PBF - Ścigając samego siebie
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Chudzielec z wyraźną ulgą odetchnął gdy spiker zaczął mówić o ataku legionu gdzieś w Colorado. Uwaga, którą nagle skupił swoim uniesienionym wystąpieniem, równie nagle skupiła się na charyzmatycznym głosie spikera i generalissimusa Hsu, choć mężczyzna spodziewał się, że jeszcze zanim wyjdą z salonu, już pojawią się plotki.
Chudy także wsłuchał się w bieżące wiadomości starając się cokolwiek wywnioskować. O ile RNK mówiło mu sporo, Legion parę razy obił mu się o uszy, a i Colorado nie było mu obce, to nazwy zaatakowanego miasteczka czy Zatoki Hoovera już nie kojarzył. Zastanawiał się czy to efekt amnezji czy naprawdę nigdy nie słyszał o tych miejscach.
- Nelson chyba nie jest na naszej po marszrucie do Primm? - zapytał dla pewności chudzielec: - Wolałbym uniknąć terenów będących strefą działań wojennych. Myślicie, że wybuchnie regularna wojna pomiedzy RNK, a Legionem Cezara?
Wątek techniczny
Chudy pójdzie spać, chyba że dziewczyna ujęta wyznaniem Prosto z serca zaproponuje małe te'a'te;) Serce Chudego bije mocniej na widok dziewczyny:)
Moim zdaniem bajlepiej ruszyć o świcie. Nie wiem czy sześć mil to całkowity dystans do Primm czy tylko do krzyżówki ze stanową. Najlepiej wyjść tak żeby jeszcze przed zmierchem być na miejscu.
Chudy także wsłuchał się w bieżące wiadomości starając się cokolwiek wywnioskować. O ile RNK mówiło mu sporo, Legion parę razy obił mu się o uszy, a i Colorado nie było mu obce, to nazwy zaatakowanego miasteczka czy Zatoki Hoovera już nie kojarzył. Zastanawiał się czy to efekt amnezji czy naprawdę nigdy nie słyszał o tych miejscach.
- Nelson chyba nie jest na naszej po marszrucie do Primm? - zapytał dla pewności chudzielec: - Wolałbym uniknąć terenów będących strefą działań wojennych. Myślicie, że wybuchnie regularna wojna pomiedzy RNK, a Legionem Cezara?
Wątek techniczny
Chudy pójdzie spać, chyba że dziewczyna ujęta wyznaniem Prosto z serca zaproponuje małe te'a'te;) Serce Chudego bije mocniej na widok dziewczyny:)
Moim zdaniem bajlepiej ruszyć o świcie. Nie wiem czy sześć mil to całkowity dystans do Primm czy tylko do krzyżówki ze stanową. Najlepiej wyjść tak żeby jeszcze przed zmierchem być na miejscu.
Chudzielec zaraz kładzie się spać w najciemniejszym kącie jaki znajdzie, chcę jeszcze przed świtem być na nogach. Jeżeli wyruszamy o świcie, poszukam sobie trochę drutu i jakiegoś nieprzejrzystego kawałka materiału i sklecę sobie z tego coś na kształt parasola, tylko że mocowane do ramion, żeby słońce mnie nie raziło. Aha, i czy ktoś w mieście ma do pożyczenia rękawiczki?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, Prospector Saloon
Trudi wręczyła ziewającemu szeroko albinosowi wełniany koc i odwróciła się w stronę chudzielca, wzruszając w uspokajającym geście ramionami.
- Nelson jest na wschodzie, za Novac - powiedziała przytykając palec do stosownego miejsca na mapie - A Republika stara się utrzymywać ochronny kordon pomiędzy rzeką i resztą Mojave. Wy pójdziecie na południe, w zupełnie inną stronę, ale to wcale nie znaczy, że będzie bezpieczniej. Zapamiętajcie rady Sunny, ona się zna na rzeczy.
- Trzymajcie się drogi, ale na widok obcych albo zawczasu schodźcie albo noście broń na widoku - zaleciła dziewczyna - Ręce trzymajcie daleko od gnatów tylko wtedy, kiedy wpadniecie na konwój RNK. Ich transporty kursują pomiędzy Nowym Vegas i Przyczółkiem Mojave, w obie strony. Są czujni i cały czas pod bronią i zwykli walić bez ostrzeżenia, jeśli ktoś sprawia wrażenie grasanta. Jeśli im podpadniecie, w najlepszym wypadku was rozbroją i puszczą dalej jako gołodupców.
- Nie ma mowy - odparł chudzielec siląc się na buńczuczny ton, wciąż nie tracąc nadziei na zmiękczenie serca zadziornej dziewczyny.
- Musicie uważać na jedną ważną sprawę - ciągnęła dalej dziewczyna, pozornie nie zwracając na chudzielca uwagi - Te wasze kamizelki... bycze litery, aż walą po oczach... służba więzienna się po pustyni nie włóczy, więc ja na miejscu Kalifornijczyków byłabym pewna, że jesteście Kajdaniarzami. Uważajcie, żebyście nie zarobili kulki na dzień dobry za sam wygląd.
Trudi wręczyła ziewającemu szeroko albinosowi wełniany koc i odwróciła się w stronę chudzielca, wzruszając w uspokajającym geście ramionami.
- Nelson jest na wschodzie, za Novac - powiedziała przytykając palec do stosownego miejsca na mapie - A Republika stara się utrzymywać ochronny kordon pomiędzy rzeką i resztą Mojave. Wy pójdziecie na południe, w zupełnie inną stronę, ale to wcale nie znaczy, że będzie bezpieczniej. Zapamiętajcie rady Sunny, ona się zna na rzeczy.
- Trzymajcie się drogi, ale na widok obcych albo zawczasu schodźcie albo noście broń na widoku - zaleciła dziewczyna - Ręce trzymajcie daleko od gnatów tylko wtedy, kiedy wpadniecie na konwój RNK. Ich transporty kursują pomiędzy Nowym Vegas i Przyczółkiem Mojave, w obie strony. Są czujni i cały czas pod bronią i zwykli walić bez ostrzeżenia, jeśli ktoś sprawia wrażenie grasanta. Jeśli im podpadniecie, w najlepszym wypadku was rozbroją i puszczą dalej jako gołodupców.
- Nie ma mowy - odparł chudzielec siląc się na buńczuczny ton, wciąż nie tracąc nadziei na zmiękczenie serca zadziornej dziewczyny.
- Musicie uważać na jedną ważną sprawę - ciągnęła dalej dziewczyna, pozornie nie zwracając na chudzielca uwagi - Te wasze kamizelki... bycze litery, aż walą po oczach... służba więzienna się po pustyni nie włóczy, więc ja na miejscu Kalifornijczyków byłabym pewna, że jesteście Kajdaniarzami. Uważajcie, żebyście nie zarobili kulki na dzień dobry za sam wygląd.
Pobudka przed świtem, wymarsz tuż przed brzaskiem. Przenośny parasol dla albinosa gotowy. Trudi przygotowała Wam jedzenie na dwa dni oraz zapas wody dla każdego, Chet sprezentował niewielkie podróżne plecaki ze swego sklepowego asortymentu. Doktor Mitchell dorzucił dla każdego po jednym Stimpacku, do samodzielnego zaaplikowania. Dobrej nocy!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, Prospector Saloon
Trudi przygotowała swym gościom miejsca do spania w drugiej części saloonu, wyciągając ze składziku na zapleczu trzy mocno sponiewierane, ale wciąż zapewniające pewien stopień komfortu materace i dokładając do nich czyste prześcieradła, koce i poduszki. Od strony baru płynęły przez jakiś czas dźwięki przyciszonego radia i szczęk ustawianego na półkach szkła, ale po kilkunastu minutach również właścicielka położyła się spać, gasząc wszystkie urządzenia z wyjątkiem przygaszonej szafy grającej, której mętny blask pozwalał leżącym na materacach ludziom dostrzegać zarysy całego pomieszczenia.
Znużeni brutalnym dniem, trzej ocaleni z grobu mężczyźni szybko zasnęli, przygotowani w myślach na kolejną przygodę. Jasnowłosy zabijaka uległ zmęczeniu jako ostatni, leżąc w kącie baru z nożem pod poduszką. Jego myśliwski sztucer stał oparty o obudowę szafy grającej, w zasięgu wyciągniętej w razie potrzeby ręki. Na zewnątrz budynku czuwali wyznaczeni do nocnej warty osadnicy, nieruchome cienie strzegące spokoju pod rozgwieżdżonym nocnym niebem.
Trudi przygotowała swym gościom miejsca do spania w drugiej części saloonu, wyciągając ze składziku na zapleczu trzy mocno sponiewierane, ale wciąż zapewniające pewien stopień komfortu materace i dokładając do nich czyste prześcieradła, koce i poduszki. Od strony baru płynęły przez jakiś czas dźwięki przyciszonego radia i szczęk ustawianego na półkach szkła, ale po kilkunastu minutach również właścicielka położyła się spać, gasząc wszystkie urządzenia z wyjątkiem przygaszonej szafy grającej, której mętny blask pozwalał leżącym na materacach ludziom dostrzegać zarysy całego pomieszczenia.
Znużeni brutalnym dniem, trzej ocaleni z grobu mężczyźni szybko zasnęli, przygotowani w myślach na kolejną przygodę. Jasnowłosy zabijaka uległ zmęczeniu jako ostatni, leżąc w kącie baru z nożem pod poduszką. Jego myśliwski sztucer stał oparty o obudowę szafy grającej, w zasięgu wyciągniętej w razie potrzeby ręki. Na zewnątrz budynku czuwali wyznaczeni do nocnej warty osadnicy, nieruchome cienie strzegące spokoju pod rozgwieżdżonym nocnym niebem.
Już teraz uspokajam, nie będzie żadnych nocnych niespodzianek!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, Prospector Saloon
Chudzielec zdążył się już pożegnać z nadzieją na rozpalenie w Sunny ciepłych emocji, kiedy całe jego życie stanęło znienacka na głowie. Pogrążony w pełnym dziwnych majaków śnie zbudził się czując na swym ciele dotyk zgrabnych długich palców, przesuwających się wzdłuż chudego torsu mężczyzny ku jego brzuchowi, później zaś pachwinom.
- Nie ruszaj się i odpręż - Sunny przytknęła chudzielcowi usta do boku głowy, ugryzła go delikatnie w małżowinę ucha. Mężczyzna poczuł falę podniecenia przepływającą przez całe ciało, rozlewającą się gorącem w podbrzuszu.
Dziewczyna rozpięła mu szybkim ruchem pasek spodni, pociągnęła je w dół ud wraz z bielizną. Chudzielec jęknął cicho zapominając w jednej chwili o śpiących na sąsiednich materacach kompanach, wyprężył się mimowolnie czując na udach łaskoczący dotyk włosów Sunny.
- Wstawaj, koniec kimania - powiedziała dziewczyna odsuwając twarz od jego podbrzusza.
- Żartujesz, kochanie? - wykrztusił chudzielec - Rób swoje, mamy jeszcze czas.
- Nie jestem twoim kochaniem - głos Sunny zmienił się w jednej chwili, nabrał zaskakująco męskiej tonacji - I nie próbuj go przy mnie wyciągać, bo dostaniesz z buta.
Wstrząśnięty zachowaniem rozpalonej sekundę wcześniej dziewczyny chudzielec uniósł się niezgrabnie na łokciach i otworzył zamknięte dotąd oczy spoglądając z niedowierzaniem na stojącego nad nim w rozkroku albinosa, kończącego dopinać swą kuloodporną kamizelkę.
- Dobrze się spało? - białoskóry mężczyzna spojrzał na chudzielca z dziwnie kpiącą nutą w głosie, po czym obrócił się w miejscu sięgając po leżący na materacu rewolwer.
Chudzielec zdążył się już pożegnać z nadzieją na rozpalenie w Sunny ciepłych emocji, kiedy całe jego życie stanęło znienacka na głowie. Pogrążony w pełnym dziwnych majaków śnie zbudził się czując na swym ciele dotyk zgrabnych długich palców, przesuwających się wzdłuż chudego torsu mężczyzny ku jego brzuchowi, później zaś pachwinom.
- Nie ruszaj się i odpręż - Sunny przytknęła chudzielcowi usta do boku głowy, ugryzła go delikatnie w małżowinę ucha. Mężczyzna poczuł falę podniecenia przepływającą przez całe ciało, rozlewającą się gorącem w podbrzuszu.
Dziewczyna rozpięła mu szybkim ruchem pasek spodni, pociągnęła je w dół ud wraz z bielizną. Chudzielec jęknął cicho zapominając w jednej chwili o śpiących na sąsiednich materacach kompanach, wyprężył się mimowolnie czując na udach łaskoczący dotyk włosów Sunny.
- Wstawaj, koniec kimania - powiedziała dziewczyna odsuwając twarz od jego podbrzusza.
- Żartujesz, kochanie? - wykrztusił chudzielec - Rób swoje, mamy jeszcze czas.
- Nie jestem twoim kochaniem - głos Sunny zmienił się w jednej chwili, nabrał zaskakująco męskiej tonacji - I nie próbuj go przy mnie wyciągać, bo dostaniesz z buta.
Wstrząśnięty zachowaniem rozpalonej sekundę wcześniej dziewczyny chudzielec uniósł się niezgrabnie na łokciach i otworzył zamknięte dotąd oczy spoglądając z niedowierzaniem na stojącego nad nim w rozkroku albinosa, kończącego dopinać swą kuloodporną kamizelkę.
- Dobrze się spało? - białoskóry mężczyzna spojrzał na chudzielca z dziwnie kpiącą nutą w głosie, po czym obrócił się w miejscu sięgając po leżący na materacu rewolwer.
Jak już wspomniałem, noc minęła spokojnie...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Kurwa musiałeś mnie budzić? - Chudzielec z ciągle jeszcze rozmarzonymi oczyma i wyraźną pretensją odezwał się do Albinosa: - przecież mamy kupę czasu...
- Raczej kupę drogi. Zbieraj się, bo musimy jak najszybciej dotrzeć do Primm. - skarcił go Albinos.
Chudzielec zaczął ubierać kamizelkę i przypatrywać się napisom jednoznacznie zdradzającą pochodzenie pancerzy.
- Kurwa może byśmy pozdzierali te oznaczenia, bo będziemy na szlaku wyglądać jak zasrani klawisze... Albo kajdaniarze... Nie wiem jak Wy ale nie mam zamiaru mieć odstrzelonego łba, bo jakiś tuman przypadkowo weźmie mnie za zbiega z paki.
- Raczej kupę drogi. Zbieraj się, bo musimy jak najszybciej dotrzeć do Primm. - skarcił go Albinos.
Chudzielec zaczął ubierać kamizelkę i przypatrywać się napisom jednoznacznie zdradzającą pochodzenie pancerzy.
- Kurwa może byśmy pozdzierali te oznaczenia, bo będziemy na szlaku wyglądać jak zasrani klawisze... Albo kajdaniarze... Nie wiem jak Wy ale nie mam zamiaru mieć odstrzelonego łba, bo jakiś tuman przypadkowo weźmie mnie za zbiega z paki.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Droga nr 161 w stronę Jean
Obudzeni jeszcze przed brzaskiem, czterej wysłannicy do Primm napili się pośpiesznie zaparzonej przez Trudi kawy, potem zaś zarzucili na ramiona swe plecaki i objuczeni bronią przestąpili próg Prospector Saloonu, opuszczając bar z dziwną niechęcią i żalem. Większość mieszkańców osady już nie spała, odprowadzając pastora i jego kompanów do rogatek Goodsprings, żegnając ich słowami otuchy i udzielając ostatnich życzliwych rad.
Spękana nawierzchnia lokalnej asfaltowej drogi przysypana była w wielu miejscach grubą warstwą piasku, nanoszonego częstymi wichurami. Szosa biegła przed siebie niemal idealnie prosto, okolona z obu stron pustkowiem porośniętym z rzadka kępami żółtozielonych krzaków i rysującymi się na ciemnym horyzoncie zboczami skalistych wzgórz. Na wschodzie niebo jaśniało coraz bardziej wieszcząc rychłe nadejście dnia, toteż mężczyźni milczeli przez pierwszych kilkanaście minut marszu rozkoszując się ostatnimi chwilami przyjemnego chłodu. Żaden z nich nie miał złudzeń co do prognozy pogody: nadciągał kolejny skwarny mimo jesiennej pory dzień, kąpiący wyjałowioną pustynną krainę w żarze swych promieni.
- Doktor Mitchell trochę mi o was opowiedział - pierwszy milczenie przerwał pastor Gottschalk, zrównując krok z resztą mężczyzn w taki sposób, by wszyscy czterej mogli iść środkiem szosy ramię w ramię - Niesamowita historia i bardzo krzepiąca na duchu. Pochowani żywcem w zbiorowym grobie, ale ocaleni w ostatniej chwili.
Pozbawieni pamięci wędrowcy wydali z siebie pomruki o różnym natężeniu, nie za bardzo widać wiedząc jak konwersować z osobą pokroju duchownego. Pastor bynajmniej się tymi odgłosami nie stropił, wręcz przeciwnie.
- Dobry doktor sądzi, że wasza amnezja spowodowana była użyciem przez napastników jakiegoś eksperymentalnego sprzętu, zaburzającego pracę mózgu - ciągnął dalej kaznodzieja, przebierając jednocześnie żwawo nogami - Nie ukrywam, że bardzo mnie to ciekawi. Nie pamiętacie zupełnie niczego ze swego poprzedniego życia? Nie majaczą wam w pamięci nawet jakieś strzępki?
Obudzeni jeszcze przed brzaskiem, czterej wysłannicy do Primm napili się pośpiesznie zaparzonej przez Trudi kawy, potem zaś zarzucili na ramiona swe plecaki i objuczeni bronią przestąpili próg Prospector Saloonu, opuszczając bar z dziwną niechęcią i żalem. Większość mieszkańców osady już nie spała, odprowadzając pastora i jego kompanów do rogatek Goodsprings, żegnając ich słowami otuchy i udzielając ostatnich życzliwych rad.
Spękana nawierzchnia lokalnej asfaltowej drogi przysypana była w wielu miejscach grubą warstwą piasku, nanoszonego częstymi wichurami. Szosa biegła przed siebie niemal idealnie prosto, okolona z obu stron pustkowiem porośniętym z rzadka kępami żółtozielonych krzaków i rysującymi się na ciemnym horyzoncie zboczami skalistych wzgórz. Na wschodzie niebo jaśniało coraz bardziej wieszcząc rychłe nadejście dnia, toteż mężczyźni milczeli przez pierwszych kilkanaście minut marszu rozkoszując się ostatnimi chwilami przyjemnego chłodu. Żaden z nich nie miał złudzeń co do prognozy pogody: nadciągał kolejny skwarny mimo jesiennej pory dzień, kąpiący wyjałowioną pustynną krainę w żarze swych promieni.
- Doktor Mitchell trochę mi o was opowiedział - pierwszy milczenie przerwał pastor Gottschalk, zrównując krok z resztą mężczyzn w taki sposób, by wszyscy czterej mogli iść środkiem szosy ramię w ramię - Niesamowita historia i bardzo krzepiąca na duchu. Pochowani żywcem w zbiorowym grobie, ale ocaleni w ostatniej chwili.
Pozbawieni pamięci wędrowcy wydali z siebie pomruki o różnym natężeniu, nie za bardzo widać wiedząc jak konwersować z osobą pokroju duchownego. Pastor bynajmniej się tymi odgłosami nie stropił, wręcz przeciwnie.
- Dobry doktor sądzi, że wasza amnezja spowodowana była użyciem przez napastników jakiegoś eksperymentalnego sprzętu, zaburzającego pracę mózgu - ciągnął dalej kaznodzieja, przebierając jednocześnie żwawo nogami - Nie ukrywam, że bardzo mnie to ciekawi. Nie pamiętacie zupełnie niczego ze swego poprzedniego życia? Nie majaczą wam w pamięci nawet jakieś strzępki?
Ponieważ czeka Was ponad sześć mil marszu pustynną krainą, pozwoliłem sobie na zawiązanie luźnej konwersacji. Kto chce, może pogadać z pastorem. Co do kamizelek, liter nie da się zedrzeć, można je jedynie czymś zakleić albo zamalować - co prawda wyszliście już z Goodsprings, ale załatwienie tej sprawy z mocą wsteczną nie jest dla mnie żadnym problemem, jeśli podacie jakieś praktyczne rozwiązanie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Droga nr 161 w stronę Jean
Wymijające odpowiedzi towarzyszy podróży skutecznie zniechęciły pastora do ciągnięcia ich za języki, chociaż wyraźnie nie stłumiły jego oczywistej ciekawości. Słońce wzniosło się ponad skaliste wzgórza przynosząc ze sobą jaskrawy blask, który raził w oczy i rozpalał powietrze narastającym żarem.
Skwar najbardziej dokuczał albinosowi, chociaż białoskóry mężczyzna starał się tego nie okazywać. Ukryty pod prowizorycznym, dziwacznym z wyglądu parasolem, pocił się ustawicznie nie nadążając z uzupełnianiem traconej wody poprzez regularne picie.
Ciężkie kuloodporne kamizelki utrudniały poruszanie się, toteż przez głowy mężczyzn nie raz przemknęła myśl rozważająca porzucenie niewygodnego osobistego pancerza, ale żaden tego dotąd nie uczynił, świadomy czyhających wszędzie wokół niebezpieczeństw. Pustynna panorama rozciągająca się po obu stronach szosy sprawiała wrażenie pozornie opustoszałej, nikt jednak nie ulegał złudnym pozorom.
Ostrożność opłaciła się półtorej godziny później, kiedy czujne oczy jasnowłosego zabijaki wypatrzyły na horyzoncie zarys rozmazanych w gorącym powietrzu budynków wyznaczających skrzyżowanie z drogą międzystanową numer 15.
Wymijające odpowiedzi towarzyszy podróży skutecznie zniechęciły pastora do ciągnięcia ich za języki, chociaż wyraźnie nie stłumiły jego oczywistej ciekawości. Słońce wzniosło się ponad skaliste wzgórza przynosząc ze sobą jaskrawy blask, który raził w oczy i rozpalał powietrze narastającym żarem.
Skwar najbardziej dokuczał albinosowi, chociaż białoskóry mężczyzna starał się tego nie okazywać. Ukryty pod prowizorycznym, dziwacznym z wyglądu parasolem, pocił się ustawicznie nie nadążając z uzupełnianiem traconej wody poprzez regularne picie.
Ciężkie kuloodporne kamizelki utrudniały poruszanie się, toteż przez głowy mężczyzn nie raz przemknęła myśl rozważająca porzucenie niewygodnego osobistego pancerza, ale żaden tego dotąd nie uczynił, świadomy czyhających wszędzie wokół niebezpieczeństw. Pustynna panorama rozciągająca się po obu stronach szosy sprawiała wrażenie pozornie opustoszałej, nikt jednak nie ulegał złudnym pozorom.
Ostrożność opłaciła się półtorej godziny później, kiedy czujne oczy jasnowłosego zabijaki wypatrzyły na horyzoncie zarys rozmazanych w gorącym powietrzu budynków wyznaczających skrzyżowanie z drogą międzystanową numer 15.
Pierwszy etap podróż do Primm właśnie dobiega końca, zbliżacie się do Jean...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Chudzielec w ogóle nie przedstawiał chęci do rozmowy o swojej przeszłości. Kilka mignięć jakie do tej pory mignęły mu przed oczami skutecznie odstraszały go od prób grzebania w pamięci. Nie zamierzał o tym nigdy nikomu powiedzieć, bo nawet jego samego napawało to odrazą do siebie. Nie wiedział kim jest i nie chciał wiedzieć. Bał się, że mógł się dowiedzieć jeszcze gorszych rzeczy.
Gottschalk nie mógł tego wiedzieć i zachowanie małego, żałosnego człowieeczka mogło mu się wydawać chamskie, bo normalnie rozgadany chudy unikał tematu niczym przysłowiowy diabeł wody święconej.
Ale Chudzielec nie dbał o to, czy pastor pomyśli coś złego. W duchu dziękował Bogu za to, że jacyś dranie go prawie zabili i tym samym dostał drugie życie.
Gottschalk nie mógł tego wiedzieć i zachowanie małego, żałosnego człowieeczka mogło mu się wydawać chamskie, bo normalnie rozgadany chudy unikał tematu niczym przysłowiowy diabeł wody święconej.
Ale Chudzielec nie dbał o to, czy pastor pomyśli coś złego. W duchu dziękował Bogu za to, że jacyś dranie go prawie zabili i tym samym dostał drugie życie.
Ostatnio zmieniony 02 czerwca 2014, 23:56 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Droga nr 161 w stronę Jean
Początkowa wstrzemięźliwość w konwersacji zaczęła ustępować w miarę narastającego zmęczenia wędrowców. Spoceni i zdyszani mężczyźni czuli się w swoim towarzystwie coraz swobodniej, napędzani potrzebą wyrzucenia emocji, które gromadziły się w nich od chwili ocknięcia na łóżkach w domostwie doktora Mitchella.
- Powinniście ufać w to, że Pan szybko przywróci wam utraconą pamięć - oznajmił życzliwym tonem pastor Gottschalk - Bylebyście nie zeszli przypadkiem na złą drogę, bo ta nieszczęsna masakra w Goodsprings jawnie dowiodła tego, że jesteście bardzo niebezpiecznym tercetem.
Trzej mężczyźni roześmiali się nieco niepewnie, nie do końca wiedząc, na ile poważnie powinni traktować żartobliwą przestrogę pastora. Ich rozbawienie zniknęło w jednej chwili kilkanaście sekund później, gdy przypadkiem spojrzeli uważniej na coraz bliższe ruiny otaczające wjazd na międzystanówkę.
Chociaż falujące od ogromnego żaru powietrze nie pozwalało dostrzec zbyt wielu szczegółów, emisariusze z Goodsprings zauważyli kilka przemieszczających się na tle budynków ludzkich sylwetek.
Początkowa wstrzemięźliwość w konwersacji zaczęła ustępować w miarę narastającego zmęczenia wędrowców. Spoceni i zdyszani mężczyźni czuli się w swoim towarzystwie coraz swobodniej, napędzani potrzebą wyrzucenia emocji, które gromadziły się w nich od chwili ocknięcia na łóżkach w domostwie doktora Mitchella.
- Powinniście ufać w to, że Pan szybko przywróci wam utraconą pamięć - oznajmił życzliwym tonem pastor Gottschalk - Bylebyście nie zeszli przypadkiem na złą drogę, bo ta nieszczęsna masakra w Goodsprings jawnie dowiodła tego, że jesteście bardzo niebezpiecznym tercetem.
Trzej mężczyźni roześmiali się nieco niepewnie, nie do końca wiedząc, na ile poważnie powinni traktować żartobliwą przestrogę pastora. Ich rozbawienie zniknęło w jednej chwili kilkanaście sekund później, gdy przypadkiem spojrzeli uważniej na coraz bliższe ruiny otaczające wjazd na międzystanówkę.
Chociaż falujące od ogromnego żaru powietrze nie pozwalało dostrzec zbyt wielu szczegółów, emisariusze z Goodsprings zauważyli kilka przemieszczających się na tle budynków ludzkich sylwetek.
Nie deklarowaliście żadnych środków ostrożności podczas pierwszego etapu spaceru, toteż przyjąłem, że niemal wpadliście na ludzi, którzy kręcą się przy wjeździe na autostradę. Macie teraz kilka sekund na reakcję, przy czym nie macie wcale pewności, czy przypadkiem już sami nie zostaliście zauważeni!
Albinos szybko rozejrzał się po otoczeniu i podbiegł do najbliższej skały lub czegokolwiek za czym dało się ukryć, wyciągnął rewolwer z kieszeni i odbezpieczył. Nie umiał fizycznie walczyć, ale nie zamierzał w razie czego tanio oddać skóry.
Chowam się gdzie się da i czekam z odbezpieczonym rewolwerem.