinka - Jak wejdziemy na dach?
- Sunny, ten chudy naprawił radio! - zza rogu salonu wyszedł brodacz, który uczestniczył w rozmowie na temat postępowania z bandytami oraz towarzyszący mu albinos i chudzielec - Na New Vegas leciały właśnie wiadomości! Jakaś banda zajęła Primm i zaczęła się tam rządzić. Wiesz, co myślę?
- Kajdaniarze! - sarknęła dziewczyna potrząsając grzywką - Z więzienia mają tyle samo drogi na południowy zachód do Primm jak w drugą stronę do nas. Zaczynają zaprowadzać swoje rządy wszędzie wokół.
- Jeśli oni są tak silni, że nie boją się garnizonu z Przyczółka, może lepiej się z nimi dogadać? - zapytał Chet, ponownie tracąc pewność siebie. Sunny obrzuciła go w odpowiedzi wzrokiem, który mroził krew w żyłach.
- Już raz to przerabialiśmy, Chet - wycedziła przez zęby - Jeśli się nie postawimy, będziemy musieli się im całkowicie podporządkować. Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam rozkładać przed tymi gnojami nóg na każde kiwnięcie palca! A jeśli twoja dupa ci miła, pomyśl o tym, że od biedy możesz dla nich zagrać damską rolę!
- Jak on strzela? - zapytał pośpiesznie albinos, zmieniając na wszelki wypadek temat rozmowy i pokazując palcem na jasnowłosego.
- Bardzo dobrze - odparła Sunny, a jej oblicze przybrało ponownie łagodniejszego wyrazu - Jakby się urodził z karabinkiem w dłoni. Gdzie reszta?
- Doktor i pastor poszli do Ringa, chcą go namówić na rolę przynęty - odparł brodacz - My musimy bardzo szybko dograć resztę planu. Chodźcie między budynki, nie stójmy tak na widoku, ktoś może nas obserwować.
Cała grupka cofnęła się pośpiesznie w przejście między salonem i sklepem, skupiając się ciasno przy sobie.
- Ja i koleżka wejdziemy na dach baru - zaproponowała Sunny - Z góry będziemy mieli dobre pole ostrzału we wszystkich kierunkach, a wcześniej możemy obserwować rogatki, bo nie wiadomo, skąd Cobb nadejdzie.
- Najpewniej drogą od strony autostrady, ale mniejsza o to - machnął dłonią Chet - Bar jest niski, mam lepszy punkt obserwacyjny. Wyślemy kogoś na cmentarz, stamtąd widać teren w promieniu kilku mil. Pożyczysz lornetkę?
- Byle o nią dbali - odrzekła Sunny - Kto pójdzie? Sam? Ted? My nie, bo stamtąd będzie za daleko na oddanie dobrego strzału.
- Jeszcze nie zdecydowałem - potrząsnął głową brodacz - Wystawimy Ringa przed barem, żeby podciągnąć Cobba jak najbliżej. Resztę naszych rozstawi się wkoło. Na umówiony znak zaczniemy strzelać i niech Bóg ma nas w opiece.
Sunny i jasnowłosy zabijaka wyszli na główną ulicę osady przeciskając się pomiędzy ścianami baru i sąsiadującego z nim budynku, który wedle słów dziewczyny był miejscowym sklepem. Pozbawiony pamięci strzelec poupychał po kieszeniach spodni i koszuli otrzymane od Sunny naboje, starając się żadnego z nich nie zgubić.
- Poproszę Cheta o jakiś plecak albo torbę, żebyś mógł łatwiej wszystko nosić - oznajmiła Sunny oglądając się na towarzysza ponad ramieniem - Ci, którzy was załatwili zabrali wszystko, co mieliście oprócz ubrań. Hieny!
- Przydałaby się uprząż z uchwytem na drugi magazynek - mruknął mężczyzna poprawiając pasek karabinka - Jak wejdziemy na dach?
- Sunny, ten chudy naprawił radio! - zza rogu salonu wyszedł brodacz, który uczestniczył w rozmowie na temat postępowania z bandytami oraz towarzyszący mu albinos i chudzielec - Na New Vegas leciały właśnie wiadomości! Jakaś banda zajęła Primm i zaczęła się tam rządzić. Wiesz, co myślę?
- Kajdaniarze! - sarknęła dziewczyna potrząsając grzywką - Z więzienia mają tyle samo drogi na południowy zachód do Primm jak w drugą stronę do nas. Zaczynają zaprowadzać swoje rządy wszędzie wokół.
- Jeśli oni są tak silni, że nie boją się garnizonu z Przyczółka, może lepiej się z nimi dogadać? - zapytał Chet, ponownie tracąc pewność siebie. Sunny obrzuciła go w odpowiedzi wzrokiem, który mroził krew w żyłach.
- Już raz to przerabialiśmy, Chet - wycedziła przez zęby - Jeśli się nie postawimy, będziemy musieli się im całkowicie podporządkować. Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam rozkładać przed tymi gnojami nóg na każde kiwnięcie palca! A jeśli twoja dupa ci miła, pomyśl o tym, że od biedy możesz dla nich zagrać damską rolę!
- Jak on strzela? - zapytał pośpiesznie albinos, zmieniając na wszelki wypadek temat rozmowy i pokazując palcem na jasnowłosego.
- Bardzo dobrze - odparła Sunny, a jej oblicze przybrało ponownie łagodniejszego wyrazu - Jakby się urodził z karabinkiem w dłoni. Gdzie reszta?
- Doktor i pastor poszli do Ringa, chcą go namówić na rolę przynęty - odparł brodacz - My musimy bardzo szybko dograć resztę planu. Chodźcie między budynki, nie stójmy tak na widoku, ktoś może nas obserwować.
Cała grupka cofnęła się pośpiesznie w przejście między salonem i sklepem, skupiając się ciasno przy sobie.
- Ja i koleżka wejdziemy na dach baru - zaproponowała Sunny - Z góry będziemy mieli dobre pole ostrzału we wszystkich kierunkach, a wcześniej możemy obserwować rogatki, bo nie wiadomo, skąd Cobb nadejdzie.
- Najpewniej drogą od strony autostrady, ale mniejsza o to - machnął dłonią Chet - Bar jest niski, mam lepszy punkt obserwacyjny. Wyślemy kogoś na cmentarz, stamtąd widać teren w promieniu kilku mil. Pożyczysz lornetkę?
- Byle o nią dbali - odrzekła Sunny - Kto pójdzie? Sam? Ted? My nie, bo stamtąd będzie za daleko na oddanie dobrego strzału.
- Jeszcze nie zdecydowałem - potrząsnął głową brodacz - Wystawimy Ringa przed barem, żeby podciągnąć Cobba jak najbliżej. Resztę naszych rozstawi się wkoło. Na umówiony znak zaczniemy strzelać i niech Bóg ma nas w opiece.
Aravenie, oprócz karabinka dostałeś też 40 naboi 5.56 mm oraz dwa magazynki. Oznacza to, że po wystrzeleniu pierwszego możesz natychmiast użyć zapasowego, potem jednak będziesz musiał mozolnie wsadzać luźne naboje do co najmniej jednego z nich, by znowu móc strzelać.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Słuchajcie, nie czas na wahanie. Jestem tu obcy, ale będę dla was walczył jak będzie trzeba.
Ale zdecydujcie się jako mieszkańcy co robicie?
Kajdaniarze będą was wykorzystywać, coraz bardziej jak się nie postawicie.
Tacy jak oni szanują tylko siłę.
-Chciałbym pogadać z tym handlarzem, czego od niego chcą i czy coś wie o tym kto nas zakopał w tym cholernym grobie.
Czas rozmieścić ludzi na pozycjach, wyznaczyć zadania. Ktoś tu u was pewnie zna się na tym?
Ale zdecydujcie się jako mieszkańcy co robicie?
Kajdaniarze będą was wykorzystywać, coraz bardziej jak się nie postawicie.
Tacy jak oni szanują tylko siłę.
-Chciałbym pogadać z tym handlarzem, czego od niego chcą i czy coś wie o tym kto nas zakopał w tym cholernym grobie.
Czas rozmieścić ludzi na pozycjach, wyznaczyć zadania. Ktoś tu u was pewnie zna się na tym?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Chidy niechętnie wyszedł na zewnątrz za wszystkimi. Choć w barze było duszno i niesamowicie gorąco, to na zakurzonych uliczkach Goodsprings (uliczka to wielkie słowo), panowała okropna spiekota i prawie nie szło odnaleźć miejsc, gdzie można byłoby skryć się w cieniu. Mężczczyzna zmrużył oczy i przyłożywaszy dłoń do czoła tworząc swojego rodzaju daszek podszedł do debatującej grupki. Jego uwagę od razu przykuł wiekowy karabinek 5,56mm, trzymany przez długowłosego blondyna, którego imienia nie pamiętał:
- Daj oblukać koleżko tę pukawkę...
Wątek techniczny
Jeśli chudy widzi ze można coś pomajstrować przy karabinie to zaoferuje pomoc. Może także spróbować zrobić granaty tudzież jakieś pułapki.
- Daj oblukać koleżko tę pukawkę...
Wątek techniczny
Jeśli chudy widzi ze można coś pomajstrować przy karabinie to zaoferuje pomoc. Może także spróbować zrobić granaty tudzież jakieś pułapki.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kwestie techniczne
Chudzielec dzięki naprawieniu radia Trudi za darmo wykorzystał pewien atut profesyjny - mianowicie dopóki nie popsuje sobie czymś reputacji (co zapewne bardzo szybko nastąpi), będzie miał w kontaktach z mieszkańcami Goodsprings premię +2 do testów opartych na Posłuchu.
Weatherby 380 to karabinek myśliwski o następujących parametrach: Siła 2k6, Precyzja -2/+1, Zasięg 3+, Magazynek 5, Zaw. 15%, Wt 4, Przeł. 3.
Chudzielec dzięki naprawieniu radia Trudi za darmo wykorzystał pewien atut profesyjny - mianowicie dopóki nie popsuje sobie czymś reputacji (co zapewne bardzo szybko nastąpi), będzie miał w kontaktach z mieszkańcami Goodsprings premię +2 do testów opartych na Posłuchu.
Weatherby 380 to karabinek myśliwski o następujących parametrach: Siła 2k6, Precyzja -2/+1, Zasięg 3+, Magazynek 5, Zaw. 15%, Wt 4, Przeł. 3.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, stacja benzynowa
Dwaj mężczyźni podeszli bardzo ostrożnym krokiem do zamkniętych szczelnie drzwi kantorka. Położona na obrzeżach osady stacja sprawiała opłakane wrażenie, strasząc zabitymi deskami oknami, zniszczonymi dystrybutorami paliwa i wrakiem starego półciężarowego Forda rdzewiejącego w szeroko otwartej przybudówce ręcznej myjni.
- Postaraj się niczym go nie przestraszyć, przyjacielu, bo jest uzbrojony i śmiertelnie przerażony - poprosił doktor Mitchell, sięgając dłonią ku klamce drzwi i otwierając je ostrożnie. Jeden po drugim goście przekroczyli próg kantorka, starając się przyzwyczaić oczy do panującego wewnątrz głębokiego półmroku.
Pastor Gottschalk obrzucił spojrzeniem zdewastowane pomieszczenie, wciągając w nozdrza odór stęchlizny i ludzkiego potu. Metaliczny szczęk odciągniętego kurka zmroził mu krew w żyłach.
- Co to za jeden, doktorze?! - zapytał zdenerwowanym tonem bardzo młody czarnowłosy człowiek, który siedział na wymiętym posłaniu rozścielonym pod jedną ze ścian. Ściskany w jego dłoni rewolwer Smith & Wesson mierzył prosto w głowę pastora.
- Przyjaciel - odpowiedział opanowanym tonem siwowłosy lekarz - Chcemy porozmawiać o tym jak możemy ci pomóc.
- Chcecie mnie wyrzucić, prawda? - jęknął młodzieniec - Cobb tu był, widziałem jak odchodził z baru. Zastraszył was? Mam się wynosić, tak?
- Cobb tu był, to prawda - skinął głową doktor - Odmówiliśmy oddania cię w jego ręce, dlatego zagroził zemstą. Obawiam się, że wróci dziś wieczorem, a wtedy zrobi się bardzo nieprzyjemnie.
- Dla kogo? Dla mnie? - Ringo otworzył jeszcze szerzej swe przerażone oczy.
- Niekoniecznie. Chcemy urządzić na Kajdaniarzy zasadzkę, ale nie poradzimy sobie bez odpowiedniej przynęty...
- Chcecie mnie wystawić jako przynętę? - zakrztusił się Ringo - Oszaleliście?
Dwaj mężczyźni podeszli bardzo ostrożnym krokiem do zamkniętych szczelnie drzwi kantorka. Położona na obrzeżach osady stacja sprawiała opłakane wrażenie, strasząc zabitymi deskami oknami, zniszczonymi dystrybutorami paliwa i wrakiem starego półciężarowego Forda rdzewiejącego w szeroko otwartej przybudówce ręcznej myjni.
- Postaraj się niczym go nie przestraszyć, przyjacielu, bo jest uzbrojony i śmiertelnie przerażony - poprosił doktor Mitchell, sięgając dłonią ku klamce drzwi i otwierając je ostrożnie. Jeden po drugim goście przekroczyli próg kantorka, starając się przyzwyczaić oczy do panującego wewnątrz głębokiego półmroku.
Pastor Gottschalk obrzucił spojrzeniem zdewastowane pomieszczenie, wciągając w nozdrza odór stęchlizny i ludzkiego potu. Metaliczny szczęk odciągniętego kurka zmroził mu krew w żyłach.
- Co to za jeden, doktorze?! - zapytał zdenerwowanym tonem bardzo młody czarnowłosy człowiek, który siedział na wymiętym posłaniu rozścielonym pod jedną ze ścian. Ściskany w jego dłoni rewolwer Smith & Wesson mierzył prosto w głowę pastora.
- Przyjaciel - odpowiedział opanowanym tonem siwowłosy lekarz - Chcemy porozmawiać o tym jak możemy ci pomóc.
- Chcecie mnie wyrzucić, prawda? - jęknął młodzieniec - Cobb tu był, widziałem jak odchodził z baru. Zastraszył was? Mam się wynosić, tak?
- Cobb tu był, to prawda - skinął głową doktor - Odmówiliśmy oddania cię w jego ręce, dlatego zagroził zemstą. Obawiam się, że wróci dziś wieczorem, a wtedy zrobi się bardzo nieprzyjemnie.
- Dla kogo? Dla mnie? - Ringo otworzył jeszcze szerzej swe przerażone oczy.
- Niekoniecznie. Chcemy urządzić na Kajdaniarzy zasadzkę, ale nie poradzimy sobie bez odpowiedniej przynęty...
- Chcecie mnie wystawić jako przynętę? - zakrztusił się Ringo - Oszaleliście?
Czy pastor przemówi młodzieńcowi do rozumu?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, główna ulica
Sunny odłączyła się od rozmawiających półgłosem mężczyzn w myśl uzgodnienia poczynionego z Chetem, pozornie beztroskim krokiem zaczęła przemierzać zakamarki pustynnej osady przystając przy napotykanych osadnikach i wymieniając z nimi uwagi. Jeden po drogim, mieszkańcy pozostawiali swą pracę i znikali w podniszczonych domostwach, bez wątpienia szykując do użycia schowaną tam broń. Jeden z nich chwilę później niemal pognał na szczyt cmentarnego wzgórza, usiadł na metalowej barierce w cieniu rdzewiejącej cysterny spoglądając na panoramę okolicy przez szkła pożyczonej od Sunny lornetki.
- Niezła szpryca - mruknął chudzielec odprowadzając porywczą dziewczynę spojrzeniem orbitującym w okolicach jej opiętych dżinsami krągłych pośladków - Ma faceta?
- Nie, chwilowo nie - prychnął Chet - Jej były wyjechał do Vegas i szybko przestał pisać. Od tego czasu jest dość... niechętna facetom.
- To zrozumiałe - pokiwał głową chudzielec - Nie miała dotąd okazji poznać kogoś takiego jak ja...
Mimo powagi sytuacji, mimo wyczuwalnego napięcia i zdenerwowania, pozostali uczestnicy rozmowy nie wytrzymali i wybuchnęli niepowstrzymanym chichotem, wyjątkowo sardonicznym w swym brzmieniu.
- Czego rżycie? - obruszył się poirytowany chudzielec - Żal wam, że nie macie ze mną szans?
Chet pierwszy przestał się śmiać, otarł rękawem lśniące w kącikach oczu łzy.
- Życzę szczęścia, bardzo dużo szczęścia - oznajmił odzyskując w końcu powagę - Idę do starego Pete po dynamit.
- A gdzie jest ten wasz blaszak? - obrażony chudzielec przypomniał sobie znienacka coś innego, co od dłuższej chwili chodziło mu po głowie - Ten Sekuritron?
Chet rozejrzał się uważnie wzdłuż ulicy, po czym wzruszył ramionami.
- Zawsze gdzieś się tu kręci - odparł - Może jest w swojej szopie. Widzicie tę budkę na końcu bocznej uliczki, opodal domu doktora? Może jest w środku.
- A handlarz, którego chronicie? Gdzie go trzymacie? - spytał jasnowłosy zabijaka.
- Na stacji benzynowej - spojrzenie brodacza pobiegło dla odmiany ku zabudowaniom na sąsiadującym z osadą wzniesieniu.
Sunny odłączyła się od rozmawiających półgłosem mężczyzn w myśl uzgodnienia poczynionego z Chetem, pozornie beztroskim krokiem zaczęła przemierzać zakamarki pustynnej osady przystając przy napotykanych osadnikach i wymieniając z nimi uwagi. Jeden po drogim, mieszkańcy pozostawiali swą pracę i znikali w podniszczonych domostwach, bez wątpienia szykując do użycia schowaną tam broń. Jeden z nich chwilę później niemal pognał na szczyt cmentarnego wzgórza, usiadł na metalowej barierce w cieniu rdzewiejącej cysterny spoglądając na panoramę okolicy przez szkła pożyczonej od Sunny lornetki.
- Niezła szpryca - mruknął chudzielec odprowadzając porywczą dziewczynę spojrzeniem orbitującym w okolicach jej opiętych dżinsami krągłych pośladków - Ma faceta?
- Nie, chwilowo nie - prychnął Chet - Jej były wyjechał do Vegas i szybko przestał pisać. Od tego czasu jest dość... niechętna facetom.
- To zrozumiałe - pokiwał głową chudzielec - Nie miała dotąd okazji poznać kogoś takiego jak ja...
Mimo powagi sytuacji, mimo wyczuwalnego napięcia i zdenerwowania, pozostali uczestnicy rozmowy nie wytrzymali i wybuchnęli niepowstrzymanym chichotem, wyjątkowo sardonicznym w swym brzmieniu.
- Czego rżycie? - obruszył się poirytowany chudzielec - Żal wam, że nie macie ze mną szans?
Chet pierwszy przestał się śmiać, otarł rękawem lśniące w kącikach oczu łzy.
- Życzę szczęścia, bardzo dużo szczęścia - oznajmił odzyskując w końcu powagę - Idę do starego Pete po dynamit.
- A gdzie jest ten wasz blaszak? - obrażony chudzielec przypomniał sobie znienacka coś innego, co od dłuższej chwili chodziło mu po głowie - Ten Sekuritron?
Chet rozejrzał się uważnie wzdłuż ulicy, po czym wzruszył ramionami.
- Zawsze gdzieś się tu kręci - odparł - Może jest w swojej szopie. Widzicie tę budkę na końcu bocznej uliczki, opodal domu doktora? Może jest w środku.
- A handlarz, którego chronicie? Gdzie go trzymacie? - spytał jasnowłosy zabijaka.
- Na stacji benzynowej - spojrzenie brodacza pobiegło dla odmiany ku zabudowaniom na sąsiadującym z osadą wzniesieniu.
Utajniona mobilizacja szybko postępuje. Chet idzie do jednego z osadników porozmawiać o dostępie do dynamitu. Jasnowłosy strzelec może dołączyć do pastora i lekarza na stacji benzynowej. Chudzielec może iść szukać robota. Albinos może cokolwiek. Do zmierzchu kilka godzin, co robicie?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Tak, chcemy użyć ciebie jako przynęty, Ringo. Ale od początku. Ja jestem David Gottschalk i jestem pastorem. Dlatego możesz mówić do mnie ojcze, pastorze lub klecho, ale nie obrażę się też za David. Ale wróćmy do sedna, bo zapewne nie chcesz, żebyśmy mydlili ci oczu bzdurami. Rzeczywiście, był tu niejaki Cobb i wygląda na to, że miał co do ciebie bardzo sprecyzowane plany. Nie będę streszczał miłej z nim pogawędki, ale w skrócie: wysłaliśmy go do diabła. Mieszkańcy stanęli w twojej obronie. Dali ci schronienie i próbują zapewnić bezpieczeństwo, zrobią wszystko co w ich mocy, by uratować twoją skórę. Nikt nawet cię nie zapytał jakie wiatry przygnały cię akurat tutaj i za co ścigają cię twoi prześladowcy. Prawdopodobnie jeszcze dziś wieczorem miasteczko zapłaci za to swoją cenę. Decyzja oczywiście należy do ciebie. Jeśli Kajdaniarze po ciebie przyjdą, to mocno dostanie się wszystkim mieszkańcom. Dlatego apeluję do ciebie, byś spłacił część długu, jaki u tych ludzi zaciągnąłeś. Oczywiście, zadanie jest niebezpieczne, ale ryzyko jest warte zachodu. Jeśli się zgodzisz, okażesz tym ludziom należny im szacunek i zaskarbisz sobie ich wdzięczność. W zamian za to będziesz miał schronienie i bezpieczeństwo, w którego wywalczeniu sam weźmiesz udział. Proszę jedynie, byś rozważył wszystkie za i przeciw. Resztę pozostawiam twojemu sumieniu.
- Panowie, wymyślcie co możemy zrobić z tym cholernym dynamitem, bo mi się paliwo w mózgu wyczerpało. Ja idę z Chetem załatwiać nasze wsparcie wybuchowe - albinos obrócił się na pięcie i odmaszerował w tym samym kierunku co Chet.
- Ma pan może jakiekolwiek pomysły na inteligentne wykorzystanie dynamitu? Marnotrawstwem naszej przewagi będzie obrzucenie ich zapalonymi laskami. - albinos odpłynął w myśli, po czym nagle powiedział - Mam! Ma może pan w sklepie żarówki samochodowe albo cienki drucik, kable dwużyłowe, baterie i jakieś przełączniki? Mogę z tego zrobić zdalnie odpalane ładunki. Potem usiądziemy sobie w knajpie i wysadzimy je w odpowiednim momencie. A ten sposób sporządzania zapalników jest bardzo szybki, na pewno zdążę zrobić jakieś dziesięć ładunków i rozmieścić je do wieczora.
- Ma pan może jakiekolwiek pomysły na inteligentne wykorzystanie dynamitu? Marnotrawstwem naszej przewagi będzie obrzucenie ich zapalonymi laskami. - albinos odpłynął w myśli, po czym nagle powiedział - Mam! Ma może pan w sklepie żarówki samochodowe albo cienki drucik, kable dwużyłowe, baterie i jakieś przełączniki? Mogę z tego zrobić zdalnie odpalane ładunki. Potem usiądziemy sobie w knajpie i wysadzimy je w odpowiednim momencie. A ten sposób sporządzania zapalników jest bardzo szybki, na pewno zdążę zrobić jakieś dziesięć ładunków i rozmieścić je do wieczora.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, stacja benzynowa
Młodziutki handlarz Karmazynowej Karawany nie był głupcem; będąc nim pewnie nie miałby dość predyspozycji, by trudnić się wymagającym fachem w tak dobrze znanej firmie. Już pierwsze słowa gości uświadomiły mu istotę przyniesionej przez nich propozycji, ale mimo skrytych nadziei doktora i Gottschalka perspektywa zagrania przynęty bynajmniej Ringa nie ucieszyła.
- Chyba wam całkiem odbiło?! - sapnął z wrażenia młodzieniec - A jeśli coś pójdzie nie tak? Jak Cobb położy na mnie swoje łapy, już będzie po mnie!
- Zapewnimy ci ochronę - oznajmił doktor Mitchell, ale jego słowa wcale handlarza nie uspokoił. Lufa jego rewolweru wciąż mierzyła w pierś pastora Gottschalka, starającego się nie wykonywać żadnych ruchów mogących uchodzić za groźne.
- Nie ma mowy! - wyrzucił z siebie Ringo - To już wolę się stąd zabrać i uciekać na północ!
Drzwi kantorka stanęły otworem i przez próg pomieszczenia przestąpił jasnowłosy mężczyzna w czarnej ortalionowej kurtce z podwiniętymi rękawami, uzbrojony w przewieszony przez ramię myśliwski karabinek. Ringo natychmiast przestał zwracać uwagę na pastora, wycelował rewolwer w ostatniego gościa.
- A tyś co za jeden i czego tu szukasz?! - wrzasnął handlarz, z nadmiaru emocji niemal do końca tracąc nad sobą panowanie.
Młodziutki handlarz Karmazynowej Karawany nie był głupcem; będąc nim pewnie nie miałby dość predyspozycji, by trudnić się wymagającym fachem w tak dobrze znanej firmie. Już pierwsze słowa gości uświadomiły mu istotę przyniesionej przez nich propozycji, ale mimo skrytych nadziei doktora i Gottschalka perspektywa zagrania przynęty bynajmniej Ringa nie ucieszyła.
- Chyba wam całkiem odbiło?! - sapnął z wrażenia młodzieniec - A jeśli coś pójdzie nie tak? Jak Cobb położy na mnie swoje łapy, już będzie po mnie!
- Zapewnimy ci ochronę - oznajmił doktor Mitchell, ale jego słowa wcale handlarza nie uspokoił. Lufa jego rewolweru wciąż mierzyła w pierś pastora Gottschalka, starającego się nie wykonywać żadnych ruchów mogących uchodzić za groźne.
- Nie ma mowy! - wyrzucił z siebie Ringo - To już wolę się stąd zabrać i uciekać na północ!
Drzwi kantorka stanęły otworem i przez próg pomieszczenia przestąpił jasnowłosy mężczyzna w czarnej ortalionowej kurtce z podwiniętymi rękawami, uzbrojony w przewieszony przez ramię myśliwski karabinek. Ringo natychmiast przestał zwracać uwagę na pastora, wycelował rewolwer w ostatniego gościa.
- A tyś co za jeden i czego tu szukasz?! - wrzasnął handlarz, z nadmiaru emocji niemal do końca tracąc nad sobą panowanie.
Negocjacje przebiegają bardzo opornie...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, boczna uliczka
Odłączywszy się od reszty towarzyszy chudzielec pomaszerował poprzez osadę w kierunku wskazanej mu wcześniej szopy, decydując się na odszukanie niezmiernie go ciekawiącego Sekuritrona. Sprawny robot nie tylko był świadkiem nocnego dramatu na cmentarnym wzgórzu, mógł też stanowić cennego sojusznika, bo jakieś niejasne wspomnienie podpowiadało chudzielcowi, że machina tego rodzaju posiadała godny szacunku potencjał bojowy.
Z okien mijanych domostw śledziły go baczne ludzkie oczy, pełne niepokoju i podejrzliwości. Mężczyzna udawał, że nie dostrzega tych spojrzeń, starając się panować nad chęcią podskoczenia w miejscu bądź innego wybryku mogącego przestraszyć miejscowych osadników. Nie wątpił, że wszyscy byli uzbrojeni, a nie zamierzał ryzykować postrzelenia z powodu jakiegoś zupełnie niepotrzebnego głupstwa.
Zajmowany przez robota budyneczek był rdzewiejącą coraz bardziej blaszaną szopą, zadaszoną i wyposażoną w umocowane na zawiasach metalowe drzwi. Uwagę chudzielca zaprzątnęła niemal natychmiast wisząca przy drzwiach stara flaga, częściowo podarta, ale wciąż rozpoznawalna; będąca bardzo odległym wspomnieniem świata, który umarł dawno temu w płomieniach atomowej pożogi.
[center]
[/center]
Rozwieszone nad wejściem niewielkie białe lampki świeciły się słabym blaskiem czerpiąc energię z podpiętego do nich niewielkiego akumulatora. Chudzielec oblizał spierzchnięte usta czując nieodpartą chęć odpięcia akumulatora i przehandlowania go za działkę jetu, ale powstrzymał go przed nim chrzęst żwiru za plecami.
Mężczyzna obrócił się na pięcie i sapnął widząc zbliżający się środkiem drogi kształt. Balansujący dzięki skomplikowanemu układowi żyroskopu robot miał masywną kanciastą obudowę i długie elastyczne chwytaki. Na czworokątnym ekranie wbudowanym w górną część korpusu chudzielec dostrzegł podskakujący i rozmazujący się chwilami obraz twarzy z kreskówki: palącego papierosa kowboja o kpiarskiej minie.
- Siemanko - z syntetyzatora robota dobiegł silnie zniekształcony radiowymi szumami metaliczny głos - Widzę, że już wróciłeś do formy.
Odłączywszy się od reszty towarzyszy chudzielec pomaszerował poprzez osadę w kierunku wskazanej mu wcześniej szopy, decydując się na odszukanie niezmiernie go ciekawiącego Sekuritrona. Sprawny robot nie tylko był świadkiem nocnego dramatu na cmentarnym wzgórzu, mógł też stanowić cennego sojusznika, bo jakieś niejasne wspomnienie podpowiadało chudzielcowi, że machina tego rodzaju posiadała godny szacunku potencjał bojowy.
Z okien mijanych domostw śledziły go baczne ludzkie oczy, pełne niepokoju i podejrzliwości. Mężczyzna udawał, że nie dostrzega tych spojrzeń, starając się panować nad chęcią podskoczenia w miejscu bądź innego wybryku mogącego przestraszyć miejscowych osadników. Nie wątpił, że wszyscy byli uzbrojeni, a nie zamierzał ryzykować postrzelenia z powodu jakiegoś zupełnie niepotrzebnego głupstwa.
Zajmowany przez robota budyneczek był rdzewiejącą coraz bardziej blaszaną szopą, zadaszoną i wyposażoną w umocowane na zawiasach metalowe drzwi. Uwagę chudzielca zaprzątnęła niemal natychmiast wisząca przy drzwiach stara flaga, częściowo podarta, ale wciąż rozpoznawalna; będąca bardzo odległym wspomnieniem świata, który umarł dawno temu w płomieniach atomowej pożogi.
[center]

[/center]
Rozwieszone nad wejściem niewielkie białe lampki świeciły się słabym blaskiem czerpiąc energię z podpiętego do nich niewielkiego akumulatora. Chudzielec oblizał spierzchnięte usta czując nieodpartą chęć odpięcia akumulatora i przehandlowania go za działkę jetu, ale powstrzymał go przed nim chrzęst żwiru za plecami.
Mężczyzna obrócił się na pięcie i sapnął widząc zbliżający się środkiem drogi kształt. Balansujący dzięki skomplikowanemu układowi żyroskopu robot miał masywną kanciastą obudowę i długie elastyczne chwytaki. Na czworokątnym ekranie wbudowanym w górną część korpusu chudzielec dostrzegł podskakujący i rozmazujący się chwilami obraz twarzy z kreskówki: palącego papierosa kowboja o kpiarskiej minie.
- Siemanko - z syntetyzatora robota dobiegł silnie zniekształcony radiowymi szumami metaliczny głos - Widzę, że już wróciłeś do formy.
Pojawił się właściciel szopy...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Strzałeczka koleżko. Doktorek nas na nogi postawił... - Chudzielec zagaił rozmowę, nie bardzo wiedząc na ile maszyna będzie mogła prowadzić konwersację. W końcu jednak zdecydował, że spróbuje z nią pogadać jak z drugim człowiekiem: zdobyć trochę zaufania, a potem spróbować coś wyciągnąć z robota:
- Eeee no wiesz Vic. Chciałem podziękować za uratowanie życia. Nooo... Ten... Jakbyś coś potrzebował, wiesz przeglądu... Eee, może żeby coś nasmarować, nawilżyć tu i uwdzie... hehehe, no to spoko. Ja chyba się coś na tym znam... A ten teges, znalazłeś może coś w pobliżu, albo zauważyłeś jak nas odnalazłeś? Masz może nagranie? - Mężczyzna nie czuł się zbyt komfortowo gadając do Sekuritrona: - No i jeszcze jedno. Goodsprings może się dziś potrzebować... Wiesz do miasta ma dziś wpaść gang paru wyjętych spod prawa skurwysynów. Nooo... kumasz bandytów. Są na nich listy gończe...
- Eeee no wiesz Vic. Chciałem podziękować za uratowanie życia. Nooo... Ten... Jakbyś coś potrzebował, wiesz przeglądu... Eee, może żeby coś nasmarować, nawilżyć tu i uwdzie... hehehe, no to spoko. Ja chyba się coś na tym znam... A ten teges, znalazłeś może coś w pobliżu, albo zauważyłeś jak nas odnalazłeś? Masz może nagranie? - Mężczyzna nie czuł się zbyt komfortowo gadając do Sekuritrona: - No i jeszcze jedno. Goodsprings może się dziś potrzebować... Wiesz do miasta ma dziś wpaść gang paru wyjętych spod prawa skurwysynów. Nooo... kumasz bandytów. Są na nich listy gończe...
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Spokojnie Ringo. Spróbujmy rozważyć to na chłodno. Pytasz co będzie, jeśli coś pójdzie nie tak? Cóż, już coś poszło nie tak. Świat się zmienił i nie ma już ludzi obojętnych. Pozostali tylko albo dobrzy, jak mieszkańcy Goodsprings, albo cholernie źli, jak kajdaniarze. Teraz jest czas, byś opowiedział się po jednej ze stron. To, że wyjedziesz, nie uchroni cię przed ucieczką. Bo odtąd już zawsze będziesz uciekać. Na początku przed kajdaniarzami, a potem już zawsze i przed każdym, nawet przed własnym cieniem. A na pewno nie uchroni to tych dobrych ludzi, mieszkańców Goodsprings, przed zemstą kajdaniarzy. Bo oni tu i tak przyjdą. Czy myślisz, że uwierzą, że uciekłeś? I tak zrównają z ziemią to miejsce. A gdy cię tu nie znajdą, ruszą za tobą w pogoń z jeszcze większą furią. Wiesz co ja myślę? Ja myślę, że to Bóg kierował twoimi stopami i skierował cię do miejsca, gdzie może odmienić się twój los. Tutaj możesz zacząć wszystko od początku, masz szansę na wywalczenie tego jedynego miejsca na świecie, gdzie będziesz czuł się bezpieczny, szanowany i wolny. Albo, jak powiedziałeś, odejść. Uciec. Zostawić za swymi plecami tych ludzi, którzy na szali postawili swoje życia, by dać schronienie nieznajomemu. Odpowiedz sobie na jedno pytanie: dlaczego uciekasz? Jaki jest ostateczny cel twojej ucieczki? A potem spójrz mi w oczy i powiedz, że Goodsprings jest miejscem, którego szukasz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, boczna uliczka
Widok słuchającego cierpliwie robota wystawił nerwy chudzielca na wielką próbę, mężczyzna nie miał bowiem pojęcia, czy maszyna w ogóle pojmuje sens wypowiadanych przez człowieka słów, składanych na dodatek w nieco nieskładne zdania.
- Podziękowania niepotrzebne - odparł po chwili, wywołując nieludzkim brzmieniem swego tonu ciarki na plecach chudzielca - Zauważyłem w nocy jakieś poruszenie na cmentarzu i tak was znalazłem. Zdążyłem wezwać na czas pomoc, to wszystko. Moja obecnie zaprogramowana funkcja polega na ochronie ładu i porządku.
- To się doskonale składa - ucieszył się natychmiast człowiek - Jak już wspomniałem, dzisiaj wieczorem może się tu zwalić cała banda skurczybyków, którzy nie mają nic wspólnego z ładem i porządkiem. Chcą tutaj urządzić pierwszorzędną rozpierduchę i może nawet puścić z dymem tę twoją blaszaną szopkę. Miejscowi będą potrzebowali pomocy. Pomożesz?
Robot zajęczał serwomotorami chwytaków, zaklekotał metalicznie jakimś mechanizmem, który wysunął z wnętrza prawego chwytaka lufę małokalibrowego pistoletu maszynowego, z lewego zaś pryzmat szybkostrzelnego lasera.
- Ja pierdolę! - westchnął chudzielec podnosząc jednocześnie obie ręce - Tylko się kurwa nie pomyl, koleżko! Ja jestem ten dobry! Przyjrzyj mi się dobrze, strzel se jakąś focię, jeśli trzeba, żeby potem nie było niepotrzebnej pomyłki!
- Skanowanie biometryczne już zakończone - oznajmił uspokajającym tonem Sekuritron - Niskie ryzyko przypadkowego postrzelenia, jeśli będziesz się trzymał poza linią strzału, koleżko. I dziękuję za ofertę pomocy. Ostatni skan diagnostyczny nie wykazał potrzeby wykonania przeglądu technicznego.
- A kiedy miałeś ostatni przegląd? - zagadnął z nieskrywaną ciekawością chudzielec, spoglądając znacząco na cieniutką warstwę rdzy pokrywającą niektóre elementy pancerza robota.
- Piętnaście lat temu - odpowiedziała maszyna chowając z powrotem lufy swego pokładowego uzbrojenia.
[center]
[/center]
Widok słuchającego cierpliwie robota wystawił nerwy chudzielca na wielką próbę, mężczyzna nie miał bowiem pojęcia, czy maszyna w ogóle pojmuje sens wypowiadanych przez człowieka słów, składanych na dodatek w nieco nieskładne zdania.
- Podziękowania niepotrzebne - odparł po chwili, wywołując nieludzkim brzmieniem swego tonu ciarki na plecach chudzielca - Zauważyłem w nocy jakieś poruszenie na cmentarzu i tak was znalazłem. Zdążyłem wezwać na czas pomoc, to wszystko. Moja obecnie zaprogramowana funkcja polega na ochronie ładu i porządku.
- To się doskonale składa - ucieszył się natychmiast człowiek - Jak już wspomniałem, dzisiaj wieczorem może się tu zwalić cała banda skurczybyków, którzy nie mają nic wspólnego z ładem i porządkiem. Chcą tutaj urządzić pierwszorzędną rozpierduchę i może nawet puścić z dymem tę twoją blaszaną szopkę. Miejscowi będą potrzebowali pomocy. Pomożesz?
Robot zajęczał serwomotorami chwytaków, zaklekotał metalicznie jakimś mechanizmem, który wysunął z wnętrza prawego chwytaka lufę małokalibrowego pistoletu maszynowego, z lewego zaś pryzmat szybkostrzelnego lasera.
- Ja pierdolę! - westchnął chudzielec podnosząc jednocześnie obie ręce - Tylko się kurwa nie pomyl, koleżko! Ja jestem ten dobry! Przyjrzyj mi się dobrze, strzel se jakąś focię, jeśli trzeba, żeby potem nie było niepotrzebnej pomyłki!
- Skanowanie biometryczne już zakończone - oznajmił uspokajającym tonem Sekuritron - Niskie ryzyko przypadkowego postrzelenia, jeśli będziesz się trzymał poza linią strzału, koleżko. I dziękuję za ofertę pomocy. Ostatni skan diagnostyczny nie wykazał potrzeby wykonania przeglądu technicznego.
- A kiedy miałeś ostatni przegląd? - zagadnął z nieskrywaną ciekawością chudzielec, spoglądając znacząco na cieniutką warstwę rdzy pokrywającą niektóre elementy pancerza robota.
- Piętnaście lat temu - odpowiedziała maszyna chowając z powrotem lufy swego pokładowego uzbrojenia.
[center]
[/center]
Robot wstępnie zgodził się pomóc. Czy chudzielec ma do niego jakieś inne pytania?