Martha pewnie prowadziła opancerzonego Cougara. Pojazd właśnie minął prowizoryczne rogatki i ruszył drogą międzystanową 285. Sierżant Stan Kowalsky, strzelec obsługujący wieżyczkę z minigunem zamontowaną na dachu włożył płytę do pokładowego odtwarzacza CD.
Pojazd sprawnie omijał wyboje i leje po bombach, które w miarę zbliżania się do Atlanty były coraz liczniejsze. Porzucone na poboczach wraki samochodów wyglądały, jakby otrzymały serię z karabinów maszynowych, a potem zostały przejechane przez ciężkie czołgi. Szeregowy James O'Hara obsługujący radiostację nałożył słuchawki i zapalając papierosa, zupełnie odciął się od siedzących w pojeździe ludzi, przełączając coś i pstrykając nieustannie.
Szarawy świt poranka powoli ustępował słońcu, które coraz śmielej wschodziło nad ziemią. Dzień zapowiadał się naprawdę piękny. No - a przynajmniej będzie piękna pogoda.
- Czysto, żadnej żywej duszy na horyzoncie - zameldował Stan, chowając się na chwilę do wnętrza pojazdu, by napić się trochę wody.
Krajobraz powoli stawał się coraz bardziej przygnębiający. Przez niewielkie, opancerzone szyby Cougrara widać było mozolnie zbliżające się kikuty budynków. Niedaleko pierwszego zjazdu z drogi stał wysoki budynek, którego wyższe kondygnacje były przestrzelone dużymi pociskami - ział dziurami jak szwajcarski ser. Atmosfera wokoło była ponura i przyprawiająca o ciarki. Autostrada rozszerzała się na dwa kolejne pasy; ale to i tak było bez znaczenia. Zalegające wraki samochodów i zniszczonego sprzętu bojowego skutecznie uniemożliwiały dalszy przejazd. Opancerzony transporter zatrzymał się kilkanaście metrów przed pierwszą falą wraków. Zgasł silnik i w okolicy słychać był o jedynie niewyraźny szum urządzeń działających w pojeździe.
- No, to tutaj się rozstajemy - mruknął James, ściągając słuchawki. - W razie czego nadawajcie na kanale trzecim. Powodzenia - powiedział szczerze, po czym znów założył słuchawki i nasłuchiwał.
- Będziemy czekać na was do jutra rana. W razie, gdyby się coś działo - nadawajcie, postaramy się wam pomóc. Jeżeli jednak do jutra się nie odezwiecie - odjeżdżamy - powiedziała beznamiętnie kapral Martha i wysiadła z samochodu, rozciągając się.
Patrząc na mapę, to jesteście na północnym wschodzi, od strony drogi nazwanej Ponce De Leon. Przed wami rozpościera się widok na zrujnowane miasto, zaś na pierwszym planie ogromna droga wraz z istnym złomowiskiem, uniemożliwiającym przejazd czegokolwiek większego od roweru.
Wasz widok:
