PBF - Ścigając samego siebie
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Skrzyżowanie z międzystanową w Jean
Postrzelony w nogę mężczyzna otworzył szerzej oczy, kiedy dotarł do niego sens słów blondyna, ale nie zdążył powiedzieć choć słowa. Drewniana kolba sztucera spadła na jego czaszkę, uderzyła w nią z donośnym trzaskiem pozbawiając człowieka przytomności. Odkładając karabin na ziemię jasnowłosy zabójca uklęknął obok Kajdaniarza odpinając część rzepów na boku kamizelki i zdejmując ją wprawnymi ruchami z ciała ofiary.
Pozbawiwszy nieprzytomnego człowieka pancerza blondyn wyciągnął z kieszonki plecaka długi kuchenny nóż i wbił go bez chwili zastanowienia prosto w serce skazańca. Ostrze weszło bez trudu w ciało mężczyzny, przeszyło żywotny organ przynosząc ze sobą natychmiastową śmierć. Blondyn odczekał kilka sekund, po czym wyciągnął zakrwawione ostrze z ciała zabitego wycierając je o jego przepocony podkoszulek.
Chłodne spojrzenie jego niebieskich oczu pobiegło ku twarzy stojącego obok pastora, obserwującego w milczeniu poczynania mężczyzny.
- Niechaj mu ziemia lekką będzie - powiedział kaznodzieja nie okazując żadnych emocji, nie próbując blondyna karcić ani wygłaszać pod jego adresem moralitetów. Chowając do plecaka swój nóż jasnowłosy zabójca nie zdołał oprzeć się wrażeniu rosnącej sympatii wobec Gottschalka.
Dwaj szabrujący zabudowania stacji mężczyźni wywlekli na zewnątrz budynku swe łupy, ciskając je na ziemię przy zepsutym dystrybutorze. Mięsne konserwy powędrowały od razu do plecaków wędrowców, podobnie jak latarki, kompas czy zapalniczki. Dywagujący na temat pomysłu zatrucia wody w kanistrze chudzielec po dłuższej chwili gorączkowego szukania trucizny rozpromienił się szeroko i rozpiąwszy spodnie nasikał bez śladu żenady do środka pojemnika, robiąc przy tym wyjątkowo ucieszne miny.
Zaciągnięte na pobocze szosy trupy zniknęły po kilku minutach pod warstwą nasypanego na nie rękami piachu i niewielkich kamieni. Otwarta naprędce butelka zdobycznego piwa okrążyła wszystkich czterech mężczyzn, błyskawicznie osuszona przy wtórze zadowolonego pomlaskiwania.
- Spadajmy stąd - powiedział w końcu blondyn, wskazując dłonią na pasy drogi międzystanowej biegnące na południe w kierunku Primm - Czas na nas.
Postrzelony w nogę mężczyzna otworzył szerzej oczy, kiedy dotarł do niego sens słów blondyna, ale nie zdążył powiedzieć choć słowa. Drewniana kolba sztucera spadła na jego czaszkę, uderzyła w nią z donośnym trzaskiem pozbawiając człowieka przytomności. Odkładając karabin na ziemię jasnowłosy zabójca uklęknął obok Kajdaniarza odpinając część rzepów na boku kamizelki i zdejmując ją wprawnymi ruchami z ciała ofiary.
Pozbawiwszy nieprzytomnego człowieka pancerza blondyn wyciągnął z kieszonki plecaka długi kuchenny nóż i wbił go bez chwili zastanowienia prosto w serce skazańca. Ostrze weszło bez trudu w ciało mężczyzny, przeszyło żywotny organ przynosząc ze sobą natychmiastową śmierć. Blondyn odczekał kilka sekund, po czym wyciągnął zakrwawione ostrze z ciała zabitego wycierając je o jego przepocony podkoszulek.
Chłodne spojrzenie jego niebieskich oczu pobiegło ku twarzy stojącego obok pastora, obserwującego w milczeniu poczynania mężczyzny.
- Niechaj mu ziemia lekką będzie - powiedział kaznodzieja nie okazując żadnych emocji, nie próbując blondyna karcić ani wygłaszać pod jego adresem moralitetów. Chowając do plecaka swój nóż jasnowłosy zabójca nie zdołał oprzeć się wrażeniu rosnącej sympatii wobec Gottschalka.
Dwaj szabrujący zabudowania stacji mężczyźni wywlekli na zewnątrz budynku swe łupy, ciskając je na ziemię przy zepsutym dystrybutorze. Mięsne konserwy powędrowały od razu do plecaków wędrowców, podobnie jak latarki, kompas czy zapalniczki. Dywagujący na temat pomysłu zatrucia wody w kanistrze chudzielec po dłuższej chwili gorączkowego szukania trucizny rozpromienił się szeroko i rozpiąwszy spodnie nasikał bez śladu żenady do środka pojemnika, robiąc przy tym wyjątkowo ucieszne miny.
Zaciągnięte na pobocze szosy trupy zniknęły po kilku minutach pod warstwą nasypanego na nie rękami piachu i niewielkich kamieni. Otwarta naprędce butelka zdobycznego piwa okrążyła wszystkich czterech mężczyzn, błyskawicznie osuszona przy wtórze zadowolonego pomlaskiwania.
- Spadajmy stąd - powiedział w końcu blondyn, wskazując dłonią na pasy drogi międzystanowej biegnące na południe w kierunku Primm - Czas na nas.
Pora podjąć dalszą wędrówkę - póki nigdzie nie widać jeszcze Kajdaniarzy!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Pewnie i tak goniec słyszał strzały. Na takim pustkowiu niesie na wiele mil, więc domyślił się, że zrobiło się tu dla kogoś ciepło. Ja bym zawijał mandżura stąd jak najszybciej, bo nie wiadomo czy kolo nie kłamał, że będą tu za godzinę. Mogą być za kwadrans. Napiją się ochrzczonej wody to im się od razu lepiej zrobi... - Chudy zaczął się głośno śmiać bardzo kontent ze swojego głupiego pomysłu z nasikaniem do kanistra.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Międzystanowa I-15 pomiędzy Jean i Primm
Świadomi ryzyka związanego z napotkaniem następnych Kajdaniarzy, czterej mężczyźni szybko opuścili prowizoryczny posterunek skazańców przy wjeździe na autostradę, wspięli się na jej nasyp maszerując szybkim krokiem w kierunku południa. Ich zmrużone oczy śledziły bacznie całą okolicę, gorączkowo szukając choćby śladu zasadzki. Skaliste wzgórza ciągnęły się po obu stronach międzystanowej, strasząc wędrowców spękanymi od słonecznego żaru zboczami i zdrewniałymi łodygami uschniętych krzewów.
Lejący się z nieba skwar sprawiał, że ludzie dosłownie ociekali potem, najbardziej zaś cierpiał nienawykły do takiego stanu rzeczy albinos, który po kilku milach wytężonego marszu zaczął słabnąć zauważalnie i zarzekać się, że ma jakieś dziwne omamy.
Nie chcąc ryzykować dalszych kłopotów, mężczyźni pozwolili sobie na zaledwie kwadrans odpoczynku, przez cały czas nie spuszczając oka z okolicy. Idący przodem blondyn sięgał co jakiś czas po swój myśliwski sztucer, przyglądał się podejrzanym elementom otoczenia przez optyczną lunetę broni.
Przez trzy godziny marszu przez rozpalone słońcem pustkowia mężczyźni natrafili jedynie na rdzewiejące i wyszabrowane wraki samochodów oraz niewielkie jaszczurki wygrzewające się w promieniach słońca. Aż do przedmieść Primm nie zauważyli wokół siebie śladów człowieka.
Primm powitało ich swądem palonych opon i trzaskiem sporadycznych wystrzałów, niosących się echem daleko po otaczającej miasteczko pustyni.
Świadomi ryzyka związanego z napotkaniem następnych Kajdaniarzy, czterej mężczyźni szybko opuścili prowizoryczny posterunek skazańców przy wjeździe na autostradę, wspięli się na jej nasyp maszerując szybkim krokiem w kierunku południa. Ich zmrużone oczy śledziły bacznie całą okolicę, gorączkowo szukając choćby śladu zasadzki. Skaliste wzgórza ciągnęły się po obu stronach międzystanowej, strasząc wędrowców spękanymi od słonecznego żaru zboczami i zdrewniałymi łodygami uschniętych krzewów.
Lejący się z nieba skwar sprawiał, że ludzie dosłownie ociekali potem, najbardziej zaś cierpiał nienawykły do takiego stanu rzeczy albinos, który po kilku milach wytężonego marszu zaczął słabnąć zauważalnie i zarzekać się, że ma jakieś dziwne omamy.
Nie chcąc ryzykować dalszych kłopotów, mężczyźni pozwolili sobie na zaledwie kwadrans odpoczynku, przez cały czas nie spuszczając oka z okolicy. Idący przodem blondyn sięgał co jakiś czas po swój myśliwski sztucer, przyglądał się podejrzanym elementom otoczenia przez optyczną lunetę broni.
Przez trzy godziny marszu przez rozpalone słońcem pustkowia mężczyźni natrafili jedynie na rdzewiejące i wyszabrowane wraki samochodów oraz niewielkie jaszczurki wygrzewające się w promieniach słońca. Aż do przedmieść Primm nie zauważyli wokół siebie śladów człowieka.
Primm powitało ich swądem palonych opon i trzaskiem sporadycznych wystrzałów, niosących się echem daleko po otaczającej miasteczko pustyni.
Dotarliście do Primm bez szwanku. Ze względu na upał albinos zaliczył kolejny krzyżyk w tabelce wyczerpania.