PBF - Boskie potyczki
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Przeklęta szczelina, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
- Giń i przepadnij w czeluściach przeklęty stworze. Giń w imię Gotam-gora - zagrzmiał dudniący głos Balina, mierzącego symbolem swego bóstwa w przyczajona za stertą odpadków ghoula.
Martwiak potrząsnął łbem i zapiszczał jak gotowany rak, po czym dał nura w wodę.
Jednak to nie był jedyny przeciwnik Balina. Już po chwili z za załomy wychyliła się przegniła głowa starej kobiety i kudłata postać jakiegoś trudnego w identyfikacji humanoida. Ghoule nico niepewnie i powoli ruszyły w stronę krasnoluda szczerząc kły i prezentując długie pazury.
- Giń i przepadnij w czeluściach przeklęty stworze. Giń w imię Gotam-gora - zagrzmiał dudniący głos Balina, mierzącego symbolem swego bóstwa w przyczajona za stertą odpadków ghoula.
Martwiak potrząsnął łbem i zapiszczał jak gotowany rak, po czym dał nura w wodę.
Jednak to nie był jedyny przeciwnik Balina. Już po chwili z za załomy wychyliła się przegniła głowa starej kobiety i kudłata postać jakiegoś trudnego w identyfikacji humanoida. Ghoule nico niepewnie i powoli ruszyły w stronę krasnoluda szczerząc kły i prezentując długie pazury.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Zakazana wyspa, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Elf przeszedł się po wyspie patrząc w każdą ze stron świata, odmawiając jakąś sharamicką mantrę. Gdy to zrobił powrócił do swojej "jaskini".
Drayaharus przemknął powoli i cichutka w stronę drzewa. Przyjrzał się dokładnie korze i wybrał jej fragment, który wydawał się najmniej ściśle przymocowany do pnia., Wyciągnął sztylet i tnąc i dłubiąc starał się pozyskać unikalny składnik eliksiru Elissy.
Tak bardzo był zajęty swoją pracą, że nie od razu spostrzegł, jak ni stąd ni zowąd na niebie pojawiają się czarne chmury a wiatr się wzmaga. W chwil gdy udało mu się odłupać trzy łuski uderzył pierwszy grom, a jego ubraniem targnął potężny podmuch wiatru.
Szybka analiza sytuacji wykazała, że nie jest dobrze. Centralnie nad wyspą czerniły się kłęby chmur w których trzewiach raz za razem błyskały pioruny. Chmura niebezpiecznie szybko się rozrastały tworząc na niebie spiralny wzór.
Gnom czym prędzej wszedł na swoją deską i zaczął wiosłować. Fale robiły się coraz większe, a wiatr wydawał się zataczać koła woków wyspy unosząc powoli kłęby piany i kropli ponad powierzchnię wody. Towarzyszyło temu zjawisko, które można nazwać wirem.
Drayaharus coraz bardziej zdawał sobie sprawę w jakiej znalazł się opresji. Musiał zrezygnować z niewidzialności aby przebić się przez zataczającą woków wyspy kręgi topieli.
Tylko skrajny wysiłek spowodował, że przebił się przez pierścień oszalałych wód. Teraz jednak musiał walczyć z dwoma przeciwdziałającymi sobie siłami. Z jednej strony prącymi na miasto coraz wyższymi falami rodzącego się sztormu i z drugiej uchodzących do zatoki wód Senil.
Gdy targany przez wiatr i siekany strugami zimnego deszczu dotarł do połowy swojej drogi porwała go fala i wzniosła na swój czterometrowy grzbiet. Gnom z szeroko rozwartymi przerażeniem oczyma został rzucony prosto w kipiel i przykryty setkami litrów morskiej wody.
Deska pękła jak zapałka, a ciałem Imaginerusa zakotłowało rzucając w różnych kierunkach. Zszokowany i ogłuszony gnom zaczął opadać na dno zdając sobie sprawę, że to już jego koniec. Co prawda nie podejrzewał, że zginie ciskany jak zabawka przez wściekłą boginię ognia i wiatru, ale teraz próżno było żałować. Opadał wolno widząc jak powierzchnia morza szaleje w chaotycznych spazmach niemej wściekłości.
Drayaharus był gotów pogodzić się ze swoim losem, ale zauważył coś co co zadziałało na niego jak impuls elektryczny defibrylatora na osobę w stanie śmierci kliniczne. Całe piaszczyste dno, w którą stronę by nie spojrzał zajmowała armia nieumarłych. Obleczone w zbroje szkielety, zombie, ghoule i inne nieumarłe stwory który nie potrafiła rozpoznać stały na dnie w równych szeregach i podziałach na dziesiątki. Każdy "trup" trzymał kamień, kotwicę lub inny balast, który przytrzymywał go na dnie. A, wokół armii pływały utopce.
Spanikowany gnom otrząsnął się z ogłuszenia i zamachał energicznie kończynami. Było już jednak za późno. Został spostrzeżony i utopce rzuciły się w jego kierunku
Z rosnącą paniką Drayaharus dopadł do powierzchni morza i młócąc wodę starał się płynąć w stronę brzegu, jednak jego starania można było przyrównać do starań muchy, która wpadła do mieszanej łyżką zupy.
Wtedy stało się coś, co gnom miała pamiętać do końca swego życia. Prawdopodobnie gdyby dożył starości opowiadałby to wnuczkom podczas każdego spotkania rodzinnego, i za każdym razem natrafiał by na pełne zachwytu ochy i achy oraz rozwarte ze zdumienia usta.
Coś, jakaś siła, nieokreślona moc pchnęła Imaginerusa w stronę jego złamanej deski, z której została zaledwie wąska dziesięciołokciowa resztka. Gnom resztkami sił mimo przeciwności losu i walczących żywiołów wspiął się na nią. Wtedy zobaczyła jak za jego plecami rośnie zbliżająca się fala. Nie spanikował jednak, tylko stanął na desce lekko uginając kolana. To co doświadczyła w następnej chwili napawało go zarówno lękiem i ekstazą. Porwany prze wodę balansując na desce jak linoskoczek płynął na fali gdy ta z majestatem zamykała się za nim.
W momencie gdy uformowała tunel, z jej czeluści wysunęły się łaska topielca próbujące go ściągnąć pod wodę. Zabrakło grubości włosa, a żywot gnoma zakończyłby się w ramionach ożywieńca, ale tak się nie stało. Po tym spotkaniu pozostała jedynie na pamiątkę mała blizna na czubku głowy w miejscu gdzie nieumarły zahaczyła go pazurem.
Imaginerusa wyrzuciło na brzeg, zakoziołkował i zarył twarzom w piasek plaży. Plując i kaszląc wstał na klęczki. Z niedowierzaniem omacał swoje ciało szukając ran, ale poza małym zadrapaniem na głowie był zdrów i cały.
- Pian mnie kocha - zaszeptał, po czym zaczął tańczyć z radości. Wtedy to spostrzegł.
Wokół zakazanej wyspy krążyła potężna trąba powietrzna unosząca masy wody prawie do samego nieba. Niebo natomiast było czarne jak sadza i tryskało dziesiątkami piorunów.
- Pian mnie kocha - powiedział gnom - ale Sharami to już nie ......
Elf przeszedł się po wyspie patrząc w każdą ze stron świata, odmawiając jakąś sharamicką mantrę. Gdy to zrobił powrócił do swojej "jaskini".
Drayaharus przemknął powoli i cichutka w stronę drzewa. Przyjrzał się dokładnie korze i wybrał jej fragment, który wydawał się najmniej ściśle przymocowany do pnia., Wyciągnął sztylet i tnąc i dłubiąc starał się pozyskać unikalny składnik eliksiru Elissy.
Tak bardzo był zajęty swoją pracą, że nie od razu spostrzegł, jak ni stąd ni zowąd na niebie pojawiają się czarne chmury a wiatr się wzmaga. W chwil gdy udało mu się odłupać trzy łuski uderzył pierwszy grom, a jego ubraniem targnął potężny podmuch wiatru.
Szybka analiza sytuacji wykazała, że nie jest dobrze. Centralnie nad wyspą czerniły się kłęby chmur w których trzewiach raz za razem błyskały pioruny. Chmura niebezpiecznie szybko się rozrastały tworząc na niebie spiralny wzór.
Gnom czym prędzej wszedł na swoją deską i zaczął wiosłować. Fale robiły się coraz większe, a wiatr wydawał się zataczać koła woków wyspy unosząc powoli kłęby piany i kropli ponad powierzchnię wody. Towarzyszyło temu zjawisko, które można nazwać wirem.
Drayaharus coraz bardziej zdawał sobie sprawę w jakiej znalazł się opresji. Musiał zrezygnować z niewidzialności aby przebić się przez zataczającą woków wyspy kręgi topieli.
Tylko skrajny wysiłek spowodował, że przebił się przez pierścień oszalałych wód. Teraz jednak musiał walczyć z dwoma przeciwdziałającymi sobie siłami. Z jednej strony prącymi na miasto coraz wyższymi falami rodzącego się sztormu i z drugiej uchodzących do zatoki wód Senil.
Gdy targany przez wiatr i siekany strugami zimnego deszczu dotarł do połowy swojej drogi porwała go fala i wzniosła na swój czterometrowy grzbiet. Gnom z szeroko rozwartymi przerażeniem oczyma został rzucony prosto w kipiel i przykryty setkami litrów morskiej wody.
Deska pękła jak zapałka, a ciałem Imaginerusa zakotłowało rzucając w różnych kierunkach. Zszokowany i ogłuszony gnom zaczął opadać na dno zdając sobie sprawę, że to już jego koniec. Co prawda nie podejrzewał, że zginie ciskany jak zabawka przez wściekłą boginię ognia i wiatru, ale teraz próżno było żałować. Opadał wolno widząc jak powierzchnia morza szaleje w chaotycznych spazmach niemej wściekłości.
Drayaharus był gotów pogodzić się ze swoim losem, ale zauważył coś co co zadziałało na niego jak impuls elektryczny defibrylatora na osobę w stanie śmierci kliniczne. Całe piaszczyste dno, w którą stronę by nie spojrzał zajmowała armia nieumarłych. Obleczone w zbroje szkielety, zombie, ghoule i inne nieumarłe stwory który nie potrafiła rozpoznać stały na dnie w równych szeregach i podziałach na dziesiątki. Każdy "trup" trzymał kamień, kotwicę lub inny balast, który przytrzymywał go na dnie. A, wokół armii pływały utopce.
Spanikowany gnom otrząsnął się z ogłuszenia i zamachał energicznie kończynami. Było już jednak za późno. Został spostrzeżony i utopce rzuciły się w jego kierunku
Z rosnącą paniką Drayaharus dopadł do powierzchni morza i młócąc wodę starał się płynąć w stronę brzegu, jednak jego starania można było przyrównać do starań muchy, która wpadła do mieszanej łyżką zupy.
Wtedy stało się coś, co gnom miała pamiętać do końca swego życia. Prawdopodobnie gdyby dożył starości opowiadałby to wnuczkom podczas każdego spotkania rodzinnego, i za każdym razem natrafiał by na pełne zachwytu ochy i achy oraz rozwarte ze zdumienia usta.
Coś, jakaś siła, nieokreślona moc pchnęła Imaginerusa w stronę jego złamanej deski, z której została zaledwie wąska dziesięciołokciowa resztka. Gnom resztkami sił mimo przeciwności losu i walczących żywiołów wspiął się na nią. Wtedy zobaczyła jak za jego plecami rośnie zbliżająca się fala. Nie spanikował jednak, tylko stanął na desce lekko uginając kolana. To co doświadczyła w następnej chwili napawało go zarówno lękiem i ekstazą. Porwany prze wodę balansując na desce jak linoskoczek płynął na fali gdy ta z majestatem zamykała się za nim.
W momencie gdy uformowała tunel, z jej czeluści wysunęły się łaska topielca próbujące go ściągnąć pod wodę. Zabrakło grubości włosa, a żywot gnoma zakończyłby się w ramionach ożywieńca, ale tak się nie stało. Po tym spotkaniu pozostała jedynie na pamiątkę mała blizna na czubku głowy w miejscu gdzie nieumarły zahaczyła go pazurem.
Imaginerusa wyrzuciło na brzeg, zakoziołkował i zarył twarzom w piasek plaży. Plując i kaszląc wstał na klęczki. Z niedowierzaniem omacał swoje ciało szukając ran, ale poza małym zadrapaniem na głowie był zdrów i cały.
- Pian mnie kocha - zaszeptał, po czym zaczął tańczyć z radości. Wtedy to spostrzegł.
Wokół zakazanej wyspy krążyła potężna trąba powietrzna unosząca masy wody prawie do samego nieba. Niebo natomiast było czarne jak sadza i tryskało dziesiątkami piorunów.
- Pian mnie kocha - powiedział gnom - ale Sharami to już nie ......
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Balin ponownie skoncentrował się na próbie zniszczenia, albo chociaż odegnania martwiaków.
Był w paskudnej sytuacji, w dole z trupami, i miał wyciąć fragment skóry z jakiegoś martwego pobratymca, a tu te cholerne trupojady go atakowały.
Widocznie miał wiele grzechów, i jego pan wielki Gotam-Gor go doświadczał.
Był w paskudnej sytuacji, w dole z trupami, i miał wyciąć fragment skóry z jakiegoś martwego pobratymca, a tu te cholerne trupojady go atakowały.
Widocznie miał wiele grzechów, i jego pan wielki Gotam-Gor go doświadczał.
Uhuhu, Mistrzu, czytałem to z zapartym tchem
byłem już niemal pewien, że mój mały śmieszek zasili armię nieumarłych...
Gnom poklepał się po kieszeniach, sprawdzając, czy fragmenty kory są na swoim miejscu. Następnie sprawdził, czy amulet dalej leży wygodnie na szyi. Następny był mały sztylecik, którym odłupywał ze świętego drzewa Sharami. Drayaharus otrzepał się, wypluł jeszcze resztki piasku z gęby i spojrzał na wzburzone niebo.
- Pianie, dzięki ci, o wielki! Czas na porządną libacje! - tymi słowami iluzjonista pożegnał się z okoliczną zatoką i szybkim krokiem ruszył do miasta, kierując się prosto do "Rezolutnego Goblina", chcąc jak najszybciej pochwalić się towarzyszom czynem, który dokonał. I jak bohatersko z tego wyszedł! Musiał też powiedzieć wszystkim o tym, co widział na dnie morza: być może szykowała się jakaś walka, której to nawet taki ignorant jak Imaginerus nie mógł zignorować.
Dobra, to tak: szybko do karczmy, opowiadam wszystkim czego byłem świadkiem, na końcu wyciągam (jak mam) i oddaje Gusełkowi Łuski Czerwonego Węża i upijam się w trupa (niedosłownie), odprawiając przy tym obiecane mojemu patronowi honory.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Przeklęta Szczelina, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Kapłan Gotam-gora po raz kolejny wykorzystał swoją zdolność niszczenia nieumarłych tym razem koncentrując się na kobiecie trupojadzie.
- Obyś zmieniła się w to co żresz. Przepadnij ! - wykrzyczał krasnolud.
Ghoulica zakryła głowę łapskami i rzuciła się do ucieczki, rozchlapując ścieki i przecierając się między pływającymi zwłokami. Kudłaty ghoul z wolna ruszył na krasnoluda.
Kapłan skoncentrował swoją moc na nim. I tym razem udało się jedynie przegnać stwora, a nie go zniszczyć. Kudłacz dał drapaka za załom skalny.
Korzystając z chwili Balin zaczął rozglądać się w poszukiwaniu zwłok krasnoluda. Jedak jak można się było domyślić, większość zwłok była rozszarpana i ogryziona do kości, część z nich spoczywało na dnie. Część zwłok była porozrzucana przez ghoule na całej długości dna szczeliny, czyli około stu pięćdziesięciu krokach. Zapowiadał się kawał cuchnącej roboty.
Krasnolud przeszukał najbliższą okolicę, jednak nie znalazł poszukiwanego ciała. Musiał odwiązać się od liny i zwiększyć zasięg poszukiwań.
Kapłan Gotam-gora po raz kolejny wykorzystał swoją zdolność niszczenia nieumarłych tym razem koncentrując się na kobiecie trupojadzie.
- Obyś zmieniła się w to co żresz. Przepadnij ! - wykrzyczał krasnolud.
Ghoulica zakryła głowę łapskami i rzuciła się do ucieczki, rozchlapując ścieki i przecierając się między pływającymi zwłokami. Kudłaty ghoul z wolna ruszył na krasnoluda.
Kapłan skoncentrował swoją moc na nim. I tym razem udało się jedynie przegnać stwora, a nie go zniszczyć. Kudłacz dał drapaka za załom skalny.
Korzystając z chwili Balin zaczął rozglądać się w poszukiwaniu zwłok krasnoluda. Jedak jak można się było domyślić, większość zwłok była rozszarpana i ogryziona do kości, część z nich spoczywało na dnie. Część zwłok była porozrzucana przez ghoule na całej długości dna szczeliny, czyli około stu pięćdziesięciu krokach. Zapowiadał się kawał cuchnącej roboty.
Krasnolud przeszukał najbliższą okolicę, jednak nie znalazł poszukiwanego ciała. Musiał odwiązać się od liny i zwiększyć zasięg poszukiwań.
Balin trzy razy używał zdolności profesjonalnej zniszczenie martwiaka. Trzy raz testowałem jego Wiarę, 34,10, 55 - Trzy testy udane. Czyli martwiaki uciekają. Jednak one też miały dużo szczęścia, bo każdy z nich zdał test na odporność nr 4, więc dalej istnieją.
Ostatnio zmieniony 31 maja 2014, 16:21 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Buuu! Wszyscy doskonale się bawią, tylko Huskun wlecze się na swoim krnąbrnym osiołku w nieznane! 
8art edit: najlepiej bawi się Balin brodząc po pas w wodnistej brei, pośród fetoru gnijących ciał, żeby dokonać sekcji krasnoluda. Osiołek, nawet krnąbrny, przy tym to jak wakacje na Tajlandii z lokalnymi prostytutkami w promocyjnej cenie, zważywszy na fakt, że gobliny lubią sobie poużywać na biednych zwierzaczkach;p
8art edit: najlepiej bawi się Balin brodząc po pas w wodnistej brei, pośród fetoru gnijących ciał, żeby dokonać sekcji krasnoluda. Osiołek, nawet krnąbrny, przy tym to jak wakacje na Tajlandii z lokalnymi prostytutkami w promocyjnej cenie, zważywszy na fakt, że gobliny lubią sobie poużywać na biednych zwierzaczkach;p
Ostatnio zmieniony 02 czerwca 2014, 00:16 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Przeklęta Szczelina, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Balin odwiązał linę nadal trzymaną przez rycerza i odkrzyknął na jego pełne zaniepokojenia zawołania, uspokajając go, po czym ruszył brnąc i chlupocąc w śmierdzącej jak samo królestwo Morghlitha wodzie. Ghoule cały czas wychylały się to zza załomów skalnych to z płytkiej wody, ale jak na razie brakło im odwagi aby zaatakować kapłana.
Gdy Balin zaczął wyławiać z dna i obracać pływające na powierzchni zwłoki w mocno posuniętym stopniu rozkładu i natrafił na ciało małej ludzkiej dziewczynki o ogryzionej w połowie głowie jego żołądek stanowczo odmówi posłuszeństwa i kapłanem zaczęły szarpać silne torsje. Zauważywszy słabość Balina ghoule zaczęły z wolna zbliżać się ku niemu. Na razie ostrożnie gotowe rzucić się do ucieczki, trzy umarlaki zbliżały cię, ale z rosnącą pewnością siebie.
Balin odwiązał linę nadal trzymaną przez rycerza i odkrzyknął na jego pełne zaniepokojenia zawołania, uspokajając go, po czym ruszył brnąc i chlupocąc w śmierdzącej jak samo królestwo Morghlitha wodzie. Ghoule cały czas wychylały się to zza załomów skalnych to z płytkiej wody, ale jak na razie brakło im odwagi aby zaatakować kapłana.
Gdy Balin zaczął wyławiać z dna i obracać pływające na powierzchni zwłoki w mocno posuniętym stopniu rozkładu i natrafił na ciało małej ludzkiej dziewczynki o ogryzionej w połowie głowie jego żołądek stanowczo odmówi posłuszeństwa i kapłanem zaczęły szarpać silne torsje. Zauważywszy słabość Balina ghoule zaczęły z wolna zbliżać się ku niemu. Na razie ostrożnie gotowe rzucić się do ucieczki, trzy umarlaki zbliżały cię, ale z rosnącą pewnością siebie.
Balinowi nie wyszedł test na trucizny i choroby(rzut 92), przez co zaczął gwałtownie wymiotować. Będę testował co rundę kiedy przestanie jednak do tego czasu nie może korzystać z umiejętności wymagających mowy (tj. zniszczenie martwiaka lub odegnanie martwiaka czy modlitwa).
Jak na złość nie może znaleźć ciała krasnoluda. (Szybkie przeszukiwanie Balina wynosi 19, rzut 44)Co robi nasz dzielny krasnolud?
Jak na złość nie może znaleźć ciała krasnoluda. (Szybkie przeszukiwanie Balina wynosi 19, rzut 44)Co robi nasz dzielny krasnolud?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Cmentarz Rotgan- kir, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Barthur wraz z Bazookhiem ruszyli prosto do Przeklętej Szczeliny gdzie jak ustalili miało znajdować się ciało lemeona. Po pokonaniu bramy, co nie był zbyt proste, bo strażnicy mocno krzywili się na taki pomysł ze względu na Barthura, który jak ich poinformowano musi być pod baczną obserwacją. Jednak gdy nad zatoką rozpętała się burza trzaskająca piorunami oraz pojawiła się trąba wodna okalająca Zakazaną Wyspę strażnicy musieli zająć się pacyfikacją szalejącej w amoku grupki pielgrzymów Sharami, który oznajmili koniec świata i postanowili podpalić miasto.
Barthur także zastygł jak słup soli z otwartymi oczyma wpatrując się w wyjącą i wijącą się jak wąż trąbę powietrzną ciągnącą w wodę w przestworza. Byłby nawet podzielić pomysł zbliżającego się końca świata, ale Bazookh czym prędzej wyciągnął go za bramę i pobiegli na podgrodzia.
Wszystek mieszkańców - pracujący na polach chłopi, piorące w potoku kobiety, dzieci wywijające drewnianymi mieczami, autochtoni i przybili. Dosłownie wszyscy stali, lub zbijali się w grupy i patrzyli jak burza rozrasta się obejmując coraz większy obszar.
Straże zatrzasnęli bramy, więc dwóm Nieulękłym pozostało jedynie ruszyć ku pozostałym towarzyszom, którzy poszli szukań zwłok krasnoluda.
Gdy dotarli na cmentarz zastali siedzącego na ławce przed domem grabarza Arachela, który ćmił długą fajkę. Widząc Barthura machnął w na powitanie ręką.
- Idzie burza... - mruknął - gdzie się wybieracie?
Barthur wraz z Bazookhiem ruszyli prosto do Przeklętej Szczeliny gdzie jak ustalili miało znajdować się ciało lemeona. Po pokonaniu bramy, co nie był zbyt proste, bo strażnicy mocno krzywili się na taki pomysł ze względu na Barthura, który jak ich poinformowano musi być pod baczną obserwacją. Jednak gdy nad zatoką rozpętała się burza trzaskająca piorunami oraz pojawiła się trąba wodna okalająca Zakazaną Wyspę strażnicy musieli zająć się pacyfikacją szalejącej w amoku grupki pielgrzymów Sharami, który oznajmili koniec świata i postanowili podpalić miasto.
Barthur także zastygł jak słup soli z otwartymi oczyma wpatrując się w wyjącą i wijącą się jak wąż trąbę powietrzną ciągnącą w wodę w przestworza. Byłby nawet podzielić pomysł zbliżającego się końca świata, ale Bazookh czym prędzej wyciągnął go za bramę i pobiegli na podgrodzia.
Wszystek mieszkańców - pracujący na polach chłopi, piorące w potoku kobiety, dzieci wywijające drewnianymi mieczami, autochtoni i przybili. Dosłownie wszyscy stali, lub zbijali się w grupy i patrzyli jak burza rozrasta się obejmując coraz większy obszar.
Straże zatrzasnęli bramy, więc dwóm Nieulękłym pozostało jedynie ruszyć ku pozostałym towarzyszom, którzy poszli szukań zwłok krasnoluda.
Gdy dotarli na cmentarz zastali siedzącego na ławce przed domem grabarza Arachela, który ćmił długą fajkę. Widząc Barthura machnął w na powitanie ręką.
- Idzie burza... - mruknął - gdzie się wybieracie?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rezolutny Goblin, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Gnom pomknął prosto do Rezolutnego Goblina nie szczędząc nóg, tym bardziej, że z nieba zaczęły spadać i lądować ze stukotem kulki gradu. Początkowo osiągały wielkość nasion grochu, jednak w momencie gdy przebiegał przez most nad Senil były już wielkości kasztanów, a ich uderzenia zaczął odczuwać mimo grubej skóry.
Gdy przebiegał przez bramę spostrzegł około trzydzieści postaci o czerwonych mokrych i targanych przez wiatr szatach. Byli to pielgrzymi którzy załamywali ręce, rwali włosy z głów, lub wcierali w nie błoto. Zawodzili i płakali ciągle wrzeszcząc, że Sharami się gniewa i pożarła Czerwonego Węża.
Biegnąc dalej dostrzegł, że takich grupek jest dużo więcej. Mimo, że z nieba z wizgiem zaczęły lecieć kule wielości kurzych jaj i z potężnym impetem roztrzaskiwały się o kamienny bruk, tamci z pokorą i ignorując swoje bezpieczeństwo klęczeli prosząc o przebaczenia. Wbiegając do karczmy dostrzegł kilku pielgrzymów o rozbitych i krwawiących głowach.
- Gdzie Gusłek - Drayaharus krzyknął do karczmarza od progu.
Stojący przy drzwiach karczmarz odrzekł nieco zdziwiony.
- Przecież ruszył z rana do druidów. Nie będzie go do wieczora, a może i wróci nocą.
- A kto jest - dopytywał się nerwowo Imaginerus.
- No, jest Mordil i siedzi w komnacie kapłana Arianny, jest też alchemik oraz giermek tana Orofara - szybko wyliczył karczmarz.
Gnom pomknął prosto do Rezolutnego Goblina nie szczędząc nóg, tym bardziej, że z nieba zaczęły spadać i lądować ze stukotem kulki gradu. Początkowo osiągały wielkość nasion grochu, jednak w momencie gdy przebiegał przez most nad Senil były już wielkości kasztanów, a ich uderzenia zaczął odczuwać mimo grubej skóry.
Gdy przebiegał przez bramę spostrzegł około trzydzieści postaci o czerwonych mokrych i targanych przez wiatr szatach. Byli to pielgrzymi którzy załamywali ręce, rwali włosy z głów, lub wcierali w nie błoto. Zawodzili i płakali ciągle wrzeszcząc, że Sharami się gniewa i pożarła Czerwonego Węża.
Biegnąc dalej dostrzegł, że takich grupek jest dużo więcej. Mimo, że z nieba z wizgiem zaczęły lecieć kule wielości kurzych jaj i z potężnym impetem roztrzaskiwały się o kamienny bruk, tamci z pokorą i ignorując swoje bezpieczeństwo klęczeli prosząc o przebaczenia. Wbiegając do karczmy dostrzegł kilku pielgrzymów o rozbitych i krwawiących głowach.
- Gdzie Gusłek - Drayaharus krzyknął do karczmarza od progu.
Stojący przy drzwiach karczmarz odrzekł nieco zdziwiony.
- Przecież ruszył z rana do druidów. Nie będzie go do wieczora, a może i wróci nocą.
- A kto jest - dopytywał się nerwowo Imaginerus.
- No, jest Mordil i siedzi w komnacie kapłana Arianny, jest też alchemik oraz giermek tana Orofara - szybko wyliczył karczmarz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Kurwa dość, wyciągaj mnie z tego syfu Urgrimie. Krzusząc się wymiocinami, Balin zdołał to jakoś wyartykułować.
Balin nie będzie dalej ryzykował życia babrząc się w trupach. Poświęci kawałek własnej skóry. Sam go wytnie, chyba, że nie da rady, wtedy ktoś w miarę obeznany, tego dokona za pozwoleniem Balina.
Gnom nie czekał na dalsze słowa karczmarza. Od razu popędził do Mordila, chcąc jak najszybciej przekazać mu straszliwe wieści...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Pokój Hirmina Arusa, popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
- .... i tak to właśnie wygląda - zakończył długą i dramatyczną przemowę gnom szukając zrozumienia w mętnych oczach Mordila.
"Złoty goblin" przez długą chwilę siedział z rozdziawioną paszczą, z której ściekała ślina, po czym wstrząsnął się ze wstrętem.
- Baba mona sum! Mordil nie lubi zdechlaków. One śmierdzą i nie chcą ginąc. Mordil zamknąć się w pokoju śpiącego kapłana i wszystko przeczekać. Ty iść już.
Popychany i szturchany Imaginerus znalazł się na korytarzu i przez chwilę wpatrywał w zatrzaśnięte dni. Wiać ze strony Mordila nie czekały, go żadna pomoc czy choć życzliwa rada.
- .... i tak to właśnie wygląda - zakończył długą i dramatyczną przemowę gnom szukając zrozumienia w mętnych oczach Mordila.
"Złoty goblin" przez długą chwilę siedział z rozdziawioną paszczą, z której ściekała ślina, po czym wstrząsnął się ze wstrętem.
- Baba mona sum! Mordil nie lubi zdechlaków. One śmierdzą i nie chcą ginąc. Mordil zamknąć się w pokoju śpiącego kapłana i wszystko przeczekać. Ty iść już.
Popychany i szturchany Imaginerus znalazł się na korytarzu i przez chwilę wpatrywał w zatrzaśnięte dni. Wiać ze strony Mordila nie czekały, go żadna pomoc czy choć życzliwa rada.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Przeklęta Szczelina, popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Targany wymiotami krasnolud ruszył z powrotem ku zwisającej ze szczytu liny. Cofał się wolno macając ostrożnie grunt pod nogami. Obawiał się, że jeżeli obróci się plecami do ghouli lub zacznie zachowywać się zbyt szybko, zachęci to przeciwników do ataku. Pusty żołądek targnął się jeszcze dwukrotne, po czym skapitulował dając Balinowi chwilę wytchnienia.
Gdy na powrót przywiązywał linę do swojej uprzęży rozczochrana ghoulica ruszyła nieco szybciej rozpychając pływające zwłoki na boki. Wtedy to na tafli zgniłej wody zamajaczył skołtuniony pęk czarnych kręconych włosów. Niechybnie bardzo obfitej brody, jaką zwykli nosić krasnoludzi.
Targany wymiotami krasnolud ruszył z powrotem ku zwisającej ze szczytu liny. Cofał się wolno macając ostrożnie grunt pod nogami. Obawiał się, że jeżeli obróci się plecami do ghouli lub zacznie zachowywać się zbyt szybko, zachęci to przeciwników do ataku. Pusty żołądek targnął się jeszcze dwukrotne, po czym skapitulował dając Balinowi chwilę wytchnienia.
Gdy na powrót przywiązywał linę do swojej uprzęży rozczochrana ghoulica ruszyła nieco szybciej rozpychając pływające zwłoki na boki. Wtedy to na tafli zgniłej wody zamajaczył skołtuniony pęk czarnych kręconych włosów. Niechybnie bardzo obfitej brody, jaką zwykli nosić krasnoludzi.
Udany test (13)na przeszukiwanie, pozwolił dostrzec brodę krasnoluda i udany test na trucizny i choroby (23) uwolnił Balina od wymiotów.
Ghoule są już bardzo blisko. Co zamierza zrobić Balin?
Ghoule są już bardzo blisko. Co zamierza zrobić Balin?