Rozumiem, że Motłoch oryginalnie był debilem. Przypakowanym, ale zawsze.
Powiedzmy, że ostatnie "przeżycia" , skrzywiły go w stronę profesjonalizmu.
To znaczy aż do tej chwili, bo zaraz wszystko pierdolnie
W opinii Jelcynowa wszyscy są debilami (bo ma INT 10). Co do pierdolnięcia- to ani Motłoch, ani Tania nie zdają sobie z tego sprawy. Motłoch i Tania są w pomieszczeniu tuż przy wejściu. Kmicic i Jelcynow zagłębili się nieco dalej, są w kolejnym pomieszczeniu, dawniej służącym za pokój "kosmetyczny".
Ostatnio zmieniony 25 czerwca 2014, 11:36 przez Denver, łącznie zmieniany 1 raz.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
Kmicic nie miał czasu aby przejrzeć wszystkie kable i ocenić który jest właściwą częścią zapalnika. Saperzy z reguły nie bawili się w takie wydumane zabawki. Ot normalnie wystarczyło umiejętnie wykręcić zapalnik, pociąć kable, lub dokonać kontrolowanej eksplozji. To była robota jakiegoś psychola, ale wciąż było 50% szans że trafi na właściwy. Złapał za żółty i nie wiedząc czemu pytająco spojrzał na Jelcynowa. Potem go wyrwał...
Wątek techniczny
Rozumiem, że nie idzie spieprzyć stąd poza skuteczny zasięg rażenia? Bo jak idzie to wieje i wpieprzam pare pkt szczescia, tak ze nawet Mr Bolt byłby przy mnie powolny.
Czy to już koniec?
edit: jeśli się udało to przytulam ten plastik i zapalnik. Zawsze sie może przydać do wysadzenia drzwi itp
Jak się nie udało, to nie pozostaje nic innego jak się przytulić do anioła stróża
Ostatnio zmieniony 25 czerwca 2014, 11:51 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
Najpierw dało się zauważyć że Tania znieruchomiała, jej jedyne oko zamknięte. Twarz się wygładziła ... jakby coś w środku pękło. I kiedy wydawało się że to już koniec ... zaczęło się.
Uzbrojeni wrogowie najpierw. Kamienie w twarze by krew oczy zalała. Atakować. Przemieszczać się zygzakami i nisko by cały czas mieć pełną kontrolę nad poruszaniem się. Jak zmniejsza to szansę na krytyczne uszkodzenia bez zmniejszenia szansy na neutralizację celów, czynić tak. Szybkość ponad wszystko. Trzej uzbrojeni żołnierze, wpaść pomiędzy nich i poharatać szponami po ścięgnach achillesa. Albo tętnicach. Zdobyć broń palną by ostrzelać snajpera w trakcie podchodzenia ... by nie wychylał się. Precyzyjnie i oszczędzając amunicję. Optymalnie. Jak się da to powodować rykoszety by dodatkowo zadrażnić snajpera. Złapać snajperkę i ... kontynuować eliminację wrogich celów. Zaczynając piorytetowo: Borgi, Uzbrojeni, Nieuzbrojeni. Po cichu. Jak program indukuje że minutka odpoczynku pozwoli efektywniej zadziałać po tym jak nanoboty zaszaleją, tak czynić.
Wiej, Motłoch. SPIERDALAJ !
Zakładam że tymczasowo Motłoch jest nieuzbrojony, jak jest to ... sorki bracie.
Sześć kul. Cztery cele. Prosta kalkulacja. Przełożył ciężkokalibrowego gnata do prawej ręki. Lewą ściągał przewieszonego kałacha. Blisko przy ścianie. Oparty plecami o mur.
Zmysł.
Do tego się urodził.
Tania.. -rzucony od strony niuni kawałek pustaka huknął o łeb Molocha niczym parowóz o górę granitu. Pustak rozpieprzył się na dwie nierówne części skrywając obtłuczony łeb ruskiego twardziela w chmurze pyłu i krwi.
Skrzywił się nieludzko. Wściekł. Tak się kurwa kończą super pomysły Jelcynowa.
Skoczyła na niego w cyberpsychotycznym szale. Zasłonił twarz ręką. Tą cholerną ręką z mięsa. Cięcie. Ból. Odruch. Zacisnął rękę. Strzał w sufit. Dał sobie wyrwać cholernego gnata!
Pieprzony wrzask z głębi domu.
Nie ma czasu! Wciąż ogłuszony poszedł za dzikim instynktem napierając i uderzając głową w opancerzony łeb blaszanego drwala. Znalazł się między szponami.
Aaaargh!!
Wbiła się w niego niczym jadowity skorpion
Cios w klatkę piersiową. Inwestycja w pancerz podskórny raz jeszcze ocaliła mu życie. Wszedł łokciem pod ramię borga. Uwolnił wreszcie drugą rękę zrywając pasek karabinu.
Kolba! Kolba! Kolba! Skurwysynu!
Odepchnął, odrzucił od siebie. Wciąż przyparty do muru wykopał przerośnięty toster ponad głową, przez dziurę po oknie na ulicę.
Edytor bólu odciął doznania.
Donośny huk z wnętrza. Budynek zatrząsł się w posadach.
[center]***[/center]
Skoczył ku jej przerażonej twarzy. Minął ją sunąc w piekielnie zwolnionym tempie ku drżącym dłoniom ściskającym zapalnik. Wyrwał żółty kabel.
Zły kabel.
Zmrużyła oczy kumulując cały swój lęk w płucach. Przeciągły, paniczny wrzask wypełnił całe pomieszczenie.
Nie nacisnęła małego, czerwonego przycisku. Puściła wszystko. zapalnik poszybował ku ziemi odwracając się kilkukrotnie w locie, dopiero wówczas Kmicic dostrzegł, że nie był do niczego podpięty.
Chciał zaśmiać się, gdy sufit wraz z wisielcem runął na podłogę.
[center]***[/center]
Jelcynow kątem oka obserwował miotającego się jak świr skazańca. Najwyraźniej okoliczne powietrze nie miało na niego dobrego wpływu.
Czuł powoli zaciskającą się wokół jego szyi pętlę.
Bez wsparcia i tak przepadną, ale jego obstawa ciągnęła za swoją robotę grube Eurodolce.
Może z wyjątkiem Tani..
..ale obecnie okazywała się bardzo przydatna. Solidne japońskie oprogramowanie. Żaden amerykański szmelc.
Strzały. Bardzo blisko. Pętla coraz ciaśniejsza.
Wrzask małolaty. Ten więzień pewnie był jakimś zboczeńcem. Jego sprawa.
Motłoch - 4 obrażenia (w tym jedno to stłuczenie- zejdzie szybko) Ale naprawdę miałeś sporo fuksa z tymi szponami Tani.
8art- wszystkiego najlepszego z okazji urodzin
Tania- ale rzeźnia na podwórku, bynajmniej nie taka, jakiej się spodziewałem. Znowu rzuty.. zaskakujące.
Spoiler!
Twardy ma łeb ten nasz koleżka. Obrażenia łba po ''pustaczku'' to jedynie stłuczenie.
Równy rzut na inicjatywkę w drugiej rundzie. Robi się dość ciekawie. Zakładam, że Tania chce zdobyć broń i wyeliminować cel- zgodnie z deklaracją. Cios Tani udany, na szczęście dla Motłocha obrażenia od szponów niewielkie- idą w prawą rękę dzierżącą broń- peszek, bo ta akurat ręka jest z żywej tkanki, ale przechodzi tylko jedno obrażenie (fuks)- GunJitsu Tani i próba rozbrojenia Motłocha udana. Tania wyrywa gnata. Motłoch ma lewą rękę zaplątaną w kałacha- tyle dobrego, że Tania mu go nie wyrwie, ale też nie zada ciosu tą ręką, w tej sytuacji Motłoch nie ma wyjścia- wymiana ciosów wręcz, szamotanina w zwarciu. Motłoch przyjmuje kolejny cios szponami na klatę, ale daje radę łupnąć Tani kolbą w głowę i poprawić kopniakiem. A kopniaczek wychodzi ślicznie.
Spoiler!
No i .. masakra. Rzuty wypadły fatalnie dla Tani.
Najpierw wypadła na zewnątrz. Pierwsza inicjatywka i zakładam strzał w banię do najbliższego gościa. No i w rzucie na atak wypada 1- krytyczny peszek, ale luz, żeby się taka spluwa zacieła to musiałaby wypaść druga jedynka- no i .. wypada. Ups!
Zostajesz na otwartej przestrzeni.
Dwóch gości pruje z kałachów amunicją przeciwpancerną. To nadal jest dobra broń.
Trzeci gość wali z 13 milimetrowego "rolls royce'a" S&W przeznaczonego do zatrzymywania ciężko zadrutowanych pociskiem przeciwpancerno- zapalającym.
Tors Tani jest podziurawiony jak sito, do tego podpalony. Osmolony, czarny kadłub dymi i jara się niczym koksowniczek.
System zostaje awaryjnie wyłączony.
Zostaje dosłownie kilka punktów wytrzymałości strukturalnej torsu cyborga. Oznacza to tyle, że nie rozpieprzyli Tani do zera, obrażenia od ognia wchodzą dopiero w drugiej rundzie, ale Tania jest wyłączona. Wygląda jak sterta złomu.
Mózg jednak żyje.
Przyznam, że takiego niefarta się nie spodziewałem, ale walka to walka. Bywa różnie. Póki ktoś się Tanią nie zajmie nie możesz robić nic, poza pozwoleniem na noszenie siebie. Nawet gadać nie masz jak.
Ale to jeszcze nie jest ostatnie słowo panny blaszki. Czekaj na rozwój wydarzeń.
Poprosiłbym Cię o wpis fabularny Twojej walki z uwzględnieniem tego, co napisałem.
Ostatnio zmieniony 27 czerwca 2014, 16:32 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Plastikowa panna-zabawka wyleciała przez okno jak wystrzelona z armaty, obracając się w powietrzu i celując jednemu z rozdziawiających japy żołdaków pomiędzy oczy z rewolweru ! Czas niemal zatrzymał się w miejscu gdy patrzył w powiększający się otwór lufy i widział jak kurek zaczyna się ruszać ... by posłać go do wszystkich diabłów !
Głośne klikniecie później oznajmiło że robo-laska coś nie tego z tą pukawką. Wylądowała przed nimi ... oni zerknęli jeden na drugiego z głupimi minami, w czasie gdy robo-niunia zmarnowała czas na kilka kolejnych wydmuszek, nie wystrzałów.
Podnieśli kałachy i z głośnym wrzaskiem wywalili w nią całą zawartość magazynków ! Spychając borga do tyłu tak bardzo że aż o ścianę walnęła, ale jak zobaczyli że zaczeła się prostować ... zbledli. Nie zdążą tak szybko przeładować !
W tym momencie snajper przypomniał o sobie gdy lewy implant robo-laski eksplodował wystawiając na widok publiczny opatentowaną zawartość należącą do znanej Japońskiej firmy cybernetycznej. Tym razem blaszanka nie podniosła się ... tylko z resztek cycka płomienie buchnęły wraz ze snopem iskier !
Denver, gratulacje. Twój zakapior lepszy od porucznika Ivanowa jest. Z tego ruskiego klona Rambo, co amerykańców jak kaczuszki strzelał i pierożki wpierniczał.
8art, nie martw się (chyba nie zwariował ze szczętem) jesteś gdzie indziej chyba. Łapki do góry dawałeś czy coś ?
Nie na pusto. Robo niuni wypadł najgorszy możliwy wynik przy zabawach z bronią- Hydra Shocki w chwili obecnej klinują komorę rewolweru.. a wesoła blaszanka trzaska iskierkami niczym polano w kominku.
Bjerjezowski jedynie w szoku, wisielec spadł z fragmentem sufitu kilka metrów dalej.
Białoruś, ruiny Witebska, 14:20 czasu wschodnioazjatyckiego
Byli jak szczury w pułapce. Szef zniknął gdzieś w głębi budynku z jednym z tych przybłędów. Motłoch wiedział, że muszą się poruszać. Budynek prawdopodobnie był otoczony, a kanonada nasuwająca skojarzenie z plutonem egzekucyjnym nie wróżyła nic dobrego.
Tym bardziej, że nie usłyszał ani jednego wystrzału ze swojej pukawki. cokolwiek było na zewnątrz, błyskawicznie wysmażyło Tanię.
Potem zaległa cisza. Nie słyszał napastników, ale doświadczenie bojowe podpowiadało mu, że podchodzili już pod budynek. Twardzi profesjonaliści, jak on.
Nagle zdał sobie sprawę, co zrobiłby na ich miejscu chcąc wykurzyć z walącej się ruiny przeciwnika.
Byli dobrze wyposażeni. Błędem byłoby łudzić się, że nie mieli granatów.
[center]***[/center]
Jelcynow wsparł się o ścianę przyglądając się dziwnym zachowaniom Kmicica. Huk broni i częściowo zarwanego sufitu dziwnie nie robił na nim wrażenia. Czuł się zobojętnialy i otumaniony.
Oddychał spokojnie i miarowo. Coś było nie tak.
Ołowiany posmak w ustach i nos wypełniony jakimś syfem. Wydawało mu się, że coś go dusi. Przetarł skronie. Schował twarz w drżącej dłoni na chwilę przymykając oczy.
Poczuł na roztrzęsionej dłoni wilgoć; była ubrudzona krwią. Przetarł ponownie, świadomie twarz zdając sobie sprawę, że z nosa i ust sączy mu się jasnoczerwona jucha.
[center]***[/center]
Fragmenty sufitu opadły kilkadziesiąt centymetrów od jego nóg. Poświęcił im jedynie chwilę uwagi czując dobry omen. Zakrył palcem usta, licząc że młoda zrozumie jego intencje.
gdy jego ręce powędrowały ku niej możliwie spokojnym ruchem rzuciła się gryząc go w nadgarstek. Odruchowo szarpnął się i zdzielił dziecko pięścią w twarz. Upadła na ziemię, lecz nie straciła przytomności. Nie tak to planował, ale nie miał czasu na przyjemniejsze pogaduszki. Zdziczały bachor. Wyszło jak wyszło.
Przydusił ją kolanem dosłownie zrywając z niej uprząż, na której zamocowano ładunki.
Jelcynow- czujesz, że miesza Ci się w głowie. Żadnej pętli nie ma, ale krew jest prawdziwa.. chyba..
Kmicic- półtora kilo C4 wpadło w Twoje chciwe łapki. Sklecisz też zapalnik. Niestety wyszło brutalnie.
Motłoch- walczysz o przeżycie własne, czy dbasz o szefa? Nie wiesz nawet, czy jest z budynku inne wyjście. Nie wiesz, co z bossem.
Tania gotowa do rdzewienia na zewnątrz.
Nie słychać Saszy. Nie wiadomo, co z nim.
AK jest jak teściowa- wredne toto i nigdy nie choruje. Możesz toto zakopać, wykopać i dalej będzie na chodzie.
Konkretnie napisz, w jaki sposób sprawdzasz jak sytuacja na zewnątrz- wyglądasz na ułamek sekundy? Jeśli tak to przez okno, przez drzwi? Wychylasz się asekuracyjnie z gnatem, czy bez?
Szukasz jakiegoś lusterka? Określ to dokładnie.