Kmicic niepewnie patrzył na barwne towarzystwo cwaniaka, borga, komandosa jak żywcem wyjętego z broszurki specnazu i doktora, którego tożsamości nie do końca był pewien. Nie wiedział kim są, ale raczej podobnie jak on sam mieli na pieńku z Belacorpem. Musieli się stąd jakoś wydostać, ale Kmicic nie bardzo chciał zdradzać sekrety Witebska. Nie przed nieznajomymi.
Obszukał trupa, którego głowa kogoś mu przypominała zanim zamieniła się w krwawą miazgę, a potem miejscówkę. Wiedział czego szuka: ukrytego przejścia. To mogło w razie większego W uratować mu dupsko. Choć z drugiej strony i tak pewnie odpowiednie korpy znały jego dokładną lokalizację. Rana na boku piekła niemiłosiernie...
Gdy Sasza skończył cerować pana cwaniaka (a sexi borg zdradził jego prawdopodobną tożsamość), Bjerezowski odciągnął doktora. Sprawa była dość poważna. Nie mógł skontaktować się z nikim z Ruchu, bez obawy na zdenuncjowanie:
- Saszka, nuże kurwa smatri! - odsłonił ranę na boku: - doktorowa zaczipowała mnie kak jebanu sobaku! Ty wyjmij mnie to gówno w pizdjec.
Wątek techniczny
Szukam tajnych przejść, przytulam jakiegoś gnata, tudzież materiały wybuchowe.